05/05/2026
🥕 Zdrowsza żywność i realne wsparcie lokalnych rolników? 🌱
Właśnie na tym opiera się kooperatywa spożywcza, czyli grupa osób organizujących wspólne zakupy bezpośrednio od producentów, bez pośredników i sklepowych marż. To nie tylko dostęp do dobrej jakości żywności, ale też budowanie lokalnych relacji i większej niezależności żywnościowej.
Joanna Albin to absolwentka kursu PDC (ang. Permaculture Design Course), którą miałem okazję poznać podczas współpracy nad inicjatywą edukacyjną dotyczącą projektowania przyszkolnych ogródków warzywnych i leśnych ogrodów żywnościowych. (Więcej o projekcie wkrótce).
Jednym z działań, które Joanna współtworzy lokalnie w Jodłówce Tuchowskiej (woj. małopolskie) jest właśnie kooperatywa spożywcza. Pomyślałem, że warto pokazać taki przykład praktycznego działania i popularyzować oddolne inicjatywy, które realnie wzmacniają lokalne społeczności.🤝
A jeśli mieszkasz w Tarnowie lub okolicach i chcesz dołączyć do kooperatywy, możesz skontaktować się bezpośrednio z Joanną lub szukając więcej informacji po hasztagu
Poniżej nasza rozmowa
📢 📢📢.
🔹Daniel Kotowski (Daniel): Skąd wziął się pomysł, żeby w Jodłówce Tuchowskiej zacząć budować kooperatywę spożywczą?
🌿Joanna Albin (Joanna)
Kooperatywa spożywcza to model społeczny, który wiele oferuje, zaspokaja wiele potrzeb. W moim przypadku to była potrzeba współpracy i więzi. Sporo w życiu się przeprowadzałam, żyłam w różnych krajach i środowiskach. Po tamtym okresie zostało mi sporo bardzo pięknych przyjaźni. Okazało się jednak, że na dłuższą metę utrzymywanie relacji na odległość wymaga ogromnego wysiłku. Poza tym, tylko ludzie mieszkający naprawdę blisko mogą uczestniczyć w twojej codzienności. Przestałam więc przyjmować w gospodarstwie zagranicznych wolontariuszy, wykluczyłam sprzedaż zdalną i stawiam na sąsiadów.
🔹Daniel: Na pierwsze spotkanie przyszli zarówno rolnicy, jak i konsumenci. Jak wyglądało to spotkanie i jakie potrzeby okazały się wspólne dla obu stron?
🌿Joanna: To skomplikowane. Moim celem było stworzenie atmosfery zaufania. To moim zdaniem odróżnia kooperatywę od sklepu. Zaczęliśmy od rozmów o swoich potrzebach i problemach. Mali rolnicy funkcjonują w bardzo trudnej rzeczywistości. Niektórzy tkwią jedną nogą w tradycyjnym podejściu do ziemi, które wiązało się z szacunkiem do niej i dawało produkty dosyć zrównoważone, zdrowe. Druga noga ucieka ku iluzji nowoczesności, która jest im przedstawiana jako wielkie maszyny, ogromne pola, preparaty o skomplikowanych nazwach. Niewielu z nich miało szansę poznać alternatywy. Obecna ich produkcja, jeśli jest opłacalna, to okupiona jest potwornym wysiłkiem. A przede wszystkim, rolnicy nie czują się doceniani. Na spotkaniu usłyszeli, że wiele osób bardzo chce od nich kupować, a nawet wspierać sprzedaż organizacyjnie, że konsumenci interesują się ich pracą, że oprócz pieniędzy oferują również ludzkie traktowanie.
🔹Daniel: Wasz model opiera się na sprzedaży bezpośredniej i relacji między ludźmi. Dlaczego uznaliście, że to lepsza droga niż sklep czy klasyczne targowisko?
🌿Joanna: Wady sklepu i targowiska są oczywiste. W pierwszym przypadku to ogromne koszty pośredników, magazynowania i transportu oraz anonimowość. W drugim — niesłychana ilość czasu, jaki rolnik traci na wożenie produktu na targ — niestety bez gwarancji sprzedaży, ryzykując straty w delikatniejszych, nietrwałych produktach. Sprzedając z ręki do ręki, lepiej wykorzystujemy i żywność, i czas.
🔹Daniel: Wspominasz o planowaniu produkcji razem z rolnikami. Jak w praktyce może wyglądać taka współpraca między gospodarstwem a lokalną społecznością?
🌿Joanna: Moim ideałem byłoby zamawianie produktów z co najmniej rocznym wyprzedzeniem. Przecież da się przewidzieć, że skoro moja rodzina zużywa teraz tygodniowo np. 20 jajek, 5 kg ziemniaków i 3 kg chleba, to najprawdopodobniej w przyszłym roku nie zmieni się to za bardzo. Jeśli np. jemy dwa razy w miesiącu krupnik, a cztery razy kaszę z warzywami, to potrzebuję, by rolnik Karol przygotował mi 6 kg kaszy jęczmiennej raz na dwa miesiące. W ciągu roku to będzie 36 kg kaszy. Ale jeśli umowa dotyczy grupy 10 osób, to Karol ma pewny zbyt na 360 kg rocznie. W tej sytuacji możemy spokojnie spokojnie zaplanować sobie, jaki areał obsiać jęczmieniem, a cenę kg kaszy będziemy znać w przybliżeniu już na wstępie, biorąc pod uwagę koszty uprawy i młyna (mamy lokalnie). To samo dotyczy każdego rodzaju produktu. Rolnicy nie powinni tracić czasu na szukanie zbytu, powinni zająć się spokojnie uprawą. Na razie jednak nie jesteśmy gotowi - długofalowe zobowiązanie wymaga, by najpierw zbudować zaufanie.
🔹Daniel: W waszych spotkaniach pojawia się też temat rolnictwa regeneratywnego. Dlaczego ten kierunek jest ważny w kontekście jakości żywności i przyszłości rolnictwa?
🌿Joanna: Na Pogórzu są wciąż bardzo żywe tradycje rolnicze. Co więcej, mamy idealne warunki do rozwoju małych wszechstronnych gospodarstw. Nie ma tu praktycznie monokultur zbożowych - niebezpiecznie jest jeździć dużym traktorem po zboczach. Za to jest wiele terenów dobrych do wypasu, szczególnie drobiu czy małych przeżuwaczy. Oczywiście techniki rolnictwa regeneratywnego są wszędzie pożądane, ale myślę, że na Pogórzu miałyby szansę dać nowy impuls małym gospodarstwom - bez inwestycji w sprzęt, których mały rolnik nie udźwignie.
🔹Daniel: Jeśli ktoś czytający ten tekst pomyśli: „u nas też moglibyśmy zrobić coś podobnego" - od jakiego pierwszego kroku warto zacząć?
🌿Joanna: Nie mam pojęcia :P Konsultowałam się ze starymi wyjadaczkami, aktywistkami z kooperatyw warszawskich i krakowskich, i z rozmów z nimi wynikało, że porywam się na niemożliwe. Że ludzie w dużych miastach są bardziej zmotywowani, żeby aktywnie poszukiwać dobrej żywności, bardziej chcą współpracować i doceniają dostęp do jakości. Podobno “normalna” miejska kooperatywa zawiązuje się wśród zmotywowanej grupki konsumentów, którzy szukają zaopatrzenia. U nas na wsi dostęp do żywności jest bardzo łatwy, a świadomość, że żywność z Owada a żywność dobra dla zdrowia to nie to samo, jest jeszcze niezbyt powszechna. No i w wielu przypadkach, nie wiadomo, kto jest rolnikiem, a kto konsumentem - prawie każdy ma mniejszy lub większy ogródek. Zakładam, że wetknęłam kij w mrowisko, ale nie wiem, co stanie się dalej. Widzę, że ludzie interesują się inicjatywą, dołączają nowi. Jeśli wyłoni się kilkunastoosobowa grupa gotowa do aktywnego uczestnictwa - może kooperatywa okrzepnie i będzie działać stabilnie. Na razie zależy mi na pewno na sprzedaży bezpośredniej i zbliżeniu ludzi między sobą.
🔹Daniel: Na koniec napisz za 3-4 zdania o sobie.
🌿Joanna: Ja mam kategoryczny przymus budowania relacji, łączenia ludzi. Może wynika to z traumy samotności w dzieciństwie? ;) Nie wiadomo. Natomiast pewne jest, że każdy potrzebuje społeczności, współpracy, natury i sensu. W kooperatywie to masz.