20/05/2026
Uzależnienie – próba ucieczki od bólu i od siebie
Kiedy myślę o uzależnieniu, coraz mniej widzę w nim samą substancję czy zachowanie, a coraz bardziej człowieka, który próbuje poradzić sobie z czymś, co wewnętrznie staje się zbyt trudne do uniesienia. Z zewnątrz najczęściej widzimy alkohol, narkotyki, papierosy, seks, pracę, jedzenie czy kompulsywne zachowania, ale pod tym wszystkim bardzo często znajduje się ten sam mechanizm — próba regulacji cierpienia, zagłuszenia bólu, wypełnienia pustki albo ucieczki od emocji, z którymi człowiek nie potrafi już być.
Im dłużej praktykuję jako psychoterapeuta w nurcie Core Energetics, tym wyraźniej widzę, że uzależnienie jest nie tylko problemem zachowania. Jest również historią odcięcia. Od ciała, od uczuć, od własnej żywotności i od autentycznego kontaktu ze sobą. Substancja albo kompulsja zaczyna wtedy pełnić funkcję zastępczego źródła energii. Na chwilę daje ulgę, uspokojenie albo poczucie kontroli, ale jednocześnie coraz bardziej oddala człowieka od jego prawdziwego doświadczenia.
Widzę to również przez pryzmat własnej historii. Przez wiele lat paliłem papierosy i długo byłem przekonany, że robię to „dla uspokojenia”, dla chwili przyjemności albo odpoczynku. Dopiero później zacząłem rozumieć, że było w tym coś więcej niż sam nawyk. Papieros dawał mi krótkie zatrzymanie, regulację napięcia i moment oddechu od emocji czy przeciążenia. Nie był rozwiązaniem problemu, ale sposobem, żeby przez chwilę go nie czuć.
Myślę, że właśnie w tym miejscu bardzo często zaczyna się uzależnienie. Nie od samej substancji, ale od doświadczenia ulgi. Organizm uczy się, że istnieje coś, co choć na chwilę odcina od cierpienia, pustki albo napięcia i zaczyna do tego wracać coraz częściej. Problem polega na tym, że to, co początkowo miało regulować ból, z czasem samo staje się jego źródłem.
Uzależnienie wpływa na życie człowieka na wielu poziomach. Stopniowo odbiera kontakt ze sobą, osłabia zdolność do przeżywania emocji, niszczy relacje, zaburza poczucie własnej wartości i prowadzi do coraz większego odcięcia od ciała oraz rzeczywistości. Człowiek zaczyna funkcjonować wokół mechanizmu zdobywania ulgi i unikania cierpienia. Bardzo często pojawia się również wstyd, samotność i poczucie bycia „gorszym”, co jeszcze bardziej wzmacnia cały mechanizm.
Kiedy w pracy terapeutycznej pojawia się podejrzenie uzależnienia, niezwykle ważne staje się stworzenie przestrzeni, w której klient nie będzie czuł się oceniany ani zawstydzany. Myślę, że podstawą są wtedy pytania zadawane nie z pozycji kontroli, ale autentycznej ciekawości i próby zrozumienia. Interesujące staje się nie tylko to, po co klient sięga, ale przede wszystkim kiedy to robi, co wtedy czuje, przed czym próbuje uciec i co dzieje się w jego ciele oraz emocjach tuż przed sięgnięciem po substancję lub kompulsję.
Ważne są dla mnie pytania o samotność, pustkę, napięcie, relacje, poczucie sensu i sposoby regulacji emocji. Interesuje mnie również to, czy klient ma kontakt z własnym ciałem, czy potrafi rozpoznawać swoje emocje i czy w jego historii obecne były doświadczenia odrzucenia, przemocy, zaniedbania albo chronicznego braku bezpieczeństwa.
Jeżeli podejrzewam problem uzależnienia, bardzo ważne staje się dla mnie, aby nie próbować prowadzić procesu wyłącznie samodzielnie. Widzę dużą wartość we współpracy z terapeutami uzależnień, psychiatrami i grupami wsparcia, ponieważ uzależnienie często wymaga wielowymiarowego podejścia. Rolą terapeuty nie jest udowadnianie klientowi, że ma problem, ale pomaganie mu w stopniowym odzyskiwaniu kontaktu ze sobą i budowaniu gotowości do zobaczenia prawdy o swoim funkcjonowaniu.
W tym kontekście bardzo ważną rolę widzę również w AA. Myślę, że ogromną siłą wspólnoty jest doświadczenie, że człowiek nie jest sam. Pojawia się wsparcie, możliwość identyfikacji, poczucie zrozumienia i obecność innych ludzi, którzy przechodzą przez podobny proces. Szczególnie ważne wydaje mi się to w chwilach słabości i bezsilności, kiedy samotność mogłaby bardzo szybko prowadzić do nawrotu.
Widzę również wartość duchowego wymiaru AA, ponieważ uzależnienie bardzo często wiąże się z głębokim poczuciem oddzielenia — od siebie, od innych ludzi i od czegoś większego niż własne ego. Jednocześnie rozumiem, że dla części osób trudne może być samo pojęcie bezsilności albo niektóre bardziej sztywne elementy struktury programu. Mimo tego uważam, że dla wielu ludzi AA staje się niezwykle ważnym miejscem odbudowywania relacji, poczucia wspólnoty i odpowiedzialności za własne życie.
Mój stosunek do koncepcji choroby uzależnienia jest złożony. Rozumiem, dlaczego uzależnienie jest ujmowane jako choroba i widzę, jak bardzo pomaga to wielu ludziom zdjąć z siebie część toksycznego wstydu i moralnej oceny. Jednocześnie czuję, że samo biologiczne rozumienie uzależnienia nie obejmuje całej głębi tego zjawiska. Widzę uzależnienie również jako próbę poradzenia sobie z cierpieniem, z pustką, z odcięciem od własnego rdzenia i od życiowej energii.
Z perspektywy Core Energetics uzależnienie bardzo często wydaje mi się próbą zastąpienia utraconego kontaktu z własną żywotnością. Człowiek szuka energii na zewnątrz, ponieważ utracił kontakt z jej naturalnym źródłem w sobie. Dlatego sama abstynencja, choć niezwykle ważna, często nie wystarcza. Potrzebne staje się stopniowe odzyskiwanie kontaktu z ciałem, emocjami, relacją i własnym wnętrzem.
W pracy z osobą we wczesnej fazie trzeźwości szczególnie ważne wydają mi się bezpieczeństwo, stabilizacja i regulacja układu nerwowego. Na początku procesu człowiek bardzo często doświadcza ogromnej ilości emocji, z którymi wcześniej radził sobie poprzez substancję albo kompulsję. Dlatego terapeuta powinien być ostrożny, ugruntowany i uważny na tempo procesu.
Widzę ogromne znaczenie budowania relacji opartej na braku oceniania, na szacunku i na odbudowywaniu bardzo kruchego poczucia własnej wartości. Ważne staje się również wspieranie klienta w odzyskiwaniu kontaktu z ciałem, ponieważ wiele osób uzależnionych funkcjonuje w silnym odcięciu od własnych odczuć i potrzeb.
Jednocześnie widzę w sobie pewne obszary przeciwprzeniesienia, które wymagają mojej uważności. Znam w sobie tendencję do nadmiernej odpowiedzialności, chęci ratowania i „ciągnięcia” klienta bardziej, niż jest gotowy sam siebie prowadzić. Pojawia się czasem również niecierpliwość i pragnienie, żeby proces zmiany następował szybciej. Myślę, że świadomość tych mechanizmów jest bardzo ważna, ponieważ łatwo byłoby wejść w rolę osoby, która próbuje uratować klienta zamiast towarzyszyć mu w jego własnym procesie.
Im bardziej rozwijam się jako terapeuta, tym wyraźniej widzę, że uzależnienie nie jest dla mnie historią o „słabym człowieku”. Coraz bardziej widzę w nim człowieka, który przez długi czas próbował przetrwać najlepiej, jak potrafił.
Myślę, że uzależnienie bardzo rzadko zaczyna się od substancji. Zaczyna się znacznie wcześniej — w miejscu, w którym człowiek stopniowo traci kontakt ze sobą, ze swoim ciałem, emocjami i własnym wewnętrznym życiem. A droga zdrowienia nie polega wyłącznie na odstawieniu substancji, ale na powolnym odzyskiwaniu tego kontaktu i uczeniu się, że można być ze sobą także wtedy, kiedy pojawia się ból, pustka czy lęk.
Być może właśnie wtedy zaczyna wracać prawdziwa żywotność.
I być może właśnie od tego zaczyna się trzeźwość.
By żyć bardziej W PEWNI siebie...