15/06/2026
Miesiąc na onkologii.
I jedno z pierwszych zderzeń z rzeczywistością:
znalezienie żyły u pacjenta onkologicznego to czasem jak szukanie złota.
Naprawdę. To wymaga ogromnej wprawy i doświadczenia.
Patrzę na pielęgniarki, z którymi pracuję — i jestem pod ogromnym wrażeniem.
Nie tylko ich umiejętności.
Ale też tego, jak bardzo chcą uczyć i dzielić się wiedzą.
Z rzeczy bardziej „ludzkich”:
mam wrażenie, że pielęgniarki mają pęcherze z innej planety 😅
Bo naprawdę rzadko jest czas, żeby iść do toalety.
Na izbie bywa różnie.
Są rzuty, kiedy pracy jest ogrom.
I są momenty ciszy.
I bardzo szybko uczysz się jednego:
👉 jak jest chwila — jesz i pijesz, bo nie wiesz, co będzie za 10 minut.
Emocje?
Pełne spektrum.
Ból, cierpienie, rezygnacja, złość…
ale też spokój, akceptacja i ogromna siła.
I coś, co mnie naprawdę zaskoczyło:
przez cały miesiąc spotkałam się głównie z życzliwością.
Nikt na mnie nie krzyczał.
Nikt nie wyładowywał na mnie swojej złości.
Mam poczucie, że jeśli dajesz pacjentowi uważność i empatię —
on potrafi to oddać, nawet w bardzo trudnym momencie życia.
Ten miesiąc mocno mi pokazał,
jak kruche jest życie.
Niezależnie od wieku, wyglądu, „zdrowego stylu życia”.
Bo choroba nie wybiera.
A jednocześnie widzę coś bardzo mocnego:
takie zadaniowe podejście pacjentów i ich rodzin.
👉 „Trzeba coś zrobić — to robimy.”
Nawet jeśli gdzieś z tyłu głowy jest świadomość,
że nie wszystko da się wygrać.
A ja?
Uczę się.
Dużo.
I trochę mnie zaskoczyło, że…
najwięcej czasu spędzam przy komputerze 😅
Manualnie czuję, że łapię schematy, procedury.
Ale nadal — najtrudniejsze zostaje to pierwsze:
dobra decyzja i jedno, dobre wkłucie.