31/05/2026
Jako pielęgniarka z uwagą przyglądam się propozycjom zmian w kształceniu położnych. Mam poczucie, że tak poważne decyzje próbuje się wprowadzać bez szerokich konsultacji z nami, praktykami.Pomysł likwidacji samodzielnych studiów z położnictwa na rzecz modelu „3 lata pielęgniarstwa + 1,5 roku położnictwa” rodzi we mnie spore obawy. Warto na chłodno zadać kilka pytań o realne konsekwencje:
♥️ Za mało praktyki? Położnictwo to potężna, samodzielna wiedza. Czy skompresowanie nauki do 18 miesięcy wystarczy, by przyszła położna bezpiecznie i bez stresu opanowała tak zaawansowane procedury?
⚠️ Fikcyjna uniwersalność. Pomysł, że absolwentka będzie „dwóch zawodów naraz”, brzmi dobrze tylko na papierze. Jeśli przez lata będzie pracować wyłącznie jako położna, zgodnie z przepisami straci prawo do wykonywania zawodu pielęgniarki. Gdzie tu logika?
🛑 Luka kadrowa. Wydłużenie całej ścieżki edukacyjnej może po prostu zniechęcić młodych ludzi. Zamiast przyciągać nowe kadry, ryzykujemy pogłębienie i tak już trudnej sytuacji pokoleniowej.Tak głębokie reformy nie powinny powstawać wyłącznie przy urzędniczych biurkach. Zanim zapadną decyzje, otwórzmy szeroką dyskusję i zaprośmy do stołu środowisko medyczne. Położnictwo to odrębny, samodzielny zawód zaufania publicznego, szanujmy tę autonomię dla dobra i bezpieczeństwa pacjentek.Koleżanki i Koledzy, co o tym myślicie?
Widzicie w tym modelu jakieś szanse, czy przeważają ryzyka? Dajcie znać w komentarzach. 👇