23/08/2026
Kilka dni temu, siedząc na plaży, usłyszałam rozmowę dwóch osób.
Temat był dla mnie ważny i być może dlatego ich słowa zostały we mnie na dłużej.
Rozmawiali o tym, że dzisiejszy świat zmierza w stronę całkowitego „zdziwaczenia”, bo podczas treningów na siłowni, trener personalny zapytał kobietę, czy może jej dotknąć, żeby ustawić ciało w prawidłowej pozycji.
Dla osób, od których to usłyszałam, było to niewyobrażalnie śmieszne. Bzdurne. Kolejny przykład tego, „dokąd ten świat zmierza, skoro o każdą pierdołę trzeba już pytać”.
Oni się dobrze bawili, a ja pomyślałam o tym, że marzę, by właśnie w taką stronę zmierzał świat.
W stronę szacunku do własnego ciała.
W stronę uważności na granice drugiego człowieka.
W stronę pytania, zanim dotkniemy.
Bo nie znamy historii osób, z którymi pracujemy.
Nie wiemy, czego doświadczyły.
Nie wiemy, kto kiedyś przekroczył ich granice.
Nie wiemy, czy dotyk, który dla jednej osoby będzie zupełnie neutralny, dla innej może uruchomić coś, co przez lata próbowała schować bardzo głęboko.
Wciąż za mało mówimy o przemocy seksualnej. O molestowaniu. O tym, że krzywda bardzo często nie przychodzi od obcego człowieka gdzieś w ciemnej ulicy.
Może przyjść od kogoś, komu ufamy. Od członka rodziny. Znajomego. Partnera. Osoby, która ma nad nami przewagę albo której po prostu nie spodziewamy się o to podejrzewać.
Może przyjść w każdym wieku.
Problem polega na tym, że ten rodzaj krzywdy nie znika tylko dlatego, że minęło wiele lat.
Czasem można wyprzeć wspomnienie. Można o nim nie mówić. Można nawet przez wiele lat funkcjonować tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Ciało jednak pamięta. Głęboko i długo.
Kiedy nadejdzie:
Niespodziewany dotyk.
Przekroczenie przestrzeni osobistej.
Czyjaś ręka położona bez pytania na ramieniu.
Sytuacja, w której nagle tracimy poczucie kontroli nad własnym ciałem.
Dla jednej osoby to będzie tylko gest.
Dla innej ciało może odebrać go jako zagrożenie.
Nie zawsze świadomie. Czasem zanim zdążymy pomyśleć, ciało już jest w gotowości do walki albo ucieczki.
Dlatego nie wyobrażam sobie dziś uczestniczenia w warsztatach czy treningu, podczas którego ktoś po prostu mnie dotyka, bo „tak trzeba”. Bo nie wypada odmówić.
Już nie.
Na spotkaniach, które prowadzę, pytanie „czy mogę cię dotknąć?” jest czymś zupełnie naturalnym i oczywistym.
Jeżeli chcę pokazać ćwiczenie.
Jeżeli chcę pomóc komuś odnaleźć określony ruch.
Jeżeli pracujemy z oddechem albo z ciałem.
Pytam.
I czekam na odpowiedź.
Nie zakładam, że skoro kobieta przyszla na warsztat, to automatycznie zgadza się na mój dotyk.
Nie zakładam, że skoro jest na treningu, to można przestawić jej ciało cudzymi rękami.
Dlatego, drogi trenerze z opowieści-rób tak dalej.
Pytaj.
Szanuj.
Czekaj na przyzwolenie.
A jeśli kobieta dzięki temu poczuje się przy Tobie bezpiecznie i z czasem sama zacznie Ci ufać, to będzie to największa wartośćj relacji.
Moim przypadkowym sąsiadom z plaży pozwoliłam sobie powiedzieć, dlaczego ich „śmieszny” przykład jest dla mnie bardzo ważny.
Czy ich przekonałam?
Nie wiem.
Nie jest to najważniejsze.
Ważne, że przez kilka minut rozmawialiśmy o czymś, o czym wciąż zbyt często milczymy.
O prawie człowieka do decydowania o własnym ciele.
O tym, że każda czująca istota ma prawo zdecydować, kto może położyć rękę na jej ramieniu, udzie, dłoni.
W moim odczuciu, właśnie od takich małych rzeczy zaczyna się zmiana.
Nie od wielkich deklaracji, tylko od krótkiego
„Czy mogę?”
I od równie prostego:
„Tak.” albo „Nie.”
Obie odpowiedzi są wystarczające.
I obie powinny być szanowane.
Dane europejskie pokazują, że nasze wyobrażenie o sprawcy przemocy seksualnej jako „obcym człowieku” jest bardzo uproszczone. W badaniu FRA dotyczącym przemocy wobec kobiet, wśród kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej ze strony osoby niebędącej partnerem, 27% wskazało przyjaciela lub znajomego, 24% osobę, którą znały, a 9% krewnego lub członka rodziny. Kategorie mogły się nakładać.
Dane są zsumowane TYLKO od kobiet, które opowiedziały swoją historię.
A ile z nas milczy? Ze wstydu. Z upokorzenia. Z niemocy. Z bezsilnosci. Z samotności. Ze strachu...
Dlatego proszę. Pytajcie. Poczekajcie cierpliwie na odpowiedź.
Bo jeśli dzięki temu choć jedna osoba poczuje, że jej ciało jest znowu jej własnym, bezpiecznym miejscem, to dla mnie warto.
Pamiętajcie też proszę, że kobiety są mistrzyniami w zakładaniu masek. Ból drzemiący wewnętrz, nie będzie miał przełożenia na zewnątrz.
Ale odrobina uważności, pozwoli zajrzeć głębiej.
Podsumowując:
Drogi trenerze, chwala ci za twe pytania o zgodę na dotyk..
Wspieram całym moim.osobistym jestestwem takie działania.
Z uważnością na dotyk,
Anna Kotowska