05/10/2026
NIE WSZYSTKO, CO KOCHASZ, MUSISZ TRZYMAĆ.
Za zamkniętymi drzwiami
Czasami podczas pracy z człowiekiem pojawia się obraz, którego nie da się łatwo zapomnieć.
W jednej z takich wizji pojawiło się dziecko.
Małe, wolne, gotowe, żeby odejść.
A jednak ktoś mocno trzymał je w ręce.
Nie dlatego, że chciał je skrzywdzić.
Wręcz przeciwnie.
Trzymał je z ogromnej miłości.
To dziecko było czymś bardzo osobistym. Tak osobistym, że nie było gotowości, żeby pokazać je światu. Nie było zgody, żeby się nim dzielić.
Było „moje”.
Przywiązane cienkim sznurkiem do palca.
I wtedy pojawiło się pytanie:
Czy naprawdę chronię tę część siebie…
czy po prostu nie potrafię jeszcze pozwolić jej być wolną?
Bo czasami trzymamy coś tak mocno nie dlatego, że to nie jest gotowe odejść.
Trzymamy, ponieważ my nie jesteśmy gotowi puścić.
A potem przyszedł moment przecięcia sznurka.
Nie było utraty.
Nie było pożegnania.
Było uwolnienie.
A dziecko… zaczęło latać.
I może właśnie na tym polega jedna z najtrudniejszych form miłości:
pozwolić czemuś lub komuś, co kochamy, istnieć bez naszej kontroli.
Nie musisz oddawać swojej wrażliwości światu.
Nie musisz pokazywać każdej części siebie.
Nie musisz dzielić się tym, co jest dla Ciebie święte.
Ale możesz przestać to więzić.
Możesz być domem.
Nie musisz być klatką.
To jedna z tych historii, które zostają w człowieku na długo.
Bo być może czasem nie potrzebujemy uwolnić swojego wewnętrznego dziecka.
Potrzebujemy uwolnić siebie od potrzeby trzymania go.
Przytulam
Paulina 🤍