06/05/2026
– Oliś, trzeba posprzątać klocki przed kolacją. – zajrzałam do pokoju.
– Zaraz…
– Słyszałam „zaraz” już kilka razy.
– No bo nie chcę teraz sprzątać.
– Ale miałeś to zrobić wcześniej.
Syn westchnął głośno i odłożył kredkę.
– Tego jest za dużo…
Poczułam, jak zaczynam się spinać. Już miałam powiedzieć: „To może następnym razem w ogóle ich nie wyciągaj”, ale zatrzymałam się.
Wzięłam spokojny oddech.
Potem jeszcze jeden.
Spojrzałam przez chwilę na regał, lampkę i misia leżącego na łóżku, żeby choć trochę zdystansować się od własnego napięcia. Dopiero wtedy spokojnie usiadłam obok syna.
– Wiesz co… czasem jak czegoś jest dużo, to mózgowi trudno zacząć.
Oli pokiwał lekko głową.
– Zwłaszcza jak człowiek jest już zmęczony.
– Yhy… – przytaknął.
– To może zrobimy tylko pierwszy krok? Ty zbierzesz klocki, a ja w tym czasie pozbieram książki?
Syn chwilę milczał i bawił się kredką.
– Dobra… – rzucił nagle.
Najpierw powoli podniósł jeden klocek. Potem drugi. Po chwili sprzątał już całkiem sprawnie.
A ja pomyślałam, że dzieci bardzo często nie potrzebują silniejszego nacisku. Potrzebują kogoś, kto pomoże ich przeciążonemu mózgowi ruszyć z miejsca.
Dziecko często nie mówi „nie” dlatego, że chce walczyć z rodzicem, ale dlatego, że zadanie wydaje mu się za duże, zbyt trudne albo samo jest już zwyczajnie przeciążone. Presja, ponaglanie i zawstydzanie jeszcze bardziej podnoszą wtedy napięcie i utrudniają rozpoczęcie działania.
Kiedy jednak dorosły najpierw zatrzyma i ureguluje siebie, a potem pomoże dziecku zrobić pierwszy mały krok, opór bardzo często zamienia się we współpracę.
To właśnie dlatego kontakt i poczucie bezpieczeństwa tak często działają skuteczniej niż nerwowe ponaglanie i nacisk. Bo pod „nie chce mi się”, oporem czy złością bardzo często stoi nie zła wola, ale przeciążony i niedojrzały układ nerwowy, który po prostu już sobie nie radzi.
Trzeba tylko na moment zatrzymać własną reakcję i spróbować zobaczyć człowieka ukrytego pod zachowaniem. Bo prawda jest taka, że to nie dzieci są trudne. To im bywa trudno. A dzieciom, którym jest ciężko, najbardziej potrzebny jest dorosły, który zamiast dokładać napięcia, pomoże im wrócić do kontaktu, bezpieczeństwa i równowagi.
Bez tego rodzicielstwo bardzo łatwo zamienia się w niekończącą się walkę o rację. Tylko pytanie brzmi: co jest ważniejsze - mieć władzę i rację czy zdrową relację? 😌❤️