ASORA • Mentor & Mindset

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: firmę

ASORA • Mentor & Mindset Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od ASORA • Mentor & Mindset, Czestochowa.
(1)

Katarzyna Gołębiak | ASORA
Psychotraumatolog • bioenergoterapeuta • mentor • nauczyciel Reiki
Od ponad 20 lat interesuje mnie jedno pytanie: ile naprawdę potrafi człowiek, kiedy zaczyna świadomie pracować ze swoim umysłem, ciałem, energią i intuicją?

Przelewanie wosku – ludowa praktyka oczyszczania i odczytu. Od szeptuch do współczesnej praktyki oczyszczania energetycz...
07/10/2026

Przelewanie wosku – ludowa praktyka oczyszczania i odczytu. Od szeptuch do współczesnej praktyki oczyszczania energetycznego

Przelewanie wosku, nazywane również wylewaniem wosku, jest dawną praktyką ludową znaną w Polsce, Ukrainie, Białorusi i innych częściach Europy Środkowo-Wschodniej. W kulturze popularnej kojarzy się dziś przede wszystkim z andrzejkową wróżbą. To jednak tylko niewielki fragment znacznie szerszej tradycji. W medycynie i magii ludowej naturalny wosk pszczeli wykorzystywano również do odczytu, „wylewania przestrachu”, odczyniania oraz przywracania człowiekowi równowagi.

Współcześnie część praktyków określa tę pracę jako oczyszczanie energetyczne woskiem. Dawne społeczności posługiwały się innym językiem: mówiły o przestrachu, uroku, nerwach, chorobie, złym oddziaływaniu, odczynianiu czy zdejmowaniu tego, co człowiekowi szkodziło.

Zmieniły się słowa. Sama idea pozostaje niezwykle interesującym przykładem ludowego rozumienia związku człowieka, jego przeżyć, natury, materii i niewidzialnych przyczyn cierpienia.

Nie tylko andrzejkowa wróżba

W Polsce lanie wosku zostało tak mocno związane z Andrzejkami, że jego inne zastosowania są dzisiaj niemal zapomniane.

Andrzejkowa praktyka miała przede wszystkim charakter wróżebny. Z kształtu zastygłego wosku lub jego cienia próbowano odczytać przyszłość, szczególnie sprawy związane z miłością i małżeństwem.

Ludowe przelewanie wosku wykonywane przez osoby zajmujące się tradycyjnym uzdrawianiem miało inny cel.

Nie pytano wyłącznie:

„Co się wydarzy?”

Znacznie ważniejsze mogły być pytania:

„Co się z człowiekiem dzieje?”
„Co go obciążyło?”
„Czego się przestraszył?”
„Skąd pochodzi jego obecny stan?”
„Co należy odczynić lub usunąć?”

Wosk pełnił więc podwójną funkcję: był elementem odczytu, ale równocześnie materią uczestniczącą w praktyce oczyszczającej.

To zasadnicza różnica pomiędzy popularną ceromancją – wróżeniem z wosku – a leczniczo-oczyszczającymi praktykami ludowymi.

„Wylewanie strachu” – praktyka udokumentowana przez etnografów

Jednym z najciekawszych współczesnych źródeł naukowych dotyczących tej tradycji jest praca antropolożki Sarah D. Phillips Waxing Like the Moon: Women Folk Healers in Rural Western Ukraine.

Badaczka prowadziła pod koniec lat 90. XX wieku badania terenowe na Ukrainie, rozmawiając z osobami zajmującymi się ludowym lecznictwem.

Opisuje praktykę określaną jako vylyvaty visk – wylewać wosk – oraz strakh vylyvaty, czyli dosłownie „wylewać strach”.

To niezwykle ważne rozróżnienie.

W tym kontekście wosk nie służył przede wszystkim przepowiadaniu przyszłości. Był związany z rozpoznaniem i usuwaniem stanu określanego jako przestrach.

W tradycyjnej kulturze przestrach mógł być traktowany nie tylko jako chwilowa emocja, lecz jako stan, który pozostał w człowieku i zaczął wpływać na jego funkcjonowanie.

Phillips opisuje przypadki wiązane przez ludowych uzdrowicieli z gwałtownym przestraszeniem, wypadkiem, konfliktem, śmiercią bliskiej osoby, pogryzieniem przez psa, upadkiem do wody czy innym silnym doświadczeniem.

Przestrach mógł być następnie łączony z bezsennością, osłabieniem, brakiem apetytu, płaczliwością, bólami głowy czy stanem określanym po prostu jako „nerwy”.

Nie są to oczywiście współczesne rozpoznania medyczne. Są świadectwem ludowego systemu rozumienia człowieka i choroby.

I właśnie dlatego są tak interesujące.

Szeptucha, babka, znacharka

Przelewanie wosku nie funkcjonowało w oderwaniu od człowieka wykonującego praktykę.

W materiałach etnograficznych spotykamy określenia takie jak babka, szeptucha, babka-szeptucha, znacharka czy vorozhka.

Sarah D. Phillips opisuje przede wszystkim kobiety, choć ludowymi praktykami leczniczymi zajmowali się również mężczyźni.

Wiedza często była przekazywana przez rodzinę albo poprzez obserwowanie starszej osoby posiadającej określone umiejętności.

Nie był to system zunifikowany.

Nie istniał jeden podręcznik szeptuchy ani jedna obowiązująca procedura przelewania wosku. Praktyki różniły się pomiędzy rodzinami, miejscowościami i regionami.

To bardzo ważne również przy współczesnym opisywaniu tradycji.

Mówienie o jednej, identycznej dla całej Słowiańszczyzny metodzie „starożytnego rytuału woskowego” byłoby nadmiernym uproszczeniem.

Mamy raczej rodzinę pokrewnych praktyk, występujących w różnych wariantach na terenach Europy Środkowej i Wschodniej.

Naturalny wosk pszczeli – materia o szczególnym znaczeniu

Nie bez znaczenia pozostaje materiał.

W tradycyjnych praktykach pojawia się naturalny wosk pszczeli, a szczególną rangę mógł otrzymywać wosk związany ze świecami poświęconymi lub używanymi podczas ważnych obrzędów religijnych.

Phillips odnotowała wykorzystanie zarówno wosku ze świec kościelnych, jak i naturalnego wosku pochodzącego z domowych pasiek.

W polskich przekazach etnograficznych pojawia się natomiast m.in. wosk pochodzący z gromnicy.

Nie jest to przypadkowy szczegół.

Pszczoła, miód i wosk przez stulecia zajmowały wyjątkowe miejsce w kulturze tradycyjnej. Wosk dawał światło, był związany ze świecą i obrzędowością religijną, a jednocześnie pozostawał substancją pochodzącą bezpośrednio z natury.

Ma też niezwykłą właściwość fizyczną, która dla rytuału nabiera znaczenia symbolicznego.

Wosk można przemienić.

To, co było twarde, staje się płynne.

To, co płynne, w kontakcie z wodą ponownie staje się trwałą formą.

Powstaje coś, czego wcześniej nie było.

Ogień, woda i wosk

W przelewaniu wosku spotykają się trzy niezwykle silne kulturowo elementy:

ogień – woda – wosk.

Ogień przemienia.

Woda przyjmuje, ochładza i zatrzymuje przemianę.

Wosk zachowuje jej rezultat.

Z antropologicznego punktu widzenia właśnie ta przemiana materii jest jednym z najbardziej fascynujących aspektów całej praktyki.

Problem człowieka jest początkowo niewidoczny.

Nie można go dotknąć.

Nie zawsze można go nawet nazwać.

Po przeprowadzeniu praktyki przed człowiekiem znajduje się natomiast konkretny przedmiot – zastygnięty wosk posiadający określoną strukturę.

To, co niewidzialne, otrzymuje symboliczną materialną reprezentację.

Można to zobaczyć.

Można o tym rozmawiać.

Można to interpretować.

A następnie można symbolicznie uznać, że coś zostało od człowieka oddzielone.

Wosk jako zapis i odczyt

To prowadzi do drugiego filaru praktyki – odczytu wosku.

Wosk nie był wyłącznie materiałem, który należało przelać. Powstałą formę oglądano i interpretowano.

Phillips przytacza konkretne przykłady interpretacji stosowanych przez badane przez nią uzdrowicielki. Duże wybrzuszenia mogły być kojarzone ze strachem, splątane struktury z „nerwami”, natomiast kształty przypominające konkretne obiekty lub istoty odnoszono do wydarzeń z życia osoby.

Jeżeli forma przypominała zwierzę, mogła zostać powiązana z wcześniejszym przestrachem wywołanym przez zwierzę.

W innych przypadkach interpretacja prowadziła w kierunku wypadku, konfliktu, śmierci bliskiej osoby czy innego silnego doświadczenia.

I tutaj trzeba obalić jeden ze współczesnych mitów.

Nie istnieje jeden uniwersalny „słownik wosku”

Internet pełen jest tabel:

„igła oznacza…”,
„dziura oznacza…”,
„bąbel oznacza…”,
„krzyż oznacza…”,
„nitki oznaczają…”.

Problem polega na tym, że materiał etnograficzny nie daje podstaw do uznania jednego takiego słownika za uniwersalny, dawny system interpretacyjny.

Tradycyjny odczyt był znacznie bardziej kontekstowy.

Znaczenie miała osoba.

Jej historia.

Powód zwrócenia się do praktyka.

To, co wydarzyło się wcześniej.

Charakter powstałej formy.

A przede wszystkim doświadczenie osoby dokonującej odczytu.

Dlatego dwie podobne struktury nie musiały automatycznie oznaczać tego samego.

To zasadniczo różni tradycyjny odczyt od współczesnych internetowych katalogów symboli.

Polska tradycja: wosk „na przestrach”

Przelewanie wosku nie jest wyłącznie tradycją ukraińską.

Bardzo interesujący materiał zachował się na Lubelszczyźnie.

W dokumentacji etnograficznej Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” znajdują się świadectwa dotyczące wylewania wosku na przestrach.

Cecylia Oskroba z Rzeczycy Ziemiańskiej wspomina praktykę stosowaną przede wszystkim w przypadku przestraszonych dzieci.

W zastygłej materii rozpoznawano to, czego dziecko miało się przestraszyć – człowieka lub zwierzę.

W innych materiałach z Lubelszczyzny występują podobne przekazy dotyczące rozpoznawania źródła przestrachu poprzez formę wosku.

Mamy więc polskie świadectwa pokazujące praktykę bardzo podobną funkcjonalnie do ukraińskiego „wylewania strachu”.

To istotne, ponieważ współczesne utożsamienie wosku wyłącznie z zabawą andrzejkową zaciera pamięć o jego drugim, znacznie poważniejszym zastosowaniu.

Przestrach – coś więcej niż strach

Dawne pojęcie przestrachu zasługuje na szczególną uwagę.

Dzisiaj powiedzielibyśmy po prostu: „człowiek bardzo się przestraszył”.

W ludowym obrazie człowieka konsekwencje takiego zdarzenia mogły jednak trwać znacznie dłużej niż sama chwila zagrożenia.

Przestrach mógł niejako pozostać przy człowieku lub w człowieku.

Właśnie dlatego należało go „wylać”, „zdjąć”, „odczynić” albo w inny sposób usunąć.

Z dzisiejszej perspektywy można zauważyć interesującą intuicję dawnych społeczności: silne wydarzenie może pozostawić po sobie długotrwałe konsekwencje, nawet kiedy samo niebezpieczeństwo już minęło.

Nie należy jednak utożsamiać ludowego „przestrachu” ze współczesną diagnozą psychologiczną czy psychiatryczną. Są to dwa różne systemy opisu człowieka.

Podobieństwo samej obserwacji pozostaje jednak fascynujące.

Urok, złe oddziaływanie i zaburzenie równowagi

Przestrach nie wyczerpuje tradycyjnych wyjaśnień.

W europejskiej medycynie ludowej występują również pojęcia uroku, złego spojrzenia, szkodliwego oddziaływania czy porchy.

Człowiek mógł być postrzegany jako istota pozostająca w relacji z innymi ludźmi i otoczeniem. Przyczyna pogorszenia jego stanu nie musiała więc znajdować się wyłącznie „wewnątrz” niego.

Dla tradycyjnej społeczności rzeczywistość fizyczna, religijna, społeczna i to, co dzisiaj nazwalibyśmy duchowym lub energetycznym, nie zawsze stanowiły oddzielne kategorie.

I właśnie w takim świecie należy umieszczać praktykę przelewania wosku.

Chrześcijaństwo i wcześniejsze warstwy tradycji

Współczesne teksty ezoteryczne często określają przelewanie wosku jako „starożytny słowiański rytuał”.

Źródłowo należy zachować większą ostrożność.

Nie dysponujemy prostym ciągiem dokumentów pozwalającym powiedzieć, że określony współczesny rytuał jest niezmienioną praktyką sprzed chrystianizacji Słowian.

Materiał etnograficzny pokazuje natomiast coś znacznie ciekawszego: synkretyzm.

W tych samych tradycjach spotykamy modlitwę chrześcijańską, znak krzyża, Trójcę Świętą, wodę święconą czy gromnicę, a równocześnie symboliczne znaczenie kierunków, liczb, wody, ognia, drzewa, natury, odwracania czynności czy wynoszenia tego, co zostało uznane za szkodliwe.

Przez stulecia elementy te przenikały się.

Dlatego trafniejsze jest określenie przelewania wosku jako części wschodnio- i środkowoeuropejskiego kompleksu medycyny, wierzeń i praktyk ludowych, w którym elementy chrześcijańskie współistnieją z motywami mogącymi pochodzić ze starszych warstw kultury.

Symbolika liczby trzy i dziewięć

W materiałach dotyczących ludowego uzdrawiania regularnie powracają określone liczby.

Szczególnie znaczące są trzy i dziewięć.

W polskich przekazach dotyczących wylewania przestrachu również pojawiają się działania wykonywane trzykrotnie lub dziewięciokrotnie.

Nie jest to zjawisko ograniczone do wosku.

Liczby te występują szeroko w europejskim folklorze, zamówieniach, odczynianiu, medycynie ludowej, bajkach i obrzędach.

Trójka uzyskała dodatkowo niezwykle silną interpretację chrześcijańską poprzez symbolikę Trójcy Świętej.

Dziewięć jest natomiast potrojeniem trójki.

Nie należy więc traktować tych liczb jako przypadkowej matematyki. Są częścią symbolicznej organizacji rytuału.

Odczyt, oczyszczenie i zamknięcie

Jeżeli spojrzymy na różne warianty przelewania wosku z pewnego dystansu, można zauważyć powtarzającą się strukturę symboliczną:

rozpoznanie → ujawnienie → materializacja → oddzielenie → usunięcie → przywrócenie równowagi.

To prawdopodobnie jedna z przyczyn niezwykłej trwałości podobnych praktyk.

Rytuał nadaje strukturę doświadczeniu.

Coś, co było nieokreślonym lękiem, ciężarem czy poczuciem złego wpływu, zostaje nazwane.

Następnie otrzymuje reprezentację.

Człowiek może ją zobaczyć.

A później rytualnie się od niej oddzielić.

Z antropologicznego i psychologicznego punktu widzenia sam ten proces jest niezwykle interesujący, niezależnie od tego, jakie wyjaśnienie mechanizmu praktyki przyjmuje osoba uczestnicząca.

Dlaczego woda po oczyszczaniu miała znaczenie?

W tradycjach ludowych woda bardzo rzadko jest wyłącznie neutralnym płynem.

Jest jednym z najbardziej uniwersalnych symboli oczyszczenia, życia, granicy i przemiany.

Dlatego w przekazach dotyczących praktyk leczniczych spotykamy wodę źródlaną, studzienną, święconą albo pobieraną w szczególnych okolicznościach.

Znaczenie mogło mieć również to, co działo się z wodą po zakończeniu praktyki.

Jeżeli uznawano, że coś zostało z człowieka usunięte, pozostałości rytuału nie zawsze traktowano jak zwyczajne odpady.

Ich usunięcie mogło stanowić symboliczne domknięcie całego procesu.

W tym miejscu ponownie pojawia się podstawowa logika ludowego rytuału: to, co zostało oddzielone od człowieka, nie powinno do niego wrócić.

Czy przelewanie wosku jest wróżbą?

Może nią być – ale nie musi.

To zależy od celu.

Ceromancja jest wróżeniem z wosku. Jej zasadniczym przedmiotem jest poznanie przyszłości lub rzeczy ukrytych.

Przelewanie wosku w tradycji leczniczo-oczyszczającej służyło natomiast rozpoznaniu istniejącego stanu oraz jego zmianie.

Granica pomiędzy ludowym uzdrawianiem, magią i wróżbiarstwem nie zawsze była ostra. Jedna osoba mogła pełnić kilka funkcji.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie praktyki wykorzystujące wosk były tym samym.

Sprowadzenie całej tradycji do andrzejkowej zabawy jest więc historycznie niepełne.

Od „wylewania przestrachu” do oczyszczania energetycznego

Współczesny język bardzo się zmienił.

Dzisiaj możemy spotkać określenia:

oczyszczanie energetyczne,
oczyszczanie woskiem,
przelewanie wosku,
odczyt energetyczny z wosku,
zdejmowanie obciążeń.

Nie wszystkie te pojęcia występowały w dawnym folklorze w dzisiejszym znaczeniu.

Dlatego pisząc o historii praktyki, należy unikać anachronizmu.

Dawna szeptucha nie musiała posługiwać się współczesnym językiem „pola energetycznego”.

Mogła mówić o przestrachu, uroku, nerwach, złym wpływie, chorobie, odczynieniu czy przywróceniu człowiekowi właściwego stanu.

Współczesny język energii można więc traktować jako jeden ze sposobów interpretowania starej praktyki, ale nie należy automatycznie wkładać go w usta dawnych praktyków.

Jakie korzyści przypisywano przelewaniu wosku?

Historycznie przelewanie wosku wykonywano przede wszystkim po to, aby człowiekowi pomóc.

Przypisywano mu możliwość rozpoznania źródła przestrachu lub problemu, odczynienia niekorzystnego wpływu, usunięcia tego, co obciążało człowieka, uspokojenia oraz przywrócenia równowagi.

Współcześnie warto jednak rozróżnić tradycyjne przekonania od twierdzeń medycznych.

Nie ma podstaw, aby przelewanie wosku przedstawiać jako naukowo potwierdzone leczenie chorób czy zamiennik diagnostyki i terapii medycznej.

Można natomiast uczciwie powiedzieć, że jako praktyka rytualna może dla uczestnika pełnić funkcję symboliczną: pomagać nazwać doświadczenie, zobaczyć je w nowej perspektywie, przeżyć moment oddzielenia od tego, co uznaje za obciążające, oraz nadać znaczenie procesowi zamknięcia.

Dla osób funkcjonujących w duchowym lub energetycznym modelu człowieka znaczenie tej praktyki będzie oczywiście szersze.

Tradycja, która nie zniknęła

Przelewanie naturalnego wosku pszczelego przetrwało dlatego, że przez pokolenia było czymś więcej niż ciekawostką folklorystyczną.

Było częścią świata, w którym człowieka nie oddzielano tak wyraźnie od jego przeżyć, relacji, natury, wspólnoty i sfery duchowej.

Zmieniały się pokolenia.

Zmieniały się języki.

Zmieniały się sposoby rozumienia zdrowia.

A jednak praktyka pozostała.

Jej ślady znajdujemy w dokumentacji polskich wsi, w ukraińskich przekazach szeptuch i znacharek, w badaniach antropologicznych oraz w tradycjach rodzinnych, które nigdy nie trafiły do podręczników.

Dlatego warto mówić o przelewaniu wosku nie jako o „magicznej ciekawostce”, ale jako o elemencie niematerialnego dziedzictwa ludowych sposobów rozumienia człowieka, cierpienia, oczyszczenia i odzyskiwania równowagi.

Przelewanie wosku w ASORA

W ASORA praktyka przelewania naturalnego wosku pszczelego jest znana i stosowana od lat. Wiedza o niej została zaczerpnięta bezpośrednio z przekazu ukraińskich i białoruskich szeptuch, a następnie rozwijana poprzez wieloletnią praktykę.

ASORA nadal ma w swojej ofercie przelewanie wosku – ludową praktykę oczyszczania i odczytu.

Traktujemy ją jako element tradycji ludowej oraz pracy energetyczno-symbolicznej, a nie jako zamiennik diagnostyki, leczenia medycznego czy psychoterapii.

Dla nas ważne pozostaje również zachowanie tego, co stanowi istotę przekazu: naturalnego wosku pszczelego, szacunku do tradycji i człowieka oraz świadomości, że odczyt nie jest mechanicznym „słownikiem symboli”.

Przelewanie wosku przetrwało przez pokolenia.

Być może właśnie dlatego, że pozwalało człowiekowi zrobić coś, czego potrzebujemy również dzisiaj:

zobaczyć to, czego wcześniej nie potrafiliśmy zobaczyć, nazwać to, co trudno było nazwać, i symbolicznie pozostawić za sobą to, czego nie chcemy już nieść.

---

Źródła i literatura

Sarah D. Phillips, Waxing Like the Moon: Women Folk Healers in Rural Western Ukraine, „Folklorica”, Vol. 9. Badania terenowe dotyczące ukraińskich uzdrowicieli ludowych, w tym praktyki vylyvaty visk / strakh vylyvaty.
https://journals.ku.edu/folklorica/article/view/3744

Rena Jeanne Hanchuk, The Word and Wax: A Medical Folk Ritual Among Ukrainians in Alberta, Huculak Chair of Ukrainian Culture and Ethnography, University of Alberta, 1999. Monografia poświęcona ukraińskiej praktyce leczniczej związanej z woskiem, jej symbolice, elementom ceremonii oraz kontekstowi medycyny ludowej.
https://books.google.ca/books?id=m60qAAAAYAAJ

Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, Etnografia Lubelszczyzny – dokumentacja tradycyjnych praktyk leczniczych i magicznych Lubelszczyzny, w tym wylewania wosku „na przestrach”.

Cecylia Oskroba, J***o i wosk na przestrach, relacja historii mówionej zarejestrowana 22 maja 2012 r., Rzeczyca Ziemiańska, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”.
https://biblioteka.teatrnn.pl/dlibra/publication/53238/edition/49873

Hasła tematyczne

Polecaj i profituj 🤗
01/10/2026

Polecaj i profituj 🤗

Grafik Dojo
01/10/2026

Grafik Dojo

Szczegółowy cennik Dojo Online
01/10/2026

Szczegółowy cennik Dojo Online

Z DZIENNIKA SESJI REIKI  #03Czy można czuć za dużo?Dzisiejsza sesja była spotkaniem z kobietą niezwykle wrażliwą. Taką t...
26/09/2026

Z DZIENNIKA SESJI REIKI #03

Czy można czuć za dużo?

Dzisiejsza sesja była spotkaniem z kobietą niezwykle wrażliwą. Taką trochę romantyczną duszą nie z tej epoki. Ciepłą, pogodną, bardzo świadomą siebie, a jednocześnie przeżywającą świat z ogromną intensywnością.

Reiki nie było jej obce. Miała już wcześniejsze doświadczenia i potrafiła bardzo uważnie obserwować to, co dzieje się w jej ciele.

Przed rozpoczęciem przesyłu poprosiłam ją więc o coś bardzo prostego: żeby na ten czas pozwoliła sobie na ciszę. Nie szukała odpowiedzi, nie analizowała tego, co się wydarza, tylko skupiła uwagę na oddechu i obserwowała ciało.

I zaczęłyśmy.

Dość szybko zobaczyłam coś, co bardzo mnie zainteresowało.

Energii nie było za mało. Wręcz przeciwnie — było jej dużo.

Była mocno rozbudzona, ale zamiast swobodnie przepływać przez cały układ, koncentrowała się w dwóch obszarach. Jeden obejmował okolice brzucha, drugi — pole serca.

Same silnie pracujące centra to idealny stan. Problem polegał na czymś innym: one ze sobą nie współpracowały.

Jak dwa oddzielne ekosystemy.

Przepływ w okolicy pasa był wyraźnie przerwany. Dół i góra ciała pracowały jak dwa niezależne układy, a energia zamiast przemieszczać się swobodnie, wirowała i pozostawała skoncentrowana lokalnie.

Zaczęłyśmy od brzucha.

Zwróciłam uwagę klientki o jelita.

Potwierdziła, że są wrażliwe i że miewa problemy z trawieniem. Sama powiedziała wtedy zdanie, które idealnie opisywało również jej własne doświadczenie emocjonalne:

„Nie trawię niektórych swoich emocji.”

Nie potrzebowałam więcej.

Pracowałyśmy nad przywróceniem ruchu i połączeniem tego obszaru z resztą układu.

Po pewnym czasie klientka sama zauważyła zmianę. Powiedziała, że w jelitach zrobiło się jakby lżej. Że coś odpuściło i czuje tam większą swobodę.

Potem przyszło serce.

To pole również było bardzo mocno rozbudzone, ale podobnie jak przy brzuchu — energia była silnie skoncentrowana oddzielona od Mocy.

I tutaj zaczęłam lepiej rozumieć ogromną emocjonalną reaktywność tej czułej kobiety.

Łzy pojawiały się łatwo. Wzruszenie przychodziło niemal natychmiast. Nie chciałam jednak odbierać jej wrażliwości. Ona jest częścią tej kobiety i może być jej ogromnym zasobem.

Harmonizacja nie ma przecież sprawić, że człowiek przestanie czuć.

Chodzi o to, żeby emocje mogły przez nas przepływać, a nie zalewać cały system.

Za jej zgodą pracowałam więc nad wyrównaniem tego obszaru i połączeniem go z resztą przepływu.

A później zatrzymało mnie gardło.

— Pracujesz głosem? — zapytałam. — Bo tutaj czuję bardzo duże przeciążenie.

Tak.

I wtedy przyszło kolejne odczucie:

„Jakbyś próbowała przebić się swoim głosem, ale nie była słyszana.”

Tym razem odpowiedziały łzy.

Klientka potwierdziła, że zna to uczucie. Próbuje mówić, próbowała docierać do innych, a mimo to pozostawało w niej doświadczenie bycia nieusłyszaną i niezauważoną.

Ale ta sesja nie opowiadała wyłącznie o miejscach, które wymagały harmonizacji.

W pewnym momencie zobaczyłam kobietę spacerującą z mężczyzną.

To nie był niezwykły obraz. Właśnie jego zwyczajność była niezwykła.

Dwoje ludzi idących obok siebie. Spokojnie. Bezpiecznie. Bez potrzeby robienia czegokolwiek więcej.

Sama obecność była wartością.

Zapytałam, kim może być ten mężczyzna.

— Prawdopodobnie tata.

I wtedy pojawiła się opowieść o miłości.

Kiedyś próbowała na nią zasługiwać. Zabiegała o jej okazanie, robiła dla taty rzeczy, które lubił, czekając być może na słowa i gesty, których potrzebowała.

Dzisiaj patrzy na to inaczej.

Rozumie, że ojciec kochał ją swoim sposobem. Bardziej poprzez czyny niż słowa.

I właśnie ten fragment był dla mnie szczególnie piękny, ponieważ tutaj nie było już czego naprawiać.

Praca została wykonana wcześniej.

Pozostało zrozumienie, że miłość może mówić różnymi językami.

Pracowałyśmy dalej.

W obszarze ponad koroną przepływ zatrzymywał się. W moim odczycie energia nie szła swobodnie dalej, ku temu, co możemy nazywać Źródłem, przestrzenią czy energią „z góry”.

Nie próbowałam niczego otwierać na siłę.

Pozwoliłyśmy energii popłynąć na tyle, na ile w tym momencie było to dla niej możliwe i zgodne z nią samą.

Najważniejsza praca dotyczyła czegoś innego: połączenia całego układu.

Pokazałam jej, jak może pracować z przepływem — prowadząc energię od ziemi przez całe ciało i dalej ponad koronę oraz w przeciwnym kierunku, z góry przez całe ciało ku ziemi.

Nie dwa oddzielne obiegi.

Jedno ciało.
Jeden układ.
Jeden przepływ.

Bo w moim rozumieniu pracy z Ki energia życia nie powinna pozostawać zamknięta w jednym centrum, nawet jeśli jest ono bardzo silne.

Ma się poruszać.

Przenikać.

Łączyć poszczególne obszary.

A własna energia człowieka ma możliwość rozchodzić się od środka na zewnątrz, zamiast pozostawać skupiona w zamkniętym obiegu.

I właśnie tę zmianę klientka bardzo uważnie obserwowała.

To było dla mnie niezwykle ciekawe spotkanie, ponieważ po drugiej stronie nie było biernego odbiorcy sesji.

Była kobieta, która czuła, obserwowała i zauważała własne reakcje.

Po zakończeniu przesyłu jeszcze długo rozmawiałyśmy. Całe spotkanie trwało prawie godzinę, choć sam przesył Reiki około 20 minut.

Ze względu na intensywność jej doświadczenia poprosiłam, żeby dała sobie później trochę ciszy i odpoczynku. Żeby niczego nie przyspieszała. Obserwowała siebie i pozwoliła temu, co się wydarzyło, spokojnie się ułożyć.

Powiedziałam jej również, że jeśli jeszcze tego dnia poczuje, że potrzebuje rozmowy albo mojego wsparcia po sesji — jestem pod telefonem.

I po tym spotkaniu została ze mną jedna myśl.

Wrażliwość jest pięknym darem. Ale nawet dar potrzebuje równowagi.

Nie chodzi o to, żeby czuć mniej.

Chodzi o to, żeby móc czuć bardzo dużo — i nadal pozostawać w swoim centrum.

---

Opisuję własny odczyt energetyczny oraz subiektywne doświadczenia zgłoszone przez klientkę podczas sesji. Pojęcia Ki, czakr, pola energetycznego i Źródła odnoszą się do modelu pracy energetycznej i nie stanowią diagnozy medycznej.

ASORA Katarzyna Gołębiak
Usui Reiki Ryōhō

Z dziennika sesji Reiki  #02Kiedy nic nie płynieKlientka, do której nie mogłam dotrzeć.Są sesje, które przebiegają spoko...
24/09/2026

Z dziennika sesji Reiki #02

Kiedy nic nie płynie

Klientka, do której nie mogłam dotrzeć.

Są sesje, które przebiegają spokojnie i przewidywalnie. Są też takie, po których jeszcze długo zastanawiam się: co właściwie się tutaj wydarzyło?

Ta należała zdecydowanie do drugiej kategorii.

Opisuję ją, ponieważ była dla mnie nietypowym doświadczeniem zawodowym. Nie chcę jednak na tym etapie stawiać diagnozy ani tworzyć historii o „blokadach”, których nie potrafię potwierdzić. Chcę pokazać proces dokładnie takim, jakim go obserwowałam.

Zaczynam jak zawsze — od wywiadu

Przed pierwszą sesją przeprowadzam wywiad. Pytam między innymi o stan klienta, możliwe przeciwwskazania, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwania. Muszę wiedzieć, z kim pracuję i z jakiego miejsca zaczynamy.

Dla tej klientki była to pierwsza sesja Reiki.

Reiki interesowało ją już wcześniej. Kilkukrotnie rozważała skorzystanie z sesji, ale dotychczas do niej nie doszło. Na nasze spotkanie przyszła z ciekawością, zainteresowaniem i dużą otwartością na doświadczenie.

Kontakt słowny? Bardzo dobry.

Rozmowa była swobodna, klientka współpracowała, zadawała pytania i nie obserwowałam świadomego oporu wobec tego, co miało się wydarzyć.

I właśnie dlatego to, co stało się chwilę później, tak bardzo mnie zaskoczyło.

Bioskan zerowy

Przed właściwą pracą wykonuję bioskan — wstępne rozpoznanie, które pomaga mi określić, jak reaguje dana osoba i jak poprowadzić dalszą część sesji.

Tym razem...

nie mogłam klientki odczytać.

Nie uzyskiwałam czytelnych dla mnie sygnałów, na których zwykle opieram dalszą pracę.

Connect słowny — bardzo dobry.
Connect energetyczny — praktycznie zerowy albo tak niewielki, że nie potrafiłam go jednoznacznie uchwycić.

I to był pierwszy moment, kiedy pomyślałam:

„Co tu się dzieje?”

Zaczynam pracę

Pierwotnie umówiłyśmy się na około 20 minut Reiki.

Rozpoczęłam standardową pracę i bardzo szybko zauważyłam coś nietypowego.

Z mojej perspektywy poruszenie energii było wyjątkowo trudne. Nie pojawiała się odpowiedź, którą znam z innych sesji. Pracowałam, zmieniałam sposób prowadzenia, obserwowałam — a mimo to miałam wrażenie bardzo niewielkiej responsywności.

Co ważne, nie chciałam sama dopowiadać sobie, co przeżywa klientka.

Pytałam więc:

Co zauważasz? Co obserwujesz w swoim ciele?

Klientka zgłosiła delikatne drżenie ciała.

Na tym etapie innych doznań nie zgłosiła.

I tutaj zrobiło się naprawdę interesująco.

Bo z jednej strony miałam przed sobą osobę otwartą, komunikatywną, zainteresowaną doświadczeniem i dobrze ze mną współpracującą.

Z drugiej — podczas pracy energetycznej niemal nie mogłam uzyskać odpowiedzi.

20 minut zamieniło się w znacznie dłuższą pracę

Uznałam, że w pierwotnie zakładanym czasie nie jestem w stanie sensownie zakończyć tej pracy.

Powiedziałam o tym klientce i zapytałam, czy zgadza się na przedłużenie spotkania.

Zgodziła się.

Ostatecznie pracowałyśmy znacznie dłużej niż początkowo planowałyśmy.

I w pewnym momencie zrozumiałam, że dalsze robienie tego samego nie ma sensu.

Skoro spokojna praca nie przynosiła zauważalnej zmiany, trzeba było zmienić narzędzie.

Zamiast kolejnej próby — ruch

Wprowadziłam dwa bardzo proste ćwiczenia.

Pierwszym była praca z oddechem kierowanym do hary — obszaru podbrzusza, który w japońskich praktykach pracy z ciałem stanowi ważny punkt koncentracji.

Drugim było ćwiczenie ruchowe: shake — potrząsanie ciałem i rękami połączone z podskokami.

Bez skomplikowanych wizualizacji.

Oddech.
Ruch.
Potrząsanie.
Obserwacja.

I dopiero wtedy zaczęło się pojawiać coś, czego wcześniej niemal nie było.

Klientka zaczęła zgłaszać pierwsze subtelne odczucia w obrębie kończyn górnych — przede wszystkim w ramionach.

Przy próbach skierowania uwagi i odczucia dalej, w stronę dłoni, doznania nadal pozostawały głównie w okolicy ramion.

To było niewiele.

Ale w porównaniu z początkiem sesji — była to zmiana.

Również ja zaczęłam odbierać pracę nieco inaczej niż wcześniej.

I właśnie wtedy pojawił się pomysł, którego przed rozpoczęciem tej sesji w ogóle nie planowałam.

Eksperyment: 7 dni

Zaproponowałam klientce małe wyzwanie.

Przez najbliższych siedem dni będzie wykonywała kilka razy dziennie dwa poznane podczas spotkania ćwiczenia:

— oddech do hary,
— ćwiczenie ruchowe z potrząsaniem i podskokami.

Nie dostała zadania: „poczuj energię”.

Dostała inne:

obserwuj siebie.

Co dzieje się w ciele?
Czy pojawia się ciepło, chłód, mrowienie, drżenie, ciężar, lekkość, napięcie albo rozluźnienie?
Gdzie pojawia się odczucie?
Czy po ćwiczeniu coś różni się od tego, co było przed nim?

A jeśli nie dzieje się nic?

To również jest obserwacja.

Klientka sama przygotowała sobie kalendarz praktyki i postanowiła prowadzić notatki.

Za siedem dni ma do mnie zadzwonić.

I wtedy nie będę jej pytać:

„Czy energia wreszcie ruszyła?”

Najpierw chcę usłyszeć:

„Opowiedz mi, co zauważyłaś przez te siedem dni.”

I na tym dzisiaj kończę

Nie wiem jeszcze, dlaczego ta sesja przebiegała właśnie w taki sposób.

Mogłabym powiedzieć: blokada. Zastój. Zamknięcie.

Tylko że na tym etapie byłyby to interpretacje, a nie fakty.

Faktem jest natomiast to, że kontakt interpersonalny był bardzo dobry, podczas początkowej pracy odpowiedź była dla mnie niezwykle trudna do uchwycenia, klientka zgłaszała bardzo niewiele doznań, a pierwszą zauważalną zmianę zaobserwowałyśmy dopiero po wprowadzeniu oddechu i aktywnego ruchu.

I właśnie takie sesje przypominają mi, dlaczego w tej pracy nie chcę działać według jednego sztywnego schematu.

Czasami narzędzie, z którym zaczynam sesję, nie jest narzędziem, którego człowiek w danym momencie potrzebuje.

Wtedy zamiast mocniej naciskać na tę samą metodę, trzeba obserwować, zmienić sposób pracy i zobaczyć, na co odpowie ciało.

Co wydarzy się przez najbliższych siedem dni?

Nie wiem.

I właśnie dlatego ten przypadek jest dla mnie tak interesujący.

Ciąg dalszy — po siedmiu dniach obserwacji.

Opis powstał na podstawie rzeczywistej sesji. Materiał publikowany za wiedzą i zgodą osoby uczestniczącej. Dane oraz informacje mogące umożliwić jej identyfikację zostały pominięte. Opis przedstawia obserwacje z indywidualnej sesji i nie stanowi diagnozy medycznej ani dowodu skuteczności Reiki.

Adres

Czestochowa
42-200

Godziny otwarcia

Poniedziałek 10:00 - 21:00
Wtorek 10:00 - 21:00
Środa 10:00 - 21:00
Czwartek 10:00 - 21:00
Piątek 10:00 - 21:00
Sobota 03:00 - 18:00

Telefon

+48793111311

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy ASORA • Mentor & Mindset opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Firmę

Wyślij wiadomość do ASORA • Mentor & Mindset:

Skróty

Udostępnij