05/07/2026
Kiedy państwo mówi, że chce chronić obywatela, zawsze warto zadać jedno pytanie: przed kim naprawdę ma nas chronić — i komu przy okazji daje do ręki nowe narzędzia kontroli?
Przyjęta przez Sejm ustawa nazywana „lex szarlatan” została przedstawiona jako broń przeciwko niebezpiecznej pseudomedycynie. Brzmi szlachetnie. Nikt rozsądny nie chce, aby chorzy ludzie byli oszukiwani, wykorzystywani albo odciągani od realnej pomocy.
Problem zaczyna się jednak tam, gdzie pod hasłem walki z oszustami można wrzucić do jednego worka wszystko, co nie mieści się w oficjalnym schemacie myślenia. Bo jeśli o tym, co jest „bezpieczne”, „naukowe” i „dopuszczalne”, decydować będą wyłącznie instytucje powiązane z jednym modelem leczenia, to pytanie brzmi: czy naprawdę walczymy z handlarzami śmiercią, czy raczej budujemy system, w którym monopol na zdrowie, strach i ludzkie cierpienie zostaje jeszcze mocniej zabetonowany?
Ten artykuł nie jest obroną oszustów. Jest pytaniem o granicę między ochroną pacjenta a uciszeniem niezależnych praktyk, terapii, badań i doświadczeń ludzi, którzy przez lata szukali pomocy tam, gdzie system już dawno rozłożył ręce.
Przede wszystkim trzeba zrozumieć jedną rzecz: człowiek chory nie jest tylko „przypadkiem medycznym”, numerem w systemie ani biernym odbiorcą decyzji innych ludzi. To on żyje w swoim ciele każdego dnia. To on czuje ból, zmęczenie, napięcie, strach, nadzieję i zmiany, których często nikt z zewnątrz nie widzi. Dlatego osoba chora jest pierwszym świadkiem własnego procesu, najbliższym obserwatorem siebie i najważniejszym uczestnikiem swojego zdrowienia.
W bardzo wielu przypadkach choroba nie pojawia się nagle, jak piorun z jasnego nieba. Często jest efektem długiego procesu: stresu, lęku, tłumionych emocji, złych decyzji, życia wbrew sobie, przeciążenia organizmu, zaniedbania ciała, psychiki i ducha. Człowiek przez lata może budować w sobie napięcie, konflikt, chaos i osłabienie, aż w końcu ciało zaczyna mówić językiem objawów.
I właśnie dlatego odzyskiwanie zdrowia nie może polegać wyłącznie na oddaniu siebie w cudze ręce. Lekarz, terapeuta, specjalista czy uzdrowiciel mogą być pomocą, drogowskazem, wsparciem. Ale centrum procesu zawsze pozostaje człowiek. To on musi zacząć słuchać swojego ciała. To on musi zobaczyć, co w jego życiu go niszczy. To on musi rozpoznać, gdzie zdradził siebie, gdzie przekroczył własne granice, gdzie odłączył się od naturalnej równowagi.
Nie chodzi o to, żeby powiedzieć choremu: „sam jesteś sobie winien”. To byłoby okrutne i fałszywe. Chodzi o coś głębszego: o przywrócenie człowiekowi sprawczości. Bo jeśli w dużej mierze sami współtworzymy stan swojego organizmu, to znaczy również, że mamy wpływ na jego odbudowę. Możemy zmienić sposób myślenia, sposób reagowania, sposób odżywiania, sposób życia, relacje, środowisko, rytm dnia, kontakt z własnym ciałem i własną świadomością.
Człowiek chory nie powinien być traktowany jak bezradny przedmiot systemu. Powinien być traktowany jak najważniejszy partner w procesie zdrowienia. Bo nikt nie zna jego wnętrza lepiej niż on sam. I nikt nie ma większego interesu w tym, aby naprawdę wrócić do równowagi.
ZOSTAŁO CI 6 MIESIĘCY, MUSI BOLEC, UROK WIEKU
„Zostało panu sześć miesięcy”, „musi boleć”, „taki już urok wieku” — ilu z was usłyszało podobne słowa podczas pięciominutowej wizyty w gabinecie, za którą zapłaciliście 500 zł albo więcej? Człowiek przychodzi z bólem, strachem i nadzieją, a wychodzi z etykietą, wyrokiem albo receptą, często bez prawdziwego wysłuchania. W takim systemie pacjent przestaje być człowiekiem, a staje się kolejnym numerem, przypadkiem, statystyką. I właśnie dlatego coraz więcej ludzi zaczyna pytać: czy naprawdę chodzi tu o zdrowie, czy tylko o utrzymanie monopolu na to, kto ma prawo mówić nam, co dzieje się z naszym ciałem?
LEKARZE Z DUSZĄ VS NATUROPACI NACIĄGACZE
Są lekarze z duszą — ludzie, którzy naprawdę słuchają pacjenta, szukają przyczyny choroby i rozumieją, że człowiek to nie tylko wynik badań, kod procedury i recepta. Są naturopaci, terapeuci i praktycy pracy z ciałem, którzy potrafią dać choremu czas, uwagę, nadzieję i wsparcie tam, gdzie system często kończy rozmowę słowami: „taki wiek”, „musi boleć”, „proszę się przyzwyczaić”.
Ale są też naciągacze. I trzeba to powiedzieć jasno: oni są po obu stronach. Naciągaczem może być człowiek bez dyplomu, który sprzedaje choremu bajki za ostatnie pieniądze. Ale naciągaczem może być także człowiek w białym fartuchu, który za kilkaset złotych daje pacjentowi pięć minut, nie patrzy mu w oczy, nie słucha historii jego życia, nie szuka źródła problemu i zostawia go samego z lękiem.
Dlatego prawdziwa granica nie przebiega między „lekarzem” a „naturopatą”. Prawdziwa granica przebiega między tymi, którzy służą człowiekowi, a tymi, którzy zarabiają na jego strachu, bólu i bezradności. I właśnie o tym trzeba dziś rozmawiać — zanim pod hasłem walki z szarlatanami zacznie się niszczyć wszystkich, którzy myślą inaczej niż system.
POLITYCZNA GRA POD WYBORY - JUŻ OSTATNIE
Patrząc na to głosowanie, trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia nie tylko z ustawą o pacjentach, ale także z polityczną grą pod wybory. Jedni będą teraz mówić, że „chronią ludzi przed szarlatanami”, drudzy będą udawać obrońców wolności wyboru, a część polityków po prostu schowała się za przyciskiem „wstrzymuję się”, żeby nie narazić się żadnej ze stron.
To głosowanie pokazuje coś bardzo ważnego: zdrowie człowieka stało się polem politycznego marketingu. Pacjent, jego ból, strach, choroba i prawo do szukania pomocy zostały wrzucone w sejmową maszynkę, gdzie każdy klub liczy, co bardziej opłaca się powiedzieć swoim wyborcom. A przecież tu nie chodzi o punkty w sondażach, tylko o realnych ludzi, którzy często po latach bezradności systemu szukają ostatniej nadziei poza oficjalnym schematem.
Dlatego pytanie brzmi: czy ta ustawa naprawdę ma chronić pacjenta, czy raczej ustawiać przed wyborami wygodny podział na „dobrych obrońców nauki” i „złych szarlatanów”, pod który można potem podpinać każdego, kto myśli inaczej niż system?
Dziękuje za twój czas...... i to, że dałaś/eś rade dojść do tego punktu. Jeśli mogę cię prosić utrzymaj w sobie emocję czystki i nie zasilaj sobą tego syfu stworzonego przez teatr nieludzi na tak wiele różnych sposobów. Salutuje Twojej Wiedzy.
[Autor: Paweł Braszka]