24/08/2026
Szkocja. Równie piękna jak i surowa w swej istocie.
Zawsze zadziwia mnie fakt, że ludzie mogą żyć w naprawdę trudnych warunkach i żadne warunki pogodowe nie są im straszne. Chyba jest to możliwe tylko wtedy, kiedy żyliśmy tak od urodzenia i wszystko, co dla odwiedzających takie miejsca stanowi jakiś dyskomfort, dla tubylca jest czymś zupełnie normalnym - ani nad wyraz trudnym, ani szczególnie wymagającym.
Gorzej, jeśli zmuszamy się do życia w miejscu, w którym jest nam ciężko, bo mamy poczucie obowiązku - może wobec rodziny, może wobec pracodawcy, a może wobec zainwestowanych pieniędzy lub czasu. To chyba trochę tak, jakbyśmy byli zakładnikami danego miejsca, innych ludzi czy może (nie)własnych przekonań na temat tego, kim jestem, co mogę i czego nie mogę. To chyba tak jakby być drzewem.
Tymczasem życie płynie sobie gdzieś obok nas, a czas na nas nie czeka. Z zazdrością, a może nawet i ze złością patrzymy na tych, którzy idą po swoje i pokazują bez zażenowania swoje wymarzone życie.
Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zawiść, którą - jak nam się wydaje - kierujemy na tych, „którym się udało” - tak naprawdę uderza w nas samych. Truje nas od środka bardzo powoli, ale konsekwentnie.
Stajemy się ofiarami własnych negatywnych myśli, nie próbując nawet szukać własnej drogi. Z czasem gaśniemy bardziej i bardziej, stając się coraz bardziej rozgoryczeni sobą, swoją, wydawałoby się, bezradnością, która być może jest tylko wygodnym przystankiem, z którego żaden autobus nie odjeżdża.
Mówią w internecie, że najważniejszym składnikiem zmiany jest decyzja, ale taka z trzewi. To decyzja podjęta pomimo lęku przed tym, co nowe i nieznane. Cała reszta przyjdzie z czasem - okoliczności, możliwości, ludzie.
I z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że coś w tym jest.
Mamy jednak tendencję, by popadać w wątpliwości co do słuszności własnych decyzji, co tylko komplikuje „złożone zamówienie”. Najważniejsze, by nie zmieniać zdania, by nie siedzieć w głowie i nie oglądać w kółko różnych pesymistycznych scenariuszy, które głowa nam podrzuca, ani nie słuchać „dobrych rad” od ludzi, którzy całe życie przeżyli w jednym miejscu.
Tu trzeba raczej wyobrażać sobie, jakby to było - tak jak robiliśmy to będąc dziećmi. Jakbym się czuł/a, gdybym już to miał/a albo tam był/a lub taka, taki był/a. Czucie ciała i „ładowanie” go przyjemnymi emocjami - mnie to pomaga. Może warto sprawdzić?
Lepiej żałować na koniec życia, że czegoś spróbowałeś, że sprawdziłeś, niż żałować, że nie zrobiłeś nic.
Najpierw jednak decyzja.
Rozłóż żagle, rozciągnij skrzydła i poczekaj na wiatr.
Pięknego życia ❤️