W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin

W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin Warsztaty rozwojowe. Bycie w pełni siebie, w odwadze i w swojej energetyce.

Osteopatia
Psychoterapia przez ciało - bioenergetyka A.Lowena i Core Energetics
Terapia czaszkowo-krzyżowa CCST Londyn
Praca z ciałem metodą TRE®
Terapia traumy.

Znaleźliśmy się w zacnym gronie trenerów IntenLove :) Zapraszamy na spotkania z fantastycznymi parami, które wnoszą dużo...
10/06/2026

Znaleźliśmy się w zacnym gronie trenerów IntenLove :) Zapraszamy na spotkania z fantastycznymi parami, które wnoszą dużo dobrych wskazówek do relacji i pomagają, kiedy czasami się nie układa. A kiedy jest dobrze, to też warto wiedzieć, jak ją pielęgnować.
Spotkania odbywają się w niedziele o 20:00 na platformie IntentLove. Zapraszamy do naszej wspólnej przestrzeni, warto!

Medytacja IntentLove - głęboki proces spotkania się w prawdzie, uważności i bliskości. Cotygodniowa praktyka dla solistów i dla par.

06/06/2026

A Ty dajesz sobie komfort odpuszczenia?

Tam w środku są dla nas wciąż bardzo ważni… Dużo radości w Dniu Dziecka 😇😇🥰
01/06/2026

Tam w środku są dla nas wciąż bardzo ważni… Dużo radości w Dniu Dziecka 😇😇🥰

W PEWNI siebie — przestrzeń, do której nie przychodzi się po wiedzę. Przychodzi się po siebie.Im dłużej razem z Magdą tw...
28/05/2026

W PEWNI siebie — przestrzeń, do której nie przychodzi się po wiedzę. Przychodzi się po siebie.

Im dłużej razem z Magdą tworzymy naszą przestrzeń, tym bardziej czuję, że to, co robimy, trudno zamknąć w słowach takich jak „warsztaty”, „rozwój”, „terapia” czy nawet „praca z ciałem”. Oczywiście — to wszystko jest częścią naszej drogi. Są medytacje, oddech, osteopatia, psychoterapia, bioenergetyka, Core Energetics, praca z emocjami, układem nerwowym, świadomością i ciałem. Ale pod tym wszystkim jest coś dużo ważniejszego.
Prawdziwe Spotkanie Drugiego Człowieka.
Takie, którego większość z nas przez lata bardzo potrzebowała, ale rzadko doświadczała.

Mam czasem poczucie, że współczesny człowiek jest dziś potwornie samotny. Nawet jeśli wokół są ludzie. Nawet jeśli codziennie rozmawia, pracuje, publikuje zdjęcia, odpowiada na wiadomości i funkcjonuje „normalnie”. Gdzieś bardzo głęboko wielu z nas nosi w sobie ogromne zmęczenie ciągłym byciem kimś. Ciągłym kontrolowaniem siebie. Ciągłym radzeniem sobie. Ciągłym dopasowywaniem do świata, który od najmłodszych lat mówił nam, jacy powinniśmy być, żeby zasłużyć na miłość, bezpieczeństwo i akceptację.

I właśnie dlatego tak wielu ludzi utraciło kontakt ze sobą.

Z własnym ciałem, z oddechem, emocjami. Z prawdziwym czuciem życia.
Nie dlatego, że są słabi albo „niewystarczająco świadomi”. Raczej dlatego, że kiedyś odcięcie było potrzebne. Pomagało przetrwać. Pomagało nie czuć tego, co było zbyt trudne, zbyt bolesne albo zbyt samotne.

I być może właśnie dlatego tak bardzo wierzymy w pracę, która nie zatrzymuje się wyłącznie na poziomie głowy. Bo człowieka nie da się naprawdę spotkać tylko poprzez teorię.
Można przeczytać setki książek o emocjach i nadal nie czuć własnego smutku. Można znać wszystkie koncepcje psychologiczne i nadal nie umieć być blisko. Można rozumieć traumę intelektualnie, a jednocześnie wciąż żyć w napięciu, którego ciało nigdy nie nauczyło się puścić.

Dlatego nasza praca jest zaproszeniem do doświadczenia.

Nie spektakularnego. Nie „instagramowego”. Nie takiego, które daje natychmiastowy efekt i szybkie poczucie transformacji.
Raczej do — w swoim tempie — wracania do siebie. Do odzyskiwania czucia. Do przypominania sobie, że ciało nie jest problemem do naprawienia, ale miejscem, przez które życie chce znowu płynąć.

Coraz bardziej widzę też, że ludzie nie przychodzą do nas wyłącznie po rozwój.
Przychodzą po możliwość bycia prawdziwie przyjętym.
Bez konieczności udowadniania czegokolwiek.
Bez maski.
Bez rywalizacji.
Bez potrzeby bycia „bardziej rozwiniętym”.
Do przestrzeni, w której można się zatrzymać i odkryć, że nie trzeba już cały czas być silnym, produktywnym, duchowym, idealnym ani „ogarniętym”. Że można po prostu być człowiekiem. Ze swoim zmęczeniem. Wrażliwością. Lękiem. Tęsknotą. Ciszą.
I że to jest ok — że to jest przyjęte, nie oceniane i… bezpieczne.

Magda ma w sobie niezwykły dar tworzenia właśnie takiego poczucia bezpieczeństwa. Jest w niej ogromna kobieca miękkość, łagodność i ciepło, ale jednocześnie niezwykła uważność na drugiego człowieka. Potrafi być obok w sposób, który nie przytłacza, nie narzuca i nie ocenia. W jej obecności wiele osób po raz pierwszy od bardzo dawna zaczyna naprawdę opuszczać gardę.
Ja z kolei coraz bardziej odnajduję siebie w pracy, która łączy ciało, emocje, świadomość i duchowość w jedną całość. Nie interesuje mnie człowiek „naprawiony”, dopasowany do świata albo perfekcyjnie funkcjonujący. Interesuje mnie człowiek żywy. Taki, który znowu czuje swoje ciało, swoje granice, swoją prawdę i swoją energię. Człowiek, który nie musi już całe życie kontrolować siebie, żeby zasłużyć na miejsce w świecie.

I myślę, że właśnie w tym spotykają się nasze drogi.
W tworzeniu przestrzeni, która nie obiecuje szybkiej zmiany, ale zaprasza do procesu. Do drogi, która czasem jest trudna, czasem bardzo niewygodna, czasem dłuższa, niż chcielibyśmy — ale która krok po kroku przywraca człowieka do niego samego.
Do życia bliżej własnego Core — rdzenia.

Bo coraz mocniej czujemy, że prawdziwa zmiana nie wydarza się podczas jednego warsztatu, jednej medytacji czy jednego „olśnienia”. Ona rodzi się w relacji. W regularnym spotykaniu siebie. W powolnym budowaniu bezpieczeństwa w ciele i układzie nerwowym. W doświadczeniu, że można być widzianym i jednocześnie nie zostać odrzuconym.

I właśnie dlatego „W PEWNI siebie” nigdy nie było dla nas wyłącznie nazwą.
To raczej kierunek. Droga.
Zaproszenie do życia bliżej ciała, bliżej emocji. Bliżej prawdy.
Nie idealnie. ale prawdziwie.

Bo chyba właśnie za tym najbardziej dziś tęsknimy.
Za miejscem, w którym można wrócić do siebie… i zostać przyjętym dokładnie takim, jakim się jest.
Tak czujemy...

Magda & Darek

Dlaczego dziś tak trudno naprawdę doświadczać siebieŻyjemy dziś w kulturze ogromnej stymulacji i jednocześnie bardzo mał...
22/05/2026

Dlaczego dziś tak trudno naprawdę doświadczać siebie

Żyjemy dziś w kulturze ogromnej stymulacji i jednocześnie bardzo małej pojemności na realne doświadczenie siebie. Świat nauczył nas konsumować swój rozwój osobisty dokładnie tak samo, jak konsumuje się wszystko inne — szybko, wygodnie, bez zbyt dużego dyskomfortu i najlepiej bez konieczności konfrontowania się ze sobą głębiej. Czytamy mnóstwo książek „rozwojowych”, słuchamy setek podcastów i oglądamy tysiące rolek.
Tylko - podcast można zatrzymać, rolkę przewinąć, książkę odłożyć.
Ale spotkania z własnym ciałem, emocjami i drugim człowiekiem nie da się już „scrollować”.

I właśnie dlatego pojawia się opór.

W naszej zawodowej przestrzeni proponujemy coś, co wbrew pozorom jest dużo bardziej wymagające niż teoretyczny „rozwój osobisty”. Nie karmimy tylko wiedzy. Zapraszamy ludzi do doświadczenia. A doświadczenie uruchamia ciało, emocje, pamięć, wstyd, lęk, tęsknotę i wszystko to, co przez lata było trzymane pod kontrolą.

To nie jest łatwe.
Zwłaszcza dla ludzi, którzy przez większość życia funkcjonowali głównie „z głowy”.

Mam też poczucie, że wielu ludzi przychodzi na pierwsze spotkanie trochę, żeby „sprawdzić”, zobaczyć, dotknąć czegoś nowego, ale jeszcze bez pełnej gotowości wejścia w proces. I na tym poprzestaje – nie przychodzi „po więcej”. To wcale nie musi oznaczać porażki. Czasem takie pierwsze spotkanie pracuje w człowieku miesiącami, zanim będzie gotowy wrócić głębiej. I to jest ok.

Myślę, że problemem nie jest też to, że robimy coś źle.
Być może bardziej chodzi o to, że proponujemy coś, czego większość ludzi nigdy nie była uczona — regularnego bycia ze sobą. Nie jednorazowego „przeżycia”, ale procesu.
A współczesny świat prawie w ogóle nie uczy procesu. Uczy efektu.

I być może właśnie tutaj jest nasza rola.
Nie tylko organizować warsztaty, ale powoli edukować ludzi, czym w ogóle jest prawdziwa zmiana. Że nie zawsze jest spektakularna. Że czasem zaczyna się od bardzo subtelnych rzeczy - głębszego oddechu, większego kontaktu z ciałem, mniejszego napięcia, pierwszego momentu prawdziwego wzruszenia albo poczucia, że „nie jestem w tym sam”, że „inni też tak mają”

Bardzo ważne jest dla nas budowanie wokół tych spotkań poczucia bezpieczeństwa i ciągłości. Z prostej przyczyny - dużo łatwiej jest wracać tam, gdzie czujemy wspólnotę, rytm i relację, a nie tylko „wydarzenie”. Do miejsca w sobie, za którym cichutko, lub całkiem nieświadomie tęsknimy. Dlatego mniej nam chodzi o pojedyncze warsztaty, a bardziej o tworzenie przestrzeni, do której człowiek stopniowo zaczyna przynależeć.

Bo właśnie ta przestrzeń staje się pomostem między światem głowy a światem doświadczenia.
Bo czujemy, że tam zaczyna się droga do bycia bardziej W PEWNI siebie…

Magda & Darek

Core Energetics Polska
Polskie Towarzystwo Psychoterapii Core Energetics
Polskie Stowarzyszenie Analizy Bioenergetycznej

Uzależnienie – próba ucieczki od bólu i od siebieKiedy myślę o uzależnieniu, coraz mniej widzę w nim samą substancję czy...
20/05/2026

Uzależnienie – próba ucieczki od bólu i od siebie

Kiedy myślę o uzależnieniu, coraz mniej widzę w nim samą substancję czy zachowanie, a coraz bardziej człowieka, który próbuje poradzić sobie z czymś, co wewnętrznie staje się zbyt trudne do uniesienia. Z zewnątrz najczęściej widzimy alkohol, narkotyki, papierosy, seks, pracę, jedzenie czy kompulsywne zachowania, ale pod tym wszystkim bardzo często znajduje się ten sam mechanizm — próba regulacji cierpienia, zagłuszenia bólu, wypełnienia pustki albo ucieczki od emocji, z którymi człowiek nie potrafi już być.

Im dłużej praktykuję jako psychoterapeuta w nurcie Core Energetics, tym wyraźniej widzę, że uzależnienie jest nie tylko problemem zachowania. Jest również historią odcięcia. Od ciała, od uczuć, od własnej żywotności i od autentycznego kontaktu ze sobą. Substancja albo kompulsja zaczyna wtedy pełnić funkcję zastępczego źródła energii. Na chwilę daje ulgę, uspokojenie albo poczucie kontroli, ale jednocześnie coraz bardziej oddala człowieka od jego prawdziwego doświadczenia.

Widzę to również przez pryzmat własnej historii. Przez wiele lat paliłem papierosy i długo byłem przekonany, że robię to „dla uspokojenia”, dla chwili przyjemności albo odpoczynku. Dopiero później zacząłem rozumieć, że było w tym coś więcej niż sam nawyk. Papieros dawał mi krótkie zatrzymanie, regulację napięcia i moment oddechu od emocji czy przeciążenia. Nie był rozwiązaniem problemu, ale sposobem, żeby przez chwilę go nie czuć.

Myślę, że właśnie w tym miejscu bardzo często zaczyna się uzależnienie. Nie od samej substancji, ale od doświadczenia ulgi. Organizm uczy się, że istnieje coś, co choć na chwilę odcina od cierpienia, pustki albo napięcia i zaczyna do tego wracać coraz częściej. Problem polega na tym, że to, co początkowo miało regulować ból, z czasem samo staje się jego źródłem.
Uzależnienie wpływa na życie człowieka na wielu poziomach. Stopniowo odbiera kontakt ze sobą, osłabia zdolność do przeżywania emocji, niszczy relacje, zaburza poczucie własnej wartości i prowadzi do coraz większego odcięcia od ciała oraz rzeczywistości. Człowiek zaczyna funkcjonować wokół mechanizmu zdobywania ulgi i unikania cierpienia. Bardzo często pojawia się również wstyd, samotność i poczucie bycia „gorszym”, co jeszcze bardziej wzmacnia cały mechanizm.

Kiedy w pracy terapeutycznej pojawia się podejrzenie uzależnienia, niezwykle ważne staje się stworzenie przestrzeni, w której klient nie będzie czuł się oceniany ani zawstydzany. Myślę, że podstawą są wtedy pytania zadawane nie z pozycji kontroli, ale autentycznej ciekawości i próby zrozumienia. Interesujące staje się nie tylko to, po co klient sięga, ale przede wszystkim kiedy to robi, co wtedy czuje, przed czym próbuje uciec i co dzieje się w jego ciele oraz emocjach tuż przed sięgnięciem po substancję lub kompulsję.

Ważne są dla mnie pytania o samotność, pustkę, napięcie, relacje, poczucie sensu i sposoby regulacji emocji. Interesuje mnie również to, czy klient ma kontakt z własnym ciałem, czy potrafi rozpoznawać swoje emocje i czy w jego historii obecne były doświadczenia odrzucenia, przemocy, zaniedbania albo chronicznego braku bezpieczeństwa.

Jeżeli podejrzewam problem uzależnienia, bardzo ważne staje się dla mnie, aby nie próbować prowadzić procesu wyłącznie samodzielnie. Widzę dużą wartość we współpracy z terapeutami uzależnień, psychiatrami i grupami wsparcia, ponieważ uzależnienie często wymaga wielowymiarowego podejścia. Rolą terapeuty nie jest udowadnianie klientowi, że ma problem, ale pomaganie mu w stopniowym odzyskiwaniu kontaktu ze sobą i budowaniu gotowości do zobaczenia prawdy o swoim funkcjonowaniu.

W tym kontekście bardzo ważną rolę widzę również w AA. Myślę, że ogromną siłą wspólnoty jest doświadczenie, że człowiek nie jest sam. Pojawia się wsparcie, możliwość identyfikacji, poczucie zrozumienia i obecność innych ludzi, którzy przechodzą przez podobny proces. Szczególnie ważne wydaje mi się to w chwilach słabości i bezsilności, kiedy samotność mogłaby bardzo szybko prowadzić do nawrotu.

Widzę również wartość duchowego wymiaru AA, ponieważ uzależnienie bardzo często wiąże się z głębokim poczuciem oddzielenia — od siebie, od innych ludzi i od czegoś większego niż własne ego. Jednocześnie rozumiem, że dla części osób trudne może być samo pojęcie bezsilności albo niektóre bardziej sztywne elementy struktury programu. Mimo tego uważam, że dla wielu ludzi AA staje się niezwykle ważnym miejscem odbudowywania relacji, poczucia wspólnoty i odpowiedzialności za własne życie.

Mój stosunek do koncepcji choroby uzależnienia jest złożony. Rozumiem, dlaczego uzależnienie jest ujmowane jako choroba i widzę, jak bardzo pomaga to wielu ludziom zdjąć z siebie część toksycznego wstydu i moralnej oceny. Jednocześnie czuję, że samo biologiczne rozumienie uzależnienia nie obejmuje całej głębi tego zjawiska. Widzę uzależnienie również jako próbę poradzenia sobie z cierpieniem, z pustką, z odcięciem od własnego rdzenia i od życiowej energii.

Z perspektywy Core Energetics uzależnienie bardzo często wydaje mi się próbą zastąpienia utraconego kontaktu z własną żywotnością. Człowiek szuka energii na zewnątrz, ponieważ utracił kontakt z jej naturalnym źródłem w sobie. Dlatego sama abstynencja, choć niezwykle ważna, często nie wystarcza. Potrzebne staje się stopniowe odzyskiwanie kontaktu z ciałem, emocjami, relacją i własnym wnętrzem.

W pracy z osobą we wczesnej fazie trzeźwości szczególnie ważne wydają mi się bezpieczeństwo, stabilizacja i regulacja układu nerwowego. Na początku procesu człowiek bardzo często doświadcza ogromnej ilości emocji, z którymi wcześniej radził sobie poprzez substancję albo kompulsję. Dlatego terapeuta powinien być ostrożny, ugruntowany i uważny na tempo procesu.
Widzę ogromne znaczenie budowania relacji opartej na braku oceniania, na szacunku i na odbudowywaniu bardzo kruchego poczucia własnej wartości. Ważne staje się również wspieranie klienta w odzyskiwaniu kontaktu z ciałem, ponieważ wiele osób uzależnionych funkcjonuje w silnym odcięciu od własnych odczuć i potrzeb.

Jednocześnie widzę w sobie pewne obszary przeciwprzeniesienia, które wymagają mojej uważności. Znam w sobie tendencję do nadmiernej odpowiedzialności, chęci ratowania i „ciągnięcia” klienta bardziej, niż jest gotowy sam siebie prowadzić. Pojawia się czasem również niecierpliwość i pragnienie, żeby proces zmiany następował szybciej. Myślę, że świadomość tych mechanizmów jest bardzo ważna, ponieważ łatwo byłoby wejść w rolę osoby, która próbuje uratować klienta zamiast towarzyszyć mu w jego własnym procesie.
Im bardziej rozwijam się jako terapeuta, tym wyraźniej widzę, że uzależnienie nie jest dla mnie historią o „słabym człowieku”. Coraz bardziej widzę w nim człowieka, który przez długi czas próbował przetrwać najlepiej, jak potrafił.

Myślę, że uzależnienie bardzo rzadko zaczyna się od substancji. Zaczyna się znacznie wcześniej — w miejscu, w którym człowiek stopniowo traci kontakt ze sobą, ze swoim ciałem, emocjami i własnym wewnętrznym życiem. A droga zdrowienia nie polega wyłącznie na odstawieniu substancji, ale na powolnym odzyskiwaniu tego kontaktu i uczeniu się, że można być ze sobą także wtedy, kiedy pojawia się ból, pustka czy lęk.

Być może właśnie wtedy zaczyna wracać prawdziwa żywotność.
I być może właśnie od tego zaczyna się trzeźwość.
By żyć bardziej W PEWNI siebie...

19/05/2026

W niedzielny wieczór podziała się jakaś magia - tak to czuliśmy. Temat kontroli towarzyszy nam wszystkim, bać się jej, słuchać czy nie, stosować czy może jednak odpuszczać? Kontrola w pracy, w sobie, w relacji. Czy muszę być w ramce, czy mogę być trochę poza? Czy mogę zaufać partnerowi, czy jednak moja kontrola wygra i postawię na swoje przekonania i sprawdzone schematy?

W niedzielny wieczór pokazaliśmy Wam kilka ćwiczeń, które pomagają okiełznać kontrolę i dobrze wylądować w sobie. W sercu, w miłości, w bliskości - bo ona rozpuszcza kontrolę. Warto zbierać takie okruchy, bo z nich tworzy się ta druga nasza strona- ta łagodniejsza i dająca więcej przestrzeni na kontakt z emocjami w teraźniejszości.

Obiecujemy, że na następnym spotkaniu zadbamy o każdego partnera i będzie „na dwie strony” 🙂
Ogromnie dziękujemy, że byliście z nami - to jest naprawdę poruszające czuć, że tworzymy społeczność ludzi, która jest jak rafa koralowa - spójna, współistniejąca, czująca i doświadczająca ❤

Magda&Darek
Team IntentLove

Kontrola jako substytut poczucia bezpieczeństwaCzłowiek bardzo rzadko kontroluje dlatego, że naprawdę chce mieć władzę n...
17/05/2026

Kontrola jako substytut poczucia bezpieczeństwa

Człowiek bardzo rzadko kontroluje dlatego, że naprawdę chce mieć władzę nad światem. Znacznie częściej robi to dlatego, że gdzieś głęboko w sobie nie czuje się bezpiecznie.

To właśnie dlatego potrzeba kontroli tak często pojawia się tam, gdzie jest dużo lęku, niepewności albo doświadczeń, w których życie wymknęło się kiedyś spod wpływu. Organizm zapamiętuje takie chwile bardzo głęboko i później próbuje zrobić wszystko, żeby już nigdy więcej nie dopuścić do podobnego chaosu.

Czasem zaczyna się to bardzo wcześnie — w domu, w którym emocje były nieprzewidywalne, w relacji z rodzicem, którego nastroje trudno było odczytać, w doświadczeniu odrzucenia, zawstydzenia albo życia w ciągłym napięciu. Dziecko bardzo szybko uczy się wtedy, że musi być czujne, przewidywać, dostosowywać się i stale „czytać otoczenie”, żeby uniknąć bólu albo konfliktu.

Problem polega na tym, że ciało i układ nerwowy nie zapominają tych doświadczeń wtedy, kiedy dorastamy. Mechanizm kontroli zostaje z nami i zaczyna działać automatycznie, nawet wtedy, gdy realnego zagrożenia już nie ma. Życie z natury nie daje się jednak do końca kontrolować, a im bardziej próbujemy je ścisnąć, tym więcej napięcia zaczyna pojawiać się w nas samych.
Kontrola bardzo szybko zapisuje się w ciele. Widać ją w sztywności, w trudności z rozluźnieniem, w oddechu, który zamiast swobodnie płynąć, staje się płytki i ostrożny, jakby organizm cały czas czekał na coś, co może się wydarzyć. Widać ją w napiętej szczęce, w barkach, które nigdy do końca nie odpoczywają, w problemie z odpuszczeniem, w nieustannym poczuciu, że trzeba nad czymś panować, coś przewidywać albo być przygotowanym.

Wiele osób nawet nie zauważa już, że są zmęczone kontrolowaniem, bo żyją w tym stanie od lat. Kontrolują swoje emocje, żeby nie pokazać słabości albo nie zostać ocenionym. Kontrolują ciało, żeby wyglądać „właściwie”, zachowywać się „odpowiednio” i nie dopuścić do spontaniczności, która mogłaby odsłonić coś bardziej prawdziwego. Kontrolują relacje, żeby nie zostać zranionym, zdradzonym czy zostawionym. Nawet próbują kontrolować przyszłość poprzez ciągłe analizowanie, planowanie i przewidywanie wszystkiego, co może pójść nie tak.

Czasem kontrola przybiera formę perfekcjonizmu, który z zewnątrz wygląda jak ambicja i odpowiedzialność, a w środku jest lękiem przed błędem i odrzuceniem. Czasem staje się nadmiernym działaniem i nieustannym „muszę coś robić”, bo zatrzymanie mogłoby uruchomić kontakt z pustką albo bezradnością. A czasem przeciwnie — wycofaniem i zamknięciem, bo jeśli nie wejdę za bardzo w życie, to życie nie będzie mogło mnie zranić.

Bardzo wyraźnie widać to również w relacjach. Tam, gdzie pojawia się silna potrzeba kontroli, bardzo często pojawiają się też oczekiwania. Chcemy, żeby druga osoba zachowywała się w określony sposób, reagowała tak, jak potrzebujemy, dawała nam poczucie stabilności i przewidywalności. Próbujemy czasem kontrolować rozmowy, emocje, bliskość, a nawet sposób, w jaki ktoś nas kocha. I nie ma w tym nic dziwnego, bo pod tym wszystkim zwykle znajduje się lęk przed utratą, odrzuceniem albo bólem. Problem polega jednak na tym, że relacja zaczyna wtedy coraz mniej płynąć, a coraz bardziej przypomina próbę zarządzania niepewnością.

Kontrola jest również przeciwieństwem spontaniczności, ale nie dlatego, że spontaniczność sama w sobie jest czymś niebezpiecznym. Dla wielu ludzi spontaniczność oznacza chaos, utratę wpływu i ryzyko, że wydarzy się coś, czego nie będą w stanie zatrzymać czy opanować. Dlatego tak trudno jest naprawdę odpuścić, zaufać albo pozwolić sobie po prostu być w chwili obecnej bez ciągłego sprawdzania, analizowania i zabezpieczania się.

Z perspektywy terapeutycznej coraz wyraźniej widzę, że kontrola bardzo często była kiedyś czymś potrzebnym. Pomagała przetrwać, organizowała rzeczywistość i dawała choć minimalne poczucie bezpieczeństwa. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy staje się jedynym sposobem funkcjonowania i kiedy człowiek nie potrafi już odpocząć nawet wtedy, gdy realnego zagrożenia nie ma.

Bo prawdziwe bezpieczeństwo nie rodzi się z kontroli. Rodzi się z kontaktu. Z ciałem, z emocjami, z drugim człowiekiem i z rzeczywistością taką, jaka jest. A zaufanie nie pojawia się dlatego, że podejmujemy decyzję, żeby ufać. Ono pojawia się wtedy, kiedy organizm przestaje być w ciągłej gotowości do walki i zaczyna doświadczać, że może na chwilę puścić.

I być może właśnie wtedy zaczyna wracać życie — bardziej miękkie, bardziej spontaniczne i bardziej prawdziwe.
Bardziej W PEWNI siebie...

Adres

Północna 67
Budy Brodzkie
27-230

Telefon

+48607347238

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do W PEWNI Siebie - osteopatia i psychoterapia. Magdalena i Dariusz Serafin:

Udostępnij