30/03/2026
Bardzo utożsamiam się z tym wpisem ❤️ o to walczę, o świadomość kobiet i ich świadome decyzje, o ich dobro i bezpieczeństwo. Dlatego, że poród nie musi być traumą, nie trzeba go zapominać. Może być naprawdę pięknym wspomnieniem ❤️
Tylko sił mam do tego już coraz mniej 💔
Co jakiś czas dochodzą do mnie pytania ze strony personelu — dlaczego nie polecam, a czasem wręcz odradzam dany szpital.
Dlaczego rozmawiam z kobietami.
Dlaczego opowiadam, jak jest… a jak powinno być.
I szczerze? Bardzo chciałabym nie musieć o tym mówić.
Bardzo chciałabym nie słuchać kolejnych historii, po których trudno milczeć.
Chciałabym móc z pełnym przekonaniem mówić kobietom: „idź spokojnie, będziesz tam zaopiekowana tak, jak na to zasługujesz”.
Ale kiedy po raz kolejny słyszę o braku komunikacji…
O tym, że kobieta nie wie jak będą wyglądały badania a potem okazuje się, że to już indukcja i nie ma odwrotu.
Nie przygotowuje się kobiety na to, co się wydarzy.
Nie tłumaczy, co będzie robione i dlaczego.
Zamiast rozmowy — cisza.
Zamiast wyjaśnienia — działanie.
Czasem takie, które wygląda tak, jakby personel miał do czynienia z kimś, kto nie rozumie, co się z nim dzieje — a przecież ma przed sobą świadomą kobietę, która ma prawo wiedzieć, pytać i decydować.
Dochodzi do tego brak znajomości fizjologii porodu i mechanizmów, które są jego naturalną częścią.
Tego, że główka dziecka czasem wychodzi wolniej — nie dlatego, że „coś idzie nie tak”, ale dlatego, że ciało potrzebuje czasu.
Że przy dobrym tętnie dziecka można — i często trzeba — dać czas kroczu na przystosowanie się, na rozciągnięcie, na bezpieczne przyjęcie dziecka.
A jednak wciąż słyszę historie o wyciskaniu dziecka.
O działaniach wykonywanych nagle, z zaskoczenia, bez słowa wyjaśnienia.
I samo słuchanie takich opowieści jest już w sobie traumą… a co dopiero ich doświadczanie.
Nie może być tak, że kobieta dopiero z wypisu — albo gdy ktoś jej ten wypis czyta — dowiaduje się, że miała łyżeczkowaną macicę.
Nie może być tak, że pani doktor pyta mamę, „czy to ona walczy z jej położnymi o możliwość karmienia swojego dziecka.”
Nie może być tak, że kobieta w porodzie doświadcza obecności krążących po porodówce osób, bez słowa, bez wyjaśnienia, bez poszanowania jej intymności.
Czuję dziś ogromne, głębokie rozczarowanie.
Rozczarowanie lekarzami, którzy wciąż nie rozumieją, czego kobieta naprawdę potrzebuje do porodu — spokoju, bezpieczeństwa, szacunku i komunikacji.
Może ja rzeczywiście pracuję w pewnej bańce.
Może staram się za bardzo stawiać na miejscu kobiet.
Ale jednocześnie naprawdę staram się też stawiać na miejscu personelu — rozumieć ich trud, zmęczenie, system, w którym pracują.
To jednak nie sprawi, że przestanę edukować i mówić kobietom, jakie mają prawa.
Bo jeśli kobieta ma wiedzę — może się na coś zgodzić albo się nie zgodzić.
I wtedy to jest zupełnie inna historia. To jest świadoma decyzja, a nie działanie w niewiedzy.
Bo nic się nie zmieni, jeśli będziemy machać ręką.
Jeśli wiedząc, że przeżyło się traumę, będziemy uśmiechać się i mówić: „przecież byli mili…”.
Zmiana zaczyna się od rozmowy.
Od wiedzy.
Od odwagi, żeby nazwać rzeczy po imieniu.
Na koniec chcę powiedzieć coś bezpośrednio do Was — kobiet.
Czytajcie. Sprawdzajcie. Pytajcie.
Opierajcie się na wiedzy, nie na tym, „jak zawsze było”.
Są miejsca, które jasno opisują Wasze prawa — choćby materiały przygotowywane przez Fundację Rodzić po Ludzku i obowiązujące standardy opieki okołoporodowej. To nie są czyjeś wymysły. To są realne prawa kobiet w porodzie i po porodzie.
Macie prawo wiedzieć, co dzieje się z Wami i z Waszym dzieckiem.
Macie prawo być pytane o zgodę.
Macie prawo do obecności dziecka przy sobie, do informacji, do wsparcia w karmieniu.
Nie może być tak, że dziecko jest zabierane bez wyjaśnienia.
Nie może być tak, że noworodkowi „na do widzenia” wlewa się mleko tylko po to, żeby „lepiej się jechało do domku”, bez rozmowy z mamą, bez jej zgody, bez wytłumaczenia powodów.
To są momenty, które zostają z kobietą na całe życie.
I to Wy macie prawo decydować, co się dzieje z Wami i z Waszym dzieckiem.
Dlatego uczcie się swoich praw.
Pytajcie.
Nie bójcie się mówić „proszę mi to wyjaśnić” i „potrzebuję chwili, żeby podjąć decyzję”.
Bo świadoma kobieta to nie trudna pacjentka.
Świadoma kobieta to bezpieczna kobieta.
A bezpieczna kobieta to bezpieczne dziecko.
Chcę też powiedzieć szczerze, co dzieje się ze mną, kiedy słucham tych historii.
Coś we mnie się zatrzymuje.
Czuję złość, bezsilność, ogromny smutek.
Bo szczerze — mogłabym czasem udawać, że mi się spieszy.
Mogłabym nie dopytywać.
Nie słuchać do końca.
Nie brać tego wszystkiego do siebie.
Ale nie potrafię.
Bo to ja jestem z tą kobietą przed porodem.
To ja jestem z nią po porodzie.
To ja widzę jej emocje, jej łzy, jej rozczarowanie albo ulgę.
To ja słyszę historie, które zostają w głowie na długo — czasem na zawsze.
I bardzo nie chcę się wypalić.
Nie chcę dojść do momentu, w którym powiem:
„Trudno. Chciała tam rodzić — to ma.”
Bo żadna kobieta nie „zasługuje” na złe doświadczenie tylko dlatego, że wybrała takie miejsce, często kierując się tym, co było dostępne, co polecano, co wydawało się bezpieczne.
Dlatego słucham.
Dlatego rozmawiam.
Dlatego czasem mówię rzeczy trudne.
Bo wiem, że milczenie i odwracanie wzroku niczego nie zmienia — a zmienia się tylko wtedy, gdy ktoś ma odwagę wysłuchać, nazwać i nie przejść obojętnie obok drugiego człowieka.
Oddział to nie same młode, fajne położne.
Niektóre nie są w stanie przeskoczyć rutyny, przestarzałych procedur i systemowych barier.
Ale jeśli ma powstać prawdziwie dobry oddział położniczy, to musi być miejsce, gdzie kobieta czuje się bezpieczna, słyszana i szanowana.
To oznacza: komunikację, rozmowę, tłumaczenie każdej decyzji i proszenie o zgodę, a dopiero potem wspólne podejmowanie decyzji.
Personel, który zna fizjologię porodu i rozumie, kiedy można dać czas ciału, a kiedy interweniować.
Zespół, który nie zabiera dziecka bez powodu i wspiera karmienie.
Kultura oddziału, w której empatia, współpraca i szacunek do pacjentki są ważniejsze niż hierarchia i rutyna.
Dobry oddział położniczy to miejsce, gdzie kobieta chce rodzić i po porodzie wraca myślą: tu było bezpiecznie, tu mnie szanowano.
Tylko taki oddział naprawdę zmienia doświadczenia kobiet, zamiast je powtarzać.
Dlaczego śmiem o tym pisać.
Bo znam lekarzy którzy nie boją się czekać aż poród się zacznie sam. Którzy wiedzą co to znaczy poczekać do 42 tyg. a kiedy nie można już tego robić. Którzy są szczerzy w tym co robią i mówią o tym kobiecie traktując ją jako osobę decyzyjną. Bo to jej ciało i jej dziecko. To ona podpisuje papiery. Jeśli nie wie lub nie jest pewna sugeruje się podpowiedziami…
Piszę bo nie każdą laktację da się potem uratować … a hasło: „nie ma pani mleka..” doprowadza mnie do …
Nie umiem tej pracy wykonywać bez zaangażowania i emocji.
Może dla niektórych nie jestem profesjonalną położną przez takie podejście.
Może nie każda z Was powinna do mnie trafić.
Wiem jednak jedno — ja się nie zmienię.
Nie przestanę słuchać kobiet.
Nie przestanę edukować i mówić, jakie mają prawa.
Nie przestanę pytać, wyjaśniać i wspierać w świadomych decyzjach.
Bo wolę być „nieidealną” w oczach systemu niż milczeć, gdy ktoś doświadcza braku szacunku i bezpieczeństwa.
Dziękuję za uwagę.