02/04/2026
"Ask your body " cały czas aktualne :) Do poczytania :)
Obserwuję trend dotyczący popularyzacji treningu siłowego i mam... mieszane odczucia.
To prawda, trening siłowy obniża ryzyko wielu chorób cywilizacyjnych - warto o tym wiedzieć i to promować!
Przeszkadza mi jednak promowanie go jako jedynej słusznej, niemalże uniwersalnej recepty na zdrowie.
Takie podejście bywa redukcjonistyczne: sprowadza indywidualne potrzeby osoby i unikalne cechy każdego z nas do uśrednionych parametrów fizycznych. A przecież zdrowie to pojęcie znacznie szersze - to dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny.
Mam wrażenie, że takie podejście za bardzo „mechanizuje” organizm. Sprowadza naturalną różnorodność ruchu do powtarzalnych schematów i konkretnych ćwiczeń, gdzie liczy się głównie progresja i liczby. Bo bez progresji "nie ma sensu"! Tak? 🤔
Owszem, wiele osób faktycznie ma w codziennym życiu za mało obciążeń i praca nad siłą będzie dla nich bardzo wartościowa. Ale równie wiele osób cierpi na brak różnorodności ruchu. I może zamiast kolejnego schematu, potrzebują po prostu „suplementacji” ruchu, którego w ich codzienności brakuje?
A to właśnie różnorodność ruchu wydaje się być najważniejsza dla długowieczności, co potwierdza coraz więcej badań (Han i in., 2026) 🙂
Trening siłowy jest świetny, ale inne formy ruchu - taniec, joga, tai chi, fitness, spacery czy gry zespołowe... - są wg mnie równie wartościowe! Tylko pod innym kątem.
Co więcej, dla kogoś przemęczonego, przebodźcowanego, zestresowanego... to właśnie te „lżejsze” formy mogą być łatwiejszym, a przez to skuteczniejszym pierwszym krokiem do zmiany trybu życia na bardziej aktywny.
Bo bez pierwszego kroku - kolejnych nie będzie!
Jakie jest Wasze zdanie? Czy tylko mi przeszkadza takie zerojedynkowe promowanie treningu siłowego? A może algorytmy podrzucają mi głównie takie treści i to moje postrzeganie jest przez to nieco „skrzywione”?