Polacy za granicą - łączmy się.

Polacy za granicą - łączmy się. Pokażmy, że potrafimy być razem . Pokażmy, że potrafimy się wzajemnie wspierać, gdziekolwiek byśmy nie byli. Pokażmy, jak wiele nas łączy.

15/02/2022
W pandemii towarzyszy nam smutek po stracie bliskich, ale też po innych utratach - pracy, relacji, marzeń, planów.Równo ...
25/01/2022

W pandemii towarzyszy nam smutek po stracie bliskich, ale też po innych utratach - pracy, relacji, marzeń, planów.

Równo dwa lata temu w Europie zanotowano pierwszy przypadek zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Półtora miesiąca później Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła pandemię COVID-19.

Polecaliśmy sobie nawzajem filmy, spektakle online, próbując się jakoś psychicznie ratować. Wzruszaliśmy się Włochami, którzy w szczycie pandemii wychodzili na balkony, wspólnie śpiewając i grając, żeby dodać sobie otuchy w tym trudnym momencie.

Było ciężko. Ale rozmawialiśmy o tym - w kolejce, na ulicy. Ze znajomymi i z nieznajomymi. Jednocześnie mieliśmy nadzieję, że szczepienia zmienią wszystko i „to" się wreszcie skończy.
Tak się jednak nie stało…

Wiele osób doświadczyło i doświadcza żałoby.
W Polsce na COVID-19 zmarło ponad 100 tysięcy osób. Na świecie - ponad 5,5 miliona. Towarzyszy nam żałoba po stracie bliskich, ale też po innych utratach - pracy, relacji, marzeń, planów.

Gdzie jesteśmy dziś, po dwóch latach w pandemii?
Czy jedynie mnie się wydaje, że nie tylko utraciliśmy poczucie „bycia w tym razem", ale też w ogóle przestaliśmy rozmawiać o tym, jak się mamy?
Zaadaptowaliśmy się? Jeśli tak, to jakim kosztem?
Wypieramy? Jeżeli tak, to co?

Brak spontaniczności, radości, beztroski. Brak poczucia wspólnotowości, solidarności. Brak energii.
Czy da się to wszystko objąć jednym pojęciem?

Pasuje tu określenie, które w zeszłym roku na łamach „The New York Times" odkurzył amerykański psycholog Adam Grant - „languishing".
Angielski czasownik „to languish" można przetłumaczyć na „wegetować" albo dosadniej „gnić". „To takie uczucie, jakby się patrzyło na świat przez zamgloną szybę - tłumaczy Grant. - Poczucie stagnacji, pustki"

„Wegetowanie" nie jest zaburzeniem ani chorobą. Jest brakiem dobrego samopoczucia. Pojęcie to wprowadził do dyskusji o zdrowiu psychicznych psycholog i socjolog Corey Keyes, kiedy zauważył, że wiele osób, u których nie stwierdzono klinicznej depresji, wcale nie miało się dobrze.

Mechanicznie czy też raczej obojętnie trzymały się życia bez tego, co to życie czyni żywym, ciekawym, energetycznym. Problem polega na tym, że im dłużej ktoś tkwi w takim stanie, tym bardziej jest narażony na rozwinięcie zaburzeń depresyjnych, lękowych, a także PTSD.

Jak wyjść z tego stanu?.....

Po więcej szczegółów odsyłam do artykułu w WysokieObcasy.pl

https://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,181614,28032475,brak-spontanicznosci-radosci-beztroski-to-nie-depresja-ale.html .wysokie_obcasy-K.P-B.1-L.3.maly:undefined

'Languishing', czyli 'wegetowanie' to zaniedbane, środkowe dziecko zdrowia psychicznego, które znajduje się gdzieś pomiędzy biegunem depresji a jej przeciwieństwem, czyli szczytem naszej psychicznej formy. 'To takie uczucie, jakby się patrzyło na świat przez zamgloną szybę'

Jest jeszcze wystarczająco dużo czasu aby sprawić sobie fajny prezent świąteczny. Książkę ....ważną i wartościową . Debi...
04/12/2021

Jest jeszcze wystarczająco dużo czasu aby sprawić sobie fajny prezent świąteczny. Książkę ....ważną i wartościową .
Debiut a jednocześnie jedna z najciekawszych książek tego roku.

"Budowanie bunkra było więc nie tyle powodowane lękiem przed ich fizycznym atakiem na mnie, ile przed samym doświadczeniem ich picia. Siedziałam w pokoju, jadłam zgromadzone ptasie mleczka i mogłam udawać, że poza tą słodyczą nic nie istnieje.

Gdybym mieszkała na wsi, to pewnie mogłabym bunkier zbudować gdzieś na zewnątrz, ale mieszkałam w wielkim blokowisku i kryłam się w swoim pokoju. Gdy czułam, że zaraz będzie się coś dziać, zaczynałam zbierać zapasy jedzenia i chować je w pokoju, żeby nie musieć z niego wychodzić. Gromadziłam zapasy wody. Robiłam siku na zapas. Zastawiałam drzwi, na wszelki wypadek, jakimś meblem i tak sobie siedziałam w ciszy i spokoju.

Jestem mistrzynią przetrwania. Patrzę na swoją przeszłość nie tylko jako coś, co mnie upupia, lecz także swój zasób. Albo przynajmniej chciałabym tak patrzeć. Nie chcę uczynić z tego negatywnie rozumianego DDA swojej trwałej tożsamości.

Skończyłaś terapię?
Nie. Chodziłam na terapie DDA wiele razy i za każdym razem źle się na nich czułam. A czasami wręcz nie chciano mnie przyjąć. Zdarzyło się, że terapeuta, który kwalifikował do tych grup, powiedział, że się nie nadaję.

Terapię zaczęłam po napisaniu książki. Może jestem dziwna, ale gdy jest mi tragicznie źle, nie jestem w stanie iść na terapię i jej ukończyć. Poszłam, dopiero gdy zaczęło mi się robić dobrze w życiu.
Pisanie tej książki pozwalało mi wyjść z matni, którą miałam w głowie. Nie wiem, czy powiedziałabym, że pisanie jest aktem terapeutycznym, ale na pewno było dla mnie ożywcze. Pozwalało mi nabrać dystansu, zobaczyć siebie i ojca z wielu różnych perspektyw.

Wystawienie własnej kruchości, deficytów na ogląd publiczny jest przerażające, ale kiedy tak robisz, dzieje się coś niesamowitego – za radykalną szczerość ludzie odwdzięczają się empatią. To stoi w sprzeczności z tym, co wiedziałam o świecie, który widziałam jako spolaryzowany, rozkłócony, w którym nie ma możliwości rozmowy. Tymczasem zobaczyłam, że publiczne odsłonięcie bolącego miejsca potrafi wywołać w ludziach odruchy solidarności, jakąś taką tęsknotę za byciem dla siebie nawzajem.

Dostałam bardzo dużo wiadomości. Ludzie pisali do mnie i dzwonili, żeby mi opowiedzieć, że życie z pijącym rodzicem to również ich świat. Zrozumiałam, że ta historia, choć tak bardzo moja, jest nicią w dywaniku większej historii.

Aleksandra Zbroja „Mireczek. Patoopowieść o moim ojcu" (wyd. Agora)

'Ludzie pisali do mnie i dzwonili, żeby mi opowiedzieć, że życie z pijącym rodzicem to również ich świat. Zrozumiałam, że ta historia, choć tak bardzo moja, jest nicią w dywaniku większej historii'. Rozmowa z Aleksandrą Zbroją; jej książka 'Mireczek' została uznana przez redaktoró...

„Pomóż mi" – prosty znak dla ofiar przemocyGest, to uniesiona dyskretnie dłoń, otwarta, wewnętrzną stroną do przodu, a p...
10/11/2021

„Pomóż mi" – prosty znak dla ofiar przemocy

Gest, to uniesiona dyskretnie dłoń, otwarta, wewnętrzną stroną do przodu, a później zamknięcie pięści ze schowanym w środku kciukiem. Uznany za międzynarodowy sygnał oznaczający „Pomóż mi" stał się znakiem, z którego korzystają ofiary przemocy.

„Międzynarodowy znak POMÓŻ MI jest dyskretnym sygnałem, który możemy wysłać do kogoś, kogo znamy, lub całkowicie obcej nam osoby. Informuje on o tym, że jesteśmy ofiarą przemocy.

To wezwanie o pomoc, zrozumiałe na całym świecie. Przełamuje barierę językową czy kulturową. Nie wymaga bliskiego kontaktu, może być pokazany nawet przez okno czy w internecie.
To prosty gest ręką, który ofiara przemocy może dyskretnie pokazać np. kurierowi, sprzedawcy w sklepie czy też podczas rozmowy wideo.

Gdy zobaczysz ten znak, niezwłocznie zadzwoń pod nr 112 i poinformuj, że osoba w ten sposób poprosiła Cię o pomoc".

Isolation can increase the risk of domestic violence at home. If this is the case for you, use this hand signal on a video call to show you need help. If som...

Norweski raj czy koszmar? P***k o emigracji: Żyłem zasadą 3xP, czyli pracować, płacić, przeżyć.– Trudny był moment, kied...
26/10/2021

Norweski raj czy koszmar? P***k o emigracji: Żyłem zasadą 3xP, czyli pracować, płacić, przeżyć.

– Trudny był moment, kiedy nie miałem pracy i kiedy dopadały mnie czarne myśli. Miałem w Polsce potężne, jak na samotnego polonistę, długi do spłacenia, zniszczony związek, pokręcone relacje z ludźmi. Wtedy postanowiłem, że zakończę swoje życie, bo nikomu nie byłem potrzebny, byłem sam. Siedziałem na moście w Oslo, chciałem skoczyć i zamknąć za jednym zamachem wszystkie sprawy – mówi w rozmowie z naTemat Piotr Mikołajczak, autor książki "NOrWAY. Półdzienniki z emigracji".

- Wtedy jednak w pełni uświadomiłem sobie rzecz, którą zapamiętałem z czytanej jakiś czas temu książki Cormaca McCarthy’ego: życie oferuje nam niezmierzone możliwości, a śmierć jest jedynym wyjściem, które zamyka wszystko.
Zdecydowałem, że nie idę w ciemną stronę, ale pójdę tam, gdzie jest jeszcze ciemniej i spróbuję żyć dalej.

Na początku starałem się poradzić sobie sam. Nie miałem żadnych pieniędzy, oprócz tych, które musiałem przeznaczać na długi, mieszkanie, jedzenie. Dużo czytałem na temat zdrowia psychicznego i uświadamiałem sobie z każdą kolejną lekturą, że jest coraz gorzej.
Później moja przyjaciółka dała mi numer do terapeuty.

Okazało się, że łatwo znaleźć pomoc, jeśli decydujemy się na terapię przez Skype lub inny komunikator.
Od tego momentu wszystko zaczęło iść w dobrą stronę. Zacząłem się, z każdą kolejną terapią, coraz bardziej oswajać z tym, co mnie spotkało.
Ludziom z depresją trudno jest zaakceptować swój cień, a na emigracji jeszcze tylko dochodzą kolejne problemy - samotność, inne środowisko, alkohol. Terapia jest najlepszym, co w takiej sytuacji można dla siebie zrobić.

Tamta decyzja zaprowadziła mnie do tego, gdzie jestem teraz, czyli na Islandię. Jestem szczęśliwym człowiekiem.

– Trudny był moment, kiedy nie miałem pracy i kiedy dopadały mnie czarne myśli. Miałem w Polsce potężne, jak na samotnego polonistę, długi do spłacenia, zniszczony związek, pokręcone relacje z ludźmi. Wtedy postanowiłem, że zakończę swoje życie, bo nikomu nie byłem potrzebny, by...

Czy on podoba się partnerce, skoro przed seksem ona musi się napić?   Rewelacyjna, warta przeczytania w całości  rozmowa...
23/10/2021

Czy on podoba się partnerce, skoro przed seksem ona musi się napić?

Rewelacyjna, warta przeczytania w całości rozmowa Agnieszki Jucewicz z Bożeną Maciek-Haściło, psychoterapeutką, w Magazyn Wyborczej Wolna Sobota z dnia 17.09.2021. Gorąco polecam !

U nas jest trochę tak, że żeby „dobrze" się spotkać, na luzie, trzeba się napić, czyli najpierw kilka kieliszków, a dopiero potem – ludzie.

Co stoi na przeszkodzie, żeby spotkać się na trzeźwo?
– Ja bym myślała, że właśnie trudności w byciu z ludźmi.

U części osób źródeł tych trudności można szukać we wczesnych więziach, które nie były bezpieczne, tylko pełne lęku albo ambiwalencji. U innych źródłem mogą być różne traumy, których doświadczyli w dzieciństwie – nadużycia, przemoc, opuszczenie, zaniedbanie albo wszystko razem.

A co z seksualnością?
– To jest osobny temat – jak bardzo alkohol, czy w ogóle substancje, stanowią składową polskiego seksu.
W gabinecie często słyszę zarówno od kobiet, jak i mężczyzn, że wstydzą się odsłonić przed drugą osobą, pokazać ciało, odkryć w intymnej sytuacji „bez znieczulenia".

Tylko że niekoniecznie seks „pod wpływem" budzi zaufanie i bliskość. Czasem jest przeciwnie. Jeden z pacjentów opowiadał mi, że ma wątpliwości, czy podoba się partnerce, skoro ona za każdym razem, zanim zaczną się kochać, musi się napić.
Wiele osób nie przypomina sobie, kiedy ostatnio uprawiało seks na trzeźwo. Do psychoterapeutów trafia też coraz więcej pacjentów, którzy mają kłopot z chemseksem, czyli pod wpływem narkotyków.
Tylko seks wzmocniony substancją daje im satysfakcję.

Mówi się też, że „alkohol jest też dla ludzi".
Jeśli nie wpływa na pracę, relacje, samopoczucie, to jakie to ma znaczenie?
Znajomy powiedział, że codziennie z partnerką wypijają butelkę wina, lecz nigdy nie przekraczają tej granicy. Po tym winie i seks jest lepszy, i rozmowy ciekawsze, i łatwiej się odprężyć.
Jak to ujął: alkohol jest dla niego „smarem".
Myślę, że niejedna osoba by się pod tym podpisała.

Kłopot w tym, że istnieje duże niebezpieczeństwo, że w pewnym momencie alkohol stanie się konkurencją, na przykład dla relacji z drugim człowiekiem. Wyobraźmy sobie, że znajomy rozstaje się z obecną partnerką i wiąże z nową, która już nie chce z nim pić tego wina. Co wtedy? Może się okazać, że on już nie umie ani rozmawiać, ani się kochać bez alkoholu. Bez tego „smaru" dalej nie pojedzie.
Druga sprawa to zwykła biologia. Wypijając codziennie taką ilość alkoholu, kolega wkracza na prostą drogę do uzależnienia biologicznego. A przekroczenie granicy szkodliwego picia dzieje się jakby mimochodem.

Słyszałam o badaniach, które pokazują, że my, Polacy, generalnie sobie nie ufamy.
To widać na ulicy, przy załatwianiu różnych spraw, w ogólnej życzliwości. Rzadko sobie coś ułatwiamy czy sobie pomagamy. A w związku z tym żyjemy jakby w poczuciu permanentnego zagrożenia. I jeśli myśleć o tym tak, że alkohol daje jakiś rodzaj bezpieczeństwa czy schronienia, to nie dziwne, że tyle osób ma u nas kłopot z nadużywaniem.

Brakuje nam kultury troszczenia się o siebie. Ta troska cały czas utożsamiania jest raczej z egoizmem, wydziwianiem. A przecież dbanie o własne ciało, o jego potrzeby to fundament zdrowia psychicznego.
Naprawdę nie doceniamy tego, jak bardzo nasz stan emocjonalny powiązany jest ze stanem ciała. Odcięcie od niego, zablokowanie reakcji gromadzi w nim bardzo dużo napięcia. I tu, znów, z pomocą przychodzi alkohol oraz inne używki.

Gdzie upatrywałaby pani przyczyn tego słabego kontaktu z własnym ciałem i jego potrzebami?
Wydaje mi się, że nasze społeczeństwo było historycznie nastawione na przetrwanie, a wtedy trzeba się zmobilizować, a nie sobie dogadzać. Ciało ma być sprawną maszyną, nie czymś, co daje radość.
Czy nie jest tak, że my w ogóle żyjemy w odcięciu od własnego ciała?
– Wydaje mi się, że często przeżywamy je jako obce. Coś, co ma nam wyłącznie służyć, a nie być źródłem przyjemności czy obiektem troski.

W ogóle na poziomie osobistym, rodziny, społeczeństwa mamy dużo napięć wynikających z „nieprzepracowanej" przeszłości.
Wiele traum, na przykład wojennych, które były naszym udziałem – osobistym, rodzinnym, pokoleniowym, narodowym – znajduje się w sferze niedomówionej, niewyrażonej, nieprzepłakanej, nieuznanej. I kiedy się spotykamy…

…to te bagaże się spotykają.
– Właśnie. Z jednej strony alkohol pomaga się od tego zdystansować. W przeciwnym razie trzeba by się było skonfrontować z tym niewyrażonym smutkiem, lękiem, złością. A nie bardzo to potrafimy na trzeźwo, bo skąd?
Z drugiej strony picie uwalnia impulsy, które kształtują życie społeczne i relacje. Tak o to skutki traumy przechodzą na następne pokolenie.

Polska zdaje się przoduje w Europie w liczbie przepracowywanych godzin w tygodniu. Wiele osób podlega bardzo silnej presji, żeby pracować jeszcze więcej.
Najgorsze, że nie tylko pracodawcy wymuszają taki styl pracy. Wielu pracowników ma tę presję uwewnętrznioną. Sami od siebie dużo wymagają?

– A potem muszą odreagować. Osoby, które nie potrafią tego zrobić w zdrowy sposób, najczęściej sięgają po używki. Tak zwanych wysoko funkcjonujących osób uzależnionych, które piją dla „resetu", cały czas przybywa. W tej grupie, co potwierdzają najnowsze badania, jest też coraz więcej wykształconych kobiet czy tak zwanych kobiet sukcesu.

Co one zapijają?
– Swoją wrażliwość? Delikatną część siebie, której odsłonięcie na wysokim stanowisku jest ryzykowne? Mogą też alkoholem regulować poczucie winy, które wiąże się z zaniedbaniem rodziny, dzieci czy poczucie niewyrabiania się.
Z kolei matki prowadzące dom mogą zapijać brak docenienia, frustrację, osamotnienie.

Rewelacyjna, warta przeczytania w całości rozmowa Agnieszki Jucewicz z Bożeną Maciek-Haściło, psychoterapeutką, w Magazyn Wyborczej Wolna Sobota z dnia 17.09.2021. Gorąco polecam !

10 października przypada Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. Ludzie do 30. roku życia znacznie bardziej otwarcie mówią ...
10/10/2021

10 października przypada Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego.

Ludzie do 30. roku życia znacznie bardziej otwarcie mówią o swoich kryzysach zdrowia psychicznego, łatwiej też przychodzi im mówienie o swoich emocjach czy porażkach, bo one często są źródłem stresu.

Jednocześnie "ciągle mamy bardzo duży problem wśród osób powyżej 30. roku życia, wśród osób w wieku średnim i starszych". - Dlatego, że mimo wszystko nasza kultura nie pochwala przyznawania się do błędów. Żyjemy w pewnym kulcie sukcesów, kulcie zwycięstwa, w związku z tym wielu z nas z trudem przychodzi przyznanie się, że z czymś nie dajemy sobie rady - oceniła wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów Anna Bazydło, rezydentka na Oddziale Psychiatrii w Mazowieckiem Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie.

Zdrowie psychiczne jest dokładnie takim samym elementem naszego dobrostanu, jak nasze zdrowie fizyczne. - Nie negujemy nigdy objawów zawału, udaru czy choroby onkologicznej, a bardzo często bagatelizujemy objawy chorób psychicznych, takich jak depresja, schizofrenia czy choroba afektywna dwubiegunowa - mówiła. W jej ocenie "zrzucamy to na stres, napięcie". -

Nie poszukując pomocy, stwarzamy ryzyko, że objawy choroby będą się nasilać. Istnieje ryzyko, że osoba dotknięta chorobą stanie się zagrożeniem dla siebie.

10 października przypada Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego. W TVN24 wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów Anna Bazydło zwracała uwagę, że "wydaje się, że doszło w tym temacie do pewnego przełamania tabu, szczególnie wśród osób młodszych". Jednocześnie dodała, że "ciągle ...

Czego to ludzie czasem nie wymyślą, żeby tylko unikąć terapii odwykowej.  🤔😲😱Z brzucha pewnego Litwina chirurdzy usunęli...
04/10/2021

Czego to ludzie czasem nie wymyślą, żeby tylko unikąć terapii odwykowej. 🤔😲😱

Z brzucha pewnego Litwina chirurdzy usunęli kilogram gwoździ i śrubek. Mężczyzna zaczął połykać metalowe przedmioty po tym, jak rzucił picie alkoholu.
Litwin przez miesiąc po tym, jak przestał pić alkohol, połykał niewielkie metalowe przedmioty: gwoździe, śrubki, podkładki i nakrętki.
Niektóre z nich, usunięte podczas trwającego trzy godziny zabiegu operacyjnego w szpitalu w Kłajpedzie, miały nawet 10 cm długości.

Z brzucha pewnego Litwina chirurdzy usunęli kilogram gwoździ i śrubek. Mężczyzna zaczął połykać metalowe przedmioty po tym, jak rzucił picie alkoholu.

Dobre pytanie: A ile dzieci chciałoby mieć rodziców innych niż ma ? Badanie SWPS: 13 proc. P***ków żałuje, że ma dzieci....
25/07/2021

Dobre pytanie: A ile dzieci chciałoby mieć rodziców innych niż ma ?

Badanie SWPS: 13 proc. P***ków żałuje, że ma dzieci.
Jak się okazało, aż 13,6 proc. rodziców w wieku od 18 do 40 lat przyznało, że gdyby mogli znowu podjąć decyzję, to zdecydowaliby się na życie bez potomstwa.
Badanie wykazało, że decyzji o posiadaniu dziecka częściej żałowały osoby samotne. Takie zdanie wyraziło 27,3 proc. osób, które wychowują dziecko bez partnera.
Na rezygnację z posiadania dzieci zdecydowałoby się teraz także 21,4 proc. ankietowanych, którzy określili swoją sytuację materialną jako "złą".
"Odkryliśmy, że rodzice, którzy żałują posiadania dzieci, częściej mieli traumatyczne dzieciństwo naznaczone przemocą i odrzuceniem, mają wyższy poziom objawów depresyjnych i niepokoju, są wrażliwsi na ocenę i krytykę.”

No właśnie .....

Z badania przeprowadzonego przez SWPS wynika, że nawet 13 proc. polskich rodziców żałuje decyzji o posiadaniu dziecka. Częściej odpowiedź taką wskazywały osoby w trudnej sytuacji finansowej oraz rodzic, który samotnie wychowuje dziecko.

Czy z nami jest coś nie tak ? Wyczekane wakacje  w Polsce …..po raz kolejny wywieszono czerwone flagi zabraniające kąpie...
20/07/2021

Czy z nami jest coś nie tak ? Wyczekane wakacje w Polsce …
..po raz kolejny wywieszono czerwone flagi zabraniające kąpieli ze względu na sztormowe warunki, duże fale i niebezpieczne prądy wsteczne. W niedzielę w okolicach Mielna utonęły dwie osoby.

- Nieżywy człowiek leży na piasku, jeszcze nie zabrano ciała, obok płacze rodzina, a już kolejni plażowicze wchodzą poskakać na falach, jakby byli wodoodporni. Czasami rzucą ratownikowi, "ja dam radę" i idą do wody.
Wiele osób miało pretensje do ratowników o psucie wakacyjnego wypoczynku.

Nawet wobec śmierci człowieka refleksja nie trwa dłużej niż kwadrans. 50 metrów obok parawanu osłaniającego ciało, kolejni plażowicze szli poskakać po falach. Pytani, czy zdają sobie sprawę, że mogą się utopić, machają ręką, że "im się to nie przytrafi".

W Mielnie utonął mężczyzna, który postanowił schłodzić się przed wyjściem na obiad i powrotem do domu. Jednego dnia nad Bałtykiem utopiło się łącznie pięć osób.

Według statystyk policji w lipcu utonęło już 55 osób. Najbardziej tragiczna była niedziela 11 lipca, gdy utopiło się 9 osób. W czerwcu utonęło 70 osób.
W 2020 roku na terenie Polski odnotowano 483 wypadki utonięcia. W większości (prawie 90 proc.) ofiarami wypadków nad wodą są mężczyźni, najczęściej w wieku 31-50 lat. Co czwarty topielec przed wejściem do wody pił alkohol.

Nawet widok parawanu osłaniającego ciało topielca nie przekonywał plażowiczów z Mielna do powstrzymania się od kąpieli w Bałtyku. Ze względu na duże fale na większości plaż woj. zachodniopomorskiego wywieszono

Address

Southampton

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Polacy za granicą - łączmy się. posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share