16/05/2026
Takie moje przemyślenia 🫣
Ustawa „lex szarlatan” w moim odczuciu to trochę ustawa o mnie 🧙 – więc pewnie niedługo zostanie mi tylko przygotować się mentalnie na stos 🔥 w stylu średniowiecznym, bo zajmuję się ziołami, „magią” ajurwedy, pijawkami i innymi dziwnymi rzeczami, które kiedyś pewnie podpadały pod czary. Na szczęście to XXI wiek, więc zamiast stosu mam nadzieję na chociaż spokojną debatę 😊
A już bardziej serio…
Moja ścieżka zawodowa i osobista doprowadziła mnie do medycyny niekonwencjonalnej w sposób naturalny – poprzez doświadczenie, obserwację i wieloletnią pracę z ludźmi oraz własnym zdrowiem. Jestem terapeutką ajurwedy, prowadzę zajęcia jogi, jestem fitoterapeutką, zielarką oraz hirudoterapeutką. Każdy z tych obszarów wnosi inne narzędzia, ale wszystkie łączy jedno – patrzenie na człowieka całościowo.
Medycyna niekonwencjonalna w moim rozumieniu nie stoi w opozycji do medycyny akademickiej. Wręcz przeciwnie – może ją uzupełniać, szczególnie w obszarze profilaktyki, wsparcia organizmu, pracy z przewlekłym stresem, napięciem czy długotrwałymi zaburzeniami funkcjonowania. Podejście holistyczne pozwala uwzględnić nie tylko objawy, ale też styl życia, emocje i indywidualne potrzeby człowieka.
Jednocześnie jasno uznaję wartość medycyny konwencjonalnej. Jest ona niezastąpiona w sytuacjach nagłych i ostrych – takich jak zawały serca, udary, urazy czy złamania kości – gdzie ratuje zdrowie i życie. Jej osiągnięcia są ogromne i niepodważalne.
Największy potencjał widzę jednak nie w przeciwstawianiu tych dwóch światów, ale w ich współpracy. Gdy medycyna akademicka i podejścia komplementarne potrafią się uzupełniać, pacjent zyskuje szersze i bardziej indywidualne wsparcie, a proces dbania o zdrowie staje się pełniejszy i bardziej świadomy