Oksana Volska - Psychodietetyka i EFT

  • Home
  • Oksana Volska - Psychodietetyka i EFT

Oksana Volska - Psychodietetyka i EFT Umów konsultację 📩

Specjalizuję się w dietoterapii anti-aging i przeciwzapalnej, zaburzeniach przewodu pokarmowego i mikrobioty, niedoborach żywieniowych oraz zaburzeniach metabolicznych.
Łączę interdyscyplinarną wiedzę z indywidualnym podejściem.

Lipodemia i dyslipidemia - co wspólnego mają dieta, jelita i układ nerwowy?Na pierwszy rzut oka lipodemia i dyslipidemia...
10/09/2026

Lipodemia i dyslipidemia - co wspólnego mają dieta, jelita i układ nerwowy?

Na pierwszy rzut oka lipodemia i dyslipidemia nie mają ze sobą wiele wspólnego.

Lipodemia to przewlekła choroba tkanki tłuszczowej, związana m.in. z nieprawidłowym rozmieszczeniem tkanki tłuszczowej, skłonnością do obrzęków i bólu.

Dyslipidemia natomiast oznacza zaburzenia gospodarki lipidowej, np. podwyższony poziom cholesterolu LDL czy triglicerydów.

To dwie różne jednostki chorobowe, wymagające odpowiedniej diagnostyki i leczenia.

Istnieją jednak obszary, które mogą mieć znaczenie w obu przypadkach:
sposób żywienia, kondycja mikrobioty jelitowej oraz regulacja stresu i autonomicznego układu nerwowego.

Mogą one stanowić ważne, a czasem kluczowe elementy kompleksowego podejścia do zdrowia metabolicznego, stanu zapalnego i codziennego funkcjonowania organizmu.

1. Dieta przeciwzapalna, czyli jak wspierać organizm od środka

Stan zapalny jest naturalnym mechanizmem obronnym organizmu. Problem pojawia się wtedy, gdy procesy zapalne utrzymują się przewlekle i stają się elementem codziennego funkcjonowania organizmu.

W przypadku lipodemii w zmienionej tkance tłuszczowej zachodzą procesy związane m.in. z zaburzeniami mikrokrążenia, obrzękiem i przewlekłym stanem zapalnym. Może to przyczyniać się do uczucia ciężkości, tkliwości czy bólu.

W dyslipidemii sytuacja wygląda inaczej. Podwyższone stężenie niektórych frakcji lipidowych, szczególnie LDL, jest jednym z istotnych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.
Na proces miażdżycowy wpływa jednak nie tylko sama ilość cholesterolu, ale również jego modyfikacje i reakcja zapalna zachodząca w ścianie naczyń.

Dlatego sposób żywienia ma znaczenie.

Nie chodzi jednak o kolejną „dietę cud”, eliminowanie dziesiątek produktów czy życie na sałacie.

Dieta o działaniu przeciwzapalnym to przede wszystkim sposób odżywiania oparty na regularności i różnorodności.

W praktyce warto zadbać o:

• dużą ilość warzyw i owoców,
• produkty pełnoziarniste i inne źródła błonnika,
• ryby, szczególnie te bogate w kwasy omega-3,
• orzechy, nasiona i pestki,
• oliwę i inne wartościowe źródła tłuszczu,
• odpowiednią ilość białka,
• ograniczenie żywności wysoko przetworzonej i nadmiaru cukrów dodanych.

I tutaj pojawia się ważny aspekt psychodietetyki.

Najlepsza dieta to nie ta, która wygląda idealnie na papierze, ale ta, którą jesteśmy w stanie utrzymać w prawdziwym życiu.

Jeżeli sposób odżywiania powoduje ciągłe poczucie winy, restrykcje, napady objadania się albo obsesyjne kontrolowanie jedzenia, trudno mówić o wspieraniu zdrowia w długiej perspektywie.

2. Mikrobiota jelitowa, czyli ekosystem o dużym znaczeniu!

Jelita to zdecydowanie więcej niż miejsce, w którym trawimy jedzenie.

Zamieszkują je biliony mikroorganizmów, które uczestniczą m.in. w procesach związanych z odpornością, metabolizmem i funkcjonowaniem bariery jelitowej.

Jednym z ważnych elementów jest różnorodność mikrobioty.

Bakterie jelitowe wykorzystują m.in. błonnik dostarczany z pożywieniem i produkują metabolity, takie jak krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe (SCFA), w tym maślan. Związki te mogą wpływać na funkcjonowanie bariery jelitowej, odpowiedź immunologiczną oraz metabolizm.

Co to oznacza w praktyce?

Zamiast zastanawiać się, jak „naprawić jelita” jakimś suplementem, warto zacząć od podstaw:

karmić mikrobiotę różnorodnym jedzeniem.

Warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, strączki, orzechy, nasiona czy odpowiednio tolerowane fermentowane produkty spożywcze dostarczają różnego rodzaju składników, które mogą wspierać mikroorganizmy jelitowe.

Warto też pamiętać, że mikrobiota jest bardzo indywidualna. To, co świetnie sprawdza się u jednej osoby, niekoniecznie będzie dobrze tolerowane przez inną. Dlatego najlepszą strategią to ta indywidualnie dopasowana.

Dlatego też przy dolegliwościach jelitowych szczególnie ważne jest indywidualne podejście zamiast kolejnej restrykcyjnej listy produktów zakazanych.

3. Autonomiczny układ nerwowy, czyli zdrowie to nie tylko to, co znajduje się na talerzu

Jest jeszcze jeden element, o którym w rozmowie o diecie często zapominamy.

Układ nerwowy.

Autonomiczny układ nerwowy reguluje wiele procesów, których nie kontrolujemy świadomie, m.in. pracę serca, naczyń krwionośnych czy przewodu pokarmowego.

W dużym uproszczeniu możemy mówić o równowadze pomiędzy układem współczulnym, który mobilizuje organizm do działania, oraz przywspółczulnym, który sprzyja odpoczynkowi i regeneracji.

Problem zaczyna się wtedy, gdy organizm przez długi czas funkcjonuje w stanie podwyższonego napięcia.

Przewlekły stres może wpływać na gospodarkę hormonalną, apetyt, sen, zachowania żywieniowe i metabolizm. Może również utrudniać regenerację i nasilać odczuwanie niektórych dolegliwości.

I właśnie dlatego psychodietetyka nie jest dodatkiem do „prawdziwej diety”.

Jest częścią pracy nad zdrowiem.

Bo nawet najlepszy jadłospis niewiele zmieni, jeśli:

• przewlekle mało śpimy i ruszamy,
• cały dzień funkcjonujemy na wysokim poziomie napięcia,
• jemy w pośpiechu,
• regularnie pomijamy posiłki,
• wieczorem „odrabiamy” cały dzień jedzeniem,
• albo każda próba zmiany diety kończy się presją i poczuciem porażki.

Co może pomóc układowi nerwowemu?

Nie muszą to być skomplikowane techniki.

Czasami podstawą jest:

sen → regularne posiłki → ruch → odpoczynek → spokojniejsze tempo jedzenia → praca ze stresem → budowanie poczucia bezpieczeństwa.

Proste? Tak.

Łatwe? Niekoniecznie.

I właśnie dlatego zmiana nawyków często wymaga nie tylko wiedzy o żywieniu, ale również przyjrzenia się emocjom, przekonaniom i schematom, które stoją za naszymi wyborami.

Dieta, mikrobiota i układ nerwowy nie działają niezależnie od siebie.

To system naczyń połączonych.

To, co jemy, wpływa na mikrobiotę.
Mikrobiota wpływa na metabolizm i odporność.
Stres wpływa na apetyt, trawienie i wybory żywieniowe.
Sen wpływa na regulację apetytu i regenerację.
A wszystko to dzieje się w jednym organizmie.

Dlatego w pracy nad zdrowiem warto odejść od myślenia:

„Co mam wykluczyć, żeby schudnąć?”

i częściej zadawać sobie pytanie:

„Czego potrzebuje mój organizm, żeby lepiej funkcjonować?”

W przypadku lipodemii odpowiednio dobrany sposób żywienia może być elementem wspierającym funkcjonowanie organizmu i radzenie sobie z objawami.

W przypadku dyslipidemii modyfikacja stylu życia, w tym sposób żywienia, jest jednym z ważniejszych elementów postępowania.

I właśnie tutaj zaczyna się indywidualna praca.

Bo nie ma jednej diety dla każdej osoby z lipodemią. Nie ma też jednego jadłospisu dla wszystkich osób z podwyższonym cholesterolem.

Są natomiast konkretne potrzeby organizmu, historia zdrowia, wyniki badań, styl życia, preferencje, możliwości i relacja z jedzeniem.

Dobre zalecenia powinny uwzględniać wszystkie te elementy. Bo to co należy ponownie podkreślić:

Nie chodzi o to, żeby jeść „idealnie”.

Chodzi o to, żeby jeść w sposób, który wspiera zdrowie i jednocześnie jest możliwy do utrzymania w codziennym życiu.






SIBO, IMO, IBSNajwiększą pułapką może być przekonanie, że musisz znaleźć jedną przyczynęW świecie SIBO, IMO i IBS łatwo ...
08/09/2026

SIBO, IMO, IBS
Największą pułapką może być przekonanie, że musisz znaleźć jedną przyczynę

W świecie SIBO, IMO i IBS łatwo wpaść w obsesję szukania tzw. root cause.
Brzmi to niby logicznie, bo skoro mam problem z jelitami, muszę znaleźć pierwotną przyczyne, a gdy ją usunę, wszystko wróci do normy.

Jednak problem w tym, że przewód pokarmowy nie działa jak prosty mechanizm z jednym uszkodzonym kołem zębatym.

U większości osób jedna przyczyna po prostu nie istnieje. Zamiast niej występuje splot wielu czynników, które przez lata naruszały motorykę, mikrobiotę i komunikację na linii jelita–mózg.

Nie chodzi o rezygnację z badań, trzeba zrobić to mądrze. Tu diagnostyka gastroenterologiczna jest kluczowa, by wykluczyć choroby organiczne i objawy alarmowe.

Pułapka zaczyna się wtedy, gdy kolejne testy przestają odpowiadać na pytania kliniczne, a stają się kompulsywną próbą znalezienia „ukrytego winowajcy”.

Zaczyna się błędne koło „jeszcze jednego badania” Schemat zazwyczaj się powtarza: diagnoza, a potem niekończąca się lista pytań - Candida, niedokwasota, pasożyty, histamina, hormony, …, ?

Pacjent krąży między specjalistami, wdraża kolejne protokoły, a zalecenia lekarskie modyfikuje na grupach internetowych pod wpływem opinii: „u mnie to nie zadziałało” albo „najpierw napraw żołądek”.

Gdy każdą terapię zmienia się/ modyfikuje się pod wpływem przypadkowych informacji, po kilku/kilkunastu tygodniach, łatwo dojść do wniosku, że „nic nie działa”.

W rzeczywistości nic nie trwało wystarczająco długo, by mogło przynieść efekt.

Przewód pokarmowy to układ dynamiczny!

Wpływają na niego motoryka, pasaż, diety, stres, sen, aktywność czy przebyte infekcje.

Dlatego zamiast pytać: „Co było pierwsze?”, znacznie praktyczniej jest zapytać: „Co dzisiaj podtrzymuje problem i co możemy poprawić?”.
Jak stworzyć warunki do regeneracji układu pokarmowego i prawidłowej pracy.

Czynniki takie jak przewlekły pośpiech przy posiłkach, podjadanie, brak snu, przetworzona dieta czy stres ukształtowały środowisko Twoich jelit.

Prawidłowe postępowanie nie sprowadza się do samego pytania „jak wybić bakterie?”, ale „jak przywrócić sprawność całemu układowi?”.

Antybiotyk i eradykacja to stanowczo za mało!
Zmniejszenie liczby mikroorganizmów za pomocą leków lub ziół przynosi tylko chwilową ulgę, jeśli w jelitach nadal panują warunki sprzyjające nawrotom (np. spowolniony pasaż).

ŁAtwood wpada się w pętlę: objawy \rightarrow eradykacja \rightarrow poprawa \rightarrow nawrót \rightarrow silniejszy lek osłabia organizm.
Tym czasem celem powinna być stabilizacja funkcji jelit.

Stres to czynnik podtrzymujący.
Do stresu życiowego dołącza często stres związany ze samą chorobą, jak lęk przed posiłkiem, wyjściem z domu, stałe analizowanie stolca i szukanie nowych objawów w sieci.

Oś mózg–jelito działa w obu kierunkach a lęk bezpośrednio hamuje motorykę i wydzielanie enzymów, nasilając objawy.

Praca z układem nerwowym (aktywność, higiena snu, psychoterapia, hipnoterapia IBS, nauka tolerowania przejściowych sygnałów z ciała) nie jest „alternatywną medycyną”, lecz realnym wsparciem fizjologii.

Zamiast stale eliminować zacznij odzyskiwać!

Przewlekłe ograniczenia diety sprawiają, że z jadłospisu znikają kolejne grupy produktów, aż zostaje kilkanaście „bezpiecznych” pozycji.

Diety eliminacyjne mają sens wyłącznie czasowo. Celem terapii jest odzyskanie szerokiej tolerancji pokarmowej i swobody życia, a nie perfekcyjne unikanie każdego potencjalnego wyzwalacza.

I najczesciej pomijane to zrozumienie, że potrzebujesz kilkanaście miesięcy konsekwencji zamiast kilkunastu specjalistów

Przewód pokarmowy potrzebuje czasu!
Oczekiwanie “wyleczenia” zaraz po antybiotyku, diecie LFM czy co gorsza po różnych “autorskich” protokołach są nierealne.

Największą przeszkodą w powrocie do zdrowia bywa ciągłe zmienianie strategii!

Zamiast szukać idealnej teorii, zbuduj stabilny plan:
Mądra diagnostyka, leczenie wskazanych problemów, poprawa motoryki i nawyków, regulacja stresu i snu, długofalowa konsekwencja.

Nie musisz wciąż szukać dokładnego momentu, od którego problem się zaczął, ani wykonać każdego testu na rynku.
Często wygrywa nie ten, kto znalazł najbardziej skomplikowaną teorię, ale ten, kto dał prostemu, rozsądnemu planowi wystarczająco dużo czasu.






Kiedy wrzuciłam ostatnio post o chłopcu obłożonym butelkami piwa w sklepowym wózku, sekcja komentarzy dosłownie zapłonęł...
05/09/2026

Kiedy wrzuciłam ostatnio post o chłopcu obłożonym butelkami piwa w sklepowym wózku, sekcja komentarzy dosłownie zapłonęła.

Przeczytałam setki wypowiedzi i uderzyło mnie to, jak bardzo jako społeczeństwo nie potrafimy łączyć kropek w tematach dotyczących nawyków, podświadomości i relacji z używkami.

Większość oburzonych głosów krążyła wokół rozkminy „Czy to już patologia, czy jeszcze norma?”.
Ludzie pisali o grilla, o robieniu zapasów na cały rok, o tym, że przecież nie piją przy dzieciach do nieprzytomności, a piwo leżało w wózku tylko na chwilę.

I to jest właśnie najbardziej fascynujący mechanizm psychologiczny, jaki ujawnił się pod tym postem.
Przeczytaliśmy ten sam tekst, ale zobaczyliśmy dwa zupełnie inne światy.

1. Szufladka „Norma vs. Patologia”
Dla większości z nas świat dzieli się czarno-biało.
Skrajne zaniedbanie i przemoc to patologia. cała reszta, w tym kupowanie alkoholu przy okazji codziennych sprawunków i obkładanie nim dziecka, trafia do szufladki „norma”.

Kiedy psychodietetyk mówi: „hej, to zachowanie w wózku kształtuje niezdrowy mechanizm”, odbiorca odczytuje to jako atak w stylu: „nazywasz mnie patologią!”.
Pojawia się złość, opór i natychmiastowa racjonalizacja.

2. Ślepota na nieświadome uczenie się
Wielu rodziców żyje w przekonaniu, że wychowanie to wyłącznie to, co dzieciom mówimy. „Przecież tłumaczymy dziecku, że alkohol jest dla dorosłych”.

Niestety, ludzki mózg, a zwłaszcza mózg dziecka uczy się w 80% przez obserwację i wyciąganie nieświadomych wniosków (tzw. priming/torowanie).

Dziecko nie analizuje Twoich intencji.
Nie wie, czy piwo w koszyku jest na zapas, na grilla, czy dla wujka.
Ono widzi prosty obraz: alkohol leży tuż obok kajzerki i słodyczy. Jest stałym rekwizytem codzienności.
Mózg koduje informację, ze to jest bezpieczne, to jest zwyczajne, to jest element naszego życia.

3. Odwracanie uwagi od problemu
Gdy brakuje argumentów merytorycznych, włączają się mechanizmy obronne:
„A po co zaglądasz ludziom do koszyka?”,
„A stres w pracy jest gorszy”,
„A w latach 90. piliśmy łyka piwa od taty i żyjemy”.
To klasyczne ucieczki od trudnej refleksji nad własnymi automatyzmami.

Nawyki nie powstają w próżni. Nie rodzą się wtedy, gdy dziecko kończy 18 lat i nagle podejmuje dorosłe decyzje. Tworzą się w tych cichych, niewidzialnych momentach przy kasie, w zapachu bułek, w cieniu butelek, które uznajemy za „przecież absolutnie normalne”.

Edukacja psychodietetyczna nie jest po to, by kogoś oceniać czy wklejać łatki. Jest po to, byśmy w końcu zaczęli zauważać to, co dotąd było dla nas niewidzialne.
Bo zmiana nawyków w społeczeństwie zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się ich bezrefleksyjna racjonalizacja.






Stałam w kolejce do kasy. Przede mną dwójka dorosłych i w koszu wózka siedzi kilkulatek obłożony  butelkami piwa. Chyba ...
03/09/2026

Stałam w kolejce do kasy. Przede mną dwójka dorosłych i w koszu wózka siedzi kilkulatek obłożony butelkami piwa. Chyba była promocja typu „8+8 gratis”, obok były też kajzerki i cukierki, prawdopodobnie mały „zapychacz” i nagroda dla dziecka za cierpliwość.

Ten widok jest w rzeczywistości poruszającym i bolesnym studium psychodietetycznym. Pokazuje bezfiltracyjnie, jak w codziennych, pozornie błahych momentach buduje się fundament pod nawyki, relację z jedzeniem i przekonania młodego człowieka!

Dzieci nie uczą się na podstawie tego, co im mówimy. Uczą się przez chłonięcie otoczenia, obserwację i wyciąganie nieświadomych wniosków.

Co dokładnie „koduje” w swoim umyśle dziecko siedzące w takim wózku?

1. Normalizacja używek - piwo jak chleb.
To tak zwane torowanie (priming). Kiedy alkohol leży bezpośrednio przy dziecku, pomiędzy kajzerkami a słodyczami, traci swój status substancji niebezpiecznej czy zarezerwowanej wyłącznie dla dorosłych.
Staje się zwykłym rekwizytem codzienności, czymś tak naturalnym jak mleko czy masło.
W przyszłości, gdy ten maluch dorosnie, sięgnięcie po alkohol nie będzie wymagało żadnej refleksji. Będzie po prostu automatyczną decyzją.

2. Równoległy system regulacji emocji
Słodycze dla dziecka, alkohol dla rodzica. W jednym wózku spotykają się dwa narzędzia do natychmiastowej zmiany stanu emocjonalnego. Dziecko podświadomie rejestruje prostą zależność: gdy dorosły chce przyjemności lub odpoczynku, sięga po piwo, gdy ja chcę przyjemności, dostaję cukierki. To prosta droga do wykształcenia mechanizmu jedzenia (i picia) emocjonalnego, gdzie substancja zewnętrzna staje się jedynym znanym sposobem na kojenie stresu czy nudy.

3. Iluzja „okazji” i przekaz o wartości
Polowanie na promocje w stylu „kup dużo, bo taniej” kształtuje wzorce konsumpcyjne.
Tworzymy w dziecku przekonanie, że miarą wartości jedzenia jest jego ilość i niska cena, a nie to, co wnosi do naszego organizmu. W ten sposób priorytetem stają się kalorie puste i produkty ultraprzetworzone, a nie gęstość odżywcza.

4. Wykrzywienie progu wrażliwości (bliss point)
Dieta oparta na białym pieczywie, cukrze i obserwacji stałego dostępu do alkoholu przebudowuje naturalny apetyt. Układ nagrody przyzwyczaja się do gwałtownych wyrzutów dopaminy i skoków glukozy. W efekcie normalne, pełnowartościowe jedzenie, jak warzywa, kasze, zdrowe tłuszcze, zaczyna wydawać się dziecku nudne i niesmaczne.

Jaki jest ostateczny bilans takich wizyt w sklepie?
W głowie młodego człowieka tworzy się ciche, ale potężne przekonanie:
„Jedzenie służy do szybkiej przyjemności, alkohol jest nieodłącznym tłem codzienności, a o tym, co jemy, decyduje promocja, a nie zdrowie.”

Nawyki żywieniowe nie powstają wtedy, gdy siadamy z dzieckiem i tłumaczymy mu, czym są witaminy. Powstają właśnie tam, w tej kolejce do kasy, w zapachu kajzerek i w cieniu butelek piwa, którymi bezrefleksyjnie je obkładamy.





Co naprawdę dzieje się, kiedy sięgasz po jedzenie, mimo że nie jesteś głodna?Jedzenie pełni wiele funkcji. Zaspokaja pot...
29/08/2026

Co naprawdę dzieje się, kiedy sięgasz po jedzenie, mimo że nie jesteś głodna?

Jedzenie pełni wiele funkcji. Zaspokaja potrzeby fizjologiczne, ale może również dostarczać przyjemności, być elementem relacji, rytuałów czy kultury. Może także stać się sposobem radzenia sobie z napięciem i trudnymi emocjami.

Dlatego zdarza się, że sięgamy po jedzenie nie dlatego, że odczuwamy fizyczny głód, ale dlatego, że:

* jesteśmy zestresowane,
* czujemy smutek lub samotność,
* odczuwamy złość,
* doświadczamy wstydu,
* potrzebujemy pocieszenia,
* szukamy przyjemności lub ulgi,
* chcemy odwrócić uwagę od trudnych myśli,
* próbujemy zmniejszyć napięcie.

Takie zachowanie określa się często jako jedzenie emocjonalne.

Samo pojawienie się jedzenia emocjonalnego nie oznacza jednak zaburzenia ani tego, że „nie mamy kontroli nad jedzeniem”. W pewnym zakresie jest ono częścią ludzkiego doświadczenia.
Jedzenie może być jednym ze sposobów regulowania emocji podobnie jak rozmowa, odpoczynek, ruch, sen czy szukanie kontaktu z innymi.

Trudność może pojawić się wtedy, gdy jedzenie staje się dominującym lub niemal jedynym sposobem radzenia sobie z napięciem i emocjami, szczególnie jeśli wiąże się z poczuciem utraty kontroli, cierpieniem psychicznym lub konsekwencjami, których nie chcemy.

Zanim sięgniesz po jedzenie, zatrzymaj się

Nie chodzi o to, żeby za każdym razem powstrzymywać się od jedzenia.

Chodzi o to, żeby zwiększać świadomość tego, co dzieje się z nami tuż przed pojawieniem się potrzeby jedzenia.

Możesz zadać sobie kilka prostych pytań:

Co teraz czuję?

Czy to głód? Zmęczenie? Napięcie? Smutek? Złość? Wstyd? Lęk? Samotność? Nuda? A może kilka stanów jednocześnie?

Czego teraz potrzebuję?

Jedzenia? Odpoczynku? Bliskości? Rozmowy? Poczucia bezpieczeństwa? Pomocy? Postawienia granicy? Chwili przyjemności?

Co wydarzyło się bezpośrednio przed pojawieniem się potrzeby jedzenia?

Czasami odpowiedź znajduje się właśnie tutaj.

Konflikt. Trudna wiadomość. Krytyka. Przeciążenie obowiązkami. Poczucie odrzucenia. Nuda. Zmęczenie. Myśl o własnym ciele. A czasami po prostu długi, wymagający dzień.

Zauważenie związku między sytuacją, emocją i zachowaniem pozwala lepiej rozumieć własne schematy.

Nie po to, żeby się oceniać.

Po to, żeby mieć więcej możliwości wyboru.

Emocje są częścią naszego systemu regulacji i dostarczają informacji o tym, co dzieje się w nas oraz wokół nas.

Mogą sygnalizować nasze potrzeby, wartości, granice, relacje z innymi ludźmi czy ocenę konkretnej sytuacji.

Nie oznacza to jednak, że każda emocja przekazuje prosty i jednoznaczny komunikat.

Ta sama emocja może pojawiać się w różnych sytuacjach, a jedna sytuacja może wywoływać jednocześnie kilka emocji.

Możemy być jednocześnie:

* smutne i wdzięczne,
* złe i przestraszone,
* szczęśliwe i niepewne,
* dumne i zawstydzone.

Emocje nie muszą się wzajemnie wykluczać.

Dlatego zamiast próbować przypisać każdemu doświadczeniu jedną etykietę, warto rozwijać świadomość emocjonalną, czyli zdolność do zauważania, różnicowania i nazywania własnych stanów emocjonalnych.

Radość

Radość może wiązać się z przyjemnością, satysfakcją, poczuciem więzi, osiągnięciem celu czy doświadczeniem czegoś, co jest dla nas ważne.

Nie zawsze oznacza jednak brak innych emocji.

Możemy na przykład odczuwać radość podczas spotkania z bliską osobą, a jednocześnie smutek związany z tym, że niedługo będziemy musiały się rozstać.

Możemy cieszyć się nowym wyzwaniem i jednocześnie odczuwać lęk przed porażką.

Możemy być dumne ze swojego osiągnięcia i jednocześnie czuć dyskomfort związany z tym, że zwracamy na siebie uwagę.

Doświadczanie jednej emocji nie wyklucza obecności innych.

Smutek

Smutek często pojawia się w odpowiedzi na stratę, rozczarowanie, rozłąkę, niezaspokojoną potrzebę czy doświadczenie czegoś ważnego, co nie potoczyło się tak, jak tego chciałyśmy.

Może skłaniać do wycofania, refleksji i poszukiwania wsparcia.

Nie oznacza to, że smutek zawsze jest „potrzebny” albo że każda trudna sytuacja musi prowadzić do smutku. Emocje są zależne od kontekstu, indywidualnej historii i sposobu interpretowania wydarzeń.

Smutkowi mogą towarzyszyć inne emocje, na przykład złość, lęk, wstyd czy ulga.

Dlatego zdanie:

„Jest mi smutno”

nie musi być końcem rozpoznawania emocji.

Może być jego początkiem.

Wstyd

Wstyd wiąże się z oceną siebie i przekonaniem, że inni mogą postrzegać nas jako niewystarczające, nieakceptowane lub „niewłaściwe”.

Może pełnić funkcję społeczną, wpływać na nasze zachowanie i pomagać regulować relacje.

Jednocześnie silny lub przewlekły wstyd może mieć bardzo obciążający charakter.

Może prowadzić do ukrywania siebie, wycofywania się z relacji, nadmiernego samokrytycyzmu czy przekonania:

„Nie tylko zrobiłam coś, co mi się nie podoba. Ze mną jest coś nie tak”.

Właśnie to rozróżnienie jest bardzo istotne.

Wina częściej odnosi się do zachowania: „zrobiłam coś niewłaściwego”.

Wstyd może odnosić się do całego obrazu siebie: „jestem niewłaściwa”.

Wstyd może również wpływać na sposób, w jaki odnosimy się do własnego ciała i jedzenia. W niektórych sytuacjach może prowadzić do restrykcji, ukrywania jedzenia, unikania sytuacji społecznych albo jedzenia w odpowiedzi na napięcie.

Strach i lęk

Strach jest reakcją na postrzegane zagrożenie. Może mobilizować organizm do działania i zwiększać czujność.

W codziennym języku często używamy również słowa „lęk”, choć w psychologii strach i lęk nie są dokładnie tym samym zjawiskiem.

Strach jest zwykle związany z konkretnym lub możliwym do zidentyfikowania zagrożeniem.

Lęk może natomiast pojawiać się również wtedy, gdy zagrożenie jest niejasne, odległe lub trudne do określenia.

Możemy bać się odrzucenia, porażki, oceny, utraty kontroli czy zmiany.

A kiedy napięcie staje się bardzo silne, możemy szukać sposobu, żeby je szybko zmniejszyć.

Jedzenie może wtedy pełnić funkcję krótkoterminowej regulacji napięcia.

Przynosi chwilową ulgę, odwraca uwagę, dostarcza przyjemności lub pomaga na moment odsunąć trudne doświadczenie.

Problem polega na tym, że ulga może być krótkotrwała.

Jeśli jedzenie staje się podstawowym sposobem regulowania napięcia, schemat może się utrwalać:

trudna sytuacja → emocje/napięcie → jedzenie → chwilowa ulga → powrót trudnych emocji → ponowne sięganie po jedzenie.

Zrozumienie tego mechanizmu jest często bardziej pomocne niż próba „silniejszej kontroli”.

Gniew

Gniew również pełni funkcję informacyjną.

Może pojawiać się, gdy nasze granice zostają przekroczone, doświadczamy niesprawiedliwości, frustracji lub sytuacji, którą oceniamy jako ważną i wymagającą działania.

Samo odczuwanie gniewu nie jest problemem.

Znaczenie ma to, w jaki sposób go wyrażamy i co robimy pod jego wpływem.

Gniew może pomóc nam zauważyć:

„To jest dla mnie ważne”.

„Moja granica została przekroczona”.

„Potrzebuję coś zmienić”.

Ale może też prowadzić do zachowań, które pogłębiają trudność, zwłaszcza wtedy, gdy działamy impulsywnie.

Podobnie jak w przypadku innych emocji, gniew może współwystępować ze smutkiem, lękiem, wstydem czy bezradnością.

Możemy być złe i jednocześnie bać się konsekwencji postawienia granicy.

Możemy czuć złość i smutek po zakończeniu relacji.

Możemy czuć gniew skierowany na siebie po popełnieniu błędu.

Emocje są złożone. Nie zawsze dają się uporządkować w prosty schemat.

Nie musisz „pozbywać się” emocji

Celem pracy z emocjami nie jest osiągnięcie stanu, w którym nie odczuwamy smutku, złości, wstydu czy lęku.

Nie chodzi również o to, żeby każdą emocję natychmiast „regulować”.

Najpierw warto ją zauważyć.

Następnie spróbować zrozumieć, z czym jest związana.

A dopiero później zdecydować, co chcemy zrobić.

Możemy potraktować emocję jako informację, ale nie musimy traktować jej jako instrukcji działania.

To bardzo ważne rozróżnienie.

To, że jestem zła, nie oznacza, że muszę zaatakować.

To, że się boję, nie oznacza, że muszę uciekać.

To, że jestem smutna, nie oznacza, że muszę się izolować.

To, że odczuwam napięcie, nie oznacza, że muszę je natychmiast zjeść.

Emocja może być obecna, a my nadal możemy wybrać sposób, w jaki na nią odpowiemy.

A co z jedzeniem?

Jeżeli zauważasz, że często sięgasz po jedzenie w odpowiedzi na stres, smutek, złość, samotność czy napięcie, spróbuj nie zaczynać od pytania:

„Jak mam przestać jeść emocjonalnie?”

Zacznij od pytań:

„Co uruchomiło moją potrzebę jedzenia?”

„Co teraz czuję?”

„Czego potrzebuję?”

„Czy jedzenie jest tym, czego potrzebuję, czy próbuję za jego pomocą poradzić sobie z czymś innym?”

I jeszcze jedno:

„Czy mogę zadbać o tę potrzebę w inny sposób?”

Czasami odpowiedzią rzeczywiście będzie jedzenie.

I to jest w porządku.

Czasami jednak okaże się, że pod potrzebą jedzenia kryje się potrzeba odpoczynku, bliskości, bezpieczeństwa, odreagowania, przyjemności, wsparcia albo postawienia granicy.

Rozpoznanie tej potrzeby nie oznacza, że zawsze musimy ją zaspokoić w inny sposób.

Daje nam jednak więcej informacji, a tym samym więcej możliwości wyboru.

Emocje nie są problemem do rozwiązania.

Są częścią naszego doświadczenia.

Nie zawsze możemy zdecydować, co poczujemy.

Możemy natomiast stopniowo uczyć się zauważać swoje emocje, rozumieć ich kontekst i wybierać bardziej elastyczne sposoby reagowania.

A im lepiej rozumiemy własne emocje, tym łatwiej zauważyć, kiedy naprawdę potrzebujemy jedzenia, a kiedy potrzebujemy czegoś zupełnie innego.






Ostatnio zorientowałam się, jak mocno drażnią mnie określenia takie jak „biohacking po 40-tce” czy „biohacking kobiecy”....
20/08/2026

Ostatnio zorientowałam się, jak mocno drażnią mnie określenia takie jak „biohacking po 40-tce” czy „biohacking kobiecy”.

Nie dlatego, że dbanie o zdrowie, korzystanie z technologii czy świadome monitorowanie parametrów organizmu jest czymś złym. Problem widzę gdzie indziej, w narracji, która sugeruje, że nasze ciało jest kolejnym projektem do zoptymalizowania. Że trzeba je kontrolować, poprawiać, stymulować i wreszcie „zhakować”, żeby działało lepiej. A to właśnie ta postawa, która oddala nas od zdrowego funkcjonowania, wpędza w stany lękowe i jednocześnie tworzy z nas nabywcę idealnego, któremu sprzedaje się co raz więcej obietnic, wizji, programów, kursów, pigułek i innych sztuczek i gadżetów.

Nasz organizm nie jest wadliwym systemem, który czeka na odpowiedni hack.

Jest niezwykle złożonym układem biologicznym, który przez całą dobę wykonuje tysiące procesów regulacyjnych. Utrzymuje temperaturę, gospodarkę energetyczną, ciśnienie, poziom glukozy, pracę układu odpornościowego, równowagę hormonalną i funkcjonowanie układu nerwowego. Nie potrzebuje od nas nieustannego poganiania.

Potrzebuje zasobów, przewidywalności i warunków do regeneracji.

Wyobraźmy sobie pracownika

Wyobraźmy sobie osobę niezwykle odpowiedzialną, zaangażowaną i lojalną wobec firmy. Przychodzi do pracy na czas, wykonuje swoje obowiązki, rozwiązuje problemy i naprawdę chce dobrze pracować.

Tyle że jej pracodawca zaczyna funkcjonować w sposób całkowicie nieprzewidywalny.

Jednego dnia pracownik ma przyjść o szóstej rano, następnego o jedenastej. Raz zostaje wypuszczony do domu wcześniej, bo „nie ma pracy”, a kolejnego dnia oczekuje się od niego wielogodzinnych nadgodzin.

Do tego dochodzi brak pewności, czy dostanie wynagrodzenie na czas. Termin wypłaty jest nieprzewidywalny, a kiedy pyta, kiedy otrzyma pieniądze, słyszy: „Zobaczymy”.

Jak długo taki człowiek będzie funkcjonował dobrze?

Nawet najbardziej kompetentna i zmotywowana osoba zacznie z czasem doświadczać przeciążenia. Pojawi się stres, zmęczenie, spadek koncentracji, problemy ze snem, rozdrażnienie, a w dalszej perspektywie ryzyko wypalenia i poważnego kryzysu.

I właśnie tak często traktujemy własną fizjologię.

Wymagamy od organizmu, ale nie zapewniamy mu warunków

Oczekujemy od siebie energii, koncentracji, dobrej pamięci, odporności na stres, stabilnego nastroju i wysokiej wydajności.

Jednocześnie:

* śpimy o różnych porach i często skracamy sen,
* ignorujemy zmęczenie i sygnały głodu,
* przez wiele godzin nie jemy, a później nadrabiamy jedzeniem w pośpiechu, przejadamy się,
* funkcjonujemy na ciągłym pobudzeniu,
* dokładamy sobie kolejne obowiązki,
* korzystamy ze stymulantów, żeby utrzymać tempo,
* a kiedy organizm zaczyna protestować, szukamy kolejnego sposobu, żeby go „naprawić” i zmusić do dalszej pracy.

Zamiast zapytać: „Czego brakuje mojemu organizmowi?”, często pytamy: „Co mogę jeszcze do niego dodać, żeby działał wydajniej?”

Kolejny suplement. Kolejny protokół. Kolejne urządzenie. Kolejny sposób monitorowania snu, glukozy, tętna czy regeneracji.

Niektóre z tych narzędzi mogą być wartościowe. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się kolejną formą presji i kontroli.

Bo jeśli człowiek jest niewyspany, niedożywiony, przeciążony i chronicznie pobudzony, to niekoniecznie potrzebuje kolejnego kopa, pseudooczyszczania, obiecujących pigułek czy modnych protokołów.

Organizm potrzebuje przewidywalności

Nasza fizjologia dobrze funkcjonuje w warunkach względnej regularności.

Rytmy dobowe są fundamentalną częścią biologii człowieka.
Zegar biologiczny wpływa między innymi na sen i czuwanie, wydzielanie hormonów, temperaturę ciała, metabolizm i funkcjonowanie układu nerwowego.

Dlatego regularność snu i ekspozycja na światło dzienne, odpowiednia aktywność fizyczna oraz względnie przewidywalny rytm dnia mogą być znacznie ważniejsze dla zdrowia niż kolejny „hack” i obietnica szybkiego rezultatu której szukasz od lat i zamiast zobaczyć, że to niewłaściwa strategia, myślisz że jeszcze nie znalazłaś tej magicznej sztuczki i może już niedługo.

Nie chodzi oczywiście o to, żeby żyć według rozkładu jazdy co do minuty.

Chodzi o to, żeby organizm nie musiał codziennie zgadywać, kiedy będzie sen, kiedy będzie jedzenie i kiedy wreszcie będzie można odpocząć. Bo to dużo większy stres dla organizmu niż koleżanka z pracy, która nas denerwuje.

Podobnie jest z odżywianiem. Jedzenie powinno być paliwem, a nie kolejnym eksperymentem

Ciało potrzebuje energii, białka, tłuszczów, węglowodanów, witamin, składników mineralnych, błonnika i odpowiedniej ilości płynów. Potrzebuje przede wszystkim odpowiedniej podaży i jakości tych zasobów.

Wysoko przetworzona żywność nie jest oczywiście dosłownie „używką” w sensie farmakologicznym. Ale może pełnić podobną funkcję behawioralną: dostarczać szybkiej nagrody i dużej ilości energii, jednocześnie wypierając z diety produkty bardziej odżywcze.

Częściej warto zapytać:

„Czy moje ciało rzeczywiście dostaje to, czego potrzebuje?”

Regeneracja nie jest nagrodą za produktywność

Jednym z największych problemów współczesnego podejścia do zdrowia jest traktowanie odpoczynku jak czegoś, na co trzeba sobie zasłużyć.

Najpierw wszystkie obowiązki. Potem trening. Potem praca. Potem dom. Potem jeszcze kilka rzeczy „dla zdrowia”.

A sen i odpoczynek zostają na końcu.

Tymczasem regeneracja nie jest dodatkiem do zdrowego stylu życia. Jest jego fundamentem.

Podczas snu zachodzą między innymi procesy związane z regulacją układu nerwowego, metabolizmu, odporności i pamięci. Organizm nie „wyłącza się” na noc. Właśnie wtedy wykonuje ogromną część swojej pracy.

Dlatego jeśli próbujemy zwiększać wydajność organizmu, jednocześnie systematycznie ograniczając czas potrzebny na regenerację, tworzymy biologiczny paradoks.

Żądamy większej wydajności, odbierając zasoby potrzebne do jej utrzymania.

Po czterdziestce szczególnie nie potrzebujemy większej presji i być może właśnie dlatego określenie „biohacking po 40-tce” tak bardzo mnie drażni.

Po czterdziestce ciało zmienia się. Zmienia się skład ciała, sposób reagowania na niedobór snu i stres, metabolizm, wydolność czy gospodarka hormonalna. W przypadku kobiet dodatkowo zachodzą istotne zmiany związane z okresem okołomenopauzalnym i menopauzą.

To jednak nie oznacza, że odpowiedzią na każdą zmianę powinno być więcej kontroli, więcej suplementów i więcej optymalizacji.

Najbardziej dojrzałą strategią i za razem najtrudniejszą dla wielu ludzi, bo wymaga zaangażowania, jest zadbanie o podstawy:

Regularnego snu.
Odpowiedniej podaży energii i składników odżywczych.
Ruchu.
Światła dziennego.
Relacji.
Czasu na odpoczynek.
Ograniczenia alkoholu i innych substancji, które zaburzają fizjologię.
Diagnostyki wtedy, kiedy jest potrzebna.
I leczenia wtedy, kiedy rzeczywiście istnieje problem zdrowotny.

Zacznijmy traktować swoje ciało z szacunkiem i podchodzić jak do niezwykle kompetentnego systemu, którym jest i któremu warto zapewnić dobre warunki.

Sen zamiast ciągłego pobudzenia.
Odżywianie zamiast przypadkowego dostarczania kalorii.
Ruch zamiast karania ciała treningiem.
Regeneracja zamiast kolejnej nadgodziny.
Diagnostyka zamiast zgadywania i eksperymentów.
Współpraca i relacja zamiast kontroli.





Address


Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Oksana Volska - Psychodietetyka i EFT posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Oksana Volska - Psychodietetyka i EFT:

Shortcuts

  • Want your business to be the top-listed Health & Beauty Business?

Share