01/06/2021
Czy wolno jeść na lekcji?
Od dziecka pamietam, że nauczyciele pienili się na sam szelest woreczka z kanapką, jedzenie cichaczem pod ławką, zakaz picia wody, a już nie do pomyślenia jakaś oranżada🤭
Ja od pierwszej lekcji we wrześniu wszystkim moim uczniom powiedziałam, że na mojej lekcji mogą jeść i pić, pod warunkiem, że nie będą niekulturalnym zachowaniem przeszkadzać innym.
To było zdziwko🙃
Stało się jak przewidziałam, były heheszki, o wyciągamy! Jemy! Wow, patrzcie mam energetyka i pije go na lekcji.
I wiecie ile to trwało? Tą jedną lekcje 🙂
na każdej kolejnej na spokojnie jak tłumaczyłam coś przy tablicy, uczniowie cichutko wyciągali swoje jedzenie jak ktoś czuł taka potrzebę i jedli.
Po prostu.
Później pandemia, szkoły zamknięte, teraz wróciliśmy do trybu stacjonarnego i moja zasada nadal obowiązuje.
Co ze mnie za nauczyciel, że pozwalam na takie zachowanie?!
Wydaje mi się, że żywieniowiec i to rozsądny🤷♀️
Wynika to z kilku czynników.
Pamiętasz wspomniane wcześniej jedzenie pod ławką, skulony, w stresie, że belfer usłyszy i będzie uwaga?
Czemu jedliśmy tak?
1. Bo na przerwie nie było czasu! 5 minut przerwy, zanim wytoczy się klasa z sali, znajdzie kolejną klasę, chwilę porozmawia ze znajomymi, skoczy do toalety, No nie ma czasu na jedzenie.
2. Bo się wstydziliśmy. Że kanapka z pasztetem, że nie mamy kasy na coś innego itd itd.
3. Nie chcieliśmy być oceniani - wiecie, że są osoby, które nie lubią jeść na oczach innych?
4. Bo zaburzenia odżywiania. Dla osób nie w temacie będzie to pewnie abstrakcyjne, ale obawa, że ktoś oceni, że jemy bułkę i po niej przytyjemy jest wystarczającym hamulcem.
5. Bo lubiliśmy wkurzać nauczycieli 😛
I teraz zakładając, że któryś z punktów odnosi się do Nas, albo i kilka, może nawet wszystkie - mamy gotowy przepis na pogłębienie ZO, przegłodzenie się, albo po prostu zaburzenie cyklu dnia.
Mi nie trzeba argumentować potrzeby jedzenia - widocznie nie mogłeś/AŚ wcześniej, więc zjedz jak człowiek, na spokojnie, bez stresu.
Jedzenie jest w podstawie naszych potrzeb, pamiętasz piramidę Masłowa?
Jak uczeń ma być skupiony jak jest głodny, burczy mu w brzuchu, ale ma jakiś nieuzasadniony lęk przed nauczycielem i jego palcem sprawiedliwości, karającym go za podstawowe potrzeby uwagą w dzienniku🤦♀️
Jako dietetyk, żywieniowiec i po prostu człowiek, który wieeeeeeele lat temu też kitrał pod ławką wymęczoną bułę z pasztetową, traktuje uczniów tak jak sama chciała bym być traktowana, nie wpędzając nikogo w poczucie winy „bo je!”.
I teraz najważniejsze:
Czy to oznacza, że na mojej lekcji jest piknik?
Nie, młodzież rozumie zasady i je respektuje, jedzą spokojnie i w ciszy jak potrzebują, nie urządzają bufetu
Czy to przeszkadza innym uczniom? Nie 🙂
Czy to oznacza, że młodzież pije energetyki na moich oczach, a ja nie reaguje? Fun fact - odkąd pozwalam na jedzenie, młodzież sama wybiera zdrowsze alternatywy, wodę, soki, jogurty, przynoszą pudełka z jedzeniem, super!
Mi dla przykładu przypadł w udziale plaster babki cytrynowej od uczennicy do kawusi, czyli są tego plusy nawet dla nauczyciela 😉
Tak więc daje wszystkim równe szanse na zjedzenie - nie tylko ostatniej ławce 😅