Harmonia Duszy by Joanna Król - Karpińska

Harmonia Duszy by Joanna Król - Karpińska Wspieram kobiety w odzyskiwaniu kontaktu ze sobą,
uwalnianiu się od tego,
co już nie służy, i życiu odważnie,
w zgodzie z własnym sercem.
(1)

Psychotraumatolog
Terapeutka Ustawień Systemowych

Trenerka Oddechu
Bajkoterapeutka

Najtrudniejsze nie było zobaczyć prawdę.Najtrudniejsze było przestać czekać..........................................Na ...
23/06/2026

Najtrudniejsze nie było zobaczyć prawdę.
Najtrudniejsze było przestać czekać.
.........................................

Na spotkaniu pracowałyśmy z jej relacjami.

– „Opowiedz mi o swoich związkach.”

Westchnęła.

– „Za każdym razem wygląda to podobnie. Na początku jestem ważna.
Potem zaczynam czuć, że muszę walczyć o uwagę. O bliskość.
O miejsce w czyimś życiu.”

Postawiłyśmy figurki.

Ona i były partner stanęli naprzeciw siebie.

– „Co najbardziej bolało Cię w tej relacji?”

– „To, że ciągle czułam się niewystarczająca.
Jakby ciągle było coś albo ktoś ważniejszy ode mnie.”

Zamilkła.

– „Znasz to uczucie skądś wcześniej?”

Do stawiłam rodziców.
Długo patrzyła na ich figurki .

I wtedy zaczęła opowiadać.

Jej ojciec wielokrotnie zdradzał mamę.

Pojawiały się inne kobiety.

Jedne odchodziły, pojawiały się kolejne.

Były kłótnie, groźby rozwodu, pakowanie walizek i powroty.

W domu nigdy nie było wiadomo, co wydarzy się jutro.

– „Pamiętam, jak mówił, że odejdzie. Że ma kogoś innego.
Bałam się. Miałam wrażenie, że wszystko za chwilę się rozpadnie.”

Po chwili dodała coś jeszcze.

– „Wiesz, o co najczęściej kłócili się rodzice?”

– „O co?”

– „O jego życie.”

Mówiła dalej....

– „Tata powtarzał, że gdyby mama nie zaszła ze mną w ciążę, wszystko wyglądałoby inaczej. Mówił, że poszedłby na studia. Że miałby inne życie.”

W jej głosie było coś, czego wcześniej nie słyszałam.

Nie złość.

Smutek.

Jego rodzice byli po studiach.

Miał ambicje.

Miał plany.

Ale życie potoczyło się inaczej.

Pracował dorywczo.

Coraz częściej pił.

A z czasem coraz częściej obwiniał innych za swoje niepowodzenia.

Najczęściej własną rodzinę.

– „Słyszałam to przez całe dzieciństwo” – powiedziała cicho.

– „Co dokładnie?”

– „Że przez nas zmarnował sobie życie.”

Zapadła cisza.

Bo dla dorosłego to zdanie wypowiedziane w złości.

Dla dziecka to komunikat:

„Jesteś ciężarem.”

„Jesteś przeszkodą.”

„Przez ciebie ktoś jest nieszczęśliwy.”

– „Co czuła ta mała dziewczynka, kiedy to słyszała?”

Długo milczała.

– „Że muszę zasłużyć na miłość.”

Zrobiło się bardzo cicho.

Nagle wiele rzeczy zaczęło układać się w całość.

To, że w relacjach dawała z siebie więcej niż otrzymywała.

To, że zostawała, nawet kiedy była źle traktowana.

To, że nie odchodziła, kiedy partner się oddalał.

Jeszcze mocniej się starała.

Jeszcze bardziej walczyła.

Jeszcze bardziej udowadniała swoją wartość.

Jakby gdzieś głęboko wierzyła, że jeśli będzie wystarczająco dobra,
wystarczająco cierpliwa i wystarczająco wyrozumiała,
to w końcu zostanie wybrana.

– „Co robiłaś, kiedy partner się odsuwał?” – zapytałam.

– „Próbowałam bardziej.”

– „A kiedy nie odpowiadał na Twoje potrzeby?”

– „Jeszcze bardziej.”

Pokiwałam głową.

– „A jeśli to nie była walka o tego mężczyznę?”

Spojrzała na mnie zaskoczona.

– „To o co?”

– „Może przez wszystkie te lata próbowałaś zasłużyć na coś,
czego zabrakło Ci jako dziecku.”

Łzy pojawiły się natychmiast.

– „Jakbyś wciąż chciała usłyszeć, że jesteś ważna.
Że nie jesteś ciężarem. Że ktoś wybiera właśnie Ciebie.”

Płakała długo.

Bo nagle zobaczyła, że część jej nie walczyła o partnera.

Część jej nadal czekała.

Na ojca, który przestanie pić.

Na ojca, który przestanie odchodzić do innych kobiet.

Na mamę, która stanie po jej stronie.

Na dom, w którym będzie bezpiecznie.

I mam wrażenie, że właśnie to najbardziej ją zatrzymywało.

Nie przeszłość.

Ale nadzieja, że przeszłość jeszcze kiedyś zmieni swoje zakończenie.

Bo czasem dorosła kobieta nie walczy o miłość mężczyzny.

Czasem walczy o to, żeby wreszcie poczuć się wystarczająca.

Przeszłość nie znika tylko dlatego, że przestajemy o niej mówić.Czasem odzywa się w naszych wyborach, relacjach, lękach ...
22/06/2026

Przeszłość nie znika tylko dlatego, że przestajemy o niej mówić.

Czasem odzywa się w naszych wyborach, relacjach, lękach i przekonaniach.
Kiedy przyglądamy się jej z uwagą, przestaje nami kierować z ukrycia.

Najbardziej boli nas nie to, kim jesteśmy. Najbardziej boli to, kim nie pozwolono nam być..................................
19/06/2026

Najbardziej boli nas nie to, kim jesteśmy.
Najbardziej boli to, kim nie pozwolono nam być.
...........................................

– „Mam wrażenie, że całe życie próbuję spełniać czyjeś oczekiwania.”

Powiedziała to podczas sesji, a ja pomyślałam, jak często słyszę podobne zdania.

Bo wielu z nas dorastało nie tylko w rodzinie.

Dorastało również wśród cudzych marzeń, lęków, niespełnionych
ambicji i wyobrażeń o tym, jacy powinniśmy być.

Czasem zaczyna się to bardzo wcześnie.

Jeszcze zanim dziecko przyjdzie na świat.

– „Oby był chłopiec.”
– „W naszej rodzinie zawsze był najstarszy syn.”
– „Dziewczynka? Szkoda...”

A potem rodzi się córka.

I choć jest kochana, gdzieś pomiędzy słowami czuje, że miała być kimś innym.

Bywa też odwrotnie.

Wrażliwy chłopiec słyszy:

– „Nie mazgaj się.”
– „Bądź twardy.”
– „Chłopaki nie płaczą.”

Powoli uczy się, że niektóre części niego nie są mile widziane.

Więc je chowa.

Dziecko bardzo szybko odkrywa, za jakie zachowania jest chwalone,
a za jakie zawstydzane.

Bardzo często już od najmłodszych lat jesteśmy porównywani.

– „Zobacz, jak dobrze uczy się Twoja siostra.”
– „Twój brat był grzeczniejszy.”
– „Kuzynka już to potrafi.”
– „Dlaczego nie możesz być taki jak inni?”

Dziecko nie słyszy wtedy motywacji.

Słyszy:

„Takie, jakie jestem, nie wystarczam.”

I zaczyna wierzyć, że jego wartość zależy od tego, czy dorówna innym.

Zamiast odkrywać swoje mocne strony, talenty i wyjątkowość,
skupia się na tym, czego mu brakuje.

Powoli traci kontakt ze sobą.

Z własnymi potrzebami.

Z własnym głosem.

Z własną wartością.

A później jako dorosły człowiek często nie wie, kim naprawdę jest.

Nie wie, czego chce.

Nie wie, jakie są jego marzenia, wartości i potrzeby.

Bo przez lata próbował być kimś innym.

Kimś bardziej akceptowalnym.

Kimś, kto w końcu zasłuży na uznanie.

I dlatego wielu dorosłych ludzi boi się pokazać światu, kim naprawdę jest.

Boi się mówić, co myśli.

Boi się pokazywać swoje talenty.

Boi się mieć inne zdanie niż rodzina.

Boi się żyć po swojemu.

Bo kiedyś nauczyło się, że bycie sobą może kosztować utratę akceptacji.

Jeżeli w domu wyśmiewano wrażliwość, ukrywamy emocje.

Jeżeli wyśmiewano ambicję, boimy się sukcesu.

Jeżeli wyśmiewano kreatywność, przestajemy tworzyć.

Jeżeli wyśmiewano nasze wartości, zaczynamy wątpić we własne wybory.

A przecież bardzo często problem nie polegał na tym, że było z nami coś nie tak.

Problem polegał na tym, że nasze cechy nie pasowały do rodzinnego systemu.

I zamiast usłyszeć:

„Masz prawo być sobą”

słyszeliśmy:

„Powinieneś być kimś innym.”

Jeśli w rodzinie ceniona jest siła, ukrywa swoją wrażliwość.

Jeśli cenione jest poświęcenie, tłumi własne potrzeby.

Jeśli cenione są osiągnięcia, zaczyna wierzyć, że musi zasłużyć na miłość.

A jeśli jego naturalne cechy nie pasują do rodzinnego systemu, często słyszy:

– „Z Tobą zawsze był problem.”
– „Jesteś dziwna.”
– „Przesadzasz.”
– „Powinieneś być bardziej jak brat.”
– „Dlaczego nie możesz być taka jak inni?”

I wtedy zaczyna się coś bardzo smutnego.

Dziecko nie rezygnuje z miłości rodziców.

Rezygnuje z siebie.

Zaczyna dopasowywać się do oczekiwań.

Zakłada maski.

Odcina emocje.

Próbuje być takie, jakiego potrzebują inni.

A potem przychodzi dorosłość.

I nagle nie wiemy:

Kim jestem?

Czego chcę?

Co jest moje, a co zostało mi przypisane?

Bo przez lata byliśmy zajęci spełnianiem cudzych oczekiwań.

W pracy systemowej często widzimy, jak rodzice – najczęściej nieświadomie – próbują realizować przez dzieci własne niespełnione marzenia.

Lekarz, który nie został lekarzem.

Artystka, która nigdy nie odważyła się tworzyć.

Sportowiec, któremu nie wyszło.

A dziecko dostaje niewidzialne zadanie:

„Zrealizuj to za mnie.”

Tylko że każde dziecko ma własną drogę.

Własny temperament.

Własne talenty.

Własne marzenia.

Własne wartości.

I nie przyszło na świat po to, by dźwigać cudze rozczarowania.

Dojrzewanie często zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać:

„Kim mam być, żeby mnie pokochano?”

i zaczynamy pytać:

„Kim jestem naprawdę?”

Bo największym prezentem, jaki możemy dać sobie i innym, nie jest spełnianie oczekiwań.

Jest pozwolenie sobie i innym, by byli sobą.

Czasem największa wolność zaczyna się w chwili, gdy przestajesz być tym,
kogo oczekiwali inni, i odważasz się być sobą.

Czy pamiętasz jakieś oczekiwanie, które ktoś próbował na Ciebie nałożyć,
a które nigdy nie było naprawdę Twoje?

„Mam kochającą żonę, cudowne dzieci i dom, o jakim kiedyś marzyłem. Dlaczego więc za każdym razem, gdy wracam do domu, c...
18/06/2026

„Mam kochającą żonę, cudowne dzieci i dom,
o jakim kiedyś marzyłem. Dlaczego więc za każdym razem,
gdy wracam do domu, czuję w sobie napięcie
i mam ochotę od niego uciec?”

Tak rozpoczęła się nasza sesja.

– Z czym chciałbyś dziś pracować? – zapytałam.

– Czuję się zagubiony. Mam w sobie jakąś złość na żonę.
Wracam do domu i nie potrafię się w nim odnaleźć.
Jest mi tam nieswojo. Mówię jej o tym, ale ona nie rozumie.
Przecież to nasz wspólny dom… a ja czuję, jakbym do niego nie należał.

Rozstawiliśmy figurki.

– Pokaż mi, jak wygląda Twój świat.

Postawił siebie. Obok żonę. Dzieci.
A potem, zupełnie nieświadomie, sięgnął po figurki swoich rodziców.

– Co się działo w Twoim domu, kiedy byłeś małym chłopcem? – zapytałam.

Na chwilę zamilkł.

– Pamiętam wieczory. Tata wracał zmęczony z pracy, a mama już czekała.
„Znowu ci się nie udało?”, „Nigdy nie można na tobie polegać?”,
„Jesteś życiowym nieudacznikiem”.

Siedziałem cicho przy stole i patrzyłem, jak z każdym jej słowem
mój tata staje się coraz mniejszy.

– A co robił wtedy mały chłopiec? – zapytałam.

– Chyba też znikał… Chciałem tylko, żeby już przestali.

– A jak mama zwracała się do Ciebie?

– Też nigdy nie byłem wystarczający.
Ciągle pytała, dlaczego tak późno wróciłem, gdzie byłem,
co znowu zrobiłem źle. Oceniała mnie.
Czułem, że cały czas muszę zasługiwać na jej akceptację.

Po chwili wróciliśmy do teraźniejszości.

– Powiedz jeszcze raz, co czujesz wobec żony.

Bez zastanowienia odpowiedział:

– Ona mnie nie chce… Ona mnie nie chce.

– Żona?

Spojrzał na mnie i sam jakby nie dowierzał temu, co mówi.

Zaczęliśmy rozmawiać o ich codzienności.
Opowiadał, że żona troszczy się o niego, wspiera go, szanuje,
dba o rodzinę i jest przy nim wtedy, kiedy tego potrzebuje.

Nic nie wskazywało na to, że go odrzuca.

Spojrzeliśmy więc jeszcze raz na figurki.

– Jeśli to nie żona, to kto pierwszy sprawił, że poczułeś się niechciany?

Zapadła cisza.

Po jego policzkach popłynęły łzy.

– To nie ona… To mama mnie nie chciała.

W trakcie dalszej pracy pojawiła się historia,
o której wcześniej wiedział niewiele.
Jego mama była zakochana w innym mężczyźnie.
Z ojcem związała się bardziej z rozsądku niż z miłości.
Rozważała nawet, czy nie zakończyć ciąży.

I wtedy zdanie: „Ona mnie nie chce” przestało dotyczyć żony.

To był głos małego chłopca, który przez całe życie czekał,
aż mama w końcu go wybierze.

A dom, do którego dziś bał się wracać, nie był tak naprawdę tym,
który stworzył z żoną. To były emocje wyniesione z rodzinnego domu.
To tam nauczył się, że za drzwiami czeka ocena, pretensje i poczucie,
że znowu jest niewystarczający.

Nieświadomie przenosił tamte uczucia na swoje obecne życie.
Projektował na żonę i nowy dom lęk, który narodził się wiele lat wcześniej.

Bo czasem nie uciekamy od miejsca, w którym jesteśmy.
Uciekamy od wspomnień i emocji, które wciąż nosimy w sobie.

Nie każda historia, którą przeżywamy dzisiaj,
zaczęła się w naszym dorosłym życiu.

Pieniądze lubią płynąć. A my często zatrzymujemy je starymi historiami.....................................W pracy z lud...
17/06/2026

Pieniądze lubią płynąć. A my często zatrzymujemy je starymi historiami.....................................

W pracy z ludźmi bardzo często widzę, że trudności z pieniędzmi
nie zaczynają się od braku umiejętności czy wykształcenia.
Czasem ich źródłem są rodzinne przekonania i lojalności,
które nieświadomie nosimy w sobie.

Pieniądze same w sobie są neutralne. Ich rolą jest wspierać nasze życie,
rozwój, bezpieczeństwo i dawać możliwość realizowania tego, co dla nas ważne.
Są narzędziem, a nie celem samym w sobie.

Jednak jeśli od dziecka słyszeliśmy:

– „Nie mamy pieniędzy”,
– „Na to nas nie stać”,
– „Życie jest ciężkie i trzeba się namęczyć, żeby zarobić”,
– „Wydawanie na przyjemności to marnowanie pieniędzy”,

to bardzo możliwe, że gdzieś głęboko stworzyliśmy własną obietnicę.
Obietnicę małego dziecka, które chciało ochronić siebie i rodzinę.

Przypomina mi się historia jednego z moich klientów.
Miał wyższe wykształcenie i ogromny potencjał, ale przez lata
pracował poniżej swoich kwalifikacji.
Zarabiał, ale nie pozwalał sobie cieszyć się pieniędzmi.
Nie wydawał ich na pasje, rozwój czy odpoczynek.
Odkładał „na czarną godzinę”, tworząc coraz większą kupkę oszczędności,
której bał się ruszyć.

Podczas sesji okazało się, że to, co powtarzał sobie każdego dnia:
„Nie mam pieniędzy”, było echem słów jego mamy.
Mama ciężko pracowała, miała ograniczone możliwości zawodowe i
często mówiła, że pieniędzy wystarcza jedynie na opłaty.
A on jako dziecko słyszał i chłonął ten świat.
W swojej dziecięcej miłości i lojalności wobec niej nieświadomie
pozostał przy jej doświadczeniu.
Jakby mówił: „Mamo, będę taki jak Ty.
Nie będę miał więcej.
Nie pozwolę sobie na lekkość i radość, skoro Ty ich nie miałaś.”

W nurcie pracy systemowej mówi się, że to, co niewypowiedziane
i nieuświadomione, często kieruje naszym życiem.
A pieniądze… jak energia… podążają za naszym nastawieniem i intencją.
Jeśli wciąż powtarzamy: „zbieram na czarną godzinę”, to cała nasza uwaga skierowana jest właśnie na tę „czarną godzinę”.
Jakby pieniądze czekały na nasz pomysł, do czego mają służyć.

A może warto zadać sobie pytanie:
Do czego mają służyć moje pieniądze?
Czy mają wspierać mój rozwój? Dawać spokój?
Pomagać realizować pasje? Pozwalać odpoczywać?
Budować piękne wspomnienia z bliskimi?

Pieniądze lubią cel, plan i porządek. Lubią być w ruchu.
Kiedy zarobione środki przeznaczamy także na rozwój, książki,
naukę, doświadczenia, podróże czy małe codzienne przyjemności,
zaczynamy budować z nimi zdrowszą relację.
Nie opartą na lęku, ale na zaufaniu.

💬 Bardzo często słyszę na sesjach takie zdania:

„Żeby mieć pieniądze, trzeba bardzo ciężko pracować.”
„Bogaci ludzie są chciwi albo nieuczciwi.”
„Na przyjemności szkoda pieniędzy.”
„Lepiej odłożyć, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.”
„Nie mogę mieć więcej niż moi rodzice.”
„Pieniądze szybko się kończą.”
„Nie zasługuję na dobre życie.”

A Ty? Jakie zdanie najczęściej pojawia się w Twojej głowie, gdy myślisz
o pieniądzach?

✍️ Ćwiczenie dla Ciebie

Weź kartkę i odpowiedz na kilka pytań:

Wypisz wszystkie przekonania, jakie masz na temat pieniędzy.
Zaznacz te, które Cię ograniczają i nie wspierają.
Zastanów się, od kogo mogły pochodzić. Kto w Twoim domu tak mówił?
Mama? Tata? Dziadkowie?
Następnie zamknij oczy i powiedz w myślach do tych osób:

„Dziękuję, że przekazaliście mi swoje doświadczenie.
Widzę Wasz los i szanuję go. A dziś oddaję Wam to, co do Was należy.
Wybieram własną drogę i pozwalam sobie zarabiać oraz korzystać
z pieniędzy w radości, lekkości i spokoju.”

Nie chodzi o odrzucenie rodziny. Wręcz przeciwnie,
chodzi o uszanowanie jej historii i jednoczesne danie sobie
prawa do życia po swojemu.

Za maską wielkości często kryje się małe, samotne dziecko...............................Nikt nie rodzi się z maską, któr...
16/06/2026

Za maską wielkości często kryje się małe, samotne dziecko...............................

Nikt nie rodzi się z maską, którą później nazywamy narcyzmem...
Na początku jest tylko dziecko.
Potem dopiero zaczyna się historia, która może zmienić wszystko.
Najczęściej są one efektem sposobu, w jaki musiało przystosować się
do świata, aby przetrwać emocjonalnie.
To mechanizm obronny, który powstaje wtedy, gdy najważniejsze potrzeby małego człowieka – miłość, bezpieczeństwo, akceptacja i bycie zauważonym ,
nie zostają zaspokojone.

Często takie dziecko dorasta przy rodzicu niedostępnym emocjonalnie.
Zamiast usłyszeć: „Kocham cię takim, jaki jesteś”, dostaje komunikat:
„Bądź grzeczny. Bądź najlepszy. Nie zawiedź mnie. Zasłuż na moją uwagę.”

Zdarza się, że syn lub córka zostają uwikłani w rolę, która nigdy nie powinna należeć do dziecka.
Stają się emocjonalnym wsparciem dla rodzica, jego powiernikiem,
a czasem wręcz symbolicznym „partnerem”, zaspokajającym jego potrzebę bliskości czy dowartościowania.
W psychologii nazywa się to parentyfikacją lub uwikłaniem emocjonalnym.

To często dziecko „na rozkazy” – takie, które nie może być sobą,
bo żyje według oczekiwań rodzica. Ma spełniać marzenia mamy lub taty, dostosowywać się, opiekować ich emocjami i nigdy nie sprawiać kłopotów.
Z czasem przestaje pytać: „Czego ja potrzebuję?”, a zaczyna żyć pytaniem:
„Co mam zrobić, żeby mnie nie odrzucono?”

Najbardziej bolesne jest jednak to, że takie dziecko często nie miało prawa budować własnej tożsamości.
Było kochane za rolę, którą pełniło, za sukcesy, za bycie „idealnym”,
a nie za to, kim naprawdę było. Uczy się więc odcinać od swoich uczuć
i potrzeb, bo one nie mają znaczenia.
Liczy się tylko to, czego oczekują inni.

W dorosłości ta strategia staje się zbroją.
Pewność siebie bywa maską, potrzeba podziwu próbą
zapełnienia wewnętrznej pustki, a kontrola i perfekcjonizm sposobem
na poradzenie sobie z głęboko ukrytym lękiem przed odrzuceniem.

To oczywiście nie usprawiedliwia krzywdy, jaką osoby z silnymi rysami narcystycznymi mogą wyrządzać innym.
Każdy dorosły jest odpowiedzialny za swoje zachowanie.
Ale zrozumienie źródła tych mechanizmów pozwala zobaczyć, ż
e za trudnym dorosłym bardzo często stoi dziecko,
które nauczyło się, że na miłość trzeba zasłużyć.

A przecież każde dziecko powinno usłyszeć:
„Nie musisz być idealny. Nie musisz spełniać moich oczekiwań.
Nie musisz opiekować się moimi emocjami.
Jesteś ważny i wartościowy po prostu dlatego, że jesteś.”
..................................................

Pracuję z osobami po doświadczeniu zawłaszczenia narcystycznego
i przemocy emocjonalnej.
Zapraszam na sesje, jeśli potrezbujesz wparcia.

Joanna 💚

Najbardziej złościła się na mężczyzn. Dopóki nie zobaczyła, do kogo naprawdę należał jej ból…..............................
15/06/2026

Najbardziej złościła się na mężczyzn.
Dopóki nie zobaczyła, do kogo naprawdę należał jej ból….........................................

– „Nie umiem stworzyć związku. Każdy mężczyzna prędzej czy później mnie zawodzi. Czuję do nich złość.” – powiedziała cicho.

Postawiłyśmy figurki. Jedna po drugiej. Ona. Ojciec. Matka. Rodzeństwo.
I ta złość, która przez lata wydawała się taka oczywista, z
aczęła odsłaniać swoją prawdziwą twarz.

Bo pod złością niejednokrotnie mieszka coś znacznie starszego.
Smutek.
Tęsknota.
Samotność małej dziewczynki, która zbyt wcześnie musiała dorosnąć.

– „Ile miałaś lat, kiedy zaczęłaś opiekować się braćmi?”

– „Nie pamiętam… Wydaje mi się, że zawsze. Byłam najstarsza.
Robiłam im śniadania do szkoły, pilnowałam lekcji, kąpałam ich.
Mama pracowała na dwa etaty. Wychodziła rano, kiedy jeszcze spaliśmy,
wracała o 18, czasem o 20. Ja ogarniałam wszystko.”

– „A kto opiekował się Tobą?”

Zapadła cisza.

– „Nikt…”

Dorastała w domu, w którym alkohol był ważniejszy od dzieci.
Ojciec pracował dorywczo, ale pieniądze często znikały w butelkach.
Kiedy wpadał w ciąg, potrafił pić tygodniami. Znikał z domu, a kiedy wracał,
wracał z przemocą.

– „Najmocniej bił mamę. Były krzyki, płacz. Chowałam się pod stół w kuchni.
Kiedy wpadał w szał, rzucał wszystkim, co miał pod ręką.
A potem… potem musieliśmy po nim sprzątać.”

Mała dziewczynka nie powinna uciszać młodsze rodzeństwo,
kiedy ojciec tłucze talerze.
Nie powinna nasłuchiwać, czy dziś wróci pijany.
Nie powinna być ratownikiem dla całego systemu rodzinnego.

A ona nim została.

Ratowała braci.
Ratowała mamę.
Ratowała dom.
Próbowała być silna za wszystkich.

W ustawieniu zobaczyłyśmy jeszcze coś.

Ta ogromna złość, którą przez lata kierowała do mężczyzn,
wcale nie płynęła tylko do ojca.

– „Na kogo jeszcze jesteś zła?” – zapytałam.

Długo patrzyła na figurkę mamy.

– „Na nią…”

– „Za co?”

– „Za to, że nigdy mu się nie przeciwstawiła. Nigdy nie stanęła za mną.
Za nami. Patrzyła, jak nas bije. Nie odeszła. Nie ochroniła nas.”

I wtedy popłynęły łzy.
Pojawił się smutek.

Bo dziecko nie przestaje kochać rodzica, nawet jeśli zostało zranione.
Często jednak nosi w sobie niewypowiedziane zdanie:

„Mamo, tak bardzo cię potrzebowałam, a ciebie przy mnie nie było.”

Bywa, że dorosła kobieta walczy z mężczyznami, a tak naprawdę wciąż czeka,
aż mama odwróci głowę od swojego cierpienia i spojrzy na nią.
Na tę małą dziewczynkę schowaną pod kuchennym stołem.

Później opowiedziała o sprawie sądowej...

Jako dorosła kobieta znalazła w sobie siłę, której jako dziecko mieć nie mogła.
Po latach wytoczyła ojcu sprawę o znęcanie się.

– „A mama?” – zapytałam.

– „Siedziała na sali sądowej i spuszczała wzrok.
Jakby się wstydziła. Jakby sąsiedzi nic nie wiedzieli.
Jakby przez tyle lat nikt nie słyszał krzyków dochodzących z naszego domu…

Przecież słyszeli.

Sąsiedzi przechodzili obok.
Widzieli.
Słyszeli.
Ale nikt nie zapukał.
Nikt nie zapytał:
„Czy wy, dzieci, jesteście bezpieczne?”

A ona przez lata niosła przekonanie, że skoro nikt nie przyszedł,
to znaczy, że musi poradzić sobie sama.

I poradziła sobie.
Tylko zapłaciła za to wysoką cenę.

W dorosłym życiu nadal była ratownikiem.
W relacjach brała odpowiedzialność za partnerów, dźwigała ich emocje,
walczyła, naprawiała, poświęcała siebie.
A kiedy oni nie dawali jej tego, czego sama nigdy nie dostała –
pojawiała się złość.

W pracy ustawieniowej nie chodzi o ocenianie rodziców.
Chodzi o zobaczenie prawdy.
Bo dopiero kiedy to, co ukryte, zostaje nazwane, serce może odłożyć ciężar, którego nigdy nie powinno było nosić.

Czasem pod zdaniem:
„Nienawidzę mężczyzn”
ukrywa się cichy szept małej dziewczynki:
„Mamo… dlaczego mnie nie ochroniłaś?”

A Ty? Czy zdarzyło Ci się odkryć, że emocja, którą nosisz od lat,
wcale nie jest skierowana do tej osoby, o której zawsze myślałaś/eś?

14/06/2026
Połączyłyśmy się na Zoomie. Zapytałam ją tylko jedno:– Z czym chciałabyś dziś pracować?– Przyszłam, bo zarabiam. Naprawd...
12/06/2026

Połączyłyśmy się na Zoomie.

Zapytałam ją tylko jedno:

– Z czym chciałabyś dziś pracować?

– Przyszłam, bo zarabiam. Naprawdę zarabiam.
A jednak pieniądze ciągle gdzieś znikają.
Wpływają i za chwilę ich nie ma.
Jakbym nie umiała ich zatrzymać.

– Zamknij oczy. Wyobraź sobie, że przed Tobą staje ta kobieta z rodu,
która jako pierwsza niosła ten ciężar.
Ta, przy której to się zaczęło.
Kogo widzisz?

– Widzę babcię. Młodą. Z małym dzieckiem na rękach.
Jest bardzo zmęczona. I sama.

– Co się wydarzyło?

Opowiedziała, że najpierw stracili wszystko.
Ktoś ich oszukał, zabrano im pieniądze, które mieli.
A później odszedł dziadek. Do innej.
Zostawił ją, samą z dzieckiem i z pustymi rękami.

– Spójrz na nią. Czego wtedy doświadczyła?

– Że kiedy są pieniądze, można je stracić.
A potem traci się jeszcze więcej.
Bezpieczeństwo. Miłość. Rodzinę.

– I co mogło zapisać się w jej sercu?

– Że lepiej nie mieć. Bo kiedy się ma, przychodzi strata.
Że jeśli będę miała pieniądze, mogę zostać sama.
Mogę zostać opuszczona.

Czasem to, co z perspektywy rozumu wydaje się nielogiczne,
dla pamięci rodu jest strategią przetrwania.
Jeśli kiedyś pieniądze były związane z bólem, zdradą, utratą i samotnością,
kolejne pokolenia mogą nieświadomie wybierać brak,
by pozostać lojalne wobec tych, które cierpiały wcześniej.

Nie dlatego, że nie potrafią zarabiać.
Nie dlatego, że nie zasługują.
Ale dlatego, że głęboko w sobie noszą zdanie,
którego nigdy świadomie nie wypowiedziały:

„Jeśli będę miała pieniądze, mogę stracić miłość.”
„Jeśli zatrzymam przy sobie dostatek, zostanę sama, tak jak ona.”

A kiedy to, co było ukryte, zostaje zobaczone i nazwane,
pojawia się przestrzeń na nowy wybór.
Można z szacunkiem spojrzeć na historię kobiet, które przyszły przed nami,
i jednocześnie powiedzieć w sercu:

„Widzę wasz los. Widzę waszą stratę i wasz ból.
Dziękuję za życie, które od was dostałam.
A ja dziś wybieram inaczej. Mogę mieć.
Mogę zachować.
I nie muszę płacić za dobrobyt samotnością.”
....................................

Jeśli masz poczucie, że mimo starań coś niewidzialnego Cię zatrzymuje,
być może nadszedł czas, by przyjrzeć się temu głębiej.

Zapraszam na sesje, razem spojrzymy na to, co nie uświadomione.

Joanna 💚

Address

Manchester

Telephone

+447362357136

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Harmonia Duszy by Joanna Król - Karpińska posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Business

Send a message to Harmonia Duszy by Joanna Król - Karpińska:

Share