Dr Jerzy Lewko

Dr Jerzy Lewko dr n. med. Jerzy Lewko — specjalista rehabilitacji medycznej i medycyny rodzinnej. Medycyna, która przywraca harmonię.

Szukam przyczyn: insulinooporność, miażdżyca, zdrowie metaboliczne. Łączę rzetelną wiedzę z naturą. 🌿 drjerzylewko.pl

27/08/2026

Olej lniany może tracić swoje właściwości szybciej, niż się wydaje. Data na etykiecie to nie wszystko — równie ważne są światło, ciepło i sposób przechowywania po otwarciu.

W tej rolce pokazuję prosty sposób, który pomaga lepiej zabezpieczyć olej lniany przed utlenianiem. Zobacz, dlaczego mały szklany słoik i zamrażalnik mogą mieć znaczenie w codziennym użyciu.

Jeśli przyjmujesz leki przeciwkrzepliwe, ilość omega-3 warto ustalić z lekarzem prowadzącym.

Zapisz tę rolkę na później i udostępnij ją osobie, która używa oleju lnianego.

Kolacja o 19:00 czy o 21:00.. ten sam talerz, dwie różne odpowiedzi organizmuo 21:30 zjadłaś dokładnie to samo, co koleż...
18/08/2026

Kolacja o 19:00 czy o 21:00.. ten sam talerz, dwie różne odpowiedzi organizmu

o 21:30 zjadłaś dokładnie to samo, co koleżanka o 18:30. te same makarony, ta sama porcja, ta sama liczba kalorii, a twoja glukoza w nocy zachowała się zupełnie inaczej niż jej.

bo w postach przerywanych nie chodzi o to, czy wytrzymasz szesnaście godzin. chodzi o to, co dzieje się wieczorem, kiedy spotykają się węglowodany, melatonina i kanapa

„dlaczego wieczór jest inny niż poranek"

melatonina to nie tylko hormon snu. to sygnał, który mówi całemu ciału: nadchodzi biologiczna noc. i ten sygnał dociera też do trzustki

w badaniu na 845 dorosłych bez cukrzycy zrobiono ten sam test z glukozą dwa razy: cztery godziny przed snem i godzinę przed snem. przy późnym teście melatonina była 3,5 raza wyższa, wydzielanie insuliny o 6,7 procent niższe, a glukoza we krwi o 8,3 procent wyższa

melatonina jest jak nocny portier, który gasi światła w spiżarni. insulina nadal stoi pod drzwiami z kluczem, ale zamek chodzi wolniej

ale teraz część, o której nikt nie mówi

„samo przesunięcie zegara nie wystarczy"

31 kobiet z nadwagą jadło przez dwa tygodnie między 8:00 a 16:00, a potem między 13:00 a 21:00 — przy takiej samej liczbie kalorii. wrażliwość na insulinę, glikemia w ciągu doby, lipidogram, markery zapalne: bez istotnej różnicy
samo przestawienie godzin nie jest więc terapią. natomiast w subtelniejszej analizie tłuszczów krwi po wczesnym oknie zmieniło się ponad sto rodzajów lipidów, w tym spadły ceramidy — bioaktywne tłuszcze, które osłabiają odbiór sygnału insuliny w komórce
to nie jest badanie do zamówienia w laboratorium. to wskazówka, że coś zmienia się w tle, zanim glukoza na czczo drgnie

„i mój ulubiony trik: podziel kolację, nie odwołuj wieczoru"

pracujesz do 20:00 i wcześniej nie zjesz. rozumiem. dlatego to najbardziej praktyczna rzecz w całym tym poście

w badaniu na młodych zdrowych kobietach porównano trzy warianty: pełna kolacja o 18:00, pełna o 21:00 i kolacja podzielona — warzywa i ryż o 18:00, warzywa z drugim daniem o 21:00. ilość jedzenia identyczna

nocna glikemia od 23:00 do 8:00: przy pełnej kolacji o 21:00 wynik 271 jednostek, przy kolacji o 18:00 — 111, a przy podzielonej tylko 80
czyli podzielona późna kolacja wypadła lepiej niż wczesna zjedzona w całości.

część węglowodanową i warzywa przenieś na wcześniejszą godzinę, a wieczorem zostaw lżejszą część białkowo-warzywną

„dwa do pięciu minut ruchu, ale mądrze"

nie chodzi o jeden magiczny dwuminutowy spacer. najlepiej udokumentowane jest przerywanie długiego siedzenia: krótka aktywność co 20-30 minut, po co najmniej dwie minuty, obniża poposiłkową glukozę i insulinę
po większym posiłku wystarczy przejść się po mieszkaniu, wejść po schodach, wynieść śmieci. mięśnie w ruchu pobierają glukozę także drogą niezależną od insuliny
to nie „spala" kolacji i nie zastępuje leczenia. to daje ciału trzecie wyjście, kiedy insulina ma pod górkę

„czy okno 7:00-15:00 jest lepsze?"

w 14-tygodniowym badaniu 90 osób z otyłością, przy ograniczeniu kalorii w obu grupach, wczesne okno dało dodatkowe 2,3 kg mniej i ciśnienie rozkurczowe niższe o 4 mm Hg
ale w innym badaniu wczesne okno dziesięciogodzinne dało średnio 6,2 kg, a sam deficyt kaloryczny 5,1 kg — i ta różnica nie była istotna statystycznie

więc post przerywany nie wygrywa dlatego, że nazywa się 16/8. wygrywa wtedy, gdy porządkuje dzień i ogranicza wieczorne dojadanie

„plan na dwa tygodnie, nie na całe życie"

trzy pierwsze dni tylko zapisuj: godzinę pierwszej i ostatniej kalorii, głód po kolacji, jakość snu i energię następnego ranka
potem jedna zmiana na dwa tygodnie: stała pora ostatniego posiłku i 2-3 godziny bez kalorii przed snem. jeśli późna kolacja jest nieunikniona — podziel ją. po głównych posiłkach dorzuć kilka minut marszu

i pułapka: nie „oszczędzaj" kalorii na wieczór, żeby potem nadrobić je jednym ogromnym posiłkiem. to najgorsza wersja postu przerywanego
efekt oceniaj nie tylko wagą. patrz na sen, wieczorny głód, energię rano i obwód pasa

„dla kogo to nie jest"

samodzielnie postu nie zaczynają: kobiety w ciąży i karmiące, dzieci i młodzież, osoby z niedowagą, niedożywieniem lub zaburzeniami odżywiania
konsultacji wymagają osoby leczone insuliną, pochodnymi sulfonylomocznika lub flozynami, z chorobą nerek i po operacji bariatrycznej. jeżeli okno pogarsza sen albo wywołuje kompulsywne jedzenie, to nie jest narzędzie dla ciebie

Materiał ma charakter edukacyjny, nie zastępuje konsultacji lekarskiej ani indywidualnego leczenia. Decyzje o badaniach, lekach i suplementach podejmuj wspólnie z lekarzem prowadzącym.
Post przerywany to nie test charakteru - to sposób ułożenia doby tak, żeby kalorie, sen, ruch i zegar biologiczny ciągnęły w tę samą stronę

i czasem najbardziej niedocenianą interwencją nie jest kolejna godzina postu, tylko kolacja pół godziny wcześniej i pięć minut spaceru po niej

Dr Jerzy Lewko

Cytrus z Kalabrii który myśli że jest statyną.. czyli bergamotka i twój lipidogramJest taki owoc, który rośnie praktyczn...
15/08/2026

Cytrus z Kalabrii który myśli że jest statyną.. czyli bergamotka i twój lipidogram

Jest taki owoc, który rośnie praktycznie tylko na wąskim pasku wybrzeża Kalabrii. Brzydki, gorzki, nikt go nie je na surowo. A w środku ma coś, czego nie ma żadna inna roślina na świecie – dwie cząsteczki o nazwach brutieridyna i melitydyna.

I tu robi się ciekawie.. bo te dwie cząsteczki mają w swojej budowie fragment 3-hydroksy-3-metyloglutarylowy. Czyli dokładnie ten sam motyw chemiczny, który siedzi w statynach. Natura zrobiła sobie własną wersję leku, tylko nikt jej nie opatentował.

Co pokazują liczby

Włosi wzięli 80 osób z cholesterolem LDL w przedziale 160–190 mg/dl, takich klasycznych „granicznych" pacjentów, którzy jeszcze nie biorą statyny ale lekarz już marszczy czoło. Dali im standaryzowany ekstrakt z bergamotki i obserwowali przez pół roku.

Cholesterol całkowity spadł z 257 na 223 mg/dl. LDL ze 176 na 144. Trójglicerydy ze 162 na 136. HDL poszedł w górę z 48 na 52. To jest w przybliżeniu minus 20 procent na LDL – poziom, którego nie osiągniesz samą dietą u większości ludzi.

Ale najciekawsze jest to, czego w standardowym lipidogramie w ogóle nie widać..

Rzecz o której mało kto mówi

LDL to nie jest jedna substancja. To rodzina cząsteczek o różnej wielkości. Te duże i puszyste (LDL‑1) są względnie niegroźne – odbijają się od ściany naczynia jak piłka plażowa. Te małe i gęste (LDL‑3, 4, 5) wciskają się w śródbłonek jak śrut, utleniają się i to one budują blaszkę miażdżycową.

I w tym badaniu małe gęste LDL‑3 spadły o 38 procent, LDL‑4 o 53 procent, a najgorsze LDL‑5 o 67 procent. Jednocześnie te dobre, duże LDL‑1 wzrosły o 20 procent. Czyli LDL nie tylko spadł ilościowo – zmienił jakość. Z żwiru zrobiła się wata.

Do tego zmierzyli grubość ścianki tętnicy szyjnej. Z 1,2 mm zeszła na 0,9 mm w pół roku. I tu od razu duży znak zapytania – bo to badanie nie miało grupy placebo. O tym za chwilę uczciwie.

Drugie badanie, to mocniejsze

Bo było randomizowane, z placebo, na 64 osobach z nadwagą. Użyto fitosomu bergamotki, czyli formy z lecytyną, która lepiej się wchłania. Dwie tabletki po 500 mg dziennie przez 12 tygodni.

Tu wobec placebo istotnie spadł cholesterol całkowity, LDL, apolipoproteina B, poprawiły się wskaźniki apoB/apoA1, LDL/HDL i TC/HDL. Spadły też AST i ALT oraz trzewna tkanka tłuszczowa – ta zła, otaczająca narządy.

I teraz uczciwie: w tym badaniu trójglicerydy, glukoza, insulina i HOMA‑IR NIE zmieniły się istotnie. Więc jak ktoś wam sprzedaje bergamotkę na cukier i trójglicerydy – ostrożnie. Mocne dowody są na LDL i apoB.

Jaka forma i jaka dawka

To jest sedno, bo tu ludzie najczęściej robią błąd.

Olejek eteryczny z bergamotki nie działa na cholesterol. Kropka. To jest produkt zapachowy, zawiera furokumaryny i uczula na słońce. Nie o to chodzi.

Działa doustny, standaryzowany wyciąg z soku i albedo. Trzy przebadane schematy: ekstrakt standaryzowany na 150 mg flawonoidów dziennie (typ Bergavit), frakcja polifenolowa w dawce 500–1000 mg dziennie, dzielona przed posiłkami – i tu 1000 mg działa mocniej niż 500, albo fitosom 2 × 500 mg.

Efekt widać już po 30 dniach i mocno narasta w pierwszym miesiącu, potem się wypłaszcza. Więc kontrolny lipidogram po 6–8 tygodniach ma sens. Wcześniej – szkoda krwi.

Co warto oznaczyć

Nie sam cholesterol całkowity, bo to najmniej mówiący parametr. Poproście o apolipoproteinę B – to jest realny licznik cząstek aterogennych. Do tego stosunek apoB/apoA1, LDL/HDL i jeśli laboratorium ma – frakcje małych gęstych LDL - ale o to u nas bardzo trudno. Wtedy zobaczycie prawdziwy obraz, a nie cień.

Zastrzeżenie, które muszę postawić

I robię to świadomie, bo szanuję Waszą inteligencję.

To nie są wielkie badania z twardymi punktami końcowymi. Nikt nie sprawdził, czy bergamotka zmniejsza liczbę zawałów. Badania są małe, część bez placebo, część współfinansowana przez producentów ekstraktów, większość z jednego regionu Włoch. Przegląd systematyczny mówi to wprost.

I bądźmy szczerzy – takich badań prawdopodobnie nie będzie. Bo badanie z punktami końcowymi kosztuje setki milionów, a rośliny nie da się opatentować. Nikt nie wyłoży tych pieniędzy na owoc, który każdy może wyhodować. Tak to z ziołami po prostu wygląda i trzeba to mówić głośno, zamiast udawać.

Więc bergamotka to nie jest zamiennik statyny u człowieka po zawale. Ale u osoby z LDL 130–190, z nadwagą, stłuszczeniem wątroby, która statyny nie toleruje albo jeszcze jej nie potrzebuje – to jest narzędzie z sensownym uzasadnieniem [2][3]. Tolerancja w badaniach była dobra, bez uszkodzeń wątroby i nerek.

A jeśli ktoś już bierze statynę – dodanie frakcji z bergamotki do rozuwastatyny pogłębiało spadek LDL ponad efekt samego leku. To ciekawa opcja przy nietolerancji wyższych dawek, ale rozmowa z lekarzem, nie samodzielne kombinowanie.

Wiedza to wolność wyboru. Nie chodzi o to, żeby odstawiać leki na własną rękę – chodzi o to, żeby wiedzieć, jakie masz narzędzia i umieć zadać lekarzowi mądre pytanie. Dbajcie o swoje naczynia ❤👍

Dr Jerzy Lewko

Twoje 40 godzin bez jedzenia.. czyli jak odpalić własny hormon młodości bez jednego zastrzykuŻyjemy w czasach gdzie ludz...
08/08/2026

Twoje 40 godzin bez jedzenia.. czyli jak odpalić własny hormon młodości bez jednego zastrzyku

Żyjemy w czasach gdzie ludzie płacą tysiące złotych za hormon wzrostu w ampułce.. a nie wiedzą że organizm potrafi zrobić to sam. za darmo. wystarczy jeden warunek – przestać jeść na dłużej niż zwykle

Większość z was zna post 16/8 i to dobrze, to fundament. ale prawdziwa gra zaczyna się dalej, tam gdzie insulina spada praktycznie do zera. i tu robi się fascynująco

bo posłuchajcie. gdy insulina znika, zdejmuje hamulec z hormonu wzrostu. rosną jego i pulsy i ich amplituda, organizm dosłownie przełącza się na inny tryb pracy. i to właśnie te pulsy, a nie sam brak jedzenia, napędzają spalanie tłuszczu i produkcję ketonów

zapamiętajcie to jedno zdanie.. insulina to klucz w drzwiach spiżarni. dopóki tkwi w zamku – nic z niej nie wyjmiesz. możesz się głodzić i nic

i coś dla tych po pięćdziesiątce – ta zdolność nie wygasa z wiekiem. u osób starszych post również nasila pulsacyjne wydzielanie hormonu wzrostu. ona tylko śpi i czeka aż ktoś ją obudzi

“ale teraz część o której nikt nie mówi na instagramie”

jeśli masz brzuch, wysoką insulinę i stłuszczoną wątrobę – twój pierwszy post nie da takiego kopa. u osób z otyłością oś hormonu wzrostu reaguje na 36-godzinny post wyraźnie słabiej. i to nie jest wina charakteru, to fizjologia

dlatego kolejność jest święta. najpierw prawdziwe jedzenie i koniec z podjadaniem. potem 14–18 godzin dziennie. i dopiero na tym fundamencie post 36–42 godzinny. post wrzucony "na zimno" u kogoś kto je sześć razy dziennie kończy się bólem głowy i wieczornym objadaniem lodówki. znam to z praktyki gabinetu na pamięć

“jak w to wejść mądrze?”

ostatni posiłek przed postem – białko i tłuszcz, praktycznie zero węglowodanów. jeśli zjesz na kolację makaron, to pierwsze kilkanaście godzin zmarnujesz na dopalanie glikogenu zamiast wejść w spalanie tłuszczu

w trakcie – woda, sól rozłożona na kilka porcji w wodzie, magnez, potas, czarna kawa, herbata. i koniec listy. bo gdy insulina spada, nerki zaczynają wypłukiwać sód i stąd bierze się cała ta osławiona "keto-grypa". to nie post was męczy, tylko brak elektrolitów

i pułapka.. każdy słodki smak, aminokwasy, kolagen, "zerowy" jogurt – to koniec postu. mimo zera kalorii. autofagia to nie kwestia kalorii, to kwestia sygnału

“najważniejsze ostrzeżenie tego posta”

post to nie tylko hormon wzrostu. to również kortyzol. przy poście dwu i pół dniowym średni kortyzol potrafi wzrosnąć o połowę, a jego pulsacyjne wydzielanie niemal się podwaja

co to znaczy po ludzku? że post raz w tygodniu leczy, a post codziennie u zestresowanego i niewyspanego człowieka niszczy. rozpad mięśni, tłuszcz na brzuchu, bezsenność, u kobiet zatrzymanie cyklu

dawka postu jest lekiem.. częstość postu bywa trucizną

“jak połączyć to z ruchem żeby zagrało”

pierwsze 16 godzin – tylko spacer albo spokojny rower, 60–70% tętna maksymalnego. pracujący mięsień pobiera glukozę bez udziału insuliny, palisz prawie sam tłuszcz i nie dolewasz kortyzolu do ognia

między 16 a 30 godziną – tu jest miejsce na krótki trening siłowy albo interwały 15–30 sekund do odmowy mięśni. 30–40 minut i ani minuty dłużej. wchodzisz bodźcem mechanicznym dokładnie w szczyt hormonalny

po 30 godzinie – już tylko chodzenie, mobilność, spokojny oddech. koniec bohaterstwa

i mój ulubiony trik.. trening siłowy godzinę albo dwie PRZED wyjściem z postu. łączysz szczyt hormonu wzrostu z bodźcem na mięsień, a potem posiłek białkowy trafia na maksymalnie wygłodzone i wrażliwe insulinowo włókna. tu buduje się sylwetkę i siłę, nie na bieżni

“etap który większość ignoruje – wyjście z postu”

fizjologia jest brutalnie prosta. po głodzeniu ładunek cukru wywołuje gwałtowny wyrzut insuliny, a fosfor, potas i magnez uciekają do wnętrza komórek razem ze zużyciem tiaminy. u osób wyniszczonych to bywa groźne dla życia, dlatego kalorie wprowadza się powoli

u zdrowego człowieka po 40 godzinach ryzyko jest małe. ale kierunek jest jasny – pierwszy posiłek mały, białkowo-tłuszczowy, bez cukru

konkretnie.. na start 300–400 kcal: jajka na maśle klarowanym z zielonymi warzywami, ryba, bulion z solą, awokado, łyżka kiszonki. czekasz 45–90 minut. i dopiero wtedy pełny posiłek z porządnymi 30–40 g białka

czego nie robić po poście? soków, owoców, pieczywa, ryżu, słodyczy i wielkiego nagrodowego obiadu. trzustka i pęcherzyk żółciowy potrzebują łagodnego rozruchu a nie startu z miejsca na pełnym gazie

“dla kogo to jest, a dla kogo nie”

największy zwrot dają posty tam, gdzie problemem jest insulina a nie kalorie – brzuch, stan przedcukrzycowy, stłuszczenie wątroby, stagnacja w chudnięciu

ale ostrożnie albo w ogóle – przy niskiej masie ciała, zaburzeniach odżywiania w wywiadzie, w ciąży i przy karmieniu, u dzieci i młodzieży, przy zaawansowanej chorobie nerek, arytmiach, po operacjach bariatrycznych. i uwaga, każdy kto przyjmuje insulinę, sulfonylomocznik czy flozynę – tam post bez zmiany leczenia grozi hipoglikemią albo kwasicą. najpierw rozmowa z lekarzem, potem post

“plan na 12 tygodni, żeby to nie było tylko gadanie”

tygodnie 1–4: okno 8-godzinne codziennie, zero podjadania, dwa spacery dziennie
tygodnie 5–8: jeden post 24-godzinny w tygodniu plus dwa treningi oporowe
tygodnie 9–12: jeden post 36–42 godzinny raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie, trening siłowy na końcówce i łagodne wyjście białkowe

co kontrolować?

insulinę na czczo, trójglicerydy, HOMA-IR, obwód talii, jakość snu i siłę w podstawowych ćwiczeniach

i najprostszy wskaźnik świata.. jeśli siła rośnie a sen jest dobry – jedziesz dalej. jeśli siła spada, marzniesz i nie śpisz – skracasz post, nie wydłużasz. ciało zawsze mówi pierwsze, tylko trzeba go słuchać

Warto zadbać o fizjologię.. bo gdy raz zrozumiesz co robi insulina a co hormon wzrostu, przestajesz walczyć ze sobą i zaczynasz współpracować z własnym organizmem. to nie kwestia silnej woli, to kwestia wiedzy ❤👍

Dr Jerzy Lewko

Twój cukier jest w normie. a mózg może już nie słyszeć insuliny.dlaczego Alzheimer zaczyna się dwadzieścia lat przed pie...
28/07/2026

Twój cukier jest w normie. a mózg może już nie słyszeć insuliny.
dlaczego Alzheimer zaczyna się dwadzieścia lat przed pierwszym zapomnianym słowem?

Żyjemy w czasach, gdzie ludzie kontrolują glukozę na czczo, patrzą na hemoglobinę glikowaną i słyszą „cukrzycy nie ma, wszystko gra". a potem po pięćdziesiątce zaczynają gubić słowa i tłumaczą to zmęczeniem albo wiekiem.

a przecież mózg ma swoją własną, cichą historię z insuliną. i ta historia toczy się kilkanaście lat, zanim ktokolwiek zauważy pierwszy problem z pamięcią.

zacznijmy od tego, że insulina w mózgu nie robi tego, co myślisz.
większość z nas ma w głowie obrazek ze szkoły – insulina jako klucz, który otwiera komórkę i wpuszcza cukier. w mięśniu to działa. w mózgu ta metafora zaczyna kłamać. glukoza wchodzi do neuronów transporterami, które insuliny w ogóle nie potrzebują.

więc po co ona tam jest? bo insulina w mózgu nie jest kluczem. jest dyrygentem. steruje pracą synaps, plastycznością, pamięcią, mitochondriami, apetytem, przepływem krwi. mówi neuronowi: jest energia, możesz się naprawiać, możesz budować połączenia.

i teraz wyobraź sobie, że paliwo leży na stole, a orkiestra gra bez dyrygenta. to jest właśnie insulinooporność mózgu.

i tu dochodzimy do sedna. na powierzchni neuronu siedzi receptor insulinowy, a kluczowym odcinkiem przewodu prowadzącego sygnał do środka jest białko IRS-1. można je włączyć albo przypalić. przewlekły stan zapalny, nadmiar energii, stres oksydacyjny i chore mitochondria blokują je w pozycji wyłączonej.

sygnał gaśnie. a razem z nim zdejmowany jest hamulec z enzymu GSK-3β – jednej z głównych kinaz, które doklejają fosforany do białka tau. splątki. amyloid, który gorzej się sprząta. mitochondria produkujące mniej energii i więcej wolnych rodników.

to nie jest teoria z sufitu. u myszy, którym wyłączono receptor insulinowy wyłącznie w neuronach, bez żadnej cukrzycy, uruchamia się dokładnie ta kaskada.

i teraz paradoks, który mnie osobiście uderzył najmocniej
myślisz pewnie, że skoro insuliny we krwi jest dużo, to mózg jest nią zalany. otóż nie. mózg jej sam nie produkuje. musi ją wpuścić przez barierę krew–mózg specjalnym transportem o ograniczonej przepustowości.

i ten transport przy przewlekle wysokiej insulinie po prostu się przymyka. organizm broni się przed potopem, zamykając bramę. efekt jest okrutny w swojej elegancji – hiperinsulinemia we krwi oznacza niedobór insuliny w mózgu. krew przesycona energią, neuron głodny sygnału.

ale zanim ktoś zrobi z tego prostą tezę, powiem uczciwie
krąży hasło, że Alzheimer to cukrzyca typu trzeciego. chwytliwe i za proste. cukrzyca typu 2 podnosi ryzyko Alzheimera mniej więcej dwukrotnie, w Parkinsonie wzrost jest wyraźny, ale znacznie skromniejszy. większość osób z cukrzycą nigdy nie zachoruje. a jednocześnie zaburzenia sygnału insulinowego znajdowano w tkance mózgowej ludzi z Alzheimerem, którzy cukrzycy nie mieli nigdy.

prawidłowa glukoza nie daje mózgowi immunitetu. a wysokie HOMA-IR nie jest dowodem, że neuron ogłuchł. bo – i to zaskakuje nawet lekarzy – nie istnieje dziś badanie krwi mierzące insulinooporność mózgu. nie ma HOMA mózgu.
i tu zwrot akcji, o którym mało kto wie

skoro mechanizm jest realny, spróbowano najprostszego rozwiązania – podawać insulinę donosowo, prosto do mózgu, z pominięciem bariery. małe badania wyglądały świetnie. potem przyszło duże, roczne badanie SNIFF i nie wykazało poprawy funkcji poznawczych.

wielu odczytało to jako dowód, że metabolizm nie ma znaczenia. moim zdaniem wniosek jest odwrotny. nie da się jedną cząsteczką odwrócić procesu, który trwa od dwudziestu lat. to argument nie przeciw metabolizmowi, tylko za tym, żeby zacząć wcześniej.

teraz druga sprawa. mięśnie. i to jest najbardziej niedoceniany narząd metaboliczny człowieka

kurczący się mięsień przesuwa transportery glukozy do błony częściowo z pominięciem insuliny. otwiera boczne wejście, nawet gdy główne drzwi się zacięły.

porównano dwa schematy u osób z cukrzycą typu 2 – jeden trzydziestominutowy spacer dziennie kontra trzy dziesięciominutowe po każdym posiłku. wygrały te krótkie. największą różnicę zrobił ruch po kolacji, bo wieczorem wrażliwość na insulinę jest najniższa, posiłek najobfitszy, a my siadamy na resztę wieczoru.

praktyka jest prosta. dziesięć, piętnaście minut ruchu rozpoczętego w ciągu pół godziny po większym posiłku. nie po dwóch – wtedy szczyt już minął. pacjent po udarze ma rotor, osoba z Parkinsonem marsz przy poręczy w oknie dobrego działania leków, osoba na wózku pracę kończyn górnych i rotację tułowia. do tego dwa, trzy treningi oporowe w tygodniu, bo mięsień to magazyn glukozy i gruczoł karmiący mózg.
i zasada, którą powtarzam każdemu – metabolizmu mózgu nie wolno poprawiać kosztem mięśni.

a post i ketoza?

jest bardzo ładny eksperyment, w którym mężczyźni ze stanem przedcukrzycowym jedli wszystko wcześnie, kończąc około piętnastej, a badacze celowo dawali im tyle kalorii, żeby nie schudli. mimo braku chudnięcia poprawiła się wrażliwość na insulinę i ciśnienie. czyli liczy się nie tylko ile jesz, ale kiedy.
rozsądny start to dwanaście godzin nocnej przerwy i wcześniejsza kolacja. ale posty dobowe i dłuższe u pacjenta z niedowagą, dysfagią, spadkami ciśnienia czy sarkopenią potrafią zaszkodzić bardziej niż pomóc. a w Parkinsonie zmiana godzin posiłków zmienia wchłanianie lewodopy – pokarm ją opóźnia, aminokwasy konkurują z nią o transporter. tego nie planuje się osobno.

ketoza ma piękny mechanizm. w Alzheimerze wychwyt glukozy w części obszarów spada, a zdolność wykorzystania ketonów pozostaje zachowana. mózg głoduje w morzu glukozy, ale nadal potrafi jeść tłuszcz. małe badania pokazały poprawę, większe już nie. traktuję ją jako czasową, monitorowaną próbę u wybranej osoby, nie jako religię metaboliczną. i uwaga – przy flozynach ścisła keto z długim postem może wywołać kwasicę ketonową nawet przy normalnym cukrze.

no i sen, bo można perfekcyjnie ułożyć dietę i co noc odbierać mózgowi regenerację. w głębokim śnie przestrzenie między komórkami się poszerzają, a płyn przepłukuje tkankę z metabolitów. to nocna zmiana sprzątająca. pacjent z otyłością brzuszną, chrapaniem, porannym bólem głowy i sennością w dzień nie potrzebuje kolejnego suplementu na pamięć. potrzebuje diagnostyki bezdechu.

a berberyna i resweratrol? AMPK bywa sprzedawane jako włącznik długowieczności, ale ostra aktywacja w pracującym mięśniu to co innego niż przewlekła w uszkodzonym neuronie. resweratrol w rocznym badaniu docierał do mózgu i zmieniał biomarkery, ale nie zatrzymał pogarszania funkcji poznawczych, za to częściej powodował spadek masy ciała – u kruchego pacjenta neurologicznego to poważny problem. berberyna realnie działa na glikemię i lipidy, ale nie mamy dowodów na hamowanie Alzheimera i potrafi wchodzić w interakcje z lekami.
suplement ma sens, gdy odpowiada na konkretny problem. niedobór B12 leczymy B12, zwłaszcza u kogoś na metforminie. nie leczy się HOMA-IR piętnastoma kapsułkami, gdy ktoś śpi pięć godzin, traci mięśnie i po każdym posiłku siada.

chcę, żeby zostało z tobą jedno zdanie

nie mamy dziś badania, które powie „mózg jest oporny w czterdziestu procentach". ale widzimy środowisko, w którym ten mózg mieszka – hiperinsulinemię, otyłość trzewną, bezruch, sarkopenię, bezdech, godziny w fotelu. i na to mamy ogromny wpływ.

w badaniu FINGER nie postawiono na jedną tabletkę. połączono dietę, ruch, trening poznawczy i kontrolę ryzyka naczyniowego. po dwóch latach ta grupa wypadła poznawczo lepiej. to nie był cud, tylko suma małych rzeczy robionych konsekwentnie.
zacznij od jednego posiłku i dziesięciu minut ruchu po nim. przez tydzień. nie obiecuję, że spacer cofnie chorobę. ale może być pierwszym sygnałem, że przestajesz być biernym obserwatorem własnego mózgu.

Warto zadbać o fizjologię.. to wiedza, która daje wolność wyboru i narzędzia do tego, żeby myśleć jasno dłużej. dbajcie o swój mózg ❤👍

Dr Jerzy Lewko

Kawa o piętnastej i dziesięć minut światła rano.. dlaczego twój sen psuje się dużo wcześniej niż myślisz?Żyjemy w czasac...
25/07/2026

Kawa o piętnastej i dziesięć minut światła rano.. dlaczego twój sen psuje się dużo wcześniej niż myślisz?

Żyjemy w czasach gdzie ludzie liczą godziny snu w aplikacji, kupują inteligentne materace, ważki obciążeniowe i melatoninę w trzech dawkach.. a potem o siedemnastej wypijają "małą kawkę bo zmęczenie" i dziwią się, że o dwudziestej trzeciej głowa nadal pracuje na najwyższych obrotach.

a przecież sen nie zaczyna się wieczorem. sen zaczyna się rano. i to jest chyba najbardziej niedoceniana rzecz w całej fizjologii regeneracji

zacznijmy od światła.

w twoim podwzgórzu siedzi jądro nadskrzyżowaniowe – zegar główny całego organizmu. on nie ma zegarka ani kalendarza. on ma tylko jedno źródło informacji o tym, która jest godzina: światło wpadające do oka. i nie chodzi o widzenie w klasycznym sensie.. w siatkówce masz osobne komórki wypełnione melanopsyną, które nie służą do widzenia obrazu tylko do mierzenia jasności. to twój biologiczny czujnik świtu

i teraz najciekawsze. te komórki najlepiej reagują na światło niebieskie o dużym natężeniu – takie jakie jest na dworze rano. w mieszkaniu przy oknie masz zwykle kilkaset luksów. na zewnątrz w pochmurny listopadowy poranek – kilka tysięcy. w słoneczny letni dzień – nawet sto tysięcy. czyli twój salon w porównaniu z podwórkiem to dla mózgu praktycznie ciemność. dlatego "przecież mam jasno w kuchni" to nie to samo

dziesięć, piętnaście minut światła dziennego w pierwszej godzinie po przebudzeniu. to sygnał, który ustawia zegar biologiczny na cały dzień i przekłada się na wieczorne wydzielanie melatoniny – bo melatonina nie pojawia się "sama z siebie", tylko w określonym czasie po tym jak zegar dostał poranny reset. przesuwasz rano – przesuwa się wieczór

nie musisz nic kupować ani nigdzie jechać. wyjdź z psem, wypij kawę na balkonie, przejdź jeden przystanek pieszo. wysiądź autobus wcześniej. to wszystko

i tu wchodzi zwrot akcji, o którym mało kto mówi

to samo światło, które rano jest lekiem, wieczorem jest zaburzeniem. ten sam mechanizm, ta sama melanopsyna, ten sam szlak – tylko odwrotny kierunek. światło o dwudziestej drugiej mówi zegarowi "jeszcze dzień, nie śpij". dlatego dyskusja o sen to nie jest dyskusja o ilości światła. to dyskusja o kontraście między dniem a nocą. jasny dzień, ciemny wieczór. nasi dziadkowie mieli to za darmo. my musimy to sobie zorganizować

teraz druga sprawa. kofeina. i tu będzie nieprzyjemnie

badania pokazują, że kawa wypita nawet sześć godzin przed snem potrafi skrócić sen i pogorszyć jego jakość. w klasycznym eksperymencie dawka odpowiadająca mniej więcej dwóm–trzem filiżankom, podana sześć godzin przed położeniem się, skracała obiektywnie zmierzony czas snu o ponad godzinę

ale to nie jest jeszcze ta najciekawsza część..

najciekawsze jest to, że uczestnicy tego nie zauważyli. subiektywnie spali normalnie. czuli się w porządku. sprzęt pomiarowy mówił co innego. czyli twoje "mnie kawa nie rusza, wieczorem zasypiam jak kamień" nie jest dowodem na nic. zasypianie i jakość snu to dwie różne rzeczy

a nowsze analizy zbiorcze idą jeszcze dalej i sugerują, że bezpieczniejsza granica dla zwykłej kawy to około ośmiu–dziewięciu godzin przed snem, a dla mocnych przedtreningówek z dużą dawką kofeiny – nawet kilkanaście godzin. w tych zestawieniach kofeina skracała sen średnio o kilkadziesiąt minut i – co dla mnie kluczowe – zmniejszała ilość snu głębokiego, wolnofalowego, a zwiększała udział snu płytkiego

i tu zatrzymajmy się na moment, bo to jest sedno całej sprawy

sen głęboki to nie jest "sen mniej ważny". to jest ta faza, w której idzie pulsacyjnie hormon wzrostu, w której regeneruje się mięsień i tkanka łączna, w której konsoliduje się pamięć proceduralna, i w której – według coraz mocniejszych danych – układ glimfatyczny mózgu przepłukuje przestrzenie międzykomórkowe i usuwa metabolity. czyli możesz przespać swoje osiem godzin i wstać niewyspany, bo straciłeś nie czas, tylko strukturę snu. aplikacja pokaże ci osiem. mózg wie swoje

dlaczego kofeina to robi? bo ona nie dodaje energii. ona tylko blokuje receptory adenozynowe. adenozyna to twój licznik zmęczenia – narasta od momentu przebudzenia i to ona buduje ciśnienie snu. kofeina siada na jej receptorze i zasłania licznik. zmęczenie nie znika.. ono się kumuluje w tle. dlatego po ustąpieniu działania kofeiny często przychodzi ta charakterystyczna ściana

i jeszcze jedno, mało znane. okres półtrwania kofeiny to średnio pięć–sześć godzin, ale to jest średnia dla populacji, a nie dla ciebie. za jej rozkład odpowiada głównie enzym CYP1A2 i ludzie różnią się tu genetycznie bardzo mocno. do tego palenie tytoniu przyspiesza metabolizm kofeiny, a ciąża i część leków, m.in. niektóre antybiotyki i doustne środki antykoncepcyjne, potrafią go wyraźnie spowolnić. więc dwie osoby przy tym samym stole, przy tej samej kawie o szesnastej, mają zupełnie inną noc

praktyka jest prosta. jeśli kładziesz się o dwudziestej trzeciej – ostatnia kawa około piętnastej. jeśli jesteś wolnym metabolizatorem albo widzisz, że sen masz "płytki mimo długi" – przesuń granicę na czternastą

nie dlatego, że kawa szkodzi. kawa to jeden z najlepiej przebadanych produktów w diecie człowieka, z bogatym profilem polifenoli. chodzi o coś innego. ona po prostu działa dłużej, niż większość z nas sądzi

i teraz połączmy to w całość, bo to nie są dwie osobne porady tylko jeden mechanizm

światło rano wzmacnia sygnał "dzień". brak kofeiny po południu pozwala adenozynie normalnie narosnąć i zbudować ciśnienie snu na wieczór. jedno ustawia rytm, drugie buduje napęd. potrzebujesz obu. sam rytm bez ciśnienia snu to leżenie w łóżku o właściwej porze bez senności. samo ciśnienie bez rytmu to zasypianie o pierwszej i wstawanie jak po walce

i jest jeszcze pętla, którą widzę u pacjentów notorycznie. źle przespana noc → więcej kawy następnego dnia → kawa wypita później niż zwykle → gorsza noc → jeszcze więcej kawy. i po dwóch tygodniach człowiek jest przekonany, że "ma bezsenność". a on ma po prostu niedomkniętą pętlę. czasem wystarczy przesunąć jedną kawę o dwie godziny i wyjść rano na dziesięć minut na dwór, żeby to się rozplątało w tydzień

chcę, żeby zostało z tobą jedno zdanie

nie chodzi o to, żeby bać się jednej zarwanej nocy. nie chodzi o to, żeby liczyć godziny w aplikacji i denerwować się, że wyszło sześć – bo sam lęk o sen jest jednym z najsilniejszych czynników podtrzymujących bezsenność. chodzi o to, żeby dać organizmowi dwa proste, darmowe sygnały: mocne światło rano i spokój z kofeiną po południu. resztę fizjologia zrobi sama, bo ona bardzo chce ci pomóc, tylko musi wiedzieć która jest godzina

Warto zadbać o fizjologię.. to wiedza, która daje wolność wyboru i narzędzia do tego, żeby regenerować się lepiej i starzeć wolniej. dbajcie o swój sen ❤👍

Dr Jerzy Lewko

Adres

Ulica Sw. Rocha 7 M 13
Białystok
15-879

Telefon

+48604974985

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dr Jerzy Lewko umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Dr Jerzy Lewko:

Skróty

Udostępnij