20/09/2024
Coś dziewczyny nawywijały. W rójce zacny zapas miodu i pierzgi, ale… garstka pszczół. A było dobrze. Matka czerwiła, fajnie się rozwijały. A tu ciutka larw.
„Ulubienice” Szymka. Nawalone miodu, pszczół sporo, garstka czerwiu, młoda matka, którą wypatrzył i oznaczył ostatnio Leszek… zniknęła.
Muszę połączyć te słabizny.
U kampinosów wydaje się ok, ale za bardzo im nie grzebałam.
Generalnie mam dziś słaby dzień, więc mi to siadło na psychę. Mimo dzikiej radości z wypróbowania w praktyce mojego kostiumu ludka Michelina.
Kosmiczny kombinezon śmieszny, w sensie siateczka jest znacznie sztywniejsza niż płótno, a że ma wstawki z materiału (kieszenie) lub wszyte gumki (w pasie czy przy mankietach), to wydyma się i odstaje, co rzecz jasna jest super pożądane, bo jeszcze bardziej zwiększa się dystans od ciała. Jednocześnie świetna jest ta jego przewiewność! Wprawdzie nie wlazłam w niego w samym tylko bikini, a miałam pod spodem leginsy i koszulkę z długim rękawem, ale nie czuć było (poza sztywnością), jakiejkolwiek dodatkowej warstwy. Lekki, wiatrem podszyty 🙂 Może ta sztywność też się wyrobi? Trochę się boję tylko, że zahaczę o coś tę siateczkę. Ale na razie było OK! Sprawdził się super!
Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że wyglądam jednak jak przybysz z matplanety… kto mnie tam jednak widzi…
Powtórzone badania w kierunku przeciwciał niestety nadal świecą na czerwono. Wprawdzie spadłam z najwyższej klasy o jedną niżej, ale komentujący wyniki w systemie lekarz, kazał mi się zameldować na konsultację. Jeszcze nie wie, że udało mi się dostać na CITO w czerwcu 2025 na konsultację kwalifikującą na odczulanie przy szpitalu… To, że mi wywaliło przeciwciała na jad pszczeli, strasznie mnie wkurza. Przy ulach się tak nie stresuję, ale zwykłe sytuacje, że łazi po mnie pszczoła a ja nie mam zabezpieczenia czy że jestem w pomieszczeniu gdzie jakaś lata, albo że mam wziąć coś gołymi rękoma a tam spacerują pszczoły, zaczyna mnie paraliżować, a nigdy nie stanowiło problemu. Osłabiające.
Dziwną sytuacją w tych dwóch rodzinkach jestem lekko podłamana. W kontekście kampinosów, z których każda matka jest na wagę złota, to czuję tym większą presję. To akurat są dwie z czterech ostatnich naszych niekampinoskich jeszcze rodzin, pozostałe wszystkie są już czystymi kampinosami. Ale o nie to już tak w ogóle się trzęsę i przeżywam, że się boję ruszyć, żeby nie schrzanić.
Wiecie, w tym roku udało się dzięki dr Łucji Skoniecznej i wysiłkom Stowarzyszenie Kampinoska unasiennić sztucznie prawie 100 matek. I tyle obecnie wynosi p**a kampinosów w całej Polsce. Jest o co dygać. A ja wciąż czuję się za małym mikim…
PS. Na otarcie mego dzisiejszego doła - cudne zdjęcia zrobił jak zawsze nieoceniony Szymek, partner in honey, bees, creame 🦹🏻♂️ and life