14/02/2025
Jasne! Gdyby nie one nawet nie wiedziałabym, że nie jestem “niejadkiem” i wydłubującą szynkę i oliwki z pizzy marudą, tylko osobą, która ma szereg zaburzeń sensorycznych, które sprawiły, że bardzo dużo smaków w życiu odrzuciłam.
Trzeba mieć wiedzę dotyczącą żywienia, wiedzieć jakich składników odżywczych szukać w jakich produktach i ile ich realnie trzeba zjeść, by pokryć swoje dobowe zapotrzebowanie. Ta wiedza też pomaga w tym, by zobaczyć gdzie potencjalnie mogą wystąpić niedobory i co warto sobie w laboratorium zbadać. Teraz patrząc na dietę pacjenta widzę to od razu. Analityczny umysł i natura audytora bardzo w tym pomaga.
Idąc dalej.
Studia psychodietetyczne (ale też własna terapia) dały mi przestrzeń do nauki technik terapii behawioralnej, które pomogły mi obniżyć poziom lęku (który jest niesamowitą pożywką dla ARFID), ale też stwarzać sobie dogodne warunki do dobrej relacji z jedzeniem, szczególnie tym spoza mojej lubianej listy.
And last but not least…
Małe porcje, bez presji. Naprawdę “dziubnięcie” kawałka tatara z talerza mojego męża podczas miłej, romantycznej kolacji było dużo łatwiejszym i pozytywnie zaskakującym doświadczeniem niż wspomnienie dorosłych, którzy stali nade mną, aż nie zjem mięsa z talerza jako dziecko. Podobnie: nie trzeba od razu zjeść słoika oliwek. Można jedną, a nawet pół. Można oliwkę powąchać, spróbować jej jako zmiksowanej z czosnkiem i natką pasty. Możliwości jest dużo.
PS. Całe życie myśląc o tatarze miałam w głowie wyobrażenie tego dania jako czegoś o zapachu surowego mięsa (bardzo nie lubię) i konsystencji, która wywoła u mnie odruch wymiotny (zdarzało mi się). Tymczasem tatar okazał się aromatyczny i smaczny. Nie wszedł na stałe do menu, ale już nie wywołuje u mnie lęku i obrzydzenia, a to już dużo. Wystarczająco dużo 🙂
Podziel się w komentarzu Twoimi sposobami na poszerzanie swoich jedzeniowych horyzontów.