19/05/2026
☀️ Majorka była mi potrzebna bardziej, niż chciałam sama przed sobą przyznać.
Jestem typem człowieka, który daje z siebie 100%. W pracy, w relacjach, w pomaganiu innym. Kocham to, co robię… ale czasem organizm bardzo wyraźnie mówi: „hej, teraz Ty”.
I właśnie wtedy pakuję walizkę i lecę po słońce. Dosłownie. Bo ja naprawdę działam na baterie słoneczne 😄
Tym razem z Pawel Sobolewski wybraliśmy Majorkę inaczej niż zwykle. Bez wielkiego miasta, bez pośpiechu i odhaczania atrakcji.
Był Port de Sóller, klimatyczne Sóller, spokojna Deià, magiczne, kamienne wioski ukryte między górami Tramuntana, wpisanymi na listę UNESCO. Tam człowiek nagle przypomina sobie, że można żyć wolniej.
I wiecie co kocham najbardziej w podróżach?
To, że smakuję je wszystkimi zmysłami.
☕️Zapach kawy o poranku.
Szum uliczek i rozmowy ludzi w kawiarniach.
Pomarańcze dojrzewające w słońcu, z których słynie Sóller.
Smak świeżych warzyw, oliwek, lokalnych serów, owoców morza i prostych produktów, które tutaj smakują zupełnie inaczej.
🍋Majorka pachnie cytrusami, morzem i spokojem.
Nawet na wyjeździe naturalnie trzymam swoje rytuały, bo one sprawiają, że dobrze się czuję, a nie dlatego, że „muszę”.
Śniadania były zawsze konkretne, spokojne, celebrowane.
Dużo białka, warzyw i lokalnych produktów.
A na deser kawa i kawałek koziego albo owczego sera z morelowym lub pomarańczowym dżemem — bo tutaj pomarańcze naprawdę smakują jak słońce ☀️
Potem naturalnie przerwa między posiłkami.
Bez podjadania.
Tylko nawodnienie, spacery, rozmowy, życie.
Lunch często w formie tapas — prosto, lekko, lokalnie.
I tak, pozwalałam sobie też na loda albo kawę z ciastkiem 😄
Bo wakacje to też przyjemność, smak i wspomnienia, a nie wieczne „nie wolno”.
Kolacje były najpiękniejsze.
Długie. Spokojne. Jedzone przy muzyce i szumie wieczoru.
Ryby, owoce morza, bakłażany, brokuły, grillowane warzywa i świeże owoce na deser.
I znowu miałam poczucie, że najprostsze jedzenie często smakuje najlepiej.
A ruchu tutaj było mnóstwo 😄
Ok 20 tysięcy kroków dziennie, rowery, spacery po wybrzeżu i wędrówki po górach Tramuntana.
Wśród dzikich osłów, owiec, gajów oliwnych, sadów pomarańczowych i cytrynowych.
To właśnie tam człowiek naprawdę zwalnia.
Ogromny klimat miał też stary drewniany pociąg z Sóller do Palmy. Powolny, klimatyczny, jakby przenosił człowieka do innego świata. Widoki po drodze były absolutnie magiczne.
A potem Palma…
Głośna, tłoczna, pełna muzyki, śmiechu, ludzi i energii.
I co ciekawe — po kilku dniach wyciszenia zupełnie inaczej odbiera się ten miejski chaos. Nie męczy. Raczej przypomina, że życie ma wiele smaków i każdy z nich może być piękny.
Uwielbiałam spacerować jej uliczkami, obserwować ludzi, słuchać gwaru miasta i po chwili znowu usiąść przy morzu, wsłuchać się w fale i po prostu być.
Wracam nie tyle „bogatsza o kilogramy” 😄
co bogatsza o emocje, doświadczenia, wdzięczność, spokój i nową energię.
Bo takie zatrzymanie naprawdę dużo daje.
Łatwiej wrócić do pracy, do pomagania innym, do codzienności, kiedy człowiek sam najpierw złapie oddech.
I nie chodzi tylko o dalekie podróże czy luksusowe wakacje.
Nie każdy może i nie każdy potrzebuje tego samego.
Ale bardzo Wam życzę, żeby każdy znalazł swoją formę zatrzymania.
Spacer. Las. Weekend offline. Kawa wypita bez pośpiechu. Jeden dzień bez obowiązków.
Czasem właśnie od takich małych momentów zaczyna się największa regeneracja🤍