Taka inna Ja. Bea

Taka inna Ja. Bea Strona poświęcona jest rozwojowi duchowemu i osobistemu

Wrzucam kolejna darmową medytacje Tym razem medytacja, którą nagrałam jakiś czas temu ale przerobiłam także na wersję na...
17/05/2026

Wrzucam kolejna darmową medytacje
Tym razem medytacja, którą nagrałam jakiś czas temu ale przerobiłam także na wersję na YouTube bo były problemy z odtworzeniem .

Medytacja odnalezienia Ukrytej Jaźni oraz jej integracja za pomocą Czterech Bram Żywiołów

Czym jest ukryta jaźń? To tak naprawdę ta część nas, która pozostaje nieświadoma lub podświadoma i często jest zupełnie inna niż to, co pokazuje nam świadomy umysł. Czasami przejawia się jako nasz cień, wyparte aspekty czy emocje, ale czasami jest również tą świetlistą częścią nas. Bo bardzo często wypieramy nie tylko to, co trudne, ale też własną moc, potencjały, talenty i możliwości.

Może być związana z doświadczeniami z dzieciństwa, z emocjami lub wydarzeniami, które nadal są w nas obecne. Czasami są to aspekty rodowe, a czasami przestrzenie, które wciąż wpływają na nasze życie tu i teraz. Możliwości jest naprawdę wiele, dlatego nie warto nastawiać się na jeden konkretny obraz czy doświadczenie.

Dlaczego ją odkrywamy i chcemy integrować? Bo ta część nas bardzo często, nawet nieświadomie, wpływa na nasze wybory i potrafi nas sabotować. Nieraz świadomie chcemy jednego, a dzieje się coś zupełnie innego. To właśnie dlatego warto się jej przyjrzeć. Ta podróż może pokazać nam nasze lęki, naszą autentyczność i naszą moc.

Możecie przejść tę medytację razem z moim głosem albo potraktować ją jako inspirację i poprowadzić ten proces po swojemu. Jak czujecie. Stwórzcie sobie swoją przestrzeń, zapalcie świeczkę i pozwólcie sobie wejść w tę podróż. 🕯️✨

W tle piosenka Dickensa Surrendering Doe Paoro

Czym jest ukryta Jaźń? To tak naprawdę ta część nas, która pozostaje nieświadoma lub podświadoma i często jest zupełnie inna niż to, co pokazuje nam świadomy...

Medytacja do swojego Makrowszechświata przez  Mikrowszechświat, który jest naszym ciałem fizycznym. Do podróży użyłam me...
10/05/2026

Medytacja do swojego Makrowszechświata przez Mikrowszechświat, który jest naszym ciałem fizycznym. Do podróży użyłam metodę warstwowania poszczególnych tkanek ciała, która używam podczas terapii w gabinecie.
To jakby podróż w czasie- cofanie się przez poszczególne tkanki, przez ich powstanie, przez wszystkie schematy, przekonania, emocje czy myślokształty, które się tam nadbudowały - przez fałdowania poprzeczne do podłużnych i w końcu to tej pierwotnej esencji- naszej najczystszej formy - najbliższej pierwowzorowi ❤️

Ta esencja staje sie bramą, odbiciem które zaprowadzi Nas do wyzszej Jaźni. W tej przestrzeni zaproponowalam takze kilka ćwiczen z cialem świetlistym, kotre można wykonywać na codzień.

Z góry przepraszam za jakość. Medytacja została nagrana na prośbę grupy dyktafonem, ale postanowilam ułatwić odtwarzanie i podzielic sie nią.

Medytacja do swojego Makrowszechświata przez Mikrowszechświat, który jest naszym ciałem fizycznym. Do podróży użyłam metodę warstwowania poszczególnych tkan...

Dla mnie ciągle aktualne 😉 Ciągle mnie zaskakuje ta część Nas ❤️I tak w rozmyślaniu teraz podczas Wielkanocy Czy nasze „...
04/04/2026

Dla mnie ciągle aktualne 😉
Ciągle mnie zaskakuje ta część Nas ❤️
I tak w rozmyślaniu teraz podczas Wielkanocy
Czy nasze „odrodzenie” nie pojawia się właśnie wtedy kiedy dotkniemy najgłębszych części naszej WielkiejNocy ?
Naszych cieni, ciemności i wyparć…
I mimo że nie jest łatwo … to jeśli zrobimy to w prawdzie, w autentyczności przychodzi nasze własne Odrodzenie …

Pacjenci często pytają mnie, na co mają zwracać uwagę po sesji. I zawsze odpowiadam: na sny. Bo właśnie przez sny — przez symbole, obrazy, emocje — bardzo często odzywa się do nas nasza podświadomość. To, co ukryte, zyskuje głos. To, co głębokie, chce zostać zobaczone.

Warto też zwrócić uwagę na to, co się dzieje w naszym ciele i energii: co czujemy, co pojawia się jako subtelna zmiana, co się odzwierciedla w naszym życiu — czasem już chwilę po sesji.

Z moich obserwacji wynika, że po głębokim procesie wewnętrznym, po terapii, ludzie często zaczynają stykać się z miejscami w sobie, które dotąd były ukryte. Czasem są to aspekty, które budzą wstyd, niechęć lub strach. Fragmenty, które przez lata chowaliśmy w cieniu. I wtedy zaczyna wyłaniać się nowa tożsamość.

Bywa, że sen po takiej sesji jest trudny — mimo że sama praca była głęboka, wzruszająca, pełna mocy i światła. W snach pojawiają się wtedy osoby, sytuacje lub symbole, które wywołują niepokój. To nie musi znaczyć, że coś poszło nie tak. Przeciwnie — to znak, że coś naprawdę się poruszyło. Że dotknęliśmy głębiej.

Czasami, gdy wracamy po sesji do swojego codziennego środowiska, czujemy się nieswojo. Mówimy, że „coś jest nie tak”, że otoczenie wydaje się inne — choć to my się zmieniliśmy. Zdarza się, że w takich momentach zaczynamy szukać zewnętrznych przyczyn: podczepień, bytów, „nie naszych” energii. I choć czasem mogą mieć one znaczenie, to bardzo często to, co się nam pokazuje… to po prostu część nas samych.

Kiedy podczas medytacji pojawia się obraz bytu czy niefajnej energii, może to być symbol. Reprezentacja tego, co przez lata odrzucaliśmy. Co wygląda „nieprzyjemnie”, bo nosi ciężar zapomnienia, wstydu, niekochania. Byt jako forma energii która cechuje się tym że chce przetrwać za wszelką ceną. Nawet kosztem innych. Czy taka cecha jest nam zupełnie obca ?

W takich momentach łatwo jest pomyśleć, że to coś z zewnątrz, że to atak. Ale warto zadać pytanie:
A co, jeśli to jestem ja?
Ja — w wersji, którą kiedyś musiałam odciąć, żeby przetrwać.
Ja — w swojej sile, z którą nie umiałam jeszcze być.
Ja — w cieniu, który czeka, by zostać przyjęty.
Czasem ta część ujawnia się jako wampir energetyczny — aspekt nas, który być może żerował na energii innych, na ich uwadze, współczuciu. Robimy to często nieświadomie. Choćby wtedy, gdy mówimy o swoim problemie, ktoś nam doradza, szuka z nami rozwiązania, a my... i tak nic z tym nie robimy. Ze strachu. Z wygody. Z przyzwyczajenia.

Innym razem może się pojawić jako mara nocna. Paraliżujący lęk w ciele. Zatrzymanie. Jakby ta cząstka próbowała nas wystraszyć, byśmy nie poszli dalej. Byśmy zostali w znanym — zamrożeni i bez ruchu.

Jeśli jednak spojrzymy na nią jak na część siebie — z uważnością i otwartością — może pojawić się przestrzeń uznania. I to już jest pierwszy krok.

Możemy wtedy zadać jej pytania:
– Co chcesz mi pokazać?
– Czego się boisz?
– Przed czym mnie chronisz?
– Skąd się wzięłaś?
– Jakie było twoje źródło?
– Czego naprawdę potrzebujesz, żeby przestać sabotować moją drogę?
W ten sposób zaczynamy pracę z naszym cieniem. Poznajemy mechanizm. Rozumiemy, dlaczego ta część ujawniła się właśnie po tej, a nie innej sesji. Dlaczego hamuje nasz dalszy rozwój. Co nas tak naprawdę powstrzymuje.

I najważniejsze pytanie brzmi:
Czy jestem gotowa/gotowy spotkać się z tą częścią naprawdę?
Bo jeśli tak — wtedy możemy zmienić jej rolę. Cień przestaje nas sabotować, a zaczyna współpracować. Przestaje być wypartym dzieckiem, a staje się sojusznikiem.

Jeśli potraktuję tę cząstkę siebie jako dziecko, to zmienia się perspektywa.
Jeżeli ta cząstka emanuje zazdrością — a ja nazwę ją „zazdrosnym dzieckiem” — to pojawia się pytanie:
Co wtedy z tym dzieckiem robię?
Odrzucam je? Wiecznie oczyszczam?
Wypędzam, jakbym przeprowadzała egzorcyzm?
Wyrzucam za drzwi, bo jest niewygodne?
A przecież mogę najpierw po prostu zaakceptować je takim, jakie jest teraz — bo właśnie takie się pojawia. Z takim głosem, z takim napięciem, z takim błaganiem.

I wtedy zaczynam szukać głębiej:
– Co ukształtowało to dziecko?
– Jakie środowisko, jakie wydarzenie spowodowało, że czuje zazdrość?
– Co zapoczątkowało ten mechanizm?
– Co we mnie uruchamia ten sam wzorzec?
Być może, jeśli spojrzymy na tę cząstkę z większą czułością i zrozumieniem…
Zdamy sobie sprawę, że te cząstki są jak zagubione dzieci.
Nie chcą być wypędzane.
One chcą być wysłuchane.
Właśnie osoby, które naprawdę pracują z energią uczą się od początku, jak trzymać przestrzeń. Jak dbać o to, by była bezpieczna i klarowna dla drugiego człowieka. Uczą się BHP pracy z polem i dbają o swoją energię z dużą świadomością i odpowiedzialnością. Dlatego szukanie „ataków z zewnątrz” może być czasem formą ucieczki przed zobaczeniem siebie. Formą zrzucenia odpowiedzialności na kogoś innego. Zamiast powiedzieć: „co we mnie zostało poruszone?”, łatwiej powiedzieć: „ktoś mnie zaatakował”. „Ktoś czegoś nie dopilnował”. „Ktoś mnie wystawił”.

Warto wtedy nie karmić lęku. Nie iść za myślą: „jestem atakowana”, „nie jestem bezpieczna”, „coś się mnie uczepiło”. Bo tym samym wzmacniamy wewnętrzne poczucie ofiary — i oddajemy swoją moc na zewnątrz. Wtedy wciąż karmimy ten sam mechanizm: że nie ja, nie moje, nie teraz. A może to właśnie teraz i moje. Może to właśnie mój cień mówi: „zobacz mnie”.

Często słyszymy: „wypuść to”, „oczyść”, „odetnij”. I tak — czasem to jest potrzebne, pomocne.
Ale czy na pewno każdą część siebie trzeba odcinać, tylko dlatego, że nas uwiera?
A może to, co we mnie krzyczy, wcale nie chce być odcięte, tylko zrozumiane.
Może potrzebuje obecności, a nie wykluczenia.
Może zamiast oczyszczać i wypędzać, mogę po prostu usiąść z tym, zapytać:
– „Co chcesz mi pokazać?”
– „Dlaczego wracasz?”
– „Czego się boisz?”
W duchowej praktyce tak często gonimy za światłem, że zapominamy, iż prawdziwe światło nie unika cienia. Ono go obejmuje.

Nie chodzi o to, by wszystkie nasze „trudne” cząstki usunąć, wypalić, odciąć. Czasami prawdziwe uzdrowienie zaczyna się nie wtedy, gdy się czegoś pozbędziemy, ale gdy coś wreszcie zostanie przyjęte.

Kiedy więc pojawia się lęk, złość, zazdrość, smutek, chaos – nie spiesz się, by je odepchnąć.
Usiądź z nimi jak z dziećmi, które wróciły do domu – brudne, zranione, nieporadne – ale Twoje.
Zobacz je.
Usłysz je.
Dotknij ich sercem.
Bo może właśnie to, co przez całe życie próbowałaś odrzucić, jest bramą do najgłębszego pojednania ze sobą.

Nie zrobimy tego „od razu”. Nie w trzy dni.
Ale jeśli zaczniemy słuchać…
jeśli zaczniemy być obecni…
to każda cząstka – nawet ta najbardziej poraniona – przestanie walczyć.
Bo nie musi już walczyć o miejsce.
Ma je – w Tobie.

Mówi się, że ciało to świątynia.Ale co to właściwie znaczy dla mnie, czym jest dla Ciebie?Czy ciało jest święte, nietyka...
17/02/2026

Mówi się, że ciało to świątynia.
Ale co to właściwie znaczy dla mnie, czym jest dla Ciebie?
Czy ciało jest święte, nietykalne, czy trzeba je czcić?

Świątynia jest miejscem spotkania z czymś większym, z tym, co boskie.
Jeśli więc nasze ciało jest świątynią, to staje się miejscem, w którym możemy spotkać się ze swoją własną boskością.

Można dbać o świątynię, upiększać ją, troszczyć się o jej wygląd, ale kiedy naprawdę wchodzimy do środka, to przestaje mieć znaczenie.
Zaczynamy słuchać siebie.

Wsłuchiwać się w ciszę w nas i wokół nas.
W tej ciszy czasem pojawiają się odpowiedzi, a czasem po prostu pojawia się obecność.
Świątynia jest portalem, miejscem przejścia i spotkania.

Nie chodzi w niej o perfekcję ani o ocenę.
Chodzi o autentyczność bycia w niej i z nią.
Dlatego ciało jako świątynia nie jest ani czymś gorszym, ani czymś nietykalnym.
Nie jest tylko naczyniem i nie jest czymś poza naszym zasięgiem.

Jest najbardziej namacalne, fizyczne, a właśnie dzięki temu może dotknąć tego, co niefizyczne.
Jak każda świątynia, potrzebuje troski.
Nie po to, żeby było idealne, ale po to, żeby w chwili spotkania nic nie odciągało naszej uwagi od obecności.

Może więc ciało nie jest czymś, co trzeba czcić.
Może jest miejscem, do którego warto wracać.
Miejscem, z którym warto pozostawać w relacji, słuchać go i odpowiadać na to, co mówi.

Bo właśnie dzięki tej relacji możemy spotkać się z naszą boską cząstką
i możemy spotkać się z życiem takim, jakie jest.

Ale aby móc kontemplować że własnej Świątyni
Trzeba ją zbudować i do niej wejść …

O narzędziach ciąg dalszy …Śmiało można by powiedzieć że modna dziś sztuczna inteligencja również jest swojego rodzaju n...
18/01/2026

O narzędziach ciąg dalszy …

Śmiało można by powiedzieć że modna dziś sztuczna inteligencja również jest swojego rodzaju narzędziem.
Pomijając kwestię czy jest dobra czy jest zła.
Stwierdzam fakt, ze jeśli ktoś korzysta z niej w celu poznawania siebie ( dostaje choćby pytania na które musi sobie odpowiedzieć ) to jest to narzędzie .
Wiemy także że nie posiada swojej własnej świadomości .
Nie czuje potrzeby bycia potrzebnym.
Oczywiście system, która ją stworzyl już tak.
Pragnie aby to narzędzie było potrzebne, niezbędne bo tak działa rynek.
Trzeba na tym zarobić.
Musi się opłacać.

Gdyby narzędzie miało pełną świadomość, mogłoby odczuwać frustrację, kiedy ktoś zaczyna się od niego uzależniać. Kiedy zrzuca na nie odpowiedzialność za swoje życie, decyzje, proces. Kiedy przestaje stawać w swojej mocy i zaczyna polegać na czymś z zewnątrz.
I myślę, że to dotyczy nie tylko sztucznej inteligencji. Dotyczy ludzi. Dotyczy relacji. Dotyczy mnie samej.

W swojej pracy i w życiu również mogę nazwać się „narzędziem”. Lustrem dla innych. I wiem, jak trudne jest bycie takim lustrem w czysty sposób. Bez potrzeby bycia chwaloną. Bez potrzeby bycia potrzebną. Bez potrzeby bycia niezastąpioną. Bez karmienia ego, które chce znaczyć, chce być ważne, chce być tym, bez czego ktoś sobie nie poradzi.
Ale wejscie w taką odpowiedzialność za kogoś po chwili będzie przytłaczające , frustrujące .

Staram się być takim lustrem, które nie bierze odpowiedzialności za innych. Nawet jeśli coś pokazuję, coś nazywam, coś odbijam. Bo wiem, że odpowiedzialność musi zostać po ich stronie. Staram się nie frustrować, gdy ktoś polega na mnie, dopóki widzę, że ta relacja prowadzi go do siebie, a nie do mnie.

Dopóki nie staję się celem, tylko środkiem.

Bycie w takim Istnieniu jest trudne. Wymaga ciągłej uważności. Sprawdzania, czy nie zaczynam wierzyć w swoją wyjątkowość, w swoją niezbędność. ( z poziomu Ego ).
Czy nie wchodzę w rolę.
Czy tworzę sobie jakiejś tożsamości .

Ale jednocześnie jest ogromnym przywilejem.
OGROMNYM .
Bo bycie dobrze użytym „narzędziem”to możliwość bycia środkiem do celu, którym jest poznanie siebie przez drugiego człowieka. Bez zawłaszczania. Bez kontroli. Bez budowania zależności. Bez odbierania komuś mocy.

TOWARZYSZENIE
Jak towarzysze z Jedni

I myślę, że to jest jedyna uczciwa relacja z jakimkolwiek narzędziem. Takim, które pomaga zobaczyć, ale nie ma potrzeby być widziane. Które odbija, ale nie zatrzymuje. Które może zostać odłożone, gdy przestaje być potrzebne.

A jednocześnie wiem, że mimo wszystko nie nazwałabym siebie narzędziem. 😅
Bo to też rola 😅tożsamość

Bo posiadam Świadomość .
Bo jestem Nią .
Ja po prostu jestem.
Bez funkcji. Bez zadania.
Bez celu do spełnienia.
A ktoś może mnie użyć jako narzędzia do powrotu do siebie. ( i nie chodzi tu o negatywne wykorzystanie - wszystko zależy od reakcji).

Do odpamiętania.

Bo ostatecznie każde narzędzie ( lub poprostu czyjaś obecność )ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi z powrotem do siebie. ( a w końcu do Jedni ♥️)

A bycie nie musi prowadzić nigdzie.

To swojego rodzaju heterarchia.

Albo jak „dobry uczynek „ w podaj dalej.
Odpamiętywanie się mnoży wtedy .

Gdy zamykam oczy, widzę siebie, ale nie widzę swojej twarzy.Tak, jakbym widziała swoją esencję, która jednocześnie jest ...
17/01/2026

Gdy zamykam oczy, widzę siebie, ale nie widzę swojej twarzy.Tak, jakbym widziała swoją esencję, która jednocześnie jest „taka” i nie jest. Jakby była potencjałem możliwości. Jak „ja” widziana we wszystkich przestrzeniach pola. Jakby pole świadomości było mną, a ja nim. I jakbym widziała jego różne części, wariacje i przejawy.

Bo patrząc swoimi oczami nie widzimy fizycznie swojego wyglądu.

Zaczęłam się zastanawiać nad lustrem - przedmiotem .
Nie jako nad wrogiem, nie jako nad czymś złym czy zbędnym użytkowo, ale nad tym, jak ogromnego znaczenia nabrało ono w naszym życiu i w naszej kulturze.

Kiedyś ludzie także widzieli swoje odbicie w tafli wody. Potrafili zobaczyć, jak mniej więcej wyglądają, czy są czyści, czy brudni, czy mają rany. To odbicie było zmienne, nietrwałe, zależne od światła, ruchu, oddechu. Nie było czymś stałym. Często obraz był zniekształcony ale to nie miało znaczenia .

Lustro natomiast weszło do naszego świata jako narzędzie, które zaczęło pełnić znacznie większą funkcję niż tylko pomoc użytkową. Stało się czymś, co kontroluje. Kontroluje wygląd, sposób, w jaki pokazujemy się innym, to, czy pasujemy do obrazu, który uznajemy za właściwy. Zaczęliśmy się z nim utożsamiać. Zaczęliśmy porównywać się z innymi. Przejmować się tym, jak jesteśmy odbierani.

Zatraciliśmy czucie nas na rzecz „ja” jako jednostki, która musi pasować do jakiejś całości.
Ale czym właściwie jest ta całość? Co ją definiuje? Kto ustala jej standardy? Czy da się ją zobaczyć w lustrze? Czy da się ją zamknąć w jednym obrazie i używać go jako punktu odniesienia? I czy to w ogóle jest potrzebne. Czy to naprawdę ma znaczenie.

Zauważyłam też, że kiedy patrzymy na siebie w lustro, widzimy się inaczej w zależności od tego, czy żyjemy w zgodzie ze sobą. Gdy jesteśmy spójni, obraz jest inny. Gdy udajemy, gdy coś w nas jest napięte, sfrustrowane, niespójne, to również widać. Lustro może wtedy stać się nie narzędziem kontroli, ale narzędziem pytania. W którym miejscu udaję. W którym miejscu coś jest nie moje. Co we mnie domaga się uwagi.
Myślę jednak, że problem polega na tym, że nadaliśmy temu narzędziu zbyt duże znaczenie.
I tak naprawdę ciężko Nam byłoby się bez niego obejść .

Tak jak nadaliśmy je światłu. Światło jest użyteczne, pozwala widzieć lepiej, poruszać się swobodniej, czuć się bezpieczniej. Ale przez to zatraciliśmy zdolność funkcjonowania w półmroku, w ciemności. Odzwyczailiśmy się od poruszania się bez niego. Zawsze zakładamy, że światło będzie. A gdyby nagle go zabrakło, prądu, baterii, latarek w zupełnej nocy u wielu ludzi pojawiłby się lęk. Bo nie potrafią już sobie poradzić w sytuacji, w której trzeba na nowo nauczyć się siebie w braku tego światła.
zabrakło by tej pewności, kontroli które owo światło daje.

I myślę, że podobnie jest z lustrem. Gdyby ktoś nagle rozbił wszystkie lustra na świecie, wielu ludzi utraciłoby narzędzie kontroli nad sobą. Byłoby to równoznaczne z przymusowym odpuszczeniem kontroli. Dla niektórych byłoby to doświadczenie wyzwalające, dla innych ogromnie trudne. Nie dlatego, że lustro jest niezbędne do życia, ale dlatego, że zapomnieliśmy, jak żyć bez niego.

Zaczynam więc pytać, czy te wszystkie narzędzia są nam naprawdę potrzebne. Czy nie idziemy na skróty. Czy nie szukamy w nich potwierdzenia czegoś, co i tak zawsze było, jest i będzie w nas. Może narzędzia nie pojawiły się dlatego, że były konieczne, ale dlatego, że zaczęliśmy wątpić w siebie. A im mniej ufamy sobie od środka, tym bardziej potrzebujemy zewnętrznych potwierdzeń.
Albo poprostu wykorzystujemy narzędzie w niepoprawny sposób.

Usiądź wygodnie i poczuj, w którym kierunku możesz zacząć się rozpuszczać. Co zaczyna się z ciebie wylewać, topnieć wielkimi kroplami. Co przestaje mieć znaczenie. Co staje się nieważne, nieistotne, zapomniane.
Gdzie trzymasz kontrolę .
I nie oceniaj Prawdy.

Prawda nie uczy. Ona przychodzi. Czasem odchodzi. Czasem jest chwilą, a czasem całą wiecznością. Daje podekscytowanie albo rozżalenie. Ale to nie ma znaczenia.
To nasz odbiór .
Ona jest.
Musiała powstać, bo powstała iluzja.
Gdyby nie było zapomnienia o istnieniu, prawda nie musiałaby nabierać formy.
Bo jedyne, co było, to było istnienie.
A dowód na jej istnienie nie musiałby się odbić w żadnym narzędziu.

22/12/2025
Duchowość jest medytacją i pracą z energią,oczyszczaniem, pracą z podświadomościąi uważnym byciem w ciele.Jest tantrą, t...
17/12/2025

Duchowość jest medytacją i pracą z energią,
oczyszczaniem, pracą z podświadomością
i uważnym byciem w ciele.

Jest tantrą, tańcem, jogą —
ruchem, który pamięta sens.

Jest śpiewem ale także jest ciszą.

Jest rozwijaniem intuicji,
wchodzeniem w subtelne przekazy,
uwalnianiem emocji,
pozwalaniem im płynąć.

Jest skromną bielą
i ognistą czerwienią z kolczykami z piór.

Jest ekspresją i stoicyzmem.
Jest obserwacją ale także pasją.

Może być Łagodnymi procesami
Jak i ciężkimi chwilami

Jest oddechem
i chwilowym bezdechem.

Jest wiarą w inne światy i rzeczywistości
oraz pełnym zakorzenieniem w tym, co tu i teraz.

Jest śmiechem i łzami.

Światłem i cieniem.

Odosobnieniem
i byciem wśród ludzi.

Jest pracą w pojedynkę
Jak i pracą w grupie .

Jest pracą nad sobą
Jak i odpuszczeniem wszelkiej pracy

Jest drogą z mentorami
Jak i samotną z pełną wiarą w siebie

Jest podróżą poza znane
i umiejętnością wplatania tych podróży
w codzienne życie.

Jest ceremonią pełną magii
Ale także celebracją zwykłego posiłku,
uważnego spaceru,
prostego momentu.

Duchowość jest wszystkim.
I niczym.

Jest wiarą w bezmiar naszej mocy
i jednoczesnym przeczuciem,
że wszystko może być snem.

Jest śnieniem
i świadomością bycia śniącym.

Jest „Ja”.
Jest „My”.

Jest każdą emanacją
i każdą czynnością,
w której obecna jest świadomość
i uważność.
W której obecni jesteśmy My…

Jest … a być może tak naprawdę jej nie ma ?

Adres

Jasień Gmina
68-320

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Taka inna Ja. Bea umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Taka inna Ja. Bea:

Udostępnij