24/03/2026
19.11.2024 obroniłam doktorat.
13.03.2026 odebrałam dyplom.
Rok 2024 był dla mnie emocjonalną sinusoidą: praca, napięcie, czekanie. W prima aprilis zobaczyliśmy na teście ciążowym dwie kreski, więc od razu wiedziałam, że muszę się spiąć, bo może być różnie. Jakimś cudem udało się wszystko dociągnąć do końca. Gdy tylko poznałam termin obrony, zaczęliśmy obstawiać termin porodu jak wynik meczu, a w tle krążyło pytanie, które brzmiało jak żart, dopóki nie było naszą rzeczywistością: czy ja po obronie jadę świętować, czy… na porodówkę? 😅
Broniłam w ciąży, 13 dni przed wyznaczonym terminem porodu, z wielkim brzuchem i niezbyt wtedy rozgarniętą głową, którą dopadł syndrom pieszczotliwie nazywany „baby brain”. W bagażniku mieliśmy spakowaną torbę porodową, a w notatkach w telefonie mapę szpitali z porodówkami na trasie Głogów–Gdańsk–Głogów. Co chwilę łapałam się na myśli: „ok, a co jeśli to już?”. Końcówka była trudna fizycznie i psychicznie, ale widziałam że muszę dowieźć temat do końca. I stanęłam na wysokości zadania: obroniłam doktorat z wyróżnieniem.
A potem… nagle cisza. Po obronie stres skończył się jak odcięty. Zamiast adrenaliny był spokój i uważne czekanie na poród, z myślą: „kiedy w końcu ją poznam?”.
Tydzień temu trzymałam w ręku dyplom i poczułam domknięcie, zwieńczenie mojej ciężkiej pracy. I choć dziś jestem już dalej (macierzyński się skończył, a ja wróciłam do pracy na uczelni), to to wydarzenie przypomniało mi, że było warto, choćby po to, żeby poznać tylu mądrych i życzliwych ludzi oraz rozwinąć się intelektualnie i badawczo. 🤍 Mój doktorat powstał pod opieką wspaniałej promotor, prof. dr hab. n. med Agnieszki Szlagatys-Sidorkiewicz oraz dr hab. n.med. Katarzyny Sznurkowskiej, która pełniła funkcję promotor pomocniczej.
A moja córcia urodziła się 4 dni po terminie, więc jej się nie spieszyło. Tata wygrał ten zakład. 😄