06/11/2025
W moim poprzednim wpisie, na liście 3 Filarów Biznesowych, które mają uzasadniać targową inwestycję, na pierwszym miejscu znalazło się zasilanie góry lejka (Lead Generation). Uzasadniłem to prostym faktem: jest to czysta, mierzalna baza – lista kontaktów (projektantów, producentów), z którą w kolejnym kroku można podjąć działania konwersyjne.
To piękna, biznesowa teoria. W praktyce, po tegorocznych targach Warsaw Home, mam głęboką refleksję, która podważa sensowność tego filaru w tradycyjnym ujęciu.
Marki - choć już w mniejszym stopniu niż kiedyś - wciąż stosują te same, sprawdzone od lat metody: kieliszek wina, darmowy gadżet itd.. Wszystko po to, byś podzielił się z marką swoim adresem mailowym.
Jednak potencjalny klient stał się świadomy i ostrożny.
Projektanci i producenci doskonale wiedzą, że ich adres e-mail to cenna waluta. Wiedzą, że podając go na stoisku, dają jednocześnie zielone światło na serię e-maili sprzedażowych. Przecież marki nie inwestują w stoisko tylko po to, by "być".
W rezultacie, walka o wartościowe leady na targach staje się coraz trudniejsza. Coraz mniej chętnie dzielimy się swoimi danymi. Jesteśmy przesyceni informacjami i wizualnym chaosem.
Pojawia się również fundamentalne pytanie o jakość pozyskanych leadów. Bo przecież nie każdy uczestnik targów to projektant czy producent, a w natłoku zwiedzających (i w pośpiechu) często zbieramy kontakty "turystów", a nie realnych decydentów.
I tu dochodzimy do sedna mojej refleksji. Lead Generation ma być tym najbardziej mierzalnym filarem, tym, który ma bezpośrednio generować zwrot z inwestycji.
Dlatego po tegorocznych targach bardzo mocno rozważam poddanie w wątpliwość Lead Generation jako jednego z 3 filarów opłacalności Targów.
Skoro inwestujemy duże pieniądze w stoisko, w obsługę i we wszystko, co ma zachęcać do pozostawienia danych, a ostatecznie zyskujemy małą i - co najważniejsze - często niekonwertującą bazę... to czy nie warto poszukać innych, nierzadko tańszych niż stoisko - możliwości budowania lejka? 🤔