02/06/2026
Odechciewa mi się pisać ostatnio. Bo jakoś tak. I jakoś tak nawet chuć grubszych wypraw jak na razie też trzymana jest na wodzy...
Chyba już też mi w końcu przechodzi ten taki mus bycia tą atencyjną dziwką, wiesz? 😁 Jak jaki uzależniony od obecności. Cienkawe. Bez posta nie ma życia? Otóż jest 😁.
Nie tak dawno, widziałem rzeczy, co dały mi do myślenia. Jesteśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie tylko można sobie wyobrazić, a tu u niektórych smuteczek, bo nie można wysłać fejsbuczków, bo internetki słabe. I lajków nie będzie. Olaboga. Zamiast cieszyć się tym, co aktualnie się dzieje. Co pewnie się już nie powtórzy. Ja na tej pustyni byłem za pierwszym razem trochę taki sam...
Rozbiłem w Skrzyszowie namiot, urządziłem namiastkę miejsca, w którym – po prostu - chciałbym przebywać. Z przyjemnością, z uczuciem spokoju i poczuciem harmonii. A potem zobaczyłem Joli Dom, ten w Lanckoronie – i tam było dokładnie tak samo. Spokojnie.
I, widzisz, wcale nie trzeba zapie gdzieś przez pół globusa, żeby doznać radości; i wcale nie trzeba szpanować o tym na wszystkich socjalkach, i wqurwiać zawistników co – choć chciałbym myśleć inaczej niż jest naprawdę – przez zaciśnięte zęby, na przekór dadzą mu tego lajka, żeby wiedział o mojej obłudnej wspaniałomyślności. I niech ch spadnie z tego Kazbeka. Skrytochujków Ci w narodzie dostatek. Na szczęście tych mocnych również nie brakuje – i z Nimi trzymam sztamę 😊.
Podróże, może i wspaniałe, a tu widzisz, że wcale dużo nie potrzeba. Bo odpowiednie miejsce tworzą odpowiedni Ludzie. Fajnie jest mieć chęć takich miejsc szukać. Fajnie jest też się pomylić, zabłądzić, doświadczyć wszystkiego po trosze. Wiesz... kiedyś myślałem, że bar jest taką krainą szczęśliwości – bo gwar, bo śmiechy i każdy brechta do tego głupiego kabaretu z telewizorka. Cóż, na wszystko w Życiu jest pora.
Teraz, coraz mi bardziej się chce stworzyć znowu w końcu coś, co będzie przyjemne. Pewnie nie sam; pewnie nie tak prędko; pewnie nie dla wszystkich. Takie miejsce, gdzie będzie królował spokój a insta-dziunie i wyżelowani kolesie w swoich błyszczących brykach na lizingach w ogóle tam nie zawitają, bo będzie passe, bez parceli w pierwszej linii brzegowej i za tanio. Nietrendi, jego mać.
Po sobocie miałem też okazję trochę sobie wszystko na nowo zrewidować, poukładać i przemyśleć – bo to, ni stąd, ni zowąd przestaje Ci się udawać oddychać; właściwie nie wiesz co się dzieje i czemu tak. I czy to nie jest już końcówa. Bo kiedyś będzie, wiadomo. Bez – przecież – strachu, bo co się mam bać nieuchronnego? Tyle tylko, że doszło mi do łepetyny info, że ta końcówa może nadejść w każdej, k***a, chwili. Pstryk - i już nie musisz się rano budzić do roboty 🤣. I bonusowa p**a dodatkowych dni odzyskanego Życia się wyczerpała. Tak trochę zastanowiło - że jednak nie aż tak niezniszczalny.
Nie miałem dziś w pracy do zrobienia nic ambitnego, to se tak trochę myślałem. O tym, czego bym chciał. I wyszło, że chyba jednak nie pakować się w coraz to wyższe Góry; niekoniecznie iść coraz to dłuższe Szlaki. Bym chciał takie to miejsce mieć. Dla dobrych Ludzi – dla Tych, co docenią prostotę. Widziałeś to zdjęcie wygenerowane myślami sztucznej mózgownicy, gdzie ta altanka, wytworny namiot i Klamorek? Ugościłbym chętnie w takim miejscu każdego, co tego chce. I obok jeszcze kilka takich miejsc się zbuduje – a każde coraz to bardziej niezwykłe.
Szlajałem się już po ileśtamdziesięciu kamperplacach; spałem „na bogato”, w miejscach pełnych szpanu i posranego diskopola. Kimandżur był Biwakowcom dość łaskawy, na Kaukazach targało nam tropikiem jak wściekłe a deszcz leciał poziomo. Odpływałem w namiocie w bezkresie ciszy saharyjskiej pustyni, mąconej tylko dalekimi dźwiękami berberyjskich bębnów; wspaniałe chwile przeŻyliśmy ze Znajomymi śpiąc w mongolskiej jurcie. Zachwycił niderlandzki Lievelinge; zauroczyły te spokojne mikro-pola u rolników, na wioskach zabitych gwoździami. Spektakularności i nie.
Widziałem też miejsca na totalnym zadupiu, za to z klimatem, którego nie znajdziesz, nigdzie indziej... I wszystko Żyte w namiotach. Różnorakich.
I tak bym w zamyśle poskładał kilka takich spraw w jednym miejscu; opatulił zielenią; zaprosił tych trzeźwych, świadomych i wszystkich tych, co wiem, że tak lubią. I jakbym był w pobliżu to też bym se chętnie w którymś namiocie pomieszkał; i przycupnąłbym i patrzył jak Ludzie czerpią z takiego miejsca radość. Bo patrzenie jak w Ludziach rozpala się szczęście to ostatnio moje najprzyjemniejsze zajęcie 😊.
Tak se myślę, że chyba nie będę w najbliższym czasie planował żadnych spektakularnych wojaży. Co przeŻył to już i tak bezcenne 😊. Nazbieram może trochę więcej jakiego pieniądza i za jakiś czas może coś z tego wszystkiego się urodzi. Żeby mieć taki punkt zborny Wolnych Ludzi – nie tylko przy okazji jesiennego Diablaka... 😃
A jak plan miałby się zmienić, to kasa i tak się przyda 😏.
Pogadałem se, se będę pewnie jeszcze gadał co jakiś czas 😃. A Ty, daj mnie, proszę, znać, jeśli masz tam gdzieś w gminie Godów, jaki hektar niepotrzebnej łąki. Niecały – przeca nie jestem rolnikiem... 😏
Pogodności. I z bliskiem do Natury. Tak dobrze 💚.