Gabinet psychologiczny Ewa Wojtych, Gdynia

Gabinet psychologiczny Ewa Wojtych, Gdynia Profil Gabinetu psychologicznego Ewy Wojtych. http://wojtych.pl Dzieci. Rodzice. Trudne sytuacje.

Oto niełatwa i nie tylko wędrowna sztuka: patrzeć hen przed siebie i widzieć to, co pod stopami. Albo inaczej - patrzeć ...
01/09/2026

Oto niełatwa i nie tylko wędrowna sztuka: patrzeć hen przed siebie i widzieć to, co pod stopami. Albo inaczej - patrzeć na ziemię pod nogami i widzieć daleki krajobraz… A jeśli jeszcze uda się dzielić to wszystko z drugą osobą, to już jest i sztuka, i szczęście.

Szerokich horyzontów, bezpiecznych kroków i prawdziwych przyjaźni w nowym roku szkolnym!

W badaniach obserwuje się często związek optymizmu ze zdrowiem, z długością życia, z mniejszym ryzykiem epizodów naczyni...
21/08/2026

W badaniach obserwuje się często związek optymizmu ze zdrowiem, z długością życia, z mniejszym ryzykiem epizodów naczyniowo sercowych. Jeśli takie badania trafią w ręce osób publikujących coś w mediach, nagle pojawia się masa postów, rolek, artykułów czy rozmów na temat tego, jak pozytywne myślenie wpływa na nasze serce, zdrowie, życie. I tak powstaje pseudopsychologia: zachęcanie do taniej pozytywności, tworzenia afirmacji mających niewiele wspólnego z naszym życiem, warsztaty, na których serwuje się nadgryzioną zębem czasu terminologię psychologiczną pomieszaną z fizyką kwantową w wersji pop i okaleczonymi ludowymi rytuałami z dalekich lądów.

Podstawowy błąd popełniamy już na początku: mylimy korelację, czyli współwystępowanie, z przyczynowością. Na przykład zakładamy że skutkiem optymizmu jest lepsze zdrowie.

A przecież to, że optymista jest zdrowszy od osoby mniej optymistycznej, może mieć wiele wyjaśnień. Może być rzeczywiście tak, że nasza otwarta, radosna postawa jest źródłem zdrowia fizycznego, ale przecież równie logicznym wyjaśnieniem jest to, że osobie, która cieszy się dobrym zdrowiem, której nic nie dolega, łatwiej przychodzi optymistyczne patrzenie w przyszłość. Prawdopodobne jest jeszcze inne wyjaśnienie: zarówno optymizm jak i dobre zdrowie idą w parze, bo mają jakąś trzecią, wspólną przyczynę.

Kochamy proste schematy, proste wyjaśnienia, proste rozwiązania. Czasami dostrzegamy zaledwie cień na ścianie jaskini, a zdaje się nam, że poznaliśmy istotę. Nie ma w tym nic złego. Nie chcemy utrudniać sobie życia i dlatego chadzamy na skróty. Bez takiej zdolności upraszczania nie poradzilibyśmy sobie w chaotycznym i skomplikowanym świecie.

Dopóki naszymi uproszczeniami nie krzywdzimy siebie czy innych - nie ma problemu. Niekiedy jednak warto sobie zadać pytanie, czy to, jak rozumiem drugiego człowieka, jest rzeczywiście zgodne z jego prawdą czy jest jakimś kosmicznym nieporozumieniem. Czy to, co o nas myśli i mówi przyjaciółka, sąsiad, szefowa, rodzic, dziecko, czy partner, jest nam bliskie, czy jednak jesteśmy grubo niezrozumiani wskutek czyjegoś uproszczenia… Czy może komuś jest wygodniej wyjaśniać jakieś nasze słowa lub czyny w niesprawiedliwy sposób, bo nie zadał sobie trudu dopytania, głębszego zrozumienia, poszukania przyczyn? Innymi słowy - być może pomylił korelację z przyczynowością…

Optymiści pojawili się w tym tekście nieprzypadkowo - dziś obchodzimy bowiem Światowy Dzień Optymizmu. Optymizm to oczekiwanie czy przekonanie, że rzeczy ułożą się po naszej myśli. Z okazji Dnia Optymizmu życzę więc Wam i sobie, aby w tym niełatwym świecie zarówno sprawy, jak i nasze relacje z innymi układały się zgodnie z naszymi dobrymi zamiarami.

Moja broszka„Dzieci i ryby głosu nie mają.” To i podobne hasła były na porządku dziennym w czasach, gdy dorastałam. Słys...
06/08/2026

Moja broszka

„Dzieci i ryby głosu nie mają.” To i podobne hasła były na porządku dziennym w czasach, gdy dorastałam. Słyszeliśmy je od nauczycieli, od wychowawców na koloniach, od trenerów na zajęciach sportowych. Wielu z nas słyszało je od rodziców.

Potrzebowaliśmy upływu czasu i budowania świadomości, potrzebowaliśmy może nawet zmiany systemu, by uznać, że dziecko ma prawa. Zaczęliśmy opowiadać się po stronie słabszych, wykluczonych, pozbawionych przywilejów.

Nauczyliśmy się obdarzać szacunkiem nie tylko tych, którzy w społecznej hierarchii stoją wyżej, ale i tych tradycyjnie z różnych powodów plasowanych niżej.

Nauczyliśmy się też większej empatii wobec tych, którzy cierpią. W publicznej przestrzeni pojawiły się osoby wcześniej wykluczane, dla których zwykłe życie bywa wyzwaniem, na przykład osoby na wózkach inwalidzkich.

To są wielkie osiągnięcia. Skupiliśmy się na prawach - prawach każdej osoby.

Niestety, po drodze zapomnieliśmy o drugiej stronie medalu. Prawo jest przecież związane z odpowiedzialnością. Mówimy o prawach dzieci, ale pozbawiliśmy dzieci odpowiedzialności.

Proste obowiązki nie muszą być zniewoleniem. Obowiązek jest też przywilejem. Jest szansą na budowanie poczucia sprawczości, poczucia wpływu na otoczenie, poczucia uczestniczenia w tworzeniu lepszego świata.

Przyjrzyjmy się małym dzieciom, jak bardzo chcą robić różne rzeczy. O ile tylko nie są wtłoczone w tryb „zombi” przez tablety, komórki i inne ekrany, małe dzieci same sięgają po odkurzacz, po narzędzia, farby, miski, mąkę, jajka. Próbują się uczyć życia odpowiedzialnego, tak samo jak próbują się uczyć chodzić. Nie trzeba ich do tego zachęcać, wystarczy ich nie zniechęcać, udzielić tu i ówdzie odrobiny wsparcia.

Wychowaliśmy wspaniałe pokolenia osób, które znają swoje prawa, można to podziwiać. Jednocześnie te same osoby bywają bezradne i zalęknione w obliczu wyzwań codzienności, co nakazuje nam nieco skorygować obrany kurs.

Teraz Ty! Takie było moje hasło, przesłanie, motto, kiedy otwierałam swój Gabinet. Nie bez powodu, bo przyświecała mi troska o prawa tych pomijanych, zaniedbanych, o prawa kobiet, o prawa dzieci. Dzisiaj hasło „Teraz Ty!” rozumiem nieco inaczej. Czas dla Ciebie to budowanie pewności siebie, ale w świecie, w którym żyjesz. Taka pewność opiera się na znajomości siebie, wiedzy i poczuciu kim jesteś, jakie masz prawa, ale i jaką odpowiedzialność za kształt tego świata na siebie bierzesz.

Innymi słowy - jesteśmy wszyscy odpowiedzialni za kształt naszego życia. Sobie i Wam, a szczególnie młodym osobom z niepewnością wkraczającym dziś w dorosłe życie, życzę więc korzystania z prawa do własnego szczęścia, ale ze świadomością, że nikt nie ma obowiązku nam go zapewniać. To nasza odpowiedzialność, nasza sprawa, nasze zadanie, nasza broszka.

Jesteśmy bogatsi niż się nam wydaje. Mamy w sobie ogrom i piękna i brzydoty, i życzliwości i niechęci, i gotowości do dz...
30/07/2026

Jesteśmy bogatsi niż się nam wydaje. Mamy w sobie ogrom i piękna i brzydoty, i życzliwości i niechęci, i gotowości do dzielenia się i zawiści. Mamy zdolność czynienia dobra i zła. Każda, każdy i każde z nas.

Dzielenie ludzi na dobrych i złych nie ma sensu. Tym bardziej - jeśli granicę między dobrymi a złymi wyznaczamy według linii podziałów międzygrupowych. To iluzja, że my jesteśmy dobrzy, a oni są źli. To wyrzekanie się ważnej, choć czasami niechcianej, części siebie i przypisywanie tej niechcianej części siebie innym, obcym. Robimy to w życiu prywatnym i w życiu publicznym, w domu i w polityce.

Im wyraźniej widzimy swoje i piękne, i niepiękne strony, tym bardziej jesteśmy wolni w naszych wyborach. To my decydujemy, czy chcemy zwiększać sumę dobra czy sumę zła na świecie.

Im bardziej jesteśmy skłonni przypisywać całe zło innym, tym łatwiej przychodzi nam uzasadnianie własnych paskudnych uczynków.

Sołżenicyn napisał „Linia oddzielająca dobro od zła przebiega nie między państwami, nie między klasami, nie między partiami politycznymi, lecz przez serce każdego człowieka i przez wszystkie ludzkie serca.”

Bądźmy sami dla siebie dobrzy, doceniajmy własną moc wybierania, skoncentrujmy się na naszym własnym sercu, bo niezależnie od tego, co w nim znajdziemy, innego serca nie mamy i ono zasługuje na naszą czułą uwagę, czego dzisiaj sobie i Wam życzę.

36,6 stopnia w cieniuSermoneta. Mieszka tu może z 500 osób. Ale czasami wyobrażam sobie, jak by to było, gdyby zebrać w ...
21/07/2026

36,6 stopnia w cieniu

Sermoneta. Mieszka tu może z 500 osób. Ale czasami wyobrażam sobie, jak by to było, gdyby zebrać w jednym miejscu wszystkich obecnych i przeszłych mieszkańców takiej miejscowości… Gdyby posłuchać ich opowieści, ich pieśni sprzed 100, 200, 1000, 2000 lat… Jak by to było poznać ich troski i radości? Cóż za nieoczywista zbiorowość by się nam objawiła, połączona wspólnym miejscem zamieszkania, ale i więzami pokrewieństwa, animozji, interesów, przyjaźni, współpracy, rywalizacji…

A przecież taki tłum stoi za każdą i każdym z nas. Mam dwoje rodziców, czworo dziadków, ośmiu pradziadków, i tak dalej. Gdyby tak ich zebrać w jednym miejscu, zgromadzenie sięgałoby po sam horyzont. Jakie historie mogłyby te osoby opowiedzieć, jakie tajemnice niosły przez całe życie, kogo kochały, jak traktowały swoje dzieci, co myślały o pracy, którą wykonywały, jak lubiły odpoczywać, o czym marzyły, co jadły?

I ja, i Ty mamy za sobą cały tłum przodków, niesiemy ich w sobie, niezależnie od tego, czy i co o nich myślimy. Nawet ci, których dziś byśmy nie lubili, są częścią naszej siły życia. Możemy czasem spojrzeć na nich z czułością - na ten tłum śmiesznie odzianych osób, może spieczonych słońcem i gorącym wiatrem, może wysmaganych deszczem i lodowatymi podmuchami, może głodnych, może w zbrojach, może w skórach, może w balowych sukniach…

Jest w nas przedziwna zbieranina: te barwne genetyczne szkiełka, które dostaliśmy w spadku, to przecież my… To jakaś część nas, duża, choć nie cała. Ponieważ to, co my z nich ułożymy, jaki witraż, jaką mozaikę, jaką opowieść, to już wyłącznie nasza sprawa. Nasza odpowiedzialność i nasza niekończąca się zabawa!

Życzę nam wszystkim odwagi układania własnych opowieści i pozdrawiam z Sermonety.

„Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za...
19/07/2026

„Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.

- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.”

No i jak to się ma do troszczenia się o siebie, do realizowania swoich pasji, do dbania o swoje głębokie potrzeby? Czy - jako społeczeństwo - nie poszliśmy zbyt daleko w bezwarunkowym szacunku dla indywidualizmu? Czy nie ponosimy zbyt dużych kosztów takiego podejścia? Ile traci na tym nasze życie zbiorowe, wspólnotowe, rodzinne, partnerskie?

Sama wielokrotnie mówiłam o braniu odpowiedzialności za własne szczęście, za realizowanie swoich pasji, za swój rozwój. Jak mamy to robić, nie popadając jednocześnie w skrajny egoizm?

Nie wierzę w szczęście budowane na odrzucaniu wszelkiej odpowiedzialności wobec wspólnoty, wobec słabszych, mniejszych, mniej uprzywilejowanych. Nie wierzę w realizowanie swoich pasji kosztem własnych dzieci.

Jak zatem łączyć jedno z drugim? Jak nie wyrzekając się siebie, być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło? Nie mam wprawdzie złotych rozwiązań, ale nie jesteśmy przecież w tym zupełnie bezradni.

Po pierwsze, potrzebujemy wiedzieć kim są ci, których oswoiliśmy. Kim są ci najbliżsi, dla których jesteśmy gotowi zrezygnować z części swojej niezależności, wygody, z części swoich potrzeb?

Po drugie, potrzebujemy strategii wobec osób całkiem obcych, potrzebujemy nie wyrzekać się jednak tego minimum odpowiedzialności, a jednocześnie zatroszczyć się o siebie. Szukamy tu takiej formy odpowiedzialności, która nas nadmiernie nie przeciąża, a która jest jednak zgodna z naszymi wartościami. Chętnie używam tu trochę zakurzonego słowa, które kilka lat temu przypomniał filozof Miniszewski. Tym słowem jest przyzwoitość.

A pomiędzy tymi krańcami, pomiędzy najbliższymi i zupełnie obcymi mamy całą przestrzeń do zagospodarowania: znajomych, sąsiadów, dalszych znajomych, kolegów naszych dzieci, odległych krewnych, czasem też członków bliższej rodziny, którzy - niczym piękne meteory - suną po nieoczekiwanych trajektoriach.

Bardzo to ogólne, wiem, ale być może najważniejsze jest ustalenie jednak tej minimalnej granicy, której nie chcemy przekraczać - ani w życiu prywatnym, ani w życiu publicznym - granicy zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Kończę te moje dzisiejsze wywody, życząc sobie i Wam spotykania wyłącznie przyzwoitych ludzi. I róż, róż, które warto oswajać.

O czym ostatnio milczysz? Milczę zbyt długo, bo słów mi brak…Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa mówić, że jesteś gorsza...
13/07/2026

O czym ostatnio milczysz?
Milczę zbyt długo, bo słów mi brak…

Nikt, absolutnie nikt, nie ma prawa mówić, że jesteś gorsza, mniej warta, mniej godna szacunku tylko dlatego, że jesteś Polką. Twoja wartość i godność nie zmienia się, gdy tracisz pracę czy dom, gdy wyjeżdżasz do innego kraju czy to na wakacje czy też na emigrację.

Masz prawo rozmawiać z innymi Polakami po polsku na ulicy w Warszawie, w Londynie czy w Berlinie. Masz prawo być bezpieczna w kinie, w restauracji, w tramwaju.

Nie mam zgody na to, by ktokolwiek nienawidził Ciebie za to, w jakim kraju się urodziłaś i by uznawał Cię z tego powodu za osobę gorszej kategorii.

Boli mnie fala wrogości wobec osób z Ukrainy. Nie ma różnicy, czy jesteś Polką, czy Ukrainką - w moim świecie masz prawo czuć się bezpiecznie - masz prawo rozmawiać ze swoimi bliskimi w swoim języku, masz prawo jeździć tramwajem, pociągiem, masz prawo nosić eleganckie ciuchy, masz prawo do radości, swobody, wakacji, nauki, pracy - masz prawo do zwykłego życia.

W moim świecie nikt nie ma prawa Cię krzywdzić - myślą, mową, czynem, czy zaniedbaniem.

O tym właśnie ostatnio zbyt długo milczałam…

06/07/2026

Koziorożce alpejskie
Niekiedy warto zbłądzić albo spontanicznie wybrać nieznaną ścieżkę - a przy odrobinie szczęścia może się zdarzyć widok niepowtarzalny, jak ten, który mnie wczoraj zachwycił. Pozdrawiam z wakacji, życząc Wam i sobie dobrego lata, pełnego przyjemnych zaskoczeń.

Każdy ma swoją rację. Chyba nie warto walczyć o rację, jeśli można zawalczyć o relację. Chyba…Życzę więc nam wszystkim, ...
30/06/2026

Każdy ma swoją rację. Chyba nie warto walczyć o rację, jeśli można zawalczyć o relację. Chyba…

Życzę więc nam wszystkim, aby nasze racje były dobrym nawozem dla kwitnących relacji…

Niektórzy z konieczności, inni z wyboru decydują się na urlop we własnej miejscowości. Takie wakacje bywają nie mniej at...
19/06/2026

Niektórzy z konieczności, inni z wyboru decydują się na urlop we własnej miejscowości. Takie wakacje bywają nie mniej atrakcyjne niż dalekie podróże, luksusowe rejsy czy pobyty w renomowanych ośrodkach.

Decydując się na odpoczynek we własnym domu, warto z góry przemyśleć, co i jak będziemy robić. W przeciwnym razie czas może nam przeciec między palcami, a my pod koniec takich wakacji czujemy się równie zmęczeni, jak na ich początku.

Oto kilka moich propozycji:

1.
Jeżeli to ma być wypoczynek, nie róbmy w tym czasie remontu, malowania, zmiany kafelków w łazience czy nawet generalnych porządków.

Jednocześnie zadbajmy o to, by nasz dom był mniej więcej posprzątany, tak, aby nam było przyjemnie. Ustawmy sobie świeże kwiaty, może nakryjmy stół jakąś nową serwetą, kupmy jakiś ładny drobiazg na balkon.

2.
Zadbajmy o to, by czas nie uciekał nam na bezmyślnym scrollowaniu. Zaplanujmy sobie jakąś aktywność na każdy dzień. To może być spotkanie z przyjaciółką, wyjście na tańce, dłuższy spacer, pochodzenie po rzadziej odwiedzanych zaułkach własnego osiedla, przejażdżka autobusem czy pociągiem do najbliższej miejscowości, samotne wyjście do kawiarni, poczytanie książki na ławce w parku. Każda z nas sama wie najlepiej, co jej sprawia przyjemność.

Jednocześnie uważajmy, by nie wpaść w kołowrotek planowania i odhaczania punktów z listy. Zostawmy sobie dużą część dnia na spontaniczne zajęcia, na podążanie za własną ciekawością czy intuicją. Zadbajmy o nieustrukturyzowany wypoczynek, o słodkie nicnierobienie.

3.
Poeksperymentujmy trochę z jedzeniem. Kupmy sobie coś, co do tej pory z przyzwyczajenia omijaliśmy w sklepie. Poznajmy nowe smaki. Może to być nieznany owoc, warzywo, którego nigdy nie jedliśmy, może wypróbujmy jakiś nowy przepis, może zjedzmy coś, na co miewamy ochotę, ale zwykle unikamy, bo wiemy, że to nie jest szczególnie wartościowe. Jedna drożdżówka albo hamburger czy hot-dog z ulicznej budki, jeśli nie mamy wyraźnych przeciwwskazań zdrowotnych, nie zaszkodzą nam przecież, a dadzą posmak beztroskich wakacji.

Jednocześnie nie warto zajadać wolnego czasu tonami słodyczy, batoników, czy innych przekąsek. Zadbajmy o to, by w naszych lodówkach nie było nadmiaru.

4.
Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w swojej miejscowości pierwszy raz. Otwórzmy szeroko oczy, odkrywajmy to, co niby dobrze znane. Zajrzyjmy do miejskiego parku, przejdźmy się po polach i wertepach, odwiedźmy pobliski las, sprawdźmy, co się dzieje w osiedlowej bibliotece, a być może niespodziewanie czymś się zachwycimy, tak jak ja się niedawno zachwyciłam w jednej z gdyńskich bibliotek. Zostawmy w domu torebkę, załóżmy plecak i wygodne buty. Poczujmy się, jak turyści we własnym mieście.

5.
Rozmawiajmy z ludźmi. Nie bójmy się zagadać do osoby na przystanku czy w autobusie. Pochwalmy róże kwitnące w mijanym właśnie ogrodzie. Uśmiechnijmy się do sprzedawczyni w sklepie.

6.
I tu moja najważniejsza propozycja: nigdzie się nie spieszmy. Właśnie teraz jest czas, by po prostu cieszyć się życiem, by poszukać skarbu zagubionego w pośpiechu codzienności - skarbu, któremu na imię beztroska.

Adres

Ulica Św. Wojciecha 10 A/1
Gdynia
81-347

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet psychologiczny Ewa Wojtych, Gdynia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij