22/05/2026
✨TYTUŁ DOKTORA HONORIS CAUSA Uniwersytetu Wrocławskiego nadano dziśjednemu z najwybitniejszych współczesnych pisarzy i intelektualistów ukraińskich Serhijowi Żadanowi ✨
📌 Jeśli interesuje Was treść przemówienia, jakie wygłosił, wklejamy je w dalejsze części posta.
📌Jeśli interesuje Was rozmowa, jaką Łukasz z naszego zespołu przeprowadził z pisarzem dla pisma Dziennik Literacki m.in. o pracy w batalionie "Chartia" i tomie prozy "Arabeski" --> tu jest link: "Wyrażać pretensje wobec najeźdźcy i oczekiwania wobec świata – to literaturze już nie wystarcza" -> https://tiny.pl/xyvm0c3wb
📌A jeśli interesuje Was pomoc pisarzowi w jego codziennej pracy na froncie, linki znajdziecie pod postem.
- -
Tekst przemówienia Serhija Żadana wygłoszonego 22 maja 2026 na Uniwersytecie Wrocławskim, podczas przyznawaniu mu tytułu doktora honoris causa:
"Możliwość szczęścia, zaprzeczenie śmierci"
"Kiedyś dawno, trzydzieści lat temu, ukończyłem Uniwersytet Pedagogiczny im. Hryhorija Skoworody. Latem 2022 roku w główny budynek uczelni uderzyła rosyjska rakieta. Spalony pomnik Skoworody leżał na dziedzińcu uniwersyteckim w samym sercu letniego Charkowa. W swoim czasie Skoworoda nauczał szczęścia, subtelnie i delikatnie radząc człowiekowi, by wsłuchiwał się w siebie, odnajdując w sobie wszystko, co niezbędne, by czuć się szczęśliwym. A teraz leżał na rozgrzanych kamieniach, wśród zniszczonych sal wykładowych, a ten smutny widok budził wiele pytań. Na przykład takich – czy naprawdę musimy komuś udowadniać nasze prawo do szczęścia? Czy nasza potrzeba szczęścia nie jest czymś nadmiernym i nieuzasadnionym w świecie, w którym możliwe są ostrzały rakietowe dzielnic mieszkaniowych? I dlaczego nasza wiedza, nasze doświadczenie, doświadczenie ludzkości, doświadczenie wielu pokoleń, nie są w stanie uchronić nas przed barbarzyństwem?
Trudno w to uwierzyć, ale w tym roku ukraińskie uczelnie wypuszczają już na rynek pracy absolwentów, których studia w całości przypadły na lata wojny na pełną skalę. Niektórzy z nich mieli okazję uczęszczać na zajęcia i słuchać wykładów przerywanych alarmami powietrznymi, inni (jak na przykład studenci uniwersytetów w Charkowie) uczyli się zdalnie. Niemniej jednak mamy pokolenie, które zdobyło wykształcenie w warunkach wojny. Co kryje się za tym określeniem – „w warunkach wojny”? Puste korytarze uniwersyteckie, wykładowcy, którzy chwycili za broń, godzina policyjna, ostrzeżenia o możliwym ostrzale. Ale najważniejsze – to złamany czas, przesunięta perspektywa, zakłócona przyszłość. Czas, który stracił swoją liniowość, niemożność uchwycenia się czegoś, ziemia wyrwana spod nóg. To nienaturalne i bolesne współistnienie dwóch rzeczywistości – rzeczywistości wojny i rzeczywistości normalnego, zwyczajnego życia – o czym ono świadczy? Być może o tym, że my, stając w obliczu okrucieństwa i niesprawiedliwości, nadal potrzebujemy podstawowych wartości, klasycznej filozofii, klasycznej sztuki. A może wręcz przeciwnie – o tym, że żadna klasyczna filozofia, żadna nauka ani sztuka nie są w stanie powstrzymać mordercy, nie są w stanie stłumić potrzeby zła, by potwierdzać się kosztem innych, czerpać siłę z cudzej tragedii, wypełniać sobą czyjąś przestrzeń, czyjeś życie, czyjąś przyszłość.
Moim zdaniem uniwersytet to idealne miejsce, gdzie można czerpać z przeszłości i rozmawiać o przyszłości, nie obawiając się, że zabrzmi to śmiesznie. Doświadczenie mądrości i dorobku, które mamy za sobą, stanowi solidną podstawę do postrzegania historii jako nieodłącznego dziedzictwa, z którego można czerpać wiedzę i koncepcje niezbędne dla każdego kolejnego pokolenia. Aule uniwersyteckie to właśnie perspektywa, pewność siebie, która pozwala ci budować plany życiowe, opierając się na doświadczeniu rzekomo mądrej ludzkości. Przychodząc tu po raz pierwszy, tak czy inaczej masz pewną wizję swojego życia. Edukacja, jak każda inna forma inwestycji – dotyczy przecież przyszłości, jej konieczności. Nierozsądne jest dążenie do zdobycia wiedzy o świecie i brak zamiaru pozostania w nim. Edukacja w ten czy inny sposób dotyczy naiwności i odwagi każdego kolejnego pokolenia, które pragnie zaufać przeszłości i nie odwracać wzroku od przyszłości. Tyle tylko, że przyszłość nie zawsze cieszy – czasami wręcz przeraża brakiem w niej odrobiny rozsądku i miłości. Czasami tę przyszłość trudno dostrzec wśród ruin domów. Czasami przyszłości nie widać w mroku teraźniejszości. Zwłaszcza gdy wybierasz swoją przyszłość w kraju, który desperacko próbuje się bronić i utrzymać swoją pozycję, w środku czasów wypełnionych taką ilością bólu i niesprawiedliwości, że sama idea przyszłości budzi sceptycyzm i nieufność.
Jak można przejść przez tak gęstą, gęstą ciemność, nie gubiąc przy tym siebie? Jak można żyć z pamięcią wypełnioną taką ilością mroku? Ogólnie rzecz biorąc – na ile poważne są nasze próby budowania przejrzystej perspektywy czasowej, stojąc pośród naszych spalonych uniwersytetów?
Czasami wydaje się, że ludzkość dość łatwo straciła poczucie historii, że doszło do pewnego zakłócenia w czasie i wciąż tkwimy gdzieś na mrocznych schodach XX wieku, na próżno próbując się z nich wydostać. Iluzja, że wszystkim nam wystarczyło rozumu i sumienia, by zakończyć XX wiek wraz z jego ludobójstwami i masakrami, zrobiła Europie zły żart. Okazało się, że z przeszłości wynosimy nie tylko rodzinną spuściznę wiedzy i wniosków, ale także samobójczy ciężar kompleksów i fobii. Zło, jak się okazało, nie należy do bagażu, który można zostawić w przeszłości. Tak czy inaczej zabieramy je ze sobą. Możemy je potępiać, możemy je badać, możemy rozumieć jego prostą naturę – jednak nie możemy ostatecznie się od niego odciąć, nie możemy dogadać się z naszymi szalonymi sąsiadami co do niedopuszczalności spalonych ulic i zburzonych domów. Zło dość łatwo się kamufluje i nabiera znaczenia w coraz to nowych okolicznościach. Łatwo je odtworzyć poprzez brak i zniekształcenie informacji, poprzez propagandę, poprzez populizm. Nietrudno je napędzić rewanżizmem i szowinizmem, krótkowzrocznością i społeczną nieodpowiedzialnością. Co więcej – pozostawiając zło bezkarne, jesteśmy skazani na ponowne zmierzenie się z nim. Imperium radzieckie, jeden z największych potworów XX wieku, w swoich obecnych granicach geograficznych i obecnym stanie psychiczno-emocjonalnym, jest jaskrawym i krwawym przykładem tego, jak bezkarność zła, przemilczenie zbrodni i nieuznanie winy prowadzą do tego, że społeczeństwo łatwo ulega nowej fali niesprawiedliwości, nowym morderstwom, nowym zmierzchom historii. Filozofia w tym przypadku nie pomaga. A co pomaga? Broń tych, którzy się bronią. A także gotowość do długiego, nieznośnie długiego, na granicy możliwości, trzymania się potrzeby sprawiedliwości, wierząc w skończoność zła i nieuchronność kary dla przestępców.
XXI wiek, który tutaj, w tej części kontynentu, mógł w minionych dziesięcioleciach stworzyć iluzję względnego spokoju, okazał się pułapką, odroczoną kontynuacją tej ciemności, która ogarnęła europejskie miasta jakieś sto lat temu. W rzeczywistości ta ciemność nigdzie nie zniknęła, tylko czekała, by przybrać swoje naturalne formy. Ale czy naprawdę Europa nie miała szans dostrzec w Rosji ostatnich dziesięcioleci potwora przygotowującego się do kolejnego skoku? Przegapiwszy Czeczenię i Gruzję, bezczelnie długo targując się z reżimem, który nawet nie ukrywał swoich rewanżystowskich ambicji, na kogo miałaby teraz narzekać Europa, nagle odkrywając obok siebie zagrożenie nową wojną kontynentalną? Wkraczając w nowe stulecie, pozostawiliśmy otwarte drzwi dla demonów przeszłości. Jak w przyszłości należy studiować historię i filozofię, aby skutecznie zabezpieczyć się przed powrotem tych demonów?
Uniwersytet – miejsce, w którym warto rozmawiać o mądrości i złożoności człowieka, o tym, że wszyscy mamy świadomość tego, czego pragniemy i do czego dążymy, innymi słowy – o tym, że mamy strategię. I to nie strategię przetrwania, ale strategię życia. Czy ludzkość ma strategię? Co w ogóle ludzkość powinna myśleć, czytając wiadomości o możliwości wybuchu trzeciej wojny światowej? Czy powinna czuć się przerażona, czy przynajmniej zaskoczona? I czemu w ogóle miałaby się dziwić? Przypuszczam, że najbardziej nieoczekiwaną (i właśnie dlatego tak bolesną) w warunkach wojny okazuje się kruchość tego, co uważamy za podstawowe i nienaruszalne – kruchość sprawiedliwości, wrażliwość legalności, iluzoryczność bezpieczeństwa. Najbardziej bezbronne są bowiem rzeczy, których waga zazwyczaj nie jest oczywista. Na przykład kultura. Albo edukacja. Nie są one uważane za priorytetowe, rezygnuje się z nich w pierwszej kolejności, a ich brak przez długi czas może pozostawać niezauważony. Ich brak, w końcu, wiele wyjaśnia.
W ubiegłym stuleciu nasze terytoria były areną dwóch wojen światowych. Dzisiaj Europa ma ten luksus, że nie musi bezpośrednio zmagać się z tym złem. Dziś Ukraińcy pozostają między armią rosyjską a granicami zjednoczonej Europy, przypominając nam swoim codziennym oporem, gdzie tak naprawdę leżą granice Europy. Myślę, że nikt nie jest gotowy, by pewnego ranka obudzić się i zobaczyć za oknem śmierć. Ale czasami trzeba dokonać wyboru i bronić tego, bez czego życie traci sens, bronić swojego prawa do przyszłości. W tym nowym stuleciu my, Ukraińcy, znów jesteśmy społeczeństwem, którego pokolenie dorasta w czasie wojny. Z dziećmi, których postrzeganie świata kształtuje się w czasie alarmów powietrznych i zaciemnień. W rzeczywistości jest to wojna, która zapisuje się w pamięci i przenosi się w przyszłość. Będziemy musieli z tym żyć. Będziemy musieli sobie z tym radzić. Jesteśmy zmuszeni do obrony, broniąc naszego prawa do istnienia. A potem będziemy zmuszeni odzyskać nasze prawo do radości i szczęścia. Skoworoda, o którym tu wspomnieliśmy, mówił, że źródłem nieszczęścia jest nasza bezradność. Obecnie trudno nam zarzucić bezradność. Wydaje mi się, że Ukraina dość przekonująco przypomina dziś, jak wiele w naszym dość cynicznym i okrutnym świecie znaczą takie rzeczy jak uczciwość i odpowiedzialność.
Wydaje się też, że Ukraińcy, którzy obecnie odpierają ataki wroga, próbując przetrwać i ocalić się, bronią tego, co możemy nazwać naszą wspólną przestrzenią, wraz z jej wspólnymi ideami, wiedzą i historią. Dzisiaj w dużej mierze bronimy nie tylko naszych uniwersytetów, ale także uniwersytetów starej Europy, która nie zawsze znajduje w sobie odwagę, by potępić zło. To jednak temat na inną rozmowę. Chciałem tylko jeszcze raz przypomnieć, że ten codzienny opór, jaki stawiają Ukraińcy, to nie tylko ból i rozpacz. To również siła tych, którzy mają prawo do szczęścia. I którzy nie zamierzają z tego prawa rezygnować. "
- -
Zdjęcie z uroczystości: Paweł Piotrowski/UWr