21/05/2026
"Każdego roku pod koniec maja albo na początku czerwca, kiedy było najbardziej wiosennie i kwitły bzy, do mojego miasta przyjeżdżał cyrk. Wielki namiot stawał na środku wielkiego, brukowego placu, gdzie w czwartki było targowisko.
Miałem osiem lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem cyrk. Pewnego dnia mój kolega Tadek, syn dozorcy, poprosił, żebym poszedł z nim zobaczyć, jak robotnicy - o niecałe pięć minut drogi od nas - stawiają wielki namiot. Czego ośmiolatek mógł się spodziewać od życia we wczesnych latach trzydziestych, w najgorszym okresie wielkiego kryzysu? Kochających rodziców, jeśli miał szczęście, koszuli na plecach i być może, od czasu do czasu rożka lodów, gdy nadeszło gorące lato. Ale jak wyglądałoby życie bez kolegi? Byłoby ponure i samotne, delikatnie mówiąc."
Antoni Gołębiarz i inne
opowiadania
o holokauście
Dorwałam dzisiaj przypadkową książkę z półki i postanowiłam zacząć czytać.
Nie terapeutyczne, nie polonistyczne. Przypadkowa losowa książka. Okazało się, że to książka, którą otrzymałam w technikum.
I wtedy przypomniałam sobie, że jak zaczęłam ją czytać w 2007 roku to nic z niej nie rozumiałam.
Dzisiaj rozumiem. Na niektóre książki potrzeba czasu, doświadczenia czy wieku.
Jakie wnioski z powyższego fragmentu?
Bez dalej kwitnie, cyrk dalej przyjeżdża. Targowisko regularnie jest, co czwartek.
Co się zmieniło?
Ubrań dzieci mają pod dostatkiem, lodów jeszcze więcej.
Czego im brakuje? Spokoju. Relacji. Przyjaciela, który dodawał otuchy w najtrudniejszych chwilach.Dzisiaj dzieci z trudem nawiązują relacje. Często się kłócą i mają w sobie sporo agresji. Przykre...