21/08/2026
Lubię obserwować różne zjawiska. Te zewnętrzne jak i te wewnętrzne. U siebie samej i u innych, w tym zjawiska globalne.
Od dłuższego czasu przyglądam się zjawisku rozwoju duchowego/osobistego. Jakaż tu jest różnorodność podejść, metod, percepcji, co jest najważniejsze, itd. Bardzo łatwo jest się pogubić w tym gąszczu. Tym bardziej, że nieodłącznym towarzyszem na tej ścieżce jest FOMO, czyli „ fear of missing out.” „Skoro ona była na warsztatach X, to i ja powinnam” /„skoro X idzie w Akupunkturę czy Klawiterapię, to i ja może powinnam….” To podejście, oparte na porównywaniu się z innymi, które jest wszędobylskie i które jest podstawą do rywalizacji, podszyte jest strachem, że jak czegoś nie zrobię, to będę gorsza; coś mnie ominie. Kiedyś patrzyłam na biogram pewnej osoby, która była na „milionie” szkoleń i doszkoleń. Wszystkie bardzo wartościowe. Moja pierwsza/ta prawdziwa/ instynktowna reakcja brzmiała: „co my sobie robimy…. Jak bardzo jesteśmy oddaleni od naszej wewnętrznej mądrości, od siebie.” Myśl druga podważyła tę pierwszą i brzmiała: „ jak to, przecież to mądra osoba. Tyle szkoleń, dyplomów, certyfikatów….” Tzw. „Osoby w rozwoju”, ( samo określenie implikuje podział na osoby rozwijające się i nierozwijające się, ale o tym kiedy indziej) w większości przypadków zapomniały o normalnym zyciu, którego doświadczaliśmy jako dzieci. Ruch był spontaniczny, a nie obudowany naukowymi korzyściami jakie daje i analiza biochemiczną czy inną…. Jadło się, bo było się głodnym, lub chciało się czegoś spróbować czy zachwycić jakimś smakiem, bez obawy o bakterie, wirusy, konserwanty, itp. Rozwój osobisty stał się kolejnym zadaniem do wypełnienia, kolejnym sposobem na zdobycie i obudowanie się kolejnym dyplomem, certyfikatem, stopniem wtajemniczenia. Udowodnieniem sobie, że jestem warta….. tylko czy o to w tym wszystkim chodzi?????? Czy rozwój nie stał się kolejnym sposobem na de facto odejście, a nie zbliżenie się do siebie?
Ja w to już nie idę….