10/11/2022
Prawda.
💉 jesteś pacjentem
💉 masz przyjść na kilkudniowy pobyt w szpitalu, na badania
💉 "proszę przyjść na 8:00 do Izby Przyjęć"
💉 w rejestracji słyszysz "proszę czekać na doktora, zejdzie po odprawie"
💉 doktor schodzi o 13 - "przepraszam, miałem studentów"
💉 na oddział trafiasz o 14 - "na łóżko musi pan poczekać aż będą wypisy"
💉 dostajesz łóżko o 15:30, sala 5 osobowa, trzech leżących i ty.
💉 kolacja ci się nie należy, bo nowoprzyjęci nie są wpisani na listę, poza tym zaraz pobiorą krew "na czczo". o 16 - stej.
💉 na twoją salę wjeżdza "przyjęcie". Czwarty leżący
💉 pielęgniarka przynosi ci jakieś tabletki, mimo że żadnych na stałe nie przyjmujesz "na co to?"- "proszę pana, ja nie wiem z tym to do doktora"
💉 idziesz do doktora "lekarz poszedł na izbę, nie wiadomo kiedy wróci"
💉 wraca o 21 "wie pan, ja to za bardzo nie wiem po co panu zlecono ten lek, ja pana nie prowadzę. Nie, nie wiem też jakie będzie miał pan badania, proszę pytać jutro na obchodzie"
💉 po nieprzespanej nocy na śniadanie śniadania nie dostajesz bo będą badania ( nie jadłeś już od dwóch dni).
💉 czekasz na usg do 18 - dzisiaj nie będzie, pracownia się nie wyrobiła.
💉 kolacja ci przepadła - chleb z galaretką i ogórek
💉 prosisz pielęgniarkę o tabletkę na spanie "z tym do doktora, doktor na izbie..."
💉 w trzeci dzień pobytu robią ci usg, miała być też gastro i kolonoskopia, ale lekarza nie ma. "niech pan zrobi ambulatoryjnie i dostarczy wyniki"
💉 "czternasty raz w trakcie pobytu pielęgniarki przebierają leżących współlokatorów "co dziadku, znowu się zesrałeś?"
💉 czwartego dnia wychodzisz do domu. Do 14 czekasz na wypis. "wie pan co, dziś się nie wyrobimy z kartą, odbierze pan w sekretariacie któregoś dnia"
💉 wychodząc słyszysz "nawet kawy nie przyniósł"
To jest trauma, z którą mierzą się dziesiątki tysięcy pacjentów w Polsce każdego dnia. Brak personelu, brak sprzętu, brak czasu, brak informacji, brak empatii. Nie generalizujmy, że wszędzie tak jest bo nie jest. Nie twierdzę, że ja jestem zawsze empatyczna, w dupę uprzejma i idealna, ale przynajmniej staram ske zobaczyć w moich pacjentach mojego ojca, matkę, męża, siostrę i zająć się nimi tam jak chciałabym by się nimi zaopiekowano. Nie jest to łatwe, czasem niemożliwe, ale na litość boską próbujmy.