Totalnie w górach - Aleksandra Perz-Pieron

Totalnie w górach - Aleksandra Perz-Pieron Certyfikowana konsultantka Totalnej Biologii ® / Recall Healling®. Zafascynowana psychogenealogią i psycholingwistyką. Zaprasza na konsultacje!

W sobotę zaczęła się kalendarzowa wiosna.A w medycynie chińskiej to moment, w którym w ciele budzi się ŻYWIOŁ DREWNA.Dre...
23/03/2026

W sobotę zaczęła się kalendarzowa wiosna.
A w medycynie chińskiej to moment, w którym w ciele budzi się ŻYWIOŁ DREWNA.

Drewno nie pyta, czy może rosnąć.
Ono po prostu… zaczyna.
Przebija się przez ziemię, szuka światła, unosi się ku górze.
Jest ruchem.
Jest kierunkiem.
Jest decyzją.

W naszym ciele ten ruch również się budzi.
Czasem jako lekkość.
Czasem jako potrzeba zmiany.
A czasem… jako napięcie, które trudno nazwać.

W medycynie chińskiej żywioł drewna związany jest z wątrobą i woreczkiem żółciowym ale także ze zmysłem wzroku, ścięgnami i mięśniami,
z kolorem zielonym i smakiem kwaśnym.

Jakby całe ciało było zaproszone do ruchu.
Do rozciągania się.
Do patrzenia dalej.

I właśnie wtedy pojawia się emocja, której często nie lubimy — złość.
A w głębszym ujęciu: gniew i uraza.
Ale nie jako coś złego.
Tylko jako energia, która chce się poruszyć.

Bo gniew to nie problem.
Gniew to ruch, który nie znalazł jeszcze swojej drogi.
A uraza… to ruch, który kiedyś został zatrzymany i nadal w nas trwa.

W Totalnej Biologii patrzymy na wątrobę jeszcze szerzej.
Często pod tym napięciem kryje się także konflikt braku —
braku przestrzeni, braku możliwości działania,
braku zgody na własny kierunek, braku tego, co uważamy za niezbędne do życia.

Jak drzewo, które chce rosnąć, ale nie ma miejsca.
Albo światła.
Kiedy energia drewna ma przestrzeń — czujemy klarowność, lekkość, decyzję.
Kiedy jest zatrzymana — pojawia się napięcie, frustracja, ucisk w ciele.

A samo słowo „wiosna”?
To słowo stare, ogólnosłowiańskie.
Kiedyś oznaczało nie tylko porę roku między zimą a latem, ale też… rok życia człowieka.
Liczyło się „ile ktoś ma wiosen”.
Bo właśnie wtedy najczęściej przychodziliśmy na świat.
Była więc nie tylko początkiem w przyrodzie,
ale początkiem w nas.

Niektórzy wywodzą je też od rdzenia oznaczającego „świecić” albo „jasność”.
Jakby wiosna była tym momentem, kiedy coś w nas zaczyna się rozświetlać. Ma to również związek z wiosenną równonocą, czyli czasem przełomu, który dawni Słowianie celebrowali jako Jare Gody, triumf światła nad ciemnością.

Może więc to, co teraz czujesz w ciele…
nie jest czymś do naprawienia.
Może to początek.
Może to Twoja kolejna wiosna.
A ciało — jak zawsze — tylko próbuje jej pomóc się wydarzyć 🌿

Na Podhalu są dwa pewne znaki, że kończy się zima.Pierwszy: słońce zaczyna grzać tak, że człowiek nagle chce wyjść z dom...
09/03/2026

Na Podhalu są dwa pewne znaki, że kończy się zima.

Pierwszy: słońce zaczyna grzać tak, że człowiek nagle chce wyjść z domu.

Drugi: w lesie pojawiają się tropy niedźwiedzia.🐻

Wczoraj mój syn wrócił ze spaceru i pokazał mi zdjęcie takich właśnie śladów.

To moment, kiedy coś zaczyna się budzić.

Nie tylko w lesie.

Wiosna zawsze przynosi nową energię – taką, która mówi:

"Może to dobry czas, żeby zrobić coś dla siebie?

Dla swoich emocji, ciała, skóry?"

A skoro niedźwiedzie już się obudziły…
to znaczy, że i u mnie szykuje się coś nowego.

Szczegóły już jutro 🌿🐾

"Wyssać coś z mlekiem matki.”Tak mówimy, gdy coś jest w nas bardzo wcześnie. Zanim pojawiły się słowa, poglądy i świadom...
28/01/2026

"Wyssać coś z mlekiem matki.”

Tak mówimy, gdy coś jest w nas bardzo wcześnie. Zanim pojawiły się słowa, poglądy i świadome wybory.

I to zdanie – stare, potoczne, niby niewinne – jest zaskakująco bliskie temu, co dziś mówi biologia.
Bo mleko matki to nie tylko pokarm.
To informacja.

Amerykańska badaczka laktacji, Katie Hinde, pokazuje w swoich pracach coś, co dla wielu matek jest intuicyjnie oczywiste, a dla nauki przez lata było „zbyt miękkie”: mleko zmienia się, reaguje, dostosowuje.Zależnie od etapu laktacji, pory dnia, potrzeb dziecka, a nawet jego płci – ma inny skład, inne proporcje, inny „akcent”.

To nie jest proszek odmierzany łyżką.
To żywy system.

W mleku są nie tylko kalorie, ale też hormony, czynniki immunologiczne, substancje wspierające mikrobiotę jelit. Są sygnały regulujące dojrzewanie układów: nerwowego, odpornościowego, metabolicznego.

I jest coś jeszcze, czego nie da się zważyć ani zapisać w tabeli: kontakt.

Karmienie piersią to moment, w którym ciało dziecka uczy się świata bardzo pierwotnie:

– że głód spotyka odpowiedź,
– że napięcie może opaść w ramionach,
– że bliskość reguluje.

Z tej pierwszej relacji – cielesnej, rytmicznej, ciepłej – wyrastają później sposoby radzenia sobie z brakiem.

Bo jeśli regulacja była możliwa wcześnie, łatwiej jest jej szukać także w dorosłości.
I tu pojawia się temat trudny, wymagający delikatności.

Badania populacyjne pokazują, że osoby karmione piersią krócej lub wcale mogą częściej doświadczać w dorosłym życiu problemów związanych z samoregulacją: nadwagą, kompulsywnym jedzeniem, sięganiem po używki, chorobami metabolicznymi czy problemami skórnymi. Czasem pojawiają się też trudności w relacjach – głód bliskości, który trudno nazwać.

Ale to nie jest wyrok.
To są tendencje statystyczne, a nie etykieta przyklejona do człowieka.

Bo życie nie składa się z jednego czynnika.
Na zdrowie i psychikę wpływa cały krajobraz: geny, stres, relacje, bezpieczeństwo, historia rodu.
A brak lub krótki czas karmienia piersią bardzo często nie jest „wyborem”, tylko konsekwencją: choroby, traumy, presji, braku wsparcia, doświadczeń poprzednich pokoleń.

I tu warto powiedzieć jasno: poczucie winy nie leczy niczego.
Jeśli matka nie karmiła piersią albo karmiła krótko – to nie znaczy, że „zabrała” dziecku coś nieodwracalnie.

Miłość, regulacja i poczucie bezpieczeństwa mogą być przekazywane wieloma drogami.
Czasem karmienie butelką było jedyną możliwą formą przetrwania – psychiczną albo fizyczną. I to też jest mądrość ciała.

W perspektywie Totalnej Biologii warto spojrzeć jeszcze szerzej: historia karmienia bardzo często należy do programu rodowego.
Kobieta nie karmi, bo jej ciało „wie” coś o braku, stracie, przeciążeniu, które przyszły wcześniej.
To nie bunt. To pamięć.

Dlatego zamiast pytać:
„Czy karmiłam wystarczająco długo?”
czasem lepiej zapytać:
„Jakiej historii moje ciało było nośnikiem?”

A związek frazeologiczny „wyssać coś z mlekiem matki” przestaje być wtedy oceną.
Staje się zaproszeniem do zrozumienia.
Bo nawet jeśli czegoś nie wyssaliśmy – możemy to odkarmić później.

Świadomością. Relacją. Czułością wobec siebie.
I to też jest biologia.

Tylko już ta bardzo ludzka.

Jeśli masz poczucie, że temat karmienia piersią, relacji lub „ciągłego braku” wraca w Twoim życiu – bardzo często to nie jest tylko Twoja historia.
Na sesjach indywidualnych popracujemy z tym w ujęciu Totalnej Biologii, szukając sensu, a nie winy.

Dziś rano, w siarczystym mrozie ❄️ szłam do pracy. Było pięknie — co widać na załączonym obrazku.W słuchawkach leciała p...
09/01/2026

Dziś rano, w siarczystym mrozie ❄️ szłam do pracy. Było pięknie — co widać na załączonym obrazku.

W słuchawkach leciała piosenka Damiana SyjonFama (polecam twórczość tego pana!) i nagle przyszła mi myśl, że my… potrafimy mówić o sobie naprawdę okrutnie.

„Jestem głupia / -i.”
„Jestem beznadziejna / -y.”
„Jestem słaba / -y.”

Jakby to było imię. Jakby to było nazwisko. Jakby to była prawda, której nie da się już odkręcić.

Najtrudniejsze jest to, że te raniące słowa często nie powstały w nas.
Zostały w nas zasiane w dzieciństwie — przez tych, którzy mieli być wsparciem. Te etykiety zasłyszane dawno temu — od rodziców, nauczycieli, dorosłych, którzy sami nie umieli inaczej. Nosimy je latami, nie kwestionujemy ich prawdziwości, aż w końcu stają się naszym własnym głosem.

A przecież to, co mówimy po cichu do siebie, nie zostaje tylko w głowie.

Schodzi niżej. Do brzucha. Do gardła. Do barków.
Ciało słucha. I wierzy.

I w tej piosence „jestem” nie jest biczem. Jest mostem.
Nie etykietą, tylko ruchem.
Nie wyrokiem, tylko procesem.

Więc dziś jestem uważna na to, jak o sobie myślę i mówię.

Ty też spróbuj:

Zamiast: „jestem do niczego” - "jestem w drodze".

Zamiast: „jestem za słaba /-y” - "jestem zmęczona / -y i potrzebuję troski.

Zamiast: „jestem niewystarczająca /-y”, - : "jestem — i to już jest dużo".

A Ty?
Jakie słowo najczęściej stawiasz po „jestem”… gdy nikt nie słyszy?

(Zdjęcie własne)

Koniec roku zwykle skłania do podsumowań.Liczymy sukcesy i straty.Sprawdzamy, jak bardzo daliśmy radę.Pod koniec grudnia...
06/01/2026

Koniec roku zwykle skłania do podsumowań.
Liczymy sukcesy i straty.
Sprawdzamy, jak bardzo daliśmy radę.

Pod koniec grudnia zachorowałam.
I dziś, widzę to wyraźnie, to też było podsumowanie.
Tyle, że nie w głowie – a w ciele.

Przez cały rok nie chorowałam.
Trzymałam się.
Funkcjonowałam.
Bez urlopu. Bez prawdziwego zatrzymania.
Była operacja męża.
Były stresy w pracy.
Było ciągłe napięcie, które odkłada się w tkankach.

I w końcu organizm zrobił coś, na co ja sama nie dawałam sobie prawa:
powiedział: STOP.
Położył mnie do łóżka.
Kazał odpocząć.
Pozwolił puścić.

Wysoka gorączka przyszła jak ogień.
A ogień – choć bywa niszczący – jest też oczyszczający.
Wypala to, co zbędne.
Z rudy zostaje cenny metal.

Biologia dotyczy przecież także mnie.
Moje ciało podlega tym samym prawom, o których mówię swoim klientom.

Moja diagnoza: zapalenie tkanki tłuszczowej wokół nerki…
W języku Totalnej Biologii zapalenie bywa głosem złości.
Nerki mówią o lęku o przetrwanie, bezpieczeństwie, pieniądzach, przepływie.
Tłuszcz – o ochronie.
I nagle wiele rzeczy zaczęło się łączyć.

Poczucie, że nie jestem wystarczająco chroniona.
Złość, że zarabiam mniej, niż bym chciała.
Rozczarowanie brakiem premii, na którą liczyłam.
Zmęczenie ciągłym „trzymaniem się”.

I powiem to wprost, bez upiększeń:
część mnie ucieszyła się z tej choroby.
Bo mogłam wreszcie się zatrzymać.
Wyspać.
Nic nie musieć.
Nie być dzielna.

Ciało czasem choruje nie po to, by nas ukarać.
Ale po to, by nas ochronić.
By zdjąć z nas ciężar, którego nie chcemy już nieść świadomie.

To nie jest post o jakiejś chorobie, czy dolegliwości. To nie książkowa, erudycyjna teoria.
To jest post o moim osobistym końcu roku.
O puszczeniu tego, co było trzymane zbyt długo.
O biologii, która wie, kiedy naprawdę trzeba odpocząć.
I o tym, że czasem najzdrowszą decyzją jest pozwolić sobie przestać się trzymać.

(Zdjęcie własne)

Adres

Zakopane

Telefon

+48506625363

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Totalnie w górach - Aleksandra Perz-Pieron umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Totalnie w górach - Aleksandra Perz-Pieron:

Skróty

Udostępnij