23/10/2021
Czy on podoba się partnerce, skoro przed seksem ona musi się napić?
Rewelacyjna, warta przeczytania w całości rozmowa Agnieszki Jucewicz z Bożeną Maciek-Haściło, psychoterapeutką, w Magazyn Wyborczej Wolna Sobota z dnia 17.09.2021. Gorąco polecam !
U nas jest trochę tak, że żeby „dobrze" się spotkać, na luzie, trzeba się napić, czyli najpierw kilka kieliszków, a dopiero potem – ludzie.
Co stoi na przeszkodzie, żeby spotkać się na trzeźwo?
– Ja bym myślała, że właśnie trudności w byciu z ludźmi.
U części osób źródeł tych trudności można szukać we wczesnych więziach, które nie były bezpieczne, tylko pełne lęku albo ambiwalencji. U innych źródłem mogą być różne traumy, których doświadczyli w dzieciństwie – nadużycia, przemoc, opuszczenie, zaniedbanie albo wszystko razem.
A co z seksualnością?
– To jest osobny temat – jak bardzo alkohol, czy w ogóle substancje, stanowią składową polskiego seksu.
W gabinecie często słyszę zarówno od kobiet, jak i mężczyzn, że wstydzą się odsłonić przed drugą osobą, pokazać ciało, odkryć w intymnej sytuacji „bez znieczulenia".
Tylko że niekoniecznie seks „pod wpływem" budzi zaufanie i bliskość. Czasem jest przeciwnie. Jeden z pacjentów opowiadał mi, że ma wątpliwości, czy podoba się partnerce, skoro ona za każdym razem, zanim zaczną się kochać, musi się napić.
Wiele osób nie przypomina sobie, kiedy ostatnio uprawiało seks na trzeźwo. Do psychoterapeutów trafia też coraz więcej pacjentów, którzy mają kłopot z chemseksem, czyli pod wpływem narkotyków.
Tylko seks wzmocniony substancją daje im satysfakcję.
Mówi się też, że „alkohol jest też dla ludzi".
Jeśli nie wpływa na pracę, relacje, samopoczucie, to jakie to ma znaczenie?
Znajomy powiedział, że codziennie z partnerką wypijają butelkę wina, lecz nigdy nie przekraczają tej granicy. Po tym winie i seks jest lepszy, i rozmowy ciekawsze, i łatwiej się odprężyć.
Jak to ujął: alkohol jest dla niego „smarem".
Myślę, że niejedna osoba by się pod tym podpisała.
Kłopot w tym, że istnieje duże niebezpieczeństwo, że w pewnym momencie alkohol stanie się konkurencją, na przykład dla relacji z drugim człowiekiem. Wyobraźmy sobie, że znajomy rozstaje się z obecną partnerką i wiąże z nową, która już nie chce z nim pić tego wina. Co wtedy? Może się okazać, że on już nie umie ani rozmawiać, ani się kochać bez alkoholu. Bez tego „smaru" dalej nie pojedzie.
Druga sprawa to zwykła biologia. Wypijając codziennie taką ilość alkoholu, kolega wkracza na prostą drogę do uzależnienia biologicznego. A przekroczenie granicy szkodliwego picia dzieje się jakby mimochodem.
Słyszałam o badaniach, które pokazują, że my, Polacy, generalnie sobie nie ufamy.
To widać na ulicy, przy załatwianiu różnych spraw, w ogólnej życzliwości. Rzadko sobie coś ułatwiamy czy sobie pomagamy. A w związku z tym żyjemy jakby w poczuciu permanentnego zagrożenia. I jeśli myśleć o tym tak, że alkohol daje jakiś rodzaj bezpieczeństwa czy schronienia, to nie dziwne, że tyle osób ma u nas kłopot z nadużywaniem.
Brakuje nam kultury troszczenia się o siebie. Ta troska cały czas utożsamiania jest raczej z egoizmem, wydziwianiem. A przecież dbanie o własne ciało, o jego potrzeby to fundament zdrowia psychicznego.
Naprawdę nie doceniamy tego, jak bardzo nasz stan emocjonalny powiązany jest ze stanem ciała. Odcięcie od niego, zablokowanie reakcji gromadzi w nim bardzo dużo napięcia. I tu, znów, z pomocą przychodzi alkohol oraz inne używki.
Gdzie upatrywałaby pani przyczyn tego słabego kontaktu z własnym ciałem i jego potrzebami?
Wydaje mi się, że nasze społeczeństwo było historycznie nastawione na przetrwanie, a wtedy trzeba się zmobilizować, a nie sobie dogadzać. Ciało ma być sprawną maszyną, nie czymś, co daje radość.
Czy nie jest tak, że my w ogóle żyjemy w odcięciu od własnego ciała?
– Wydaje mi się, że często przeżywamy je jako obce. Coś, co ma nam wyłącznie służyć, a nie być źródłem przyjemności czy obiektem troski.
W ogóle na poziomie osobistym, rodziny, społeczeństwa mamy dużo napięć wynikających z „nieprzepracowanej" przeszłości.
Wiele traum, na przykład wojennych, które były naszym udziałem – osobistym, rodzinnym, pokoleniowym, narodowym – znajduje się w sferze niedomówionej, niewyrażonej, nieprzepłakanej, nieuznanej. I kiedy się spotykamy…
…to te bagaże się spotykają.
– Właśnie. Z jednej strony alkohol pomaga się od tego zdystansować. W przeciwnym razie trzeba by się było skonfrontować z tym niewyrażonym smutkiem, lękiem, złością. A nie bardzo to potrafimy na trzeźwo, bo skąd?
Z drugiej strony picie uwalnia impulsy, które kształtują życie społeczne i relacje. Tak o to skutki traumy przechodzą na następne pokolenie.
Polska zdaje się przoduje w Europie w liczbie przepracowywanych godzin w tygodniu. Wiele osób podlega bardzo silnej presji, żeby pracować jeszcze więcej.
Najgorsze, że nie tylko pracodawcy wymuszają taki styl pracy. Wielu pracowników ma tę presję uwewnętrznioną. Sami od siebie dużo wymagają?
– A potem muszą odreagować. Osoby, które nie potrafią tego zrobić w zdrowy sposób, najczęściej sięgają po używki. Tak zwanych wysoko funkcjonujących osób uzależnionych, które piją dla „resetu", cały czas przybywa. W tej grupie, co potwierdzają najnowsze badania, jest też coraz więcej wykształconych kobiet czy tak zwanych kobiet sukcesu.
Co one zapijają?
– Swoją wrażliwość? Delikatną część siebie, której odsłonięcie na wysokim stanowisku jest ryzykowne? Mogą też alkoholem regulować poczucie winy, które wiąże się z zaniedbaniem rodziny, dzieci czy poczucie niewyrabiania się.
Z kolei matki prowadzące dom mogą zapijać brak docenienia, frustrację, osamotnienie.
Rewelacyjna, warta przeczytania w całości rozmowa Agnieszki Jucewicz z Bożeną Maciek-Haściło, psychoterapeutką, w Magazyn Wyborczej Wolna Sobota z dnia 17.09.2021. Gorąco polecam !