23/02/2018
Maść z żywokostu lekarskiego (Symphytum officinale)
Bardzo lubię żywokost, bo jest pięknie kwitnącą, miododajną byliną. Ma fioletowe, czasem kremowe lub białe kwiaty. Znajduję go w wilgotnych miejscach, na brzegach rzek.
Żywokost przyspiesza leczenie urazów kości i stawów. Goi rany, wypryski i różne uszkodzenia skóry, zmniejsza ból. Działa nawilżająco, polecany jest nawet przy AZS i łuszczycy. Okłady z żywokostu stosuje się przy reumatyzmie. Pomaga również pozbyć się pomarańczowej skórki, zmniejsza obrzęki, wzmacnia naczynia włosowate i usprawnia mikrokrążenie. A to wszystko dlatego, iż zawiera m.in. alantoinę, śluzy, garbniki i flawonoidy.
✿ Jak Wiedźma robi maść z żywokostu?
W razie, gdyby pojawił się taki przypadek, jak złamanie albo też inny uraz kości lub stawu, idę do swojej ziołowej spiżarni po suszony korzeń żywokostu. Korzeń najlepiej wykopywać jesienią lub wczesną wiosną. Jest czarny z wierzchu, a jasny w środku. Przed ususzeniem kroję go na drobne kawałki, bo potem robi się twardy.
Suszony korzeń rozdrabniam prawie na pył w moździerzu lub młynku, zalewam olejem z pestek winogron, gdyż ma on rewelacyjny wpływ na skórę i pięknie się wchłania. Korzeń żywokostu kąpie się w oleju przez 2-3 tygodnie, a ja codziennie wstrząsam słoikiem, po czym odsączam przez sitko wyłożone gazą. Uzyskany macerat podgrzewam w kociołku, tradycyjnie w kąpieli wodnej, dodaję olej kokosowy i wosk pszczeli, aby uzyskać miłą w dotyku i dobrze wchłanialną przez skórę maść. Ma żółtoszary kolor i fajnie pachnie.
Nic, tylko się smarować. 😀
Fot. Wojciech Waszak