15/05/2026
‼️LEX SZARLATAN: CZYLI JAK PAŃSTWO ZACZYNA DECYDOWAĆ, O CZYM WOLNO MÓWIĆ NA TEMAT ZDROWIA‼️ Pod hasłem walki z pseudomedycyną rząd szykuje nowelizację przepisów, które mogą uderzyć nie tylko w oszustów, ale również w tysiące osób zajmujących się naturopatią, ziołolecznictwem, terapią żywieniową, edukacją zdrowotną i medycyną komplementarną.
Projekt tzw. lex szarlatan daje ogromne uprawnienia Rzecznikowi Praw Pacjenta – możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń, nakazów zaprzestania działań, a także kar finansowych sięgających nawet 1 miliona złotych. Oficjalnie chodzi o bezpieczeństwo pacjentów. Ale wielu ekspertów i osoby ze środowisk branżowych zadają dziś jedno pytanie: kto będzie decydował, co jest jeszcze edukacją zdrowotną, a co już pseudomedycyną?
W praktyce zagrożone mogą być:
– treści o ziołach i suplementacji,
– materiały o diecie i stylu życia,
– kursy naturopatyczne,
– publikacje o medycynie tradycyjnej,
– wywiady z terapeutami komplementarnymi,
– filmy, podcasty i posty o naturalnym wspieraniu organizmu.
Bo projekt obejmuje również publiczne „promowanie” metod przypisujących sobie wpływ na zdrowie.
I tutaj zaczyna się problem.
W Polsce zawód naturopaty istnieje oficjalnie w klasyfikacji zawodów państwowych. Od 2025 roku istnieje również osobna działalność gospodarcza dla medycyny tradycyjnej, uzupełniającej i alternatywnej obejmująca m.in. naturopatię, ajurwedę, aromaterapię, terapię Bacha, osteopatię czy ziołolecznictwo.
Państwo przez lata pozwalało tym ludziom legalnie działać, prowadzić firmy, szkolić się i płacić podatki. Dziś ci sami ludzie słyszą, że mogą zostać wrzuceni do jednego worka z „szarlatanami”.
Ilu ludzi może stracić pracę?
Tego nikt nie podaje.
Ile stron internetowych, filmów, kursów, publikacji czy postów może zniknąć z obawy przed karami?
Tego również nikt dziś uczciwie nie policzył.
Ale jedno jest pewne: efekt strachu już działa.
Twórcy treści zaczynają zastanawiać się, czy wolno im jeszcze mówić o ziołach, suplementach, profilaktyce, naturalnym wspieraniu organizmu czy tradycyjnych metodach zdrowotnych – nawet wtedy, gdy nie odradzają leczenia i działają odpowiedzialnie.
Nikt rozsądny nie broni oszustów żerujących na chorych ludziach.
Ale problem zaczyna się wtedy, gdy pod walkę z patologią podciąga się całe środowiska i ogranicza obywatelowi dostęp do różnych perspektyw oraz możliwość samodzielnego wyboru.
Bo zdrowie to nie tylko recepta i system.
To także wiedza, doświadczenie, profilaktyka, dieta, styl życia i prawo człowieka do szukania informacji poza jednym, jedynie słusznym nurtem.
Historia wielokrotnie pokazywała, że gdy państwo zaczyna decydować, jakie poglądy zdrowotne są dopuszczalne, kończy się to bardzo niebezpiecznie.
Dziś pytanie brzmi:
czy naprawdę walczymy z „szarlatanami”, czy raczej z wolnością wyboru?
Wyboru… A co wtedy, gdy medycyna akademicka nie ma już nic do zaproponowania? Można opuścić ręce? Czy o to chodzi?