27/08/2026
Powiem Ci coś, czego większość osób mówiących o Kronikach Akaszy nie mówi.
Ta nazwa nie jest starożytna, choć tak się wydaje.
„Akasza" owszem, to sanskryt, słowo stare jak indyjska filozofia. Znaczy mniej więcej „przestrzeń" albo „eter", piąty żywioł, ta subtelna substancja, która przenika wszystko.
Ale samo połączenie „kroniki akaszy" powstało w dziewiętnastym wieku, na Zachodzie. W 1875 roku w Nowym Jorku powstało Towarzystwo Teozoficzne i to w tym środowisku pojęcie zaczęło żyć własnym życiem. Potem Rudolf Steiner, na początku dwudziestego wieku, opisał je jako narzędzie badania duchowego. Potem użył go Edgar Cayce, który mówił o Księdze Życia.
Czyli mówiąc „Kroniki Akaszy", używasz starego indyjskiego słowa w znaczeniu, które nadali mu Europejczycy i Amerykanie sto pięćdziesiąt lat temu.
Dlaczego o tym wspominam?
Bo mam dosyć duchowości, która buduje powagę na zmyślonej starożytności. Nie muszę udawać, że egipscy kapłani robili to samo co ja, żeby to, co robię, miało sens.
Kroniki Akaszy są dla mnie polem informacji o duszy, o drodze i o możliwych wyborach na dany moment. Narzędziem wglądu. Nie udowodnię Ci ich istnienia i nawet nie będę próbowała, bo to nie jest kwestia dowodu, tylko doświadczenia.
Ważne, że kiedy czytam swoje Kroniki czy wchodzę w czyjeś, za jego zgodą, nie da się zaprzeczyć, że przestrzeń się z nami komunikuje.
Jeśli czujesz, że do Ciebie też mówi, ale zbyt cicho, żeby usłyszeć, zapraszam na czytanie 💛
Z miłością,
Joanna (Boska)