Każdego dnia walczymy o jej sprawność i pomagamy tez innym w podobnej sytuacji poprzez dzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem. Pragniemy, aby nasza historia pozwoliła uwierzyć wszystkim, że zawsze trzeba mieć nadzieję i walczyć do samego końca, pomimo wszelkich przeciwności. Powyższy wstęp, oraz to co Państwo teraz czytacie, jest efektem wykrycia w 2015 roku u Mamy guza mózgu. Tego co przeżyl
iśmy, tego jak bardzo się temu oddaliśmy oraz jak bardzo bolało i wciąż boli...
Podobno czas leczy rany. Widocznie minęło wciąż zbyt mało czasu...
Jest 11 maja 2015 roku, oddalona od rodzinnego domu o 418 km, Warszawa.
„To był maj... pachniała…” zamiast Saskiej Kępy i spędzania tam wolnego czasu, wśród pięknej zieleni, Mama musiała poddać się operacji. Mijają kolejne godziny...
Operacja trwa...
Do dzisiaj, gdy czasami zamykamy oczy, obrazy i dźwięki są wciąż tak wyraźne jakby to wszystko działo się wczoraj, a to co najbardziej zapadło w pamięci z przeszłości wzmaga na sile...
Nie jesteśmy już dzisiaj tymi samymi osobami, którymi byliśmy wcześniej. Za dużo wiemy...
Za dużo widzieliśmy...
Przed ostateczną decyzją o operacji cały czas poszukiwaliśmy przeróżnych metod leczenia dostępnych w kraju bazujących na wiedzy lekarskiej. W ostateczności tylko operacja neurochirurgiczna okazała się jedyną szansą dla Mamy na dalsze życie, ale jednocześnie też pytaniem: czy ją przeżyje? W trakcie zabiegu nastąpiła bardzo duża ilość komplikacji oraz pojawiły się liczne infekcje. Coraz to nowsze wyniki przeprowadzanych badań ukazywały wielki tragizm sytuacji, a miny i spojrzenia lekarzy mówiły wszystko. Kolejno wystąpiły:
- w trakcie operacji masywny krwotok podpajęczynówkowy,
- następnego dnia rano udar niedokrwienny pnia mózgu,
- co w konsekwencji spowodowało śpiączkę,
- założono dren w głowie,
- rurkę tracheotomijną do oddychania,
- peg w żołądku do karmienia,
- wystąpiły obszary malacji w mózgu,
- stwierdzono odmóżdżenie - ostatni etap przed śmiercią mózgu,
- całkowity brak kontaktu,
- brak ruchu gałek ocznych,
- brak reakcji przy odsysaniu wydzieliny z oskrzeli,
- odruchy ciała świadczące o uszkodzeniach mózgu – sztywność odmóżdżeniowa, prężenia,
- pojawił się wodniak w głowie,
- krwiaki,
- wodogłowie,
- śpiączka przeszła w stan wegetatywny, który trwał prawie 5 miesięcy,
- wystąpiła konieczność przeprowadzenia kolejnych 2 operacji na głowie,
- podwójne widzenie,
- afazja,
- mioklonie
- porażenie czterokończynowe.
Łzy ciekły z policzków prawie w takim samym tempie jak kolejne leki podawane Mamie w formie kroplówek. Wielokrotnie słyszeliśmy opinie, że z Mamy już nic nie będzie, możemy tylko oddać ją do hospicjum, a najlepszym rozwiązaniem byłoby zabrać Mamę ze szpitala, aby chociaż umarła w mieście, gdzie się urodziła...
Myśleliśmy, że już nigdy nie usłyszymy Mamy głosu, a uśmiech i oczy pełne miłości będziemy wspominać tylko ze zdjęć. Codziennie o 23:00 wychodząc z oddziału szpitalnego marzyliśmy, aby usłyszeć jeszcze raz matczyne: „dobranoc”... Tylko modlitwa i miłość dawały nam siły. Pomimo diagnoz lekarzy nie poddaliśmy się - walczyliśmy! Nasza walka rozgrywała się na oddziałach szpitalnych od 7:00 do 23:00. Niejednokrotnie spędzaliśmy noc śpiąc na szpitalnej podłodze obok łóżka Mamy. Te chwile, gdy się walczy pomimo dostrzegania tej ekstremalnej granicy życia i…
I tak przez 6 miesięcy bodźcując, ćwicząc, odżywiając i pielęgnując. Wielokrotnie, gdy zastosowaliśmy jakiś bodziec, podczas pobudzania mózgu, oczekiwaliśmy na reakcje ze strony organizmu. Nie sądziliśmy, że sekundy mogą trwać godziny...
Byliśmy dla Mamy lekarzami, pielęgniarzami oraz fizjoterapeutami. Kolejne konsultacje w całej Polsce, nieustanne bodźcowanie układu nerwowego i czekanie na chwilę, w której popatrzy na nas, uśmiechnie się, powie choć jedno słowo, ruszy choćby milimetr palcem u ręki lub nogi...
W międzyczasie zaistniała konieczność założenia u Mamy zastawki w związku z wodogłowiem. Pojawił się problem, gdyż Mama przechodziła co chwilę infekcje, które nie pozwalały na przeprowadzenie zabiegu. Po pewnym czasie lekarze zakwalifikowali Mamę do założenia zastawki. Po drugiej próbie jej założenia - organizm przyjął ją i zastawka zaczęła spełniać swoją rolę. Według lekarzy, Mama nie powinna żyć, ale żyje i każdego dnia walczy o powrót do normalności. Dziś często łza spływa po policzku, gdy migawki z okresu walki o jej życie przeplatają się z widokiem Mamy walczącej o zdrowie, nowy ruch ręką lub nogą. Tej radości do łez, nikt nam już nie odbierze, mimo innych łez...
Budujemy wszystko zupełnie od nowa - cegła po cegle. Robimy wszystko, co w naszej mocy by spełnić jej marzenie, aby znowu zaczęła chodzić. Dzięki Bogu, naszej heroicznej walce, miłości, opiekuńczości, tysiącom godzin spędzonych przy łóżku na bodźcowaniu, właściwym odżywianiu, milionom wypowiedzianych słów do Mamy, setkom godzin puszczanej muzyki, czytaniu książek oraz przeróżnym ćwiczeniom - ze śpiączki, odmóżdżenia, porażenia czterokończynowego i pozostałych komplikacji - w chwili obecnej jest w stanie, który można określić słowami: coś nieprawdopodobnego! Mama potrafi już obracać się na boki, posadzona siedzi sama bez podparcia coraz lepiej utrzymując równowagę. Mimo poświęcenia na rzecz walki o jej życie i zdrowie oraz całego uczucia jakie w to wkładamy - nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić sami. Zachodzi konieczność stosowania specjalistycznych diet, lekarstw, a przede wszystkim bardzo intensywnej rehabilitacji. Wszystko powyższe nie ma szansy funkcjonować bez tego co tak przyziemne, czyli pieniędzy... Bezwzględnie konieczny i wszechstronny program leczniczy i rehabilitacyjny to 3-4 godzin zajęć dziennie. Realizacja tego przekracza nasze możliwości finansowe, a koszta są bardzo duże. Dlatego z całych serc prosimy o wsparcie. Każda nawet najdrobniejsza pomoc jest bezcenna. Pełni wdzięczności życzymy Państwu, aby dobro, które okażecie, powróciło do Was ze zdwojoną siłą. Będąc wdzięcznymi za otrzymany cud, pragniemy wesprzeć zdobytą wiedzą i doświadczeniem każdego, kto ma w swojej rodzinie osobę po udarze lub w śpiączce i potrzebuje pomocy. Zapraszamy do kontaktu z nami. Z wielką chęcią podzielimy się tym co wiemy i potrafimy, bo tutaj „czas” odgrywa najważniejszą rolę i choć jest ciężko i często beznadziejnie, to mimo tego trzeba działać! Pomimo potężnych nakładów wszelkiego rodzaju sił i czasu w codziennej walce o zdrowie Mamy jesteśmy do Waszej dyspozycji, a jeżeli będziemy w stanie zmienić Wasze łzy rozpaczy w łzy radości to uraduje to nasze serca. Pamiętajcie - nie wolno Wam tracić nadziei, musicie walczyć i nie poddawać się mimo wielu przeciwności. Pragniemy podziękować Bogu, najbliższej rodzinie oraz wszystkim, których spotkaliśmy do tej pory na swojej drodze. Szczególne wyrazy uznania przekazujemy wszystkim dotychczasowym oraz obecnym fizjoterapeutom. Dziękujemy naprawdę z całego serca wszystkim za to, że jesteście z nami i staliście się częścią składową naszej siły do walki, którą mamy na co dzień. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy wspierają naszą walkę! Jeśli chcesz z nami porozmawiać, dowiedzieć się czegoś więcej napisz:
e-mail: [email protected]
Tel: 570336219