01/06/2026
Dobra wiadomość pod ten dzień dziecka - właśnie skończyłam terapię! Trzecią 🤡.
Niby płaciłam już podatek za biegnące lata w postaci siwych włosów, a (nieświadomie) wciąż zbyt często kierowałam się przekonaniami z okresu warkocza do pasa, czerwonych lakierków i jeszcze czerwieńszych pasków na świadectwach.
Dorosła (i to dawna, hehe) baba wciąż nosiła na nosie za małe okulary z filtrem "próbuj-być-coraz-lepsza"
Przez wiele lat przynosiło mi to wiele dobrego. Ale prawie przeoczyłam moment, w którym JUŻ JEST DOBRZE. Że to czas doceniania, a nie dopieprzania sobie jeszcze więcej.
Nawet kumulacja pt.: małe dziecko, prowadzenie firmy bez macierzyńskiego, budowa bez architekta wnetrz i na odległość i poważna choroba taty... Nie były dla mnie okolicznościami łagodzącymi 🤦🏼♀️.
"Być wystarczająco dobra" to ja umiem chyba tylko w diecie. Cały czas niby próbowałam zwolnić, a później znowu się rozpędzałam i nie wyrabiałam na zakrętach. Może dlatego nie lubię rollercoasterów, bo mam je codziennie w swojej głowie?
Doszłam do ściany z napisem "nie no 🐔 tak się nie da żyć".
A jak przyznałam się przed sobą, że mogę ją tym zarazić, to wróciłam na terapię. Nie wiem czy to kwestia nurtu, czy mojej gotowości, ale wygadałam się przed sobą z tematów, które nie wyszły na żadnej z poprzednich (choć tamte trwały dużo dłużej). Postanowiłam też porządnie leczyć ADHD., które ponoć mogło być bezpośrednia przyczyną epizodow depr.
Piszę ten post, bo może czyta to ktoś, kto też czuje się potłuczony, choć z zewnątrz wszystko zdaje się najsuper. Jeśli to Ty, to weź no przyklej swojemunwewnętrznemu dziecku jakiś plasterek z Simbą czy inną pszczółka Mają.
Bardzo się bałam (i wciąż się trochę cykam), że skoro po terapiach dalej miewam takie kiełbie we łbiee, to może nie ma dla mnie nadziei. Moze będę się tak kręcić w kółko do usranej śmierci. Neverending story. Rozwój srozwój. Glupie terapie dla glupiego zdrowia psychicznego. I tak wszyscy umrzemy.
.. Ale skoro tak, to może tym bardziej wypadałoby się najpierw nażyć?