09/04/2026
Prawicowcy opowiadają sobie bajki, czyli o mitycznej funkcji detranzycji.
Detranzycja jest tematem, który na ustach lekarzy, aktywistów i dziennikarzy pojawia się o wiele częściej, niż wskazywałaby na to statystyczna częstotliwość tego zjawiska. Dlaczego? Nieważne, ile razy nie powoływalibyśmy się na badania dotyczące odsetka osób żałujących tranzycji z powodu porzucenia transpłciowej tożsamości, temat ciągle powraca i wisi nad opieką afirmującą płeć, nad każdym wymogiem diagnostycznym czy jego brakiem.
Choć o detranzycji mówi się i myśli wiele, to o potrzebach osób detrans już dużo mniej. Na slajdach staramy się wyjaśnić ten paradoks od nowej strony i pokazać zarówno krzywdzący charakter transfobicznej narracji o osobach żałujących tranzycji, jak i potencjał wspólnej i solidarnej walki między różnymi grupami osób nienormatywnych płciowo.
。o°✥✤✣ ✣✤✥°o。
Transfobiczni działacze często utrzymują, że lekarze tworzący wytyczne dotyczące opieki dla osób trans zbyt mało uwagi poświęcają detranzycji. W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie – figura detranzycjonera jest centralnym punktem całej opieki afirmującej płeć od początków jej istnienia.
Rozbudowane listy kryteriów mających odróżniać prawdziwe osoby trans od tych, które na pewno będą tranzycji żałować, były wszechobecne w pismach i oficjalnych dokumentach opracowywanych przez prekursorów opieki afirmującej płeć – u Harry’ego Benjamina, w pierwszym wydaniu Standardów Opieki, czy w dokumentach amerykańskich i brytyjskich gender clinics.
Dla transfobicznego środowiska lekarskiego tranzycja w najlepszym wypadku stanowiła iluzję mającą dać spokój ducha pomylonej jednostce, a w najgorszym – pseudonaukowe okaleczenie łamiące podstawowe zasady medycyny. Tranzycja była złem koniecznym, ale i ostatecznym, akcpetowalnym tylko wtedy, gdy wszystkie inne metody zawiodły. Zastosowanie tak kontrowersyjnego środka wobec osoby, która nie okazała się potem „prawdziwą osobą trans”, traktowano więc jako zło niewyobrażalne, bo oznaczające, że ktoś, kto mógł przeżyć swoje lata z właściwym, naturalnym i cispłciowym ciałem został naznaczony okaleczeniem tranzycji.
Stąd wytyczne gender clinics jako swój pierwszorzędny cel od początku obierały absolutne minimalizowanie ryzyka detranzycji, nawet jeśli pociągało to za sobą konieczność dyskwalifikowania ogromnej liczby zgłaszającej się osób trans – w Case Western Gender Identity Clinic, najbardziej rygorystycznej amerykańskiej klinice, w latach 70. I 80. odsetek osób dopuszczanych do operacji miał wynosić tylko 10% [1]. Widmo dentranzycji nigdy nie opuszczało myśli i uwagi diagnostów, mimo że w praktyce żal wynikający z porzucenia transpłciowej tożsamości miał miejsce niezwykle rzadko. Figura detranzycjonera była fantomowa.
。o°✥✤✣ ✣✤✥°o。
Ale obsesja na punkcie detranzycji nie jest tylko domeną lekarzy – odbija się echem w całym społeczeństwie. Osoby trans zamęczają się przed decyzją o tranzycji „ale czy na pewno nie będę żałować?”, o to samo pytają znajomi, przyjaciele, bliscy, rodzice. Mimo że „tysiące zrujnowanych żyć” zawsze okazują się tą samą grupką transfobicznych aktywistów po detranzycji, to media raz po raz nawołują do poświęcenia jeszcze więcej uwagi żalowi spowodowanemu tranzycją. Zawsze jest jej zbyt mało, tak że w pewnym momencie nie da się już powiedzieć słowa o tranzycji bez podkreślenia, jak bardzo można jej żałować.
Fascynacja tematem żalu po tranzycji przypomina inne utarte motywy – według niektórych każda feministka musi skończyć na starość samotna, zgorzkniała i ze stadkiem kotów. Osoba bezdzietna zatęskni za podaniem jej szklanki na starość, osoba po aborcji dozna syndromu poaborcyjnego, a gej czy lesbijka nigdy nie zaznają szczęśliwego związku. Jak w innych obszarach prawicowej propagandy, tak i przy detranzycji w rzeczywistości chodzi o pewną opowieść o świecie, pewien mit, który można streścić słowami „ci, którzy łamią konserwatywne zasady, będą tego żałować”.
Mit o detranzycji leży w samym sercu opieki afirmującej płeć i przesłania fakty, statystyki, a nawet same osoby detrans. W prawicowej narracji naznaczenie detranzycją jest krzywdą szczególnie skandaliczną – osoba detrans jest tu najczęściej kobietą, której odebrano piękno czy płodność, pozbawiono piersi, którą zmaskulinizowano. Ciało kobiety po detranzycji jest zawsze przedstawiane jako okaleczone – osoby żałujące podjętych decyzji nie mogą w tej narracji po prostu przejść przez proces leczenia i godzenia się z utratą, muszą zostać umieszczone w pułapce permanentnej i nieodwracalnej traumy, w innym wypadku prawicowa nagonka utraci swój impet.
。o°✥✤✣ ✣✤✥°o。
Z tego wynika podnoszony przez wiele osób detrans temat braku odpowiedniego wsparcia medycznego ze strony lekarzy, którzy zbyt mocno siedzą z głowami w alarmistycznych narracjach, by zauważyć realia. Nasze uzależnienie od widzimisię specjalistów uzależniających oferowane wsparcie medyczne oceny moralnej pacjenta jest problemem, który łączy zarówno osoby transpłciowe, jak i osoby detrans: jest to pole wspólnego działania uznającego nasze zróżnicowane potrzeby medyczne.
Kobiety po detranzycji mogą potrzebować terapii głosu, operacji zwiększenia piersi, terapii hormonalnej czy permanentnej depilacji. Mężczyźni po detranzycji mogą wymagać mastektomii i zabiegów zagęszczania włosów. W przypadku osób po operacjach genitaliów możliwe są procedury odwracające, często oparte na analogicznych technikach co w przypadku osób transpłciowych. Nasze potrzeby są wspólne, a formy stygmatyzacji, których doświadczamy, mają wspólne źródło – postrzeganie nienormatywnych ciał jako wybrakowanych, uszkodzonych, bezwartościowych, nieatrakcyjnych.
Obsesja wokół zapobiegania detranzycjom szkodzi zarówno osobom transpłciowym, utrudniając eksplorowanie własnej płci i zatrzymując wiele z nas w wiecznych lękach, jak i osobom po detranzycji, sprowadzając ich życia do katastrofalnej porażki, tego jednego scenariusza, w którym nikt nie chciałby się znaleźć. Porzućmy mit detranzycji i stwórzmy nową narrację o świecie, w którym wszyscy jesteśmy wspierani w odkrywaniu swojej tożsamości płciowej, niezależnie od liczby potrzebnych do tego zmian, etapów i punktów pośrednich; w którym wszyscy możemy kształtować nasze cechy płciowe zgodnie z naszą wolą, a każde nienormatywne ciało jest szanowane i cenione.
。o°✥✤✣ ✣✤✥°o。
Osoby zainteresowane tematem zapraszamy również do lektury związanych z nim tekstów na naszej stronie:
- artykułu „Teraz myślisz, że jesteś trans, a potem ci się odwidzi. Detranzycja i żal pooperacyjny”;
- wywiadu z Eli Kappo, osobą po detranzycji, „Detranzycja: nie wybrałabym żadnej innej drogi”.
Ponadto zachęcamy do zapoznania się z esejem „Detransition is a Mythology” autorstwa Jules Gil-Peterson, którym inspirowałyśmy się przy pisaniu tego posta.