23/06/2026
Mój tata był z wykształcenia piekarzem. Długo w zawodzie nie popracował, ale, rzecz jasna, posiadł wszelką wiedze i umiejętności niezbędne do pieczenia porządnego chleba. W trakcie swojego życia nie poświęcał się jednak zbytnio pieczeniu, było zbyt wiele innych spraw, którymi trzeba było się zająć.
Mimo to, na różnych etapach życia, czasami spontanicznie, czasami nie, zdarzało mu się sięgać do szafy, wyciągać z niej drewnianą stolnicę i brać się za wyrabianie ciasta.
Kiedy teraz o tym myślę, mam wrażenie, że te chwile spędzone na jego ugniataniu były formą powrotu – do siebie, swojej bezpiecznej przestrzeni, nad którą miał kontrolę, ale też próbą zarażenia mnie i mojej siostry pasją do pieczenia. W tamtym czasie jednak nie plasowała się ona wśród top 10 umiejętności o jakich marzyłam, przez co, oprócz przeświadczenia, że ręczne ugniatanie ciasta jest cholernie trudne, niewiele z tego wszystkiego wyniosłam.
Czas jednak płynął, ja dojrzewałam i pewnego pięknego dnia po prostu kupiłam mąkę żytnią - tak zaczęła się ta skomplikowana relacja pełna rezygnacji i powrotów.
I dziś, po raz kolejny podchodzę do pieczenia domowego chleba i myślę o tych wszystkich znaczeniach, które ze sobą niesie – o tym, czym pieczenie tak naprawdę dla mnie jest. A jest przecież:
…wyrazem miłości – dla siebie i bliskich.
…przypomnieniem o wadze uważności i skupienia, bo wystarczy zaledwie chwila nieuwagi i skórka będzie spieczona.
…sposobem, by przekazać moim dzieciom spuściznę dziadka, z którym – niestety – nie upieką już ani jednego bochenka.
…i wreszcie lekcją cierpliwości i pokory, bo na rezultaty niektórych lekcji musimy po prostu poczekać.
I nie wiem, czy tym razem pozostanie ono ze mną na dłużej. Ale wiem jedno – zawsze będę mogła do niego wrócić, tak jak wracał mój tata – jak do swojej cichej, bezpiecznej przestrzeni. Podobnie jest zresztą z medytacją, bo w końcu, jak mawiał klasyk „Każda chwila to okazja do nowego początku”.
Teraz wiem już również, że w sumie to nieważne, czy wyjdzie z tego zakalec czy nie, bo, jak mawiał mój kochany Grzesio, „z dobrych składników po prostu nie może wyjść coś niedobrego”. I tego właśnie się trzymam – piekąc i żyjąc. Nie tylko w Dniu Taty. ❤️