26/08/2026
Czasem w dorosłym życiu tak bardzo skupiamy się na tym, co trzeba, co wypada, co się opłaca i co pomyślą inni, że zapominamy o tej małej osobie, która kiedyś po prostu marzyła. A przecież marzenia nie mają daty ważności. Warto czasem zatrzymać się na chwilę i zapytać siebie: Czego naprawdę pragnę?
Co sprawiłoby, że moje oczy znów zaczęłyby błyszczeć?
Co zrobiłabym, gdybym przez chwilę nie przejmowała się tym, czy to jest rozsądne, dorosłe i odpowiednie? Może warto kupić sobie coś, o czym marzyło się w dzieciństwie. Pojechać w miejsce, które od dawna woła. Zatańczyć bez powodu. Pobawić się. Pobiec przez trawę bez butów.
Pomalować obraz. Założyć coś szalonego.
Albo po prostu zrobić coś tylko dlatego, że sprawia nam radość. Bo dorosłość nie oznacza, że mamy zostawić dziecko w sobie za drzwiami.
Możemy być odpowiedzialni, silni, rozsądni i jednocześnie pozwolić sobie na zachwyt, spontaniczność i odrobinę dziecięcej radości. Spełnianie marzeń to nie fanaberia. To przypominanie sobie, że nasze życie jest również nasze. A może dziś warto zapytać swoje wewnętrzne dziecko co by zrobiło gdyby mogło przestać przejmować się ocenie innych? I może tym razem naprawdę go posłuchać. Żyjemy po to by być szczęśliwym.
A ja mam dziś radość.