18/05/2026
Projekt Ministerstwa Zdrowia może doprowadzić do zniszczenia samodzielności zawodu położnej.
Dla wielu osób brzmi to jak przesada.
Dla wielu położnych — niestety już nie.
Od kilku dni środowisko położnych żyje projektem zmian, który dla wielu z nas jest czymś znacznie poważniejszym niż zwykłą zmianą w kształceniu.
Bo tutaj nie chodzi tylko o program nauczania.
Chodzi o przyszłość samodzielnego zawodu położnej.
Położna od zawsze była niezależnym zawodem medycznym.
Nie „częścią” pielęgniarstwa.
Nie „dodatkowymi kompetencjami”.
Nie „pielęgniarką od porodów”.
To osobna profesja, z własną wiedzą, odpowiedzialnością i filozofią opieki nad kobietą — od dojrzewania, przez ciążę, poród i połóg, płodność, dojrzałość, menopauzę, aż po starość .
I właśnie dlatego tak wiele położnych mówi dziś głośne: STOP.
Bo kiedy odbiera się położnym samodzielność, bardzo szybko rośnie medykalizacja opieki.
Wystarczy spojrzeć na systemy, w których rola położnych została ograniczona. Tam centrum opieki przejmuje model silnie lekarski, a położna przestaje być autonomicznym specjalistą. Efekt? Coraz więcej interwencji, coraz mniej fizjologii i coraz mniej opieki opartej na relacji z kobietą.
A przecież siłą położnictwa od zawsze była właśnie samodzielność.
To, że położna potrafi prowadzić fizjologiczną ciążę, poród oraz opiekę nad noworodkiem i kobietą zgodnie z kompetencjami swojego zawodu.
Tego nie buduje się w kilkanaście miesięcy „dodatkowego kształcenia”.
Już obecne studia położnicze są niezwykle wymagające — ogrom praktyk, godzin klinicznych i nauki odpowiedzialności za kobietę i noworodka. Nie bez powodu.
Dlatego wiele z nas ma dziś poczucie, że zamiast wzmacniać położnictwo, krok po kroku odbiera mu się jego odrębność.
I może zamiast kolejny raz zmieniać ścieżkę kształcenia, warto w końcu zacząć mówić o problemach, które naprawdę istnieją.
Od lat prywatne uczelnie — ale nie tylko — wypuszczają ogromne liczby absolwentek/absolwentów położnictwa, mimo że system nie jest w stanie zapewnić im odpowiednich miejsc pracy ani jednolitego, wysokiego poziomu przygotowania klinicznego.
Samorząd zawodowy od dawna zwraca uwagę na ten problem i apeluje o wprowadzenie limitów przyjęć oraz realnego nadzoru nad kształceniem. Bo odpowiedzialne planowanie kadr medycznych powinno opierać się na jakości i rzeczywistych potrzebach systemu, a nie wyłącznie na liczbie absolwentów.
Tym bardziej trudno zrozumieć kierunek proponowanych zmian, gdy z jednej strony od lat mówi się o brakach pielęgniarek, a z drugiej — wiele położnych ma problem ze znalezieniem pracy zgodnej z kompetencjami swojego zawodu.
W wielu miejscach na oddziałach, w których naturalnym i najbardziej kompetentnym personelem powinny być położne, pracują dziś pielęgniarki — nie dlatego, że pielęgniarki są „gorsze”, ale dlatego, że system od lat nie potrafi odpowiedzialnie planować i wykorzystywać kompetencji poszczególnych zawodów medycznych.
Położne powinny pracować tam, gdzie potrzebna jest specjalistyczna opieka nad kobietą, ciążą, porodem, połogiem i noworodkiem.
Pielęgniarki są niezastąpione w swoich obszarach kompetencji.
To nie są zawody, które powinny się wzajemnie zastępować czy rozmywać.
To zawody, które powinny się uzupełniać — z poszanowaniem swojej odrębności i specjalizacji.
Najłatwiej tworzyć nowe przepisy.
Trudniej zadbać o jakość systemu.
A stawką nie jest tylko przyszłość naszego zawodu.
Stawką jest jakość opieki nad kobietami, sposób prowadzenia porodów i kierunek, w którym pójdzie polskie położnictwo za kilka czy kilkanaście lat.
Dlatego warto mówić o tym głośno. Teraz.
W zakładce „wyślij uwagi do projektu” każdy może zgłosić swoje uwagi i propozycje zmian.
Projekt:
https://legislacja.gov.pl/projekt/12410308/katalog/13204102?fbclid=IwY2xjawR3sQdleHRuA2FlbQIxMABicmlkETA3N0pxbThiNXR0YVYxVzJuc3J0YwZhcHBfaWQQMjIyMDM5MTc4ODIwMDg5MgABHoY9OBfl4_iN9LZTsfjMjGC1Cj5okksabJ7XDmMyRa-lEAhDE-g8CeANa8oF_aem_c0z_UQzW9ZLf0fZxW9Zn4Q