24/08/2026
Moja joga to zaprzeczenie praw rozwoju osobistego.
Po latach praktyki, prowadzenia zajęć, nieformalnych grup i samodzielnej drogi przyszedł czas na podsumowanie i wyszły mi z tego bardzo ciekawe wnioski. Wniosek główny jest taki, że moja joga to zaprzeczenie całego wachlarza podstawowych praw tzw. rozwoju osobistego.
1. Wstawanie o 5:00 rano
5:00 rano godzina, o której ludzie sukcesu wstają lub kładą się spać, tak uwielbiana przez wszelkie rutyny sukcesu i jogowe poranki. To też moja godzina pobudki przez wiele lat. Dziś powiem wprost: wstawanie o 5:00 rano NIC nie daje. Przez lata wstawałam o 5:00, bo... to była jedyna godzina, jaką mogłam wyrwać dla siebie. Potem stała się przyzwyczajeniem, a w upały jedynym czasem na ruch. I tylko tyle. Samo w sobie wstawanie o 5:00 rano, bo tak „robią ludzie sukcesu”, nic nie zmienia w wartości tego, co robisz. Zrobisz to o 9:00, 14:00 lub 20:00 i będzie to miało takie samo znaczenie.
2. „Myśli tworzą rzeczywistość”
Moje myśli nie tworzą mojej rzeczywistości – tę zasadę obalałam milion razy. Staję na macie BEZ WZGLĘDU na moje myśli i to, czy mi się chce, czy nie chce (a często mi się nie chce). Bez względu na to, co mi podpowiada moja głowa. Często rozwijam matę, zanim „mój mózg zrealizuje, co chcę robić” (znasz ten stan?). Często im więcej myślę wieczorem o porannej praktyce pod kątem długości i intensywności, a nawet o tym, jak dobrze będę się czuła po, tym bardziej rano się wzbraniam. Świadomość, że będę jogować 1,5 h, strasznie wydłuża mi ten czas w stosunku do tego, kiedy nic nie zakładam i pozwalam sobie po prostu płynąć. Moje myśli potrafią stworzyć okropną rzeczywistość praktyki, ale kiedy wchodzę w ruch i nie skupiam się na tych myślach, to potrafi być fantastycznie.
3. Wyciszenie umysłu jako cel
Wyciszenie umysłu nie jest celem mojej jogi i chyba nigdy nie było. Uważam, że wyciszenie postawione jako cel do osiągnięcia to przymus. Tak, powiem to jeszcze raz: wyciszenie postawione jako cel to przymus. Siadasz na macie z założeniem, że masz „nie słyszeć głowy”. Tylko że Twoja głowa jest częścią Ciebie, jej zadaniem jest myśleć. Wiem, że myśli potrafią być natrętne, bolesne i chorobliwe. Ale wyciszanie ich przez zmuszenie się do niemyślenia tylko pogarsza sytuację. O wiele ważniejsze jest, żeby się tymi myślami odpowiednio zająć: zauważyć je i znaleźć dla siebie metodę, a nie spychać w otchłań ciszy. U mnie bardzo często podczas praktyki pojawiają się najlepsze pomysły i wtedy przerywam, żeby je zapisać. Joga pozwala mi być z moimi myślami.
4. Joga uczy dyscypliny
Joga nie tworzy we mnie dyscypliny. Tak, wiem, wszyscy tak mówią i przez moment tak mi się nawet wydawało. Staję na macie o różnych porach, moja praktyka nie podlega jednemu planowi, choć czasami wykonuję jakieś znane, utrwalone sekwencje. Nie mam narzuconej liczby dni w tygodniu czy rodzajów praktyk, jakie muszę odbyć. Joga po prostu ze mną jest. Nie czuję, żeby wprowadzała więcej dyscypliny w moje życie niż jakakolwiek inna dziedzina. Uważam, że w zdaniu: „joga uczy nas dyscypliny” w miejsce słowa „joga” można wstawić: sport, szkoła, dieta, relacje, książki, podróże, rodzina. „Joga uczy nas dyscypliny” czy „joga wzmacnia dyscyplinę” to dla mnie dziś hasła na instagramową grafikę. Źródeł dyscypliny szukam w sobie.
5. Tu i teraz
Najważniejsze jest bycie tu i teraz, ale.gdybym miała położyć to na jednej szali a na drugiej długofalowe korzyści jogi, to było by po równo. Zdrowie, silne ciało, zalety ekspozycji na słońce, rozbudzenie, uregulowane hormony. Szczerze? Kiedy patrzę wstecz z perspektywy wielu lat, to nie pamiętam tych pojedynczych setek „tu i teraz”, ale bardzo mocno czuję długofalowe skutki na całokształcie.
Jak to jest u Ciebie?