12/10/2026
Historia jednego współuzależnienia
Najpierw wróciła Nadzieja. Ze słowami "Gdyby ona wiedziała, do czego stanęła, nigdy by tego nie zrobiła." Nic nie rozumiałam i miałam nie rozumieć.
Druga przyszła nastolatka. W obrazie. Siedząca
w pokoju, sama. Ta, którą każdy odrzucił.
"Widzę Cię" zakleszczało w bólu, za dużo.
"Wiem, że jesteś".. Lepiej.
Potem cicho i niepewnie szepnęła 5-latka. "Bo się boję".. "Że zaraz nie będzie." I tak lepiej nie mieć, niż stracić. Tak chaos alkoholowego domu zapisał się w ciele. Umawiam się z ciałem na przewidywalność, codziennie gorący termofor na brzuch, nie ma że inne plany, że nie mam czasu lub że zapomnę. "Ma być ciepło."
Kolejne wróciły jakby hurtem, 17-latka, 15-latka, 20-latka. Roztrzęsione, zakleszczone w szoku. Wrażenie, jakby morze wyrzuciło na brzeg. Zimno, do szpiku kości. "Nie o to chodzi, żeby się zmuszać do zimna." Ogrzewanie na max, puchowy płaszcz, 3 koce i termofor. "Ma być ciepło."
Ta, która miała Nadzieję wracała najdłużej, nic nie czuła. Latami zagłuszana najbardziej, bo nie do zniesienia jest czucie pustki.
"Pozwól wybrać inaczej i odejść"
"Pozwól tacie wybrać alkohol"
Jeszcze Ta, która czeka. Aż tata wytrzeźwieje.
Nie dowierzam. Widzę. I też czekam. No nie powiem jej przecież, że tata nigdy nie wytrzeźwieje, jeszcze mi brakuje zretraumatyzowania wewnętrznego dziecka. Ostrożnie z tą Prawdą. Jestem. Mała dożywa
i wraca po kawałku. Czasami jest w dwóch miejscach na raz, przy mnie i w czekaniu.
I coraz więcej jej przy mnie, a coraz mniej w czekaniu.
Tu się zaczyna Wolność.
Jeśli coś w tych słowach rezonuje i potrzebujesz wsparcia, pisz. We wszystkich sesjach, które oferuję, jest miejsce na zaopiekowanie tych części, które musiały zostać same z tym, co było za trudne. Wiem, jak bardzo w tych procesach potrzebny jest trzeźwy i obecny drugi człowiek.
❤️