Dr Jerzy Lewko

Dr Jerzy Lewko Lekarz specjalista rehabilitacji i medycyny rodzinnej. Koordynator Oddziału Rehabilitacji w Białymstoku. Medycyna, która przywraca harmonię.

Promuję medycynę stylu życia, łącząc wiedzę kliniczną z naturą: ruch, dieta i suplementacja.

Insulinooporność - dlaczego przegrywamy mimo dobrych chęci..Często słyszymy, że wystarczy zrzucić trochę kilogramów i zm...
01/06/2026

Insulinooporność - dlaczego przegrywamy mimo dobrych chęci..

Często słyszymy, że wystarczy zrzucić trochę kilogramów i zmienić jadłospis, a wyniki same się poprawią.. i to jest fakt, insulinooporność można cofnąć, a zrzucenie wagi daje znakomite rezultaty. Problem polega na tym, że bardzo wiele osób szybko rezygnuje.

Zgłębiając literaturę naukową jasno widać, że główną przeszkodą wcale nie jest brak wiedzy, ale ogromna trudność w wytrwaniu w swoich postanowieniach na dłuższą metę.

Brak wewnętrznej motywacji to absolutna podstawa problemu.

Badania nad pacjentami pokazują, że dopóki zmiana nawyków opiera się tylko na zewnętrznej presji, niesamowicie łatwo o potknięcie. nowy styl życia musi powoli stać się naszym własnym, świadomym wyborem.

Kolejnym wyzwaniem jest nagła utrata wsparcia..

Pacjenci, którzy osiągali świetne sukcesy w zorganizowanych grupach, często tracili grunt pod nogami, gdy dany program się kończył. samotność w procesie powrotu do zdrowia i brak kogoś, kto by nas na bieżąco wspierał, to niezwykle częsta przyczyna powrotu do starych nawyków.

Trzeba wziąć pod uwagę, że nasze życie to nie jest sterylne laboratorium. Koszty, stres, opieka nad rodziną i codzienna bieganina regularnie burzą idealnie ułożone plany. tu wkracza biochemia stresu - przewlekłe napięcie to ciągły wyrzut kortyzolu. a stale podniesiony kortyzol uwalnia glukozę do krwi i stymuluje trzustkę do produkcji insuliny, nawet jeśli akurat nic nie zjedliśmy.. Do tego dochodzi siła starych przyzwyczajeń, które niemal zawsze wygrywają, dopóki z czasem nie zbudujemy nowej, trwałej rutyny. nasz mózg instynktownie wybiera to co znane i zautomatyzowane, bo to po prostu zużywa mniej energii.

Bardzo często gubi nas też brak szybkich efektów. Przy chronicznie wysokiej insulinie standardowe "jedz mniej i ruszaj się więcej" potrafi na początku nie dawać niemal żadnych rezultatów.. to właśnie to złożone środowisko hormonalne decyduje o naszej gospodarce tłuszczowej.

Insulina to hormon, który skutecznie blokuje lipolizę, czyli proces spalania tłuszczu. Dopóki jej poziom we krwi znacząco nie spadnie, twój organizm fizycznie nie jest w stanie dobrać sie do zapasów energetycznych z oponki na brzuchu.

Dlatego tak kluczowe są tu konkretne interwencje ukierunkowane na obniżenie wyrzutów insuliny, jak dieta niskowęglowodanowa czy dobrze skomponowana dieta śródziemnomorska o silnym potencjale przeciwzapalnym.

Warto też wspomnieć o mięśniach. tkanka mięśniowa to nasz największy i najważniejszy bufor dla glukozy. Odpowiednia praca mięśni uwrażliwia komórki na działanie insuliny niezależnie od tego, czy waga na starcie w ogóle spada.

Brak natychmiastowych spadków na wadze łatwo podcina skrzydła i zabija zapał, ale pamiętajmy, że najpierw zachodzą żmudne zmiany na poziomie komórkowym.. waga ruszy później, gdy gospodarka hormonalna się wyciszy.

Kluczowa myśl jest taka, że skuteczne wyjście z insulinooporności to nie jest kolejna restrykcyjna dieta oparta wyłącznie na zaciskaniu zębów. Nie ma tu dróg na skróty, a szerszy kontekst społeczny i psychologiczny odgrywa kolosalną rolę.

Zmiana musi na stałe wpisać się w naszą tożsamość, a to wymaga czasu, spokojnego monitorowania postępów i przede wszystkim obecności odpowiedniej społeczności lub profesjonalnego prowadzenia medycznego, które nie znika po zaledwie kilku tygodniach pierwszego entuzjazmu..

Z jakim elementem dbania o zdrowie najtrudniej jest Wam utrzymać regularność w codziennym biegu?

Węglowodany, trójglicerydy i miażdżyca – to całkiem ciekawa opowieść, która toczy się w moich i Waszych tętnicach 🩸Dziś ...
29/05/2026

Węglowodany, trójglicerydy i miażdżyca – to całkiem ciekawa opowieść, która toczy się w moich i Waszych tętnicach 🩸

Dziś opowieść o czymś, co zmienia spojrzenie na ryzyko miażdżycy i to, jak nasze naczynia krwionośne reagują na każdy posiłek, który pojawia się na talerzu. Główny nurt medyczny i dietetyczny od lat skupia się niemal obsesyjnie na walce z cholesterolem LDL, często traktując go jako jedynego winowajcę. Tymczasem tuż obok toczy się bardzo ciekawa i skomplikowana historia, w której pierwszoplanową rolę grają triglicerydy.

Zanim zanurzymy się w ten temat, na początek mała deklaracja. Osobiście jestem zwolennikiem diety ketogenicznej oraz modelu niskowęglowodanowego (LCHF), ale to koniecznie w wersji śródziemnomorskiej. Uważam, że jest to najbardziej profilaktyczny model żywienia, jeśli zależy nam na uchronieniu naczyń przed miażdżycą.

Ale żeby naprawdę pojąć, dlaczego ten model tak wspaniale działa, musimy dokładnie zrozumieć mechanizmy stojące za węglowodanami i przyjrzeć się temu, jak różnorodne ich źródła wpływają na powstawanie triglicerydów we krwi, i dlaczego trójglicerydy mogą wyrządzić tyle zła.

Triglicerydy z całą pewnością nie są obojętną liczbą na którą rzucamy okiem na wydruku z laboratorium, żeby sprawdzić, czy mieści się w normie. To cząsteczki, które mają bezpośredni i destrukcyjny wpływ na naczynia.

Skąd one właściwie się tam biorą?

Wyobraźcie sobie dwie gigantyczne floty transportowe krążące po waszym organizmie.

Pierwsza z nich to chylomikrony – potężne statki towarowe, które formują się bezpośrednio w jelitach i stamtąd wyruszają do krwiobiegu, transportując tłuszcze zjedzone podczas posiłku.

Druga flota to cząsteczki VLDL, które są produkowane i wypuszczane w świat przez naszą wątrobę. Obie te floty płyną przez układ krwionośny, dostarczając energii do komórek.
I w tym momencie zaczyna się prawdziwy dramat. Kiedy chylomikrony i cząsteczki VLDL oddadzą już część swojego ładunku trójglicerydowego, zamieniają się w tak zwane remnanty, czyli resztkowe lipoproteiny. To właśnie te częściowo opróżnione cząsteczki są niezwykle groźne.

Wnikają prosto w delikatną ścianę naczynia krwionośnego, gdzie są masowo pochłaniane przez makrofagi. Tak powstają komórki piankowate, które stanowią fizyczny początek blaszki miażdżycowej.

Ale skąd nasza wątroba bierze surowiec do produkcji VLDL?

I tu następuje największy zwrot akcji. Kiedy zalewamy organizm węglowodanami, wątroba uruchamia potężną biologiczną fabrykę i w procesie zwanym lipogenezą de novo błyskawicznie zamienia nadmiar cukru prosto w tłuszcz. Dlatego w tej opowieści węglowodany mają różne twarze – od niefajnych po te, które nam sprzyjają.

Najciemniejszą postacią jest bez wątpienia płynna fruktoza i syrop glukozowo-fruktozowy, wszechobecne w napojach i sokach. Kiedy je wypijamy, nasza wątroba przetwarza tę wolną fruktozę natychmiast, bez żadnych systemów hamujących, pompując do krwi ogromne ilości triglicerydów.

Niewiele lepszy jest zwykły biały cukier, który przecież w połowie składa się właśnie z fruktozy.

Idąc dalej, trafiamy na oczyszczoną skrobię szybkostrawną – biały chleb, rozgotowany biały ryż czy parujące, gorące ziemniaki. Powodują one tak gwałtowny wyrzut insuliny, że produkcja triglicerydów natychmiast wędruje w górę.

Wielu z Was może w tym momencie pomyśleć: „dobrze, w takim razie ratunkiem jest mąka pełnoziarnista!”.

Niestety, muszę was rozczarować. Zmielenie ziaren na mąkę – nawet tę pszenną czy kukurydzianą z pełnego przemiału – niestety niszczy naturalną barierę ochronną ziarna. Taki produkt, pozbawiony swojego biologicznego pancerza, i tak zostanie błyskawicznie strawiony, podnosząc poziom glukozy i insuliny niemal tak samo jak biała bułka.

Zdecydowanie więcej światła w tej historii rzucają kasza jaglana, mąka żytnia razowa czy klasyczne, grube płatki owsiane górskie, oferujące niższy indeks glikemiczny i porcję błonnika. Ale zdecydowanie na pierwszym miejscu w rankingu węglowodanów jak najmniej podwyższających poziom glukozy we krwi są kasza pęczak i kasza gryczana. Pęczak dostarcza dodatkowo porcję żelującego błonnika w postaci beta-glukanu, który spowalnia wchłanianie w jelitach, natomiast gryka zawiera rutynę, która dodatkowo wspiera samą wątrobę.

Warto zapamiętać to na całe życie: cała, gruba kasza zawsze wygra zdrowotne starcie z każdą, nawet najdroższą i najbardziej ekologiczną mąką 👍.

A teraz coś, co ciekawi mnie chyba najbardziej.

Wyobraźcie sobie, że ugotowaliście grubą kaszę al dente, a następnie włożyliście ją do lodówki na 12 do 24 godzin. W tym czasie, w chłodzie, struktura fizyczna węglowodanów ulega przebudowie. Powstaje skrobia oporna. Z materiału, który organizm łatwo by strawił i zamienił w glukozę, tworzy się nowa struktura, która zachowuje się w jelitach jak naturalny błonnik. Indeks glikemiczny istotnie spada, odpowiedź insulinowa słabnie, a my zyskujemy fantastyczne paliwo odżywiające mikrobiom jelitowy.

Co więcej, zamrożenie potęguje ten niezwykły efekt!

Podobną mądrość natury widać w moczeniu ziaren. Włożenie ich do wody w lodówce przed gotowaniem na 24 do 48 godzin pozwala zredukować kwas fitynowy i uwolnić minerały, jednocześnie chroniąc cenną strukturę skrobi. Kluczem jest tu zimno, które trzyma w ryzach enzymy.

Zrozumienie tej niesamowitej maszynerii, która codziennie pracuje w naszych jelitach, wątrobie i krwi, uwalnia nas od lęku przed wynikami badań, a daje nam realną władzę nad własnym zdrowiem.

Nie musimy być jedynie biernymi obserwatorami – możemy świadomie decydować, czy wysyłamy do wątroby ładunek zapalny, czy wspieramy ją mądrym, przeciwzapalnym i niskowęglowodanowym żywieniem.

Zostawiam was dzisiaj z taką małą, kulinarną myślą.

Przyznajcie sami – czy ktoś z was, wpatrując się w garnek pęczaku stygnący powoli na blacie, wpadł kiedyś na to, że w środku toczy się właśnie zaawansowana biochemiczna przebudowa?

Zamiast traktować to jak nudne czekanie, aż jedzenie nie będzie parzyć w język, można na to spojrzeć jak na darmową, bdb inwestycję w zdrowie naczyń krwionośnych.

Jak to wygląda u was w praktyce?

Lodówka poszła już w ruch do tworzenia skrobi opornej, czy raczej węglowodany znikają u was prosto z garnka, zanim w ogóle zdążą pomyśleć o stygnięciu?

Jestem mooocno ciekaw waszych domowych patentów. Zostawcie ślad w komentarzu i napiszcie, jak to obecnie u siebie ogarniacie 👍.

Pamiętajcie proszę, że żadna z moich wypowiedzi w mediach społecznościowych nie stanowi porady medycznej, a jedynie edukację.

Jak nie pozwolić, żeby kości posypały się jak domek z kart.. konkretny plan na mooocne kości po pięćdziesiątce..Wyobraźc...
24/05/2026

Jak nie pozwolić, żeby kości posypały się jak domek z kart.. konkretny plan na mooocne kości po pięćdziesiątce..

Wyobraźcie sobie że Wasze kości to wcale nie jest jedynie sztywny ruszt z którego korzysta ciało.. to tętniący życiem narząd który przebudowuje sie dosłownie w każdej godzinie naszego życia. Z jednej strony mamy osteoblasty czyli takie komórki które nieustannie tworzą nowa tkanke kostną i cierpliwie układają świeży materiał. a z drugiej działaja osteoklasty których głównym zadaniem jest rozpuszczanie i usuwanie tego co juz stare zeby zrobic miejsce na nowe.. to proces który działa zazwyczaj w perfekcyjnej harmonii tak gdzieś do pięćdziesiątki. potem niestety ten balans sie sypie. Komórki budujące zwalniają tempo a te od usuwania zaczynają działać ze zdwojoną siłą.. nagle tracimy więcej zagęszczenia niz organizm jest w stanie odbudować i to jest właśnie ten moment żeby mądrze wejść z celowaną suplementacją i utrzymać baaardzo mocne kości na kolejne dekady 👍

Zaczynamy od absolutnych fundamentów, bo tu kluczowa role gra witamina d3. bez niej wapń z jedzenia ma duży problem aby przedostać się z jelit do krwiobiegu a d3 podnosi to wchłanianie o niemal 40 procent. celujemy w poziom 25(OH)D we krwi gdzies w okolicach 60 - 90 ng/ml. Zeby to osiagnac zazwyczaj wystarczy od 2000 do 12000 jednostek dziennie w zaleznosci od startowych niedoborów.

ale tu najważniejsza rzecz - poziom witaminy d3 trzeba koniecznie monitorować..

pamiętajcie ze takie prawdziwe rzetelne sprawdzanie wyników robimy dopiero po dwóch miesiącach od włączenia określonej stałej dawki suplementacji. dlaczego.. bo dopiero wtedy organizm osiąga we krwi stabilne plateau. po tych dwóch miesiacach możemy jednoznacznie ocenić czy ta konkretna dawka nas satysfakcjonuje i wówczas można powiedzieć że świadomie kontynuujemy działanie.

tylko ze sama d3 nie wie dokladnie gdzie wapń powinien powędrować, wiec tu obowiązkowo pojawia sie witamina k2-mk7. ona dziala jak taki wewnętrzny precyzyjny gps który dosłownie bierze wapń za rękę i kieruje go prosto do kości żeby czasem nie osiadł w naszych naczyniach krwionośnych.. najlepsza dawka to 100 do 300 mikrogramów i wazne zeby brac ja z tłuszczowym posiłkiem. no i magnez bo bez niego d3 nawet nie ruszy do pracy.. 300 do 400 mg jonów magnezu najlepiej wieczorem w formie cytrynianu czy diglicynianu i mamy bdb domkniety temat podstaw.

a co z wapniem.. najlepiej uzupełnić dietę ale jeśli w diecie jego brakuje to wchodzimy z suplementacją. moze to byc 400 mg w dawkach podzielonych a maksymalna suplementacja to 2 razy dziennie po 500 mg najlepiej w formie cytrynianu. Ale zawsze należy mieć oczy otwarte bo pamiętajmy ze wapń potrafi prowokować różne stany zapalne w organizmie w momencie gdy jest przyjmowany przewlekle.. na szczęście osłonięty właściwą dawką magnezu i właściwa dawką witaminy k2 zazwyczaj znajdzie swoje miejsca.

Idziemy dalej kiedy wyniki dxa pokazują ze to juz osteopenia.. sama twardość mineralna kości to za mało bo kość musi mieć elastyczność zeby sprężynować i nie pęknąć przy byle potknięciu.

tu na scene wkracza kolagen typu pierwszego ktory daje wazne elastyczne rusztowanie. Zatem dorzucamy 5 do 10 gramów odpowiednich peptydów kolagenowych rano z wodą ale uwaga. Kolagen nie usieciuje się poprawnie bez witaminy c wiec zawsze łączymy go z 500 do 1000 mg kwasu askorbinowego np w dwoch porcjach..

na tym etapie dokladamy tez ważne mikroelementy.

Bor w dawce ok 3 mg hamuje ucieczkę wapnia z moczem a krzem ch-osa rzędu 5 do 10 mg potrafi dodatkowo zagęścić cala macierz. Cynk w dawce 10 do 15 mg robi w kościach doskonałą robotę ale zawsze pilnujemy zeby brac go w proporcji 10 do 1 z miedzią żeby nie zaburzyć wrażliwej równowagi mikroelementów.

A co robimy w sytuacji kiedy zdiagnozowana jest juz osteoporoza i kość faktycznie słabnie.. wkraczamy wtedy z siłami ktore maja precyzyjnie wygasić stan zapalny bo to własnie on tak mocno napędza te komórki niszczące tkanke.

wprowadzamy zatem kwasy omega 3 dwa razy dziennie po 1 do 2 gramów najlepiej z posiłkiem.. ale uwaga bo omega 3 najlepiej działa w osłonie antyoksydantów takich jak naturalne tokoferole wraz z tokotrienolami w dawce około 200 do 400 jednostek na dobe.

Sprawdzaja sie tez fitoestrogeny z soi które naturalnie naśladują działanie estrogenów na kości co dla kobiet po menopauzie jest mooocna bronią.

do tego dokładamy silne antyoksydanty takie jak resweratrol w dawce 200 mg albo kurkumine gdzies między 250 a 500 mg z zaleceniem łączenia jej z piperyną. chociaż moim zdaniem najlepsza formą jest po prostu zażywanie kurkumy jako przyprawy w całości z dodatkiem czarnego pieprzu i to robi najlepsza robote zeby celowo tłumić przewlekłe stany zapalne..

niesamowite efekty mogą tu tez dac specyficzne probiotyki np lactobacillus reuteri które z poziomu jelit potrafią dogadać sie z układem odpornościowym i naprawde skutecznie hamowac gubienie masy kostnej

Takie postepowanie warstwowe to nie jest lykanie garści tabletek jak leci tylko mądre układanie procesów w organizmie. Dla przykladu nigdy nie bierzemy wapnia razem z cynkiem na raz bo zwyczajnie pobiją się o wchłanianie.

dbajcie o siebie badajcie poziomy witamin i suplementujcie z głowa 👍 przypominam tylko na koniec ze ten wpis to jest wylacznie edukacja. żadna z moich wypowiedzi w mediach społecznościowych nie stanowi porady medycznej więc konkretne decyzje zawsze warto przeglądać w gabinecie lekarza..

Leki na nastrój a osteoporoza? Dlaczego czasem warto poszukać zupełnie innego rozwiązania 👍słuchajcie, to jest temat, kt...
17/05/2026

Leki na nastrój a osteoporoza? Dlaczego czasem warto poszukać zupełnie innego rozwiązania 👍

słuchajcie, to jest temat, który bardzo często widzę wśród pacjentów w wieku senioralnym. Wyobraźcie sobie osobę która dowiaduje się o postępującej osteoporozie. Naturalnie traci równowagę wkrada się przewlekły smutek, rezygnacja, a czasem wręcz stany depresyjne. Pierwsza myśl i najprostsza droga, która się wtedy pojawia, to tabletki na poprawę nastroju, najczęściej te z grupy SSRI. I tu nagle pojawia się bardzo ważne pytanie.. dlaczego to może być pułapka?

Przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć, że serotonina to po prostu hormon w mózgu, który odpowiada za nasz uśmiech. Ale dziś medycyna wie, że to nie jest cała historia. Receptory dla serotoniny znajdują się również bezpośrednio na komórkach naszych kości, zarówno na tych, które kość budują, jak i na tych, które ją niszczą. Leki SSRI mocno ingerują w wychwyt tej substancji, co z czasem zaburza delikatną równowagę w procesie przebudowy szkieletu. W efekcie zaczynają przeważać komórki niszczące tkankę kostną.

Czyli mówiąc prościej: leczymy głowę i próbujemy poprawić sobie nastrój, a jednocześnie po cichu i zupełnie nieświadomie dostajemy po kościach, przyspieszając osteoporozę.

Dlatego, jeśli nie mówimy o ciężkich, zagrażających życiu stanach depresyjnych, warto spojrzeć na ten problem szerzej i sięgnąć po narzędzia medycyny stylu życia.

I tutaj na scenę wkracza dieta ketogeniczna, ale koniecznie w mądrej, śródziemnomorskiej wersji.

Dlaczego to tak genialnie działa na dwa fronty?

Wejście w lekką ketozę sprawia, że ciała ketonowe zaczynają stanowić super paliwo dla mózgu. Skutecznie gaszą tam stany zapalne, stabilizują emocje i działają jak naturalny antydepresant. Do tego dorzucamy potężną dawkę polifenoli z kakao herbaty, z oliwy z oliwek extra virgin oraz kwasy omega-3 z tłustych ryb, co systemowo hamuje aktywność komórek niszczących nasze kości.

Żeby ten cały system zadziałał, musimy dostarczyć konkretnego budulca.

Absolutna podstawa to bdb, pełnowartościowe białko w ilości około 1.2 do 1.5 grama na kilogram ciała, żeby utrzymać mięśnie i dać rusztowanie tkance kostnej. Bez tego nawet najlepsze tłuszcze nie pomogą. Wapń ciągniemy twardo z jedzenia, stawiając na sardynki jadane z ośćmi, twarde sery dojrzewające i dobrej jakości wodę mineralną.

Oczywiście nie obędzie się bez mądrej suplementacji. Celujemy w witaminę D3, często na start w dawkach 2000-4000 jednostek, do tego witamina K2 MK-7 na poziomie około 200 mikrogramów, żeby kierować ten wapń prosto do szkieletu, a nie w ściany naczyń. Na wieczór dorzucamy 300-400 mg magnezu, co pięknie wycisza układ nerwowy i zapewnia regenerujący sen.

Do tego dochodzi jeszcze jeden element, o którym na co dzień często zapominamy.

Oś jelitowo-mózgowo-kostna to dziś poważny obszar nauki. Żeby utrzymać dobry nastrój oraz mocne kości, musimy zadbać o mikrobiom.

Kiszonki w codziennym menu, takie jak domowa kapusta czy ogórki, robią świetną robotę. Ale w momentach spadku nastroju warto pomyśleć o celowanej probiotykoterapii. Konkretne psychobiotyki, takie jak szczepy Lactobacillus helveticus czy Bifidobacterium longum, potrafią realnie obniżyć poziom stresu w ciele i uspokoić stany zapalne, co automatycznie chroni kości przed ucieczką minerałów.

To jest właśnie ten moment, w którym widzimy pełniejszy obraz. To nie znaczy, że leki są zawsze złe, absolutnie nie. Chodzi po prostu o to, by zanim wprowadzimy ciężką farmakologię, dać organizmowi szansę na poukładanie diety, wyrównanie niedoborów i odbudowę jelit.
zostawiam wam to do przemyśleń.. dajcie znać w komentarzach, czy wiedzieliście, że popularne tabletki na nastrój mogą odbierać waszym kościom gęstość i siłę? 👍

Dr Jerzy Lewko

Nie tylko wapń – jak mądre tłuszcze i białko ratują kości.. czyli ketoza w wersji śródziemnomorskiejsłuchajcie dzis wazn...
15/05/2026

Nie tylko wapń – jak mądre tłuszcze i białko ratują kości.. czyli ketoza w wersji śródziemnomorskiej

słuchajcie dzis wazny temat ktory naprawde potrafi zmienic nasze myślenie o odzywianiu i ukladzie kostnym 👍

czesto pytacie o diete ketogeniczna w kontekście osteoporozy wiec zrobmy to raz a porzadnie w jednym obszernym wpisie. porównajmy klasyczna dietę śródziemnomorską z dieta ketogeniczna ale w takiej bdb przemyślanej i najzdrowszej mozliwej wersji śródziemnomorskiej.

na poczatek trzeba powiedziec jasno że klasyczna ketoza oparta glownie na tluszczach z minimalna iloscia warzyw może niestety szkodzic kosciom. dlaczego tak się dzieje.. mechanizm jest w sumie dosc prosty.

Typowa restrykcyjna dieta ketogeniczna wprowadza organizm w przewlekłą kwasicę metaboliczną a nasze ciało zeby te kwasice zneutralizowac i sie ratowac zaczyna wyciągać wapń z kosci bo to jego najlepszy i najszybszy bufor. i tu zaczyna sie duuuzy problem bo przy okazji brakuje wielu mikroskładników co na dluzszą metę osłabia calą macierz kostną.

ale tu wchodzi do gry śródziemnomorska wersja diety ketogenicznej i całkowicie zmieniamy reguly gry. żeby utrzymac stan ketozy i czerpac z niej korzysci w walce z insulinoopornoscia ale nie robic sobie krzywdy stawiamy na zupelnie inne tluszcze.

baza to potezna ilosc oliwy z oliwek extra virgin.. ona ma w sobie cenne polifenole takie jak oleuropeina ktore doslownie potrafia hamować aktywność osteoklastow czyli komórek ktore fizycznie niszcza kosc. do tego dorzucamy kwasy omega-3 z tlustych ryb ktore wybitnie gasza stany zapalne w ukladzie naczyniowym i kostnym. nasycone tluszcze ograniczamy do madrego minimum.. odrobina dobrego ekologicznego masla od krow wypasanych na trawie dostarczy nam witaminy k2-mk4 i d a do tego troche oleju mct. dlaczego akurat mct.. bo swietnie ulatwia wejscie w ketoze i daje komorkom energie bez koniecznosci objadania sie ciezkimi tluszczami nasyconymi 👍

kolejna bdb i absolutnie kluczowa sprawa o ktorej bardzo czesto sie zapomina to bialko. kosc to przeciez nie tylko martwy wapn.. to przede wszystkim inteligentna i potezna matryca kolagenowa. jesli bialka w diecie bedzie za malo to dramatycznie spada nam poziom igf-1 i innych hormonow ktore sa glownymi budowniczymi naszej tkanki kostnej. ile go w takim razie potrzebujemy..

naukowo celujemy w okolo 1.2 do 1.5 grama na kilogram masy ciala a przy zaawansowanej sarkopenii czasem nawet wiecej. i tu nie ma zadnych kompromisow bialko musi byc absolutnie pelnowartosciowe.. ryby jaja od kur z wolnego wybiegu dobrej jakosci drob twarde sery dojrzewajace i naturalny kolagen z talerza w postaci wywarow kostnych czy chudych galaret. to jest fundament zeby z kosci nie uciekala gestosc.
zeby ten caly system zadzialal musimy tez madrze i na bieżąco gasic ta potencjalna kwasice o ktorej wspomnialem wczesniej. dlatego ta dieta to musi byc w praktyce góra nieskrobiowych warzyw.. jarmuż szpinak brokuly kapusta kiszonki.. one daja nam potas magnez i witamine c ktore swietnie buforuja organizm. a sam wapń ciagniemy twardo z jedzenia celujac w 1000 do 1200 mg dziennie. sardynki i szproty jadane z osciami dobre twarde sery tahini sezam czy choćby litr wysokozmineralizowanej wody codziennie i mamy to załatwione.

dla kogo taka opcja to bedzie swietny wybor.. szczegolnie dla osob ktore zmagaja sie jednoczesnie z insulinoopornoscia otyloscia zespolem metabolicznym czy stluszczeniem watroby. te problemy bardzo często idą w parze z osteoporozą a wyciszenie przewlekłego stanu zapalnego i opanowanie hiperinsulinemii to mooocna podstawa zeby poprawic jakosc kolagenu w kościach. jesli wiec mamy kogos kto potrzebuje zredukowac mase ciala i powalczyć z metabolizmem to madrze poprowadzona ketoza z duza iloscia zieleniny robi tutaj super robote 👍

kiedy jednak trzeba uwazac i kiedy to nie jest wskazane.. jesli ktos jest szczuply niedozywiony ma juz zaawansowana osteoporoza i ma za sobą złamania to wejscie w ketozę moze byc powaznym bledem. u takich osob łatwo o niebezpieczny deficyt kaloryczny co z kolei mocno obniza hormony i czynniki wzrostu których kosci tak bardzo potrzebują. w tych trudniejszych przypadkach pelna i klasyczna dieta śródziemnomorska pozostaje po prostu bezpieczniejszym standardem.

podsumowujac.. to nie jest tak że wystarczy po prostu wlac na talerz mnostwo tluszczu i liczyc ze wyjdzie to nam na zdrowie. ale madrze poprowadzona srodziemnomorska ketoza z odpowiednia iloscia wysokiej jakosci bialka gora warzyw i bdb profilem tluszczow to swietne narzedzie.

pamietajcie jednak zawsze ze zaden model żywieniowy sam w sobie nie odbuduje kosci jesli zabraknie głównego sygnału. dieta ma za zadanie podtrzymac kosci chronić je i dać im odpowiedni budulec a za samo wzmacnianie odpowiada przede wszystkim silny oporowy i uderzeniowy trening mechaniczny bo bez niego nawet najdroższa dieta świata nie zmusi kości do tego żeby stawaly sie gęstsze i twardsze 👍

Dr Jerzy Lewko

Wciąż łamią Ci się kości.. dlaczego sztanga i ciężary to bdb wybór na osteoporozę a bezpieczny basen to za małoSłyszycie...
12/05/2026

Wciąż łamią Ci się kości.. dlaczego sztanga i ciężary to bdb wybór na osteoporozę a bezpieczny basen to za mało

Słyszycie diagnozę osteoporoza i większość od razu zaczyna traktować swoje ciało jak kruchą porcelanę.. Wyobrażamy sobie, że kości to jakieś martwe wapienne rusztowanie, które na starość po prostu się kruszy a my możemy tylko siedzieć i łykać suplementy. To bardzo niebezpieczna iluzja i duży błąd w myśleniu. Prawda jest taka, że kość nie jest martwym kamieniem to wybitnie inteligentna tkanka, która cały czas przebudowuje sie i żeby trzymać formę potrzebuje mocnego sygnału mechanicznego

Wyobraźcie to sobie jako wielką sieć, gdzie komórki zwane osteocytami cały czas sprawdzają jak mocno cialo jest obciążane.. Jak dźwigasz konkretny ciężar kość minimalnie się ugina a one natychmiast wysyłają sygnał żeby zdejmować nogę z hamulca i wrzucić gaz w budowie nowej tkanki. z kolei jak zalegacie na kanapie to proces leci w dół i zaledwie po tygodniu w łóżku tracicie 1 procent gęstości, bo organizm uznaje ze twarde kości nie są wam po prostu potrzebne.

I tutaj ważna sprawa.. Kości są głuche na ogólny ruch. one rozumieją tylko precyzyjny język nacisku.

Spacer to mocne biodra a sztanga to stalowe nadgarstki.. Żeby odpalić budowę kości musicie wejść na wyższe obroty i dźwigać ciężary powyżej 70 procent waszych możliwości. To dlatego pływacy, chociaż mają żelazną kondycję, mają często słabsze kości od amatorów biegania
Jak więc ułożyć plan żeby to miało ręce i nogi i stanowiło bdb oparcie.

Mamy piec konkretnych kroków które warto połączyć w jedną mooocną całość..

Pierwszy i najważniejszy element to trening na siłowni z hantlami czy sztangą. to właśnie praca z ciężarem sprawia, że mięśnie szarpią za kości i dają największy impuls do wzrostu.
Badania Liftmor jasno pokazały, że u kobiet po menopauzie nawet dwa takie treningi w tygodniu oparte na przysiadach i martwym ciągu dają gigantyczne efekty zagęszczenia kręgosłupa i szyjki kości udowej.

Druga sprawa to uderzenia o podłoże czyli po prostu podskoki albo marsz z tupaniem. To generuje ogromną siłę dla bioder i świetnie je zabezpiecza.. Oczywiście z tym uważamy jeśli ktoś ma już poważne ubytki albo świeże złamania bo wtedy to stanowczo odpuszczamy.

Trzeci filar to równowaga. Co z tego, że kości będą twarde jeśli przewrócicie się w łazience.. tu wchodzi równowaga np stanie na jednej nodze z zamkniętymi oczami albo stanie na niepewnym podłożu na przykład chodzimy na uginającym się materacu łóżka 😎 co drastycznie ucina ryzyko upadku i łamania kosci 👍

Czwarty punkt to prostowniki grzbietu. Jak lecicie w dół z postawą garbicie się to nacisk na klatkę rośnie i łatwiej o kompresyjne złamania kręgów. Róbcie ćwiczenia typu superman i rozciągajcie klatkę a problem się ucisza..

Na koniec zostaje ruch tlenowy, ale z naciskiem osiowym. Nordic walking, schody czy taniec to jest to.

rower czy basen są super na serce, ale dla kości to bodziec neutralny

Na pewno omijamy klasyczne brzuszki i głębokie skłony w przód a dla osób leżących bdb opcją będą platformy i maty wibracyjne. Złóżcie to w spójny plan, gdzie w poniedziałek jest siłownia, w środę pilates a w sobotę nordic walking. wasze kości odpowiedzą siłą bo to inteligentna materia która adaptuje się do tego co jej dajecie. Dbajcie o swoje rusztowanie 👍

11/05/2026

W minioną niedzielę miałem okazję gościć w programie Info Senior w TVP Info.

Rozmawialiśmy o osteoporozie – problemie, który dotyka sporą rzeszę pacjentów, szczególnie w starszym wieku. Pomyślałem, że to świetny moment, żeby wystartować z tym tematem na dobre również tutaj.

Podrzucam krótkie wideo prosto z przestrzeni szpitala Śniadeckiego 👍 Będziemy zgłębiać temat, więc to dopiero początek.

Temat jeden: Insulinooporność. Sala pełna..Sala wypełniła się do ostatniego krzesła. I wtedy zrozumiałem, że ten temat n...
09/05/2026

Temat jeden: Insulinooporność. Sala pełna..

Sala wypełniła się do ostatniego krzesła. I wtedy zrozumiałem, że ten temat naprawdę dziś Polskę obchodzi.
Słuchajcie, muszę się z Wami podzielić wczorajszym wieczorem, bo jeszcze go w sobie noszę.

Sala powoli się wypełniała. Jedno krzesło, drugie, trzecie — aż w pewnym momencie zrobiło się tak, że już naprawdę nie było gdzie usiąść. I ta cisza, która zapada przed wykładem, kiedy ludzie przychodzą nie „z ciekawości", tylko z realną potrzebą zrozumienia czegoś ważnego o swoim zdrowiu — to jest zupełnie inna cisza. Czuło się ją.

Przez ponad godzinę samego wykładu, a potem jeszcze długo w pytaniach, udało nam się utrzymać uwagę przez pełne dwie godziny. I powiem Wam szczerze — to były pytania mądre, rzeczowe, przemyślane. Pytania ludzi, którzy już coś w swoim życiu zaczęli zmieniać, już mają pasję, już próbują odwracać to, co jeszcze da się odwrócić. I właśnie z takich spotkań człowiek wychodzi z czystą, dobrą energią. Taką, która potem płynie dalej — do pacjentów, do rodzin, do kolejnych ludzi.

Materiały zostały nagrane, prezentacje zapisane. Opracowanie tego wszystkiego to jednak proces — chcę Wam to podać porządnie, a nie na szybko, więc nagrania będą się pojawiać powolutku, stopniowo. Ale już dziś chciałem z Wami zostawić to, co było dla mnie jednym z najważniejszych wątków całego spotkania.

Insulinooporność — cichy problem niemal każdego z nas

Bo jeśli miałbym wskazać jeden mechanizm, który dziś po cichu dotyka ogromnej części społeczeństwa, to jest nim właśnie insulinooporność.

I tu muszę powiedzieć wprost: to nie jest choroba wybranych. To jest stan, w który dziś naprawdę łatwo wpaść. Wystarczy kilka lat „błądzenia w ciemnościach" jeśli chodzi o dietę, styl życia i codzienne nawyki — podjadanie między posiłkami, słodzone napoje, jedzenie od rana do wieczora, przewlekły stres, niedosypianie, siedzący tryb życia — i grunt jest gotowy. A najgorsze jest to, że przez długi czas nic nie boli.

Mówiąc prościej: komórki przestają słuchać insuliny. Trzustka musi wydzielać jej coraz więcej, żeby wymusić to samo, co kiedyś robiła spokojnie. I wtedy rusza karuzela — wysoka insulina, skoki glukozy, tkanka tłuszczowa wokół narządów, przewlekły stan zapalny, stres oksydacyjny, gorsze lipidy, rosnące ciśnienie, zaburzenia hormonalne, gorszy sen, gorsza koncentracja, gorszy nastrój. Jeden mechanizm, a konsekwencje sięgają dosłownie wszędzie — od serca, przez wątrobę, po mózg i płodność.

No dobrze, to co możemy zrobić praktycznie?

Po pierwsze — wydłużenie okna pokarmowego. I o tym wczoraj mówiliśmy naprawdę dużo. Nasz organizm nie jest stworzony do tego, żeby jeść od rana do wieczora z przekąskami co dwie godziny. Komórki potrzebują przerwy od insuliny. Zacznijcie spokojnie — 10 godzin jedzenia w ciągu doby, potem 8. Bez podjadania, bez kawy z mlekiem „bo przecież to nic", bez „małego co nieco" przed snem. Przerwa ma być przerwą.

Po drugie — posty przerywane, a z czasem również dłuższe, nawet 24-godzinne.

I od razu zaznaczam: to nie jest moda ani wyścig „kto dłużej". To jest narzędzie. Mądre, świadome, dopasowane do siebie. Post to czas, kiedy ciało włącza swoje naturalne mechanizmy naprawcze — autofagię, regenerację, uwrażliwienie komórek na insulinę, spokojniejszą pracę trzustki. Tylko trzeba to robić rozsądnie i z głową, a nie nagle skakać z „jem non stop" na „nie jem całą dobę".

Po trzecie — i tu rzecz, która brzmi banalnie, a jest absolutnie kluczowa — ruch po posiłku.

Dosłownie 10–15 minut spaceru po jedzeniu. Proste, darmowe, dla każdego.

Efekt? Znacząco niższy skok glukozy, mniejszy wyrzut insuliny, lżejsze trawienie, lepszy nastrój. Mięśnie wychwytują glukozę z krwi i ten sam posiłek nagle „robi" w ciele zupełnie co innego. To jest jeden z najbardziej niedocenianych nawyków w całej medycynie stylu życia.

Po czwarte — jakość tego, co trafia na talerz.

Mniej cukru, mniej wysoko przetworzonych produktów, mniej mąki i płynnych kalorii. Więcej warzyw, dobrego białka, zdrowych tłuszczów, błonnika. Posiłek ma sycić na kilka godzin, a nie pobudzać apetyt po czterdziestu minutach.

Po piąte — sen, regeneracja, stres.

Jedna nieprzespana noc potrafi pogorszyć wrażliwość na insulinę tak, jakbyśmy zjedli coś bardzo niemądrego. Przewlekły stres i wysoki kortyzol pchają nas dokładnie w tym samym kierunku, co zła dieta. Dlatego medycyna stylu życia to nie jest tylko „co jesz". To jest: jak śpisz, jak oddychasz, jak się ruszasz, jak odpoczywasz, z kim jesteś i jak reagujesz na to, co przynosi dzień.
I teraz rzecz najważniejsza

Insulinooporność to nie jest wyrok. To jest sygnał. Sygnał, że organizm woła: „zatrzymaj się, spójrz na mnie, daj mi inne warunki — a ja ci oddam zdrowie". I w ogromnej większości przypadków naprawdę oddaje. Widzę to u pacjentów, widzę w praktyce, widzę dosłownie codziennie. Tylko trzeba wejść w ten proces uczciwie — bez magicznej kapsułki, bez „cudownej diety z internetu", bez wiary w to, że ktoś za nas to załatwi.

Zdrowie metaboliczne budujemy małymi, codziennymi decyzjami. Wydłużone okno pokarmowe, spacer po obiedzie, mądrzejszy talerz, spokojniejszy wieczór, lepszy sen. To nie jest rewolucja. To jest rytm. I ten rytm z czasem zmienia wszystko.

Dziękuję Wam wszystkim, którzy wczoraj wypełniliście salę do ostatniego krzesła. To była naprawdę mocna, dobra energia — i ona teraz popłynie dalej. Nagrania będą się pojawiać stopniowo, a w komentarzach piszcie, co u Was najbardziej „kliknęło" i co chcielibyście usłyszeć szerzej.

Dbajcie o siebie mądrze, świadomie, z cierpliwością. Bo medycyna stylu życia to nie chwilowy zryw. To sposób, w jaki zaczynamy traktować samych siebie.

Dr Jerzy Lewko

Adres

Ulica Sw. Rocha 7 M 13
Białystok
15-879

Telefon

+48604974985

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dr Jerzy Lewko umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Dr Jerzy Lewko:

Udostępnij