03/09/2026
Szanowni Państwo
W związku z planowaną likwidacją ubezwłasnowolnienia, zachęcamy do zapoznania się z postem Przygody Rezolutnego Bączka .
Post jest mocny i konkretny!
W pierwszym komentarzu pod postem udostępniliśmy link do petycji. 👇👇👇
GODNOŚĆ PO SEJMOWEMU: 180 SEKUND. NASTĘPNY PROSZĘ
Rodziny osób z niepełnosprawnościami czekały na reformę ubezwłasnowolnienia kilkadziesiąt lat. Czekałyśmy na dobre prawo – przemyślane, bezpieczne i uwzględniające bardzo różne sytuacje życiowe.
Nie czekałyśmy na jakiekolwiek prawo. Nie czekałyśmy na ustawę napisaną na kolanie, pełną luk, których skutki poniosą ludzie całkowicie zależni od pomocy innych.
Wczorajsze wysłuchanie publiczne znakomicie pokazało, ile w praktyce znaczy deklarowana „godność”.
Dokładnie trzy minuty. Następny proszę.
Uchwałę o przeprowadzeniu wysłuchania komisje przyjęły 30 lipca. Termin zgłaszania zainteresowania udziałem upływał 24 sierpnia. Było więc 25 dni na znalezienie formularza, wypełnienie go i przesłanie. Od przyjęcia uchwały do samego wysłuchania minęły natomiast 34 dni – prawie pięć tygodni.
Naprawdę trudno uwierzyć, że przez tak długi czas nie dało się skorzystać z przewidzianej formy zgłoszenia.
Najwyraźniej jednak formularze, terminy i Regulamin Sejmu są obowiązkowe przede wszystkim dla tych, którzy mają wobec projektu poważne zastrzeżenia. Dla pozostałych przewidziano chyba nowy instrument: **wspierane omijanie procedur**.
Regulamin Sejmu jest jasny. Artykuły 70b i 70c przewidują terminowe zgłoszenie zainteresowania udziałem oraz złożenie go na urzędowym formularzu. Zgłoszenie niespełniające wymaganych warunków jest bezskuteczne.
Mimo to do udziału dopuszczono wiele dodatkowych osób i instytucji, których nie było na opublikowanej liście prawidłowo zgłoszonych uczestników.
Jeżeli zostały zaproszone na podstawie art. 154 ust. 3 Regulaminu Sejmu, chciałabym wiedzieć:
– kto je zaprosił,
– według jakich kryteriów,
– w jakim charakterze uczestniczyły w wysłuchaniu,
– dlaczego ich obecność ograniczała czas osób, które zgłosiły się prawidłowo i w terminie.
Obecność zaproszonego gościa na posiedzeniu komisji i prawo do wystąpienia podczas wysłuchania publicznego nie są tym samym.
Chyba że w Sejmie obowiązuje obecnie prawo płynne: jednego dnia przepis coś znaczy, następnego już nie, a ostateczna interpretacja zależy od tego, czy uczestnik zamierza chwalić projekt, czy zadawać niewygodne pytania.
Nie sprawdzono nawet rzetelnie, ilu spośród zgłoszonych uczestników rzeczywiście jest obecnych. Wielu osób nie było – zarówno spośród zgłoszonych prawidłowo, jak i dopuszczonych dodatkowo.
Czy w związku z tym wydłużono czas pozostałym?
Oczywiście, że nie.
Sejmowa matematyka godnościowa: im mniej uczestników, tym nadal trzy minuty.
Artykuł 70g ust. 3 Regulaminu pozwala przewodniczącemu przedłużyć czas wystąpienia. Nie skorzystano z tego. Zamiast tego słyszeliśmy przerywanie wypowiedzi i wyłączanie mikrofonów.
Całe wysłuchanie trwało niespełna godzinę i 45 minut. Projekt ma setki stron i zmienia fundamenty prawa cywilnego, rodzinnego, opiekuńczego, medycznego oraz procesowego. Może dotyczyć setek tysięcy ludzi: osób z niepełnosprawnościami, seniorów, osób z demencją, chorobą Alzheimera, Parkinsona, chorobami psychicznymi oraz następstwami urazów mózgu.
Trzy minuty. Następny proszę. Godność została zaliczona. Można rozejść się do domu.
Jednocześnie zabrakło głosu przedstawicieli domów pomocy społecznej. Z mojej wiedzy wynika, że środowisko DPS-ów podejmowało próby zgłoszenia swoich przedstawicieli, lecz żadnej z tych osób nie znalazłam na opublikowanej liście uczestników.
O mieszkańcach DPS-ów ponownie dyskutowano więc bez rzeczywistego głosu ludzi, którzy znają codzienność tych placówek, problemy mieszkańców i praktyczne konsekwencje UD80.
Ale spokojnie. Inne organizacje mogły przyprowadzić dodatkowych uczestników. Miejsca na głosy popierające ustawę nie zabrakło. Zabrakło miejsca na głos DPS-ów.
Przypadek? Nie wiem. Wiem natomiast, jaki był skutek: głosy krytyczne ograniczono do 180 sekund, a doskonale znany chór entuzjastów otrzymał kolejną scenę do odśpiewania tej samej pieśni o godności.
Nie wiem, czy celem dopuszczenia kolejnych osób reprezentujących podobne stanowisko było rozmycie krytyki. Wiem, że taki był efekt.
Organizacje stale obecne w pracach parlamentarnych ponownie otrzymały mikrofon. Rodzice, opiekunowie i obywatele, którzy tygodniami analizowali projekt, dostali trzy minuty. DPS-y nie dostały rzeczywistego głosu.
**Pluralizm w wersji sejmowej: wszyscy mogą mówić, pod warunkiem że mówią mniej więcej to samo.**
PSONI i PFON po raz kolejny wiele mówiły o Konwencji ONZ o prawach osób niepełnosprawnych. Szkoda, że w wersji bufetowej: wybieramy z Konwencji to, co nam smakuje, a resztę zostawiamy na talerzu.
Szczególnie pouczające było wystąpienie osoby reprezentującej Helsińską Fundację Praw Człowieka. Według moich notatek usłyszeliśmy, że art. 12 Konwencji „wprost nakazuje” Polsce zniesienie ubezwłasnowolnienia, natomiast polska deklaracja interpretacyjna nr 1 jest w zasadzie nieważna i należy ją wycofać.
Cud prawny. Przepis zaczął mówić „wprost” coś, czego w nim wprost nie napisano.
Artykuł 12 Konwencji nie zawiera zdania, zgodnie z którym państwa mają obowiązek „znieść ubezwłasnowolnienie”. Mówi o równości wobec prawa, korzystaniu ze zdolności prawnej, dostępie do wsparcia oraz odpowiednich i skutecznych zabezpieczeniach.
Postulat likwidacji zastępczego podejmowania decyzji wynika z interpretacji przyjętej przez Komitet ONZ w komentarzu ogólnym nr 1. Nie wynika „wprost” z literalnego brzmienia art. 12.
Konwencja jest dokumentem. Komentarz Komitetu jest interpretacją tego dokumentu. Można tę interpretację popierać. Nie można jednak udawać, że jedno i drugie jest dokładnie tym samym tekstem.
Polska deklaracja interpretacyjna nr 1 również nie wyparowała tylko dlatego, że komuś przeszkadza w prezentacji. Została formalnie złożona i nadal jest zarejestrowana u depozytariusza Konwencji. Polska oświadczyła w niej, że interpretuje art. 12 w sposób pozwalający na stosowanie ubezwłasnowolnienia jako środka objętego zabezpieczeniami wskazanymi w ust. 4.
Można żądać wycofania deklaracji. Można z nią polemizować. Nie można uczciwie twierdzić, że jest „niczym”, a następnie przedstawiać własnej interpretacji jako literalnej treści Konwencji.
Dyplom prawniczy nie zmienia interpretacji w treść przepisu. Chociaż po wczorajszym wysłuchaniu zaczynam podejrzewać, że także ta zasada została właśnie godnościowo zreformowana.
Pan prawnik postanowił również postraszyć słuchaczy, że jeżeli Polska nie zlikwiduje ubezwłasnowolnienia, czekają ją „setki pozwów do Trybunału”.
Do którego Trybunału? Piłkarskiego?
Bo w systemie Konwencji ONZ nie istnieje żaden trybunał, do którego wnosi się „pozwy” przeciwko Polsce. Istnieje Komitet ONZ do spraw Praw Osób z Niepełnosprawnościami, który może rozpatrywać indywidualne zawiadomienia przeciwko państwu, ale wyłącznie wtedy, gdy państwo jest stroną Protokołu fakultatywnego do Konwencji.
A Polska do dzisiaj tego Protokołu nie ratyfikowała.
Oznacza to, że osoby znajdujące się pod polską jurysdykcją nadal nie mogą kierować przeciwko Polsce indywidualnych zawiadomień do Komitetu ONZ w trybie przewidzianym tym Protokołem. Potwierdza to oficjalny rejestr traktatowy ONZ, w którym Polski nie ma wśród stron Protokołu, oraz Rzecznik Praw Obywatelskich, który od lat zabiega o jego ratyfikację.
Godność jest przecież wartością nadrzędną. Cóż z tego, że człowiek nie ma możliwości zawalczenia o jej poszanowanie przed międzynarodowym organem powołanym specjalnie do ochrony praw osób z niepełnosprawnościami?
Najważniejsze, że można przez trzy minuty pięknie opowiadać o Konwencji. A potem wyłączyć mikrofon.
Jeżeli natomiast pan prawnik miał na myśli Europejski Trybunał Praw Człowieka, należało to powiedzieć. Do ETPC wnosi się skargi dotyczące praw zagwarantowanych Europejską Konwencją Praw Człowieka, a nie „pozwy” o bezpośrednie naruszenie art. 12 Konwencji ONZ. Protokół fakultatywny do KPON nie ma z postępowaniem przed ETPC nic wspólnego.
Bez wskazania, o jaki organ, jaką procedurę, jaką podstawę prawną i jakie warunki dopuszczalności chodzi, zapowiedź „setek pozwów do Trybunału” nie jest analizą prawną. Jest efektownym straszakiem rzuconym do mikrofonu.
Szkoda, że nikt panu prawnikowi nie podpowiedział, że:
– Komitet ONZ nie jest trybunałem,
– zawiadomienie indywidualne nie jest pozwem,
– Polska nie ratyfikowała Protokołu fakultatywnego,
– skarga do ETPC opiera się na Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Ale spokojnie. Skoro moje teksty są czytane tak pilnie i z wypiekami na twarzy, zostawiam gotową ściągę. Może przed kolejnym publicznym wykładem ktoś zdąży ją panu prawnikowi przekazać.
Najważniejsze jest jednak to, czego przez trzy minuty nie dało się powiedzieć.
Projekt likwiduje dotychczasową instytucję opiekuna prawnego oraz związane z nią przepisy Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego dotyczące pieczy nad osobą. W zamian otrzymujemy przede wszystkim katalog czynności, przy których kurator ma człowieka wspierać albo reprezentować.
Tyle że człowiek nie jest katalogiem czynności prawnych.
Kto będzie miał prawny obowiązek dopilnowania jedzenia, picia, leków, higieny, bezpieczeństwa, wizyt lekarskich i reakcji w sytuacji zagrożenia?
Kto będzie gwarantem bezpieczeństwa osoby nieporadnej ze względu na stan zdrowia?
Na kim spocznie szczególny prawny obowiązek zapobieżenia skutkowi, od którego zależy odpowiedzialność za zaniechanie na gruncie Kodeksu karnego?
Projekt na te pytania nie odpowiada.
Możemy więc otrzymać kuratora uprawnionego do podpisania umowy za człowieka, który umrze z głodu przy pełnej lodówce, ponieważ nikt nie został prawnie zobowiązany do sprawowania nad nim faktycznej pieczy.
Cóż za postęp. Umowa podpisana prawidłowo, człowiek nie żyje, ale za to jego autonomia została uszanowana wzorowo.
Możemy otrzymać osobę uprawnioną do reprezentacji w sprawach zdrowotnych, ale bez jednolitego dokumentu potwierdzającego jej umocowanie, zakres tego umocowania i jego aktualność.
Lekarz, szpital, bank ani urząd nie mogą opierać się na oświadczeniu: „Proszę mi wierzyć, jestem kuratorem”. Nikt nie będzie nosił przy sobie kilkunastostronicowego orzeczenia sądu i prowadził na szpitalnym korytarzu wykładu z prawa cywilnego.
Człowiek chory na nowotwór nie może czekać tygodniami, aż sąd wyjaśni, kto może wyrazić zgodę na leczenie.
Ale najwyraźniej rak również powinien uszanować reformę, zapoznać się z harmonogramem sądu rejonowego i grzecznie poczekać na prawomocne postanowienie.
Możemy otrzymać dziecko przebywające w DPS-ie, które kończy osiemnaście lat przed zakończeniem postępowania i z dnia na dzień zostaje bez skutecznej reprezentacji. Projekt nie gwarantuje automatycznej ochrony awaryjnej do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia.
Możemy pozostawić rodziców i opiekunów faktycznych z całodobową odpowiedzialnością za drugiego człowieka, ale bez jasnego statusu, wynagrodzenia, zabezpieczenia emerytalnego i jednoznacznych zasad pokrywania rzeczywistych kosztów wspólnego gospodarstwa domowego.
Czyli rodzic ma zapewniać jedzenie, leki, higienę, rehabilitację, bezpieczeństwo i opiekę przez 24 godziny na dobę. Za darmo. Najlepiej bez snu, chorowania, starzenia się i potrzeb własnych.
Państwo w tym czasie będzie z dumą opowiadało, że właśnie przywróciło rodzinie godność.
Pełna pielucha nie zniknie od wypowiedzenia słowa „samostanowienie”. Człowiek, który nie potrafi samodzielnie jeść, pić, zadbać o higienę ani wezwać pomocy, nie stanie się bezpieczny tylko dlatego, że ustawodawca wykreśli z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego osobę zobowiązaną do sprawowania nad nim pieczy.
Ale prezentacja będzie wyglądała pięknie. A przecież to najważniejsze.
Możemy też przeprowadzić ogromną reformę bez zapewnienia pieniędzy na dodatkowych sędziów, asesorów, referendarzy, psychiatrów, psychologów, neurologów, pedagogów, logopedów i specjalistów komunikacji alternatywnej.
Bez realnego budżetu dla MOPS-ów, które mają wyszukiwać, szkolić i opłacać kuratorów.
Bez centralnego systemu informatycznego pozwalającego lekarzowi, szpitalowi, bankowi czy urzędowi natychmiast sprawdzić istnienie oraz zakres umocowania.
Bez jednolitych dokumentów dla kuratorów.
Reforma za zero złotych.
Sędziowie zapewne rozmnożą się przez podział. Specjaliści od komunikacji alternatywnej wyrosną w doniczkach na parapetach sądów rejonowych. MOPS-y wyszkolą i wyposażą kuratorów dzięki sile pozytywnego myślenia. System informatyczny napisze się sam, a kuratorzy będą pracowali społecznie, żywiąc się godnością i energią słoneczną.
Samostanowienie i bezpieczeństwo nie są przeciwieństwami. Dobra ustawa powinna zapewniać jedno i drugie, odpowiednio do rzeczywistych możliwości i potrzeb konkretnego człowieka.
Godność nie polega na wpisaniu słowa „godnościowy” do prezentacji.
Godność oznacza stworzenie prawa, które nie pozostawia osoby zależnej bez jedzenia, leczenia, higieny, reprezentacji i człowieka odpowiedzialnego za jej bezpieczeństwo.
Pełne stanowisko przekazałam do protokołu zgodnie z art. 70i Regulaminu Sejmu. Ono pozostanie częścią śladu legislacyjnego, nawet jeśli na publiczne przedstawienie go otrzymałam całe 180 sekund.
Tak wyglądało wysłuchanie „godnościowej” ustawy:
Trzy minuty. Mikrofon wyłączony. Następny proszę.
Uśmiechnijcie się, brygada. Podobno idzie dobre.
Nie. Idzie źle napisane prawo, którego konsekwencji projektodawcy nie chcieli nawet przez kilka dodatkowych minut wysłuchać.
Po tym przedstawieniu naprawdę nie chce mi się uśmiechać.
Rz**ać się chce.
Nagranie wysłuchania publicznego:
https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/transmisje.xsp?unid=5C9E620E627D9FF3C1258E4900328866
Regulamin Sejmu:
https://www.sejm.gov.pl/prawo/regulamin/kon7.htm
Projekt – druk nr 2645:
https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/druk.xsp?nr=2645
Tekst Konwencji ONZ:
https://www.un.org/disabilities/documents/convention/convoptprot-e.pdf
Status Protokołu fakultatywnego w rejestrze ONZ:
https://treaties.un.org/Pages/ViewDetails.aspx?src=TREATY&mtdsg_no=IV-15-a&chapter=4&clang=_en
Informacja RPO o braku ratyfikacji Protokołu:
https://bip.brpo.gov.pl/pl/content/rpo-protokol-fakultatywny-konwencja-niepelnosprawni-mrpips-pelnomocnik-odpowiedz
Teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy kolejnych podpisów pod petycją o wstrzymanie procedowania UD80 i skierowanie projektu do ponownych, szerokich konsultacji z rodzinami osób z głęboką niepełnosprawnością intelektualną.
Jeżeli uważacie, że trzy minuty nie wystarczą do naprawienia ustawy mającej decydować o życiu i bezpieczeństwie setek tysięcy ludzi – podpiszcie i udostępnijcie petycję:
https://www.petycjeonline.com/w_sprawie_wstrzymania_procedowania_projektu_ud80_oraz_skierowania_go_do_ponownych_szerokich_konsultacji_spoecznych_z_udziaem_rodzin_osob_z_gbok_niepenosprawnoci_intelektualn
Analizy, pisma i materiały publikowane na blogu są bezpłatne. Terapia Bartka niestety nie jest.
Jeżeli chcecie wesprzeć dalszą pracę oraz leczenie i terapię Bączka:
https://pomagam.pl/rezolutnybaczek1