Jak to w tematyce wody bywa, zapraszamy do śledzenia ;)
Eliza i Voyteck Jesteśmy dwójką przyjaciół i małżeństwem zarazem. Wiele rzeczy nas łączy, ale morsowanie jest dla nas szczególnie ważne. Nasza przygoda z zimnem trwa od 2012 roku i nie wyobrażamy sobie zimy bez morsowania :)
Eliza:
Powiem tak. Jestem zmarzluchem. Nie lubię, ba nie cierpię zimna. Czy lubię morsowanie? Za każdym razem jest to
dla mnie wyzwanie, nie przychodzi mi to łatwo. Ale to co się czuje jak już przełamię swoją słabość...Jest wspaniale! Endorfiny latają jak szalone, niesamowita energia, zadowolenie z siebie (znowu dałam radę :)
Należeliśmy na początku do krakowskiego Klubu Morsów Kaloryfer, teraz morsujemy sami lub z grupą przyjaciół i znajomych. Jakie zauważyłam zmiany? Jeśli chodzi o wygląd to na pewno lepszy stan skóry - Jędrność! Zdrowie - nie choruję :) Zawsze dwa razy w roku miewałam poważne infekcje na wiosnę i jesień. Odporność organizmu-jest! Nie wydaję pieniędzy na leki i nie muszę się faszerować chemią, która wyniszcza organizm - to jest piękne! Tolerancja na zimno-zwiększyła się! Lepsze krążenie! Morsowanie jest naturalnym "antybiotykiem" dostępnym dla każdego, za darmo! Wystarczy się przełamać! Chciałabym zachęcić wszystkich, którzy maja obawy i boją się zimna! Ono naprawdę może być zbawienne! Morsowanie jest cool :)
Voyteck:
Zimno mnie facsynuje. Czuję, że mnie konserwuje, odmładza, napędza, uszczęśliwia. Jestem mocno zainteresowany naukową stroną wpływu zimna na ludzki organizm w połączeniu z treningiem i żywieniem. Uważam, że morsowanie to powrót do korzeni, to jeden z elementów naszego jestestwa który może odwrócić wszechobecną tendencję do wygody, komfortu i stagnacji. Życie to ciągła zmiana, nasz organizm potrzebuje zmian, bodźców, żeby trwać w zdrowiu.