21/02/2026
„Ołowiane dzieci” obejrzane i co?
Zaskoczenie? Smutek?
Nie! żal, złość i niedowierzanie!
Jakim cudem, studiując na Śląskim Uniwersytecie Medycznym, na wydziale Zdrowia Publicznego, gdzie były omawiane tematy różnych czynników wpływających na zdrowie takich jak: dieta, zatrucia lekami, toksyczny toluen, plastik nie zostają zupełnie poruszone tematy zatrucia terenu Śląska metalami ciężkimi i innymi toksynami środowiskowymi pochodzącymi z przemysłu?
Metale ciężkie nie zniknęły.�Nie wyparowały.�One zostały w glebie. Krążą w środowisku. Trafiają do wody, roślin, a finalnie – do naszych organizmów.
Piękne parki, zielone przestrzenie, miejsca spacerów i odpoczynku… często powstały na terenach poprzemysłowych. To nie powód do paniki, ale do świadomości. Do zadawania pytań. Do profilaktyki.
Dziś wiem jedno – nie mogę przejść obok tego obojętnie.�Jeśli pracuję z mieszkańcami Śląska, muszę brać pod uwagę ich środowiskowe obciążenia. Ważne jest, że Ślązacy nie są skazani na chorowanie.
Mamy realny wpływ na to, jak wspieramy organizm w detoksykacji, jak wzmacniamy wątrobę, jelita, jak uzupełniamy niedobory, które mogą nasilać wchłanianie metali ciężkich.
Tyle tylko, że trzeba to zbadać, działać, oczyszczać, a nie udawać, że tematu nie ma, bo nie uczyli o tym i się nie mówiło…
Oczywiście, że aktualnie ludzie nie mają tak spektakularnych objawów jak ołowiane dzieci, ale przeróżne dolegliwości mają źródło właśnie w metalach ciężkich.