Po prostu.

Strona internetowa Kontakt: firmę

Po prostu. Zapraszam na konsultacje dietetyczne: [email protected]

• Certyfikowany trener Crossfit lvl 1
• Certyfikowany trener Crossfit lvl 2
• Certyfikowany trener Crossfit Gymnstic
• Certyfikowany trener Weightliftingu lvl 1 i lvl 2
• Certyfikowany Instruktor sportów siłowych z elementami trenera personalnego - WORLD SPORT ACADEMY
• Ukończona Szkoła Trenera Przygotowania Fizycznego SCEC
• Studentka ostatniego roku Dietetyki z licznie ukończonymi kursami
• Trenerka w CrossFit Mokotów oraz Miasteczko CrossFit
• Współautorka programu treningowego INTRO w CrossFit Mokotów
• Autorka e-booka INTRO dla klubowiczów CrossFtir Mokotów
• Prywatnie po prostu Marta ;)

Jesień to zdecydowanie nie jest dobry czas na zmuszanie się do jedzenia zimnych sałatek i owocowych koktajli.Co roku o t...
06/10/2026

Jesień to zdecydowanie nie jest dobry czas na zmuszanie się do jedzenia zimnych sałatek i owocowych koktajli.

Co roku o tej porze słyszę w gabinecie dokładnie to samo: „Marta, co się ze mną dzieje? Ciągle czuję głód i marzę tylko o ciepłym jedzeniu... Nie mogę patrzeć na sałatki i ciągle k**i mnie coś słodkiego”.

Powiedzmy to sobie wreszcie: Wszystko jest ok!

Gdy za oknem spada temperatura i mamy mniejszy dostęp do światła słonecznego, nasz organizm naturalnie domaga się posiłków, które rozgrzeją go od środka, dadzą dłuższą sytość i poczucie komfortu. Próba wmuszania w siebie zimnego skyru czy sałatki w chłodny poranek najczęściej kończy się tym, że godzinę później szukamy czegokolwiek do dojedzenia.

O co warto zadbać w żywieniu w chłodniejsze dni:

1. Zadbaj o posiłki na ciepło Zamień zimne śniadania na ciepłe: owsiankę z cynamonem i pieczonym jabłkiem, szakszukę, omlet czy ciepłe grzanki. Na obiad i kolację stawiaj na zupy krem, gulasze warzywne i pieczone warzywa. Ciepłe posiłki dają znacznie większe poczucie sytości!

2. Nawadniaj się... na ciepło Jesienią rzadziej odczuwamy pragnienie, więc łatwo zapomnieć o piciu wody. Sięgaj po ciepłe napary ziołowe i owocowe z dodatkiem imbiru, goździków, cytryny czy cynamonu. Pamiętaj, że gęsta zupa to też świetne źródło płynów.

3. Korzystaj z jesiennego sezonu Jesień w Polsce jest pełna smaków. Włącz do jadłospisu dynię, buraki, marchew, korzeń pietruszki, jabłka, gruszki i śliwki. Nie zapominaj o kiszonkach (ogórki, kapusta).

4. Włącz suplementację witaminy D3 Od października do kwietnia słońca w naszej szerokości geograficznej jest po prostu za mało. Witamina D3 to fundament dla odporności, samopoczucia i energii w chłodne miesiące. Pamiętaj by skonsultować dawkę ze specjalistą.

5. Daj sobie przyzwolenie na „comfort food” Jesień to czas, kiedy jedzenie ma nas też otulić. Zamiast narzucać sobie sztywne ograniczenia, zrób miejsce na ciepłe, pożywne posiłki. Jeśli ciągnie Cię do słodkiego lub słonego – zrób domową, wartościową wersję ulubionego dania (np. pieczoną owsiankę czy domowego burgera).

6. Zjedz tę cynamonkę z czystą przyjemnością A co z jesiennymi wypiekami, które wyjątkowo kuszą? Zjedz. Postaw na jakość, przyjemność i uważność, bez dorabiania do tego poczucia winy.

Pamiętaj, że dbanie o siebie to słuchanie własnego ciała i reagowanie na jego potrzeby, a nie ciągłe dokręcanie sobie śruby.

Chcesz poukładać swoje żywienie na chłodniejsze dni bez poczucia winy i wiecznego głodu? Napisz do mnie wiadomość prywatną lub kliknij w link w pierwszym komentarzu i umów się na konsultację. Stwórzmy nawyki, które dadzą Ci ciepłe otulenie!

Daj znać w komentarzu, czy w chłodniejsze dni też czujesz większy apetyt na ciepłe posiłki i jak sobie z tym radzisz!

To jeden z tych przepisów, który jest prosty i może spokojnie pojawiać się w Twoim menu częściej niż rzadziej. Nie chcę ...
05/10/2026

To jeden z tych przepisów, który jest prosty i może spokojnie pojawiać się w Twoim menu częściej niż rzadziej.

Nie chcę go nazwyać HIGH PROTEIN, bo mam ostatnio wrażenie, że teraz prześcigamy się
w ilościa białka na posiłek, zamiast zrozumieć jaką ono ma rzeczywiście funkcje i skąd pochodzi.

Białko jest ważne z kilku powodów:
Zapewnia uczucie sytości na dłużej.
Jest materiałem budulcowym twoich mięśni, skóry, włosów czy paznokci.
Konkretne białka pozwalają na transport enzymów, a także wspiera działanie leków.
Pomaga w odbudowie tkanek.
Wchodzi w skład przeciwciał, które chronią przed infekcjami dzięki czemu wzmacniasz swoją odporność.

SKŁADNIKI:
150 g Skyru naturalny
80 g serka wiejskiego lekkiego
1 j***o (u mnie rozmiar M)
5 g budyniu bez cukru (u mnie pistacjowy)
1 mała gruszka (u mnie miała 90g z mniejszej też wyjdzie)
50 g malin
10 g gorzkiej czekolady min 70%

*Jeśli potrzebujesz to możesz dodać jakiś słodzik, np. erytrol ok 5-10g.

WYKONANIE:
1. Skyr, serek, budyń, j***o i pokrojoną gruszkę zblendować na gładką masę.
2. Małe naczynie (pojemność ok 300-400 ml) wyłożyć papierem do pieczenia i przelać masę do foremki.
3. Wstawić do nagrzanego AirFryera na 180 stopni na 20 minut lub piekarnika 190 stopni 20-25 minut.
4. Po tym czasie wyjmujemy sernik i studzimy 3h. Ja po godzinie wstawiam go do lodówki. *
5. Przed podaniem rozgnieść maliny i rozpuść czekoladę w kąpieli wodnej.
Polej sernik czekoladą i rozgniecionymi malinami.

*Sernik po pieczeniu będzie dość płynny.
Nie martw się po przestudzeniu nabierze odpowiedniej konsystencji.

405 kalorii
36 g białka
12,4 g tłuszczu
33 g węglowodanów

Kaloryczność może się zmieniać jeśli dodasz mniej lub więcej owoców albo dodasz miód lub cukier.
Dla mnie słodycz z owoców jest wystarczająca.

Panowie, dzisiaj Wasze święto, a w siec utarło się przekonanie, że presja idealnej sylwetki, lęk przed przytyciem, sztyw...
30/09/2026

Panowie, dzisiaj Wasze święto,

a w siec utarło się przekonanie, że presja idealnej sylwetki, lęk przed przytyciem, sztywne diety czy wyrzuty sumienia po jedzeniu są domeną kobiet.

Nic bardziej mylnego. Panowie zmagają się z tym dokładnie tak samo, tylko znacznie rzadziej dają sobie prawo, by o tym otwarcie mówić.

Widzę to bardzo często u ambitnych, uprawiających sport facetów:
• Żyją w przekonaniu, że muszą być niezniszczalni.
• Po 12 godzinach stresu w pracy idą zajechać się na treningu, ignorując sygnały zmęczenia.
• Zamiast zredukować stres, zagłuszają go w biegu, bo „przecież chłopaki nie płaczą”.

Dlatego z okazji Dnia Chłopaka życzę Wam dzisiaj:

Wolnej głowy – od sztywnych reguł, ciągłej kontroli i myślenia, że Twoja wartość mierzy się w obwodzie bicepsa czy cyfrze na wadze.

Prawa do regeneracji – bez poczucia winy, że odpoczynek to słabość. Sen i oddech budują formę tak samo jak ciężary!

Mądrego treningu - takiego przede wszystkim dla zdrowia, sprawności, elastyczności i spokojnej głowy, a nie z przymusu.
Niech trening daje Wam też satysfakcję w życiu codziennym i się na nie przekłada.

Przestrzeni na emocje - odwagi do mówienia o zmęczeniu, presji i braku sił, zamiast zagłuszania ich milczeniem, jedzeniem w biegu czy
w samotności.

Zdrowia na talerzu - takiego od którego bicek rośnie sam, testosteron zawsze w normie, PSA nigdy nie rośnie, płuco daje radę pobiec za twoim 5cio latkiem, a kręgosłup nie pęka gdy podnosisz jego rowerek.

Dziękujemy, że jesteście i robicie dla swoich bliskich tak dużo! Pamiętajcie, że o siebie też trzeba (i warto!) zadbać.

Dlaczego prawie nikt nie mówi Ci o bilansie „0”? W świecie dietetyki najczęściej słyszysz o dwóch skrajnościach: albo je...
28/09/2026

Dlaczego prawie nikt nie mówi Ci o bilansie „0”?

W świecie dietetyki najczęściej słyszysz o dwóch skrajnościach: albo jesteś na REDUKCJI, albo robisz MASĘ.

A przecież istnieje jeszcze coś pomiędzy.

Stan, który dla większości osób jest kluczem do trwałej formy, dobrej regeneracji i wolnej głowy.

To Bilans „0” (zero dietetyczne).

To po prostu taka ilość kalorii, przy której ani nie tyjesz, ani nie chudniesz.
Twój organizm dostaje dokładnie tyle paliwa, ile zużywa, i w końcu może po prostu odpocząć.

Kiedy warto (a wręcz trzeba!) na nie wejść?
• Gdy było się długo w deficycie, żeby dać organizmowi i psychice wytchnienie.
• Gdy ciągle redukujesz, ale dopadają Cię napady objadania się, bo ciało krzyczy o energię.
• Po zamknięciu sezonu startowego / intensywnym okresie treningowym, dopasowując kalorie do obecnych obciążeń.
• Po osiągnięciu celu, bo wraz ze zmianą wagi zmienia się Twoje zapotrzebowanie. Musisz wyliczyć swoje NOWE „0” i nauczyć się na nim żyć, żeby utrzymać efekty bez efektu jojo.

Spójrz na to jak na budżet domowy:

Wyobraź sobie, że dostajesz wypłatę i nagle obcinają Ci pensję o 30%. Przez kilka miesięcy jakoś dajesz radę, Zaciskasz pas, rezygnujesz z uciech i jakoś spinasz koniec z końcem.

Ale po pewnym czasie odczuwasz ten brak tak mocno, że zaczynasz szukać jakiejkolwiek okazji, by zdobyć dodatkowe pieniądze i uzupełnić dziurę w budżecie.

Dokładnie tak samo reaguje Twoje ciało.

Możesz być na redukcji jakiś czas, ale Twoje ciało nie zostało stworzone do życia na wiecznym deficycie kalorycznym.

Jeśli długo odmawiasz mu energii, w końcu włączy tryb awaryjny. Stąd spadek siły, gorszy sen, rozdrażnienie i niekontrolowane napady na słodkie.

Zero dietetyczne to Twoja „stała, pewna pensja”. To moment na nasycenie organizmu, zregenerowanie hormonów sytości i złapanie oddechu, po to, by potem znów móc ruszyć z kopyta.

Nie da się żyć w ciągłej redukcji.

Nie wiesz, jak obliczyć swoje obecne „0” i bezpiecznie z niej wyjść bez lęku o przytycie?

Napisz do mnie wiadomość prywatną słowo ZERO lub umów się na konsultację Poukładamy Twoje zapotrzebowanie bez spinki i głodowania!

Kiedy ostatnio dałaś swojemu ciału tak po prostu odpocząć na bilansie zerowym? Daj znać w komentarzu! 👇

Czasem sama zastanawiam się, jak w ogóle mamy mieć zdrową relację z jedzeniem, skoro od najmłodszych lat budowano w nas ...
24/09/2026

Czasem sama zastanawiam się, jak w ogóle mamy mieć zdrową relację z jedzeniem, skoro od najmłodszych lat budowano w nas już pewne nawyki.

Od dzieciaka słyszmy
“Zjedz warzywa, to dostaniesz deserek.”,
“Nie dostaniesz słodyczy, bo byłeś niegrzeczny.”

Świętujemy jedzeniem, pocieszamy się jedzeniem, nagradzamy się jedzeniem i karzemy się jego brakiem. A gdy dorastamy, przenosimy ten sam schemat na nasze odchudzanie: sztywny rygor, zakazy, poczucie winy i wieczny bieg od czystej michy do odpinania wrotek.

Mam trochę taką brutalną refleksję, że jako ludzie po prostu potwornie boimy się własnych emocji.

W czasach, gdy chcemy efektu TU i TERAZ, wybieramy to, co znane i co najszybciej koi nerwy. I często jest to jedzenie. I wszyscy wiemy, że to koi tylko na chwilę.

Smuci mnie to, również dlatego, że często traktujemy siebie samych jak taki emocjonalny śmietnik.
Nie chcemy słyszeć tego, co w nas naprawdę siedzi, nie mówimy o swoich potrzebach, więc wrzucamy w siebie cokolwiek z szafki, żeby tylko na chwilę to wszystko zagłuszyć.

Czy da się coś z tym zrobić?
Oczywiście. Ale to wymaga czasu, odrobiny pracy, wyrozumiałości i akceptacji faktu, że to proces, w którym nie zawsze wszystko pójdzie idealnie. I to właśnie bywa w dzisiejszym świecie najtrudniejsze.

Zbudowanie spokoju w głowie zaczyna się w momencie, gdy przestajesz traktować jedzenie jako jedyny regulator swoich emocji, a sylwetkę jako miernik własnej wartości.

Gdzie u Ciebie najczęściej uaktywnia się taki schemat?
W emocjach, w nagradzaniu się po ciężkim dniu, czy w poczuciu winy? Daj znać w komentarzu.

A jeśli chcesz poukładać swoją relację z jedzeniem, napisz do mnie w wiadomości prywatnej słowo SPOKÓJ lub kliknij link w bio i umów się na konsultację. Pomogę Ci odzyskać wolną głowę,

Jak trenowałam kiedyś vs jak trenuję dziś. Pytacie mnie czasem w wiadomościach, jak ułożyć idealny plan treningowy.I zaw...
16/09/2026

Jak trenowałam kiedyś vs jak trenuję dziś.
Pytacie mnie czasem w wiadomościach, jak ułożyć idealny plan treningowy.

I zawsze k**i mnie by odpisać: Twój plan nie zaczyna się od rozpisywania serii, powtórzeń i ciężarów, tylko w Twojej głowie.

Bo czasem to czego chcemy, staje się naszym wrogiem.

Przez lata żyłam w przekonaniu, że im więcej rygoru, tym lepsze efekty.
Efekt? Żaden...
Wieczna frustracja, brak regeneracji i poczucie, że ciągle „robię za mało”.

Dopiero gdy w tym roku naprawdę zabrakło mi sił na wszystko zapytałam się siebie "Stara, czego Ty tak naprawdę chcesz i czy to nie jest o tym, że chcesz coś
komuś udowodnić?"

Oto jak wyglądała moja zmiana perspektywy:

🍒 1. SEN I REGENERACJA
• Kiedyś: Potrafiłam wrócić z pracy o 2:00 w nocy, a o 6:00 rano być już na treningu. Przemęczenie? Ignorowałam.
• Dziś: Nie spałam dobrze od 2–3 dni? Wybieram sen i regenerację. Bez wyrzutów sumienia.

🍒 2. ZDROWIE I SAMOPOCZUCIE
• Kiedyś: Katar, przeziębienie czy ból głowy? I tak szłam ćwiczyć, nawet na lekach przeciwbólowych, narażając nie tylko siebie ale i innych.
• Dziś: Czuję się źle lub brałam leki? Zostaję w domu.

🍒3. CEL I INTENCJA
• Kiedyś: „Muszę trenować codziennie i pod coś konkretnego, bo inaczej nie będzie efektów”.
• Dziś: Biegam i ćwiczę siłowo, bo to lubię. Jedyne do czego się przygotowuje to do tego, by być sprawną na lata.

🍒4. ELASTYCZNOŚĆ I PERFEKCJONIZM
• Kiedyś: Każdy trening musiał być na 100%. Jeśli nie dałam rady czegoś dowieźć, potrafiłam się rozpłakać z frustracji.
• Dziś: Mam słabszy dzień? Biorę mniejszy ciężar. W ostatniej fazie cyklu moja forma spada o połowę i czuje się z tym ok. Mam po prostu lżejszy tydzień.

🍒5. PODEJŚCIE DO ODPUSZCZANIA
• Kiedyś: „Jak odpuszczę, to jestem słaba i do niczego się nie nadaję”.
• Dziś: Odpuszczam, bo jestem na tyle SILNA, by dać swojemu ciału to, czego w danym momencie NAPRAWDĘ potrzebuje.

🍒 6. PRIORYTETY W ŻYCIU
• Kiedyś: Trening był najważniejszy. Potrafiłam zabrać ze sobą hantle na wakacje...
• Dziś: Trening jest dla mnie bardzo ważny, ale ŻYCIE i odpoczynek są ważniejsze.

Dziś już żyję i trenuję w myśl, że mądry trening ma służyć mojemu życiu, a nie być kolejnym etatem i źródłem stresu.

Masz dość sztywnych planów i chcesz w końcu poukładać ruch oraz żywienie w zgodzie ze swoim życiem? Napisz do mnie wiadomość prywatną i umówimy się na wizytę :)

Gdyby o sukcesie w odchudzaniu decydowała liczba posiadanych jadłospisów, większość kobiet miałaby ten temat dawno odhac...
14/09/2026

Gdyby o sukcesie w odchudzaniu decydowała liczba posiadanych jadłospisów, większość kobiet miałaby ten temat dawno odhaczony. Zamiast tego bardzo często trafiają do mnie pacjentki ze skrzynkami zapchanymi gotowymi PDF-ami i z tym samym pytaniem w głowie: „Skoro mam tyle planów, to dlaczego znowu nie wychodzi?”

Zanim w gabinecie w ogóle zdecyduję, czy kolejny jadłospis jest komukolwiek potrzebny, zawsze pytam: co dokładnie nie działało w poprzednich?

Oto 5 najczęstszych powodów, przez które masz już stos diet i znów zaczynasz od nowa:

1. „Nie miałam czasu gotować 5 posiłków” – Zamiast żyć w kuchni, dopasujmy częstotliwość do Twojego dnia. 3 porządne posiłki dadzą Ci lepszą sytość niż 5 miniaturowych przekąsek. I naprawdę nie musisz stać przy garach codziennie!

2. „Musiałam gotować osobno dla siebie i dla rodziny” – I przy okazji cały świat wie, że ZNÓW JESTEŚ NA DIECIE. Zamiast dwudaniowej rewolucji sprawdzamy, co najczęściej jada reszta domowników i modyfikujemy to tak, by było odżywcze i smaczne dla wszystkich.

3. „W weekendy wszystko się rozjeżdżało” – Powiedzmy szczerze, a powiedziałaś
o tym swojej dietetyczce?
Czy sama założyłaś, że “dasz radę w weekend”? Jeśli w niedzielę jecie obiad u rodziców, wpisujemy to od razu w strategię, zamiast udawać, że zjesz wtedy kurczaka z pojemnika.

4. „Szybko nudziły mi się potrawy” – A no właśnie, czyli podejście
100% albo nic. Jadłospis ma być inspiracją i przy okazji uczyć Cię elastyczności
i proporcji, a nie zmusić do ślepego powtarzania. Przeglądamy Twoje ulubione dania i uczę Cię, jak je modyfikować na co dzień.

5. „Nie wiedziałam, co zrobić gdy mam jakieś wyjście i gdy brakowało składników.” – No bo jadłospis to tylko inspiracja, a nie prawo karne, którego trzeba przestrzegać bo inaczej trafisz do więzienia dietetycznego. Brak cukinii w lodówce? Zmieniasz po prostu na inne warzywo. A w trakcie współpracy uczę Cię jak żyć a nie być na diecie.

Dlaczego tak łatwo wpadamy w tę pułapkę?
Bo bardzo chcemy wypaść „idealnie” na wizycie i zgadzamy się na zasady, które nijak nie pasują do naszej codzienności. Wchodzimy w sztywny tryb „jestem na DIECIE”, i potem na rodzinnym obiedzie dłubiemy sałatkę przy dzieciach, z zazdrością patrząc na schabowego i budując w sobie poczucie krzywdy i straty.

Jadłospis to tylko narzędzie , nie test na Twoją silną wolę. Jeśli jest sztywny, niedopasowany do Twojego życia i ignoruje Twoje nawyki, ma prawo nie działać.

Chcesz wreszcie przestać kolekcjonować kolejne PDF-y i stworzyć sposób żywienia, który już z Tobą zostanie?

Napisz do mnie w wiadomości prywatnej lub umów się na konsultację wstępną: https://zcal.me/O7cgb Sprawdzimy, jak poukładać Twoją rutynę bez spinki i gotowania na dwa gary!

Najsmutniejsze zdanie z mojego gabinetu... 💔 „Dla samej siebie to mi się po prostu nie chce gotować.”Gdy gotujesz dla ko...
09/09/2026

Najsmutniejsze zdanie z mojego gabinetu... 💔

„Dla samej siebie to mi się po prostu nie chce gotować.”

Gdy gotujesz dla kogoś – dbasz o smaki, ulubione przyprawy, świeżość i dopytujesz, na co ktoś ma ochotę.

A gdy zostajesz sama... zjesz cokolwiek w biegu, zagryziesz suchą bułkę, dokończysz zimne resztki albo wygrzebiesz czekoladowego Mikołaja z 2000 roku z dołu szafki.
Brzmi znajomo?

Dlaczego to robimy?
• Podwójny standard: Troskę rezerwujesz dla innych, a siebie stawiasz na szarym końcu.
• Dół energetyczny: Po ogarnięciu całego świata nie masz siły pomyśleć o sobie, bo wszystko rozdałaś innym.
• Błędne przekonanie: Myślisz, że wartościowy posiłek wymaga innego składu niż tego dla rodziny, osobnego gotowania lub po prostu mylisz: dla siebie nie muszę.

Pomyśl o tym tak: Gdybyś widziała, że ktoś Ci bliski (rodzic, dziecko, przyjaciółka) je codziennie kiepskie śmieci, bo „nie opłaca jej się gotować dla samej siebie” – co byś jej powiedziała?

Prawdopodobnie to, że to bzdura i że zasługuje na wartościowy posiłek, żeby dobrze się czuć.
Za co więc karzesz samą siebie?

A może zmień definicję „gotowania dla siebie”.
Dbanie o własny talerz w pojedynkę to najprostszy gest szacunku dla własnego ciała, energii i zdrowia.

A mówiąc czysto pragmatycznie: jeśli o siebie nie zadbasz, to kto zajmie się resztą świata, gdy w końcu padniesz?

Jak dbać o siebie, gdy „się nie chce”?
• Sięgaj po proste opcje: skyr z owocami i orzechami, gotowa tortilla z tuńczykiem, gotowa zupa krem z mozzarellą.
• Rób podwójną porcję: gotując cokolwiek, zrób więcej – podziękujesz sobie jutro.
• Zrób z tego randkę ze sobą: ugotuj to, czego reszta rodziny nie lubi, nałóż jedzenie na talerz, usiądź przy stole i włącz ulubioną muzykę.
• Odwieś perfekcjonizm: posiłek dla siebie ma być pożywny i dać Ci siłę, a nie wyglądać jak z restauracji.

Twoje ciało potrzebuje dobrego paliwa niezależnie od tego, czy w domu jest jesteś kimś, czy jesteś w nim tylko Ty.

Jesteś wystarczającym powodem, by dobrze zjeść.

Masz dość stawiania siebie na ostatnim miejscu? Napisz do mnie w wiadomości prywatnej lub kliknij link w bio i umów się na konsultację. Nauczę Cię dbać o siebie z troską i bez stania przy garach!

Gdybym mogła cofnąć czas i porozmawiać ze sobą z przeszłości, uściskałabym się i powiedziała: „Odpuść, bo to nie tędy dr...
07/09/2026

Gdybym mogła cofnąć czas i porozmawiać ze sobą z przeszłości, uściskałabym się i powiedziała: „Odpuść, bo to nie tędy droga”.

Kiedyś myślałam, że im więcej rygoru, tym lepsze efekty.

Dziś zrobiłabym to inaczej:

1. Nie trenowałabym codziennie
Bo kiedyś myślałam, że odpoczynek jest dla słabych. Nie robiłabym dodatkowego cardio gdy zjadłam więcej i nie cisnęłabym interwałów prawie codziennie. Dziś trenuję dla sprawności, siły i czystej głowy, a nie dla cyfry na wadze czy spalonych kalorii.

2. Wyrzuciłabym do kosza „Cheat Day” Jeden dzień przyzwolenia na wszystko tworzył w mojej głowie czarną listę „zakazanych” produktów. Efekt? Objadanie się na zapas, rzucanie się na jedzenie w święta i potężne poczucie winy. Tę relację z jedzeniem naprawiałam później wiele lat.

3. Przestałabym traktować spotkania z bliskimi jak największe zmartwienie. Pojemniki własnym żarciem na wesele, stres o to, że zjem co innego niż „z białej listy dozwolonych produktów” czy brak elastyczności oddalały mnie od ludzi. Dziś wiem, że wyjście ze znajomymi czy wesele to czas na budowanie relacji. Jem to czego chcę spróbować i nie muszę wszystkiego jeść na zapas.

4. Zajęłabym się emocjami. Zamiast szukać „diety idealnej” sprawdziłabym, DLACZEGO sięgam słodycze, gdy jestem zła, smutna czy zmęczona. Nauczyłabym się odróżniać fizyczny głód od jedzenia na poprawę humoru.

5. Nauczyłabym się słuchać sygnałów z ciała Zamiast ślepo ufać aplikacjom, poznałabym swoje własne sygnały głodu i sytości. To one dają prawdziwe poczucie kontroli, a nie sztywne wytyczne z kartki.

6. Postawiłabym na sen jak na absolutny priorytet Bez regeneracji każda redukcja staje się drogą przez mękę. Przewlekły brak snu podbija poziom hormonów głodu, opóźnia regenerację, sprzyja kontuzjom a potem w pracy totalny brak skupienia.

Moja droga do dzisiejszego spokoju w głowie była kręta i pełna sztywnych zasad. Chciałabym Ci tego oszczędzić i skrócić Twoją drogę do celu.

👉 Napisz do mnie w wiadomości prywatnej i umów się na konsultację. Przestańmy tracić czas na sztywne zasady!

Gorsza noc, stres, więcej soli w posiłkach czy intensywniejszy trening po którym masz „zakwasy”... Wchodzisz na wagę, a ...
02/09/2026

Gorsza noc, stres, więcej soli w posiłkach czy intensywniejszy trening po którym masz „zakwasy”...

Wchodzisz na wagę, a ona pokazuje kilo więcej.
I już dzień zaczyna się kiepsko.

Dla większości ambitnych ludzi to moment, w którym włącza się tryb:
„To bez sensu, nie działa, odpuszczam”.

A fakt jest taki, że waga fizjologicznie ma prawo wahać się z dnia na dzień. I dopóki traktujesz ją jako jedyny wyznacznik tego, czy Twój wysiłek i dbanie o siebie ma sens, będziesz kręcić się w błędnym kole i tracić motywację przy pierwszym 0,5 kg.

Zamień pytanie: „Ile dzisiaj ważę?” na:
• Jak się dzisiaj czuję?
• Czy mam siłę do działania?
• Jak się czuje jelitowo?
• Czy dałam swojemu ciału dobrą dawkę ruchu i regeneracji?

Dbanie o siebie z poziomu szacunku do swojego ciała buduje nawyki na lata. Dbanie o siebie wyłącznie dla cyfry na wadze kończy się przy pierwszym gorszym poranku.

Masz dość ciągłego poczucia winy i analizowania każdego grama na wadze?
Pomogę Ci poukładać żywienie tak, by służyło Twojemu życiu, energii i zdrowiu – bez rygoru i sztywnych zakazów.

Zrób pierwszy krok: Kliknij w link w moim BIO i zapisz się na konsultację wstępną (lub napisz do mnie wiadomość prywatną).
Zdejmijmy wreszcie ten stres z Twojej głowy!

Adres

Warsaw

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Po prostu. opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do Po prostu.:

Skróty

Udostępnij

Kategoria