22/07/2026
METAFORA JAKO NARZĘDZIE W PSYCHOEDUKACJI
Metafora to jedno z moich ulubionych narzędzi w ogóle i jako taka doskonale się sprawdza również w psychoterapii. Jest to można by rzec, narzędzie wytrych, wspaniałe, uniwersalne, a mądrze używane niesie z sobą szereg rozlicznych korzyści. Doskonale sprawdza się na niemal każdym etapie psychoterapii a w jednym z nich, pełni rolę iście królewską, a jest nią psychoedukacja.
Psychoedukacja, jest szczególnie istotnym obszarem psychoterapii poznawczo-behawioralnej. Bo wiedza, moi drodzy, równa się władza. Jeżeli wiem co się ze mną dzieje i dlaczego tak jest, to zyskuję nad tym możliwość kontroli, a co za tym idzie, możliwość zmiany. Szczególnie zatem istotne jest, aby zgłaszający się do nas pacjent zrozumiał.
Szczególny popłoch i dezorientację pośród pacjentów budzi jeden, konkretny winowajca o kilku malowniczych twarzach. Mianowicie, Jest to emocja. To wszak emocje właśnie są tym, co robi tak wiele zamieszania. Tak moi mili, ta sama emocja właśnie, która była już tu wcześniej wywoływana do tablicy, jako przykład celu nierealistycznego. Nasze sławetne “Nie chce się tak czuć.”
A emocje, moi drodzy, same w sobie zupełnie niczemu nie są winne, bo cóż one mogą za to, że po prostu istnieją, a gdy coś próbują przekazać, to nikt ich nie chce słuchać. No, nic dziwnego, że krzyczą. Prawda? A nawet czasem, można by rzec, że się drą.
Na początku mojej praktyki zawodowej więc, przez lata usilnie tłumaczyłam ludziom czym są emocje i po co je mamy. Z mądrą miną mówiłam o ewolucji, fizjologii i tak dalej. Moi biedni pacjęci kiwali ze zrozumieniem głowami, a w ich oczach była pustka. Bo cóż, że już rozumieli, jak wciąż tak ciężko im było zastosować.
W pewnym momencie, w swej bezbrzeżnej kreatywności, sięgnęłam do przykładów z życia. Muszę przyznać, że tu, efekt zrozumienia pojawia się znacznie szybciej i trafiał do dużo szerszej grupy. Odwoływanie się do przykładów z życia, jest świetną metodą obrazowania problemów i pomaga utożsamić się z omawianym zagadnieniem niemal każdemu. Co jednak z tymi, do których to nie przemawia? To pytanie spędzało mi sen z powiek. Gdy tak bardzo chciałam pomóc i wychylałam się tak bardzo, by uchwycić wyciągniętą ku mnie dłoń, a jednak wciąż dzieliła nas przepaść zrozumienia. I to wtedy właśnie, w moim gabinecie zawitała ona! Metafora. wkroczyła doń ubrana cała na biało i zaczęła żonglować, z iście akrobatyczną wprawą tworząc most porozumienia.
I tu, pozwolę sobie zaprezentować, mój ulubiony, stworzony przeze mnie przykład metafory, jako narzędzia psychoedukacji. I jeżeli chcecie, to możecie mnie oceniać. Możecie kręcić, z politowaniem i niesmakiem głową, i cmokać z przyganą, ale metoda ta działa i jest skuteczna. Możecie mówić “Oj Mario, Mario, jakież to grubiańskie, jakież płytkie.” Może i tak, ale cóż, potrzeba matką wynalazku. Zatem więc przedstawiam państwu metaforę p***sa.
P***s czym jest, każdy dorosły człowiek mniej lub więcej to wie. Każdy też, w jakimś stopniu, zdaje sobie sprawę, jak rzeczony p***s działa. I tu właśnie, zaczyna się doskonałość tego, jakże obrazowego porównania. Jak już wspominałam powyrzej, emocje często pośród moich pacjentów budzą niemały popłoch. Z mojego doświadczenia wynika, że Ludzie dość często kompletnie nie rozumieją swoich emocji, nie potrafią ich zidentyfikować ani regulować. Z ich perspektywy, można by rzec, że emocje się pojawiają, nagle i niespodziewanie i trwają w nieskończoność niewiedzieć czemu. Przyklejają się do nich, niczym wyżuta guma, do podeszwy buta i mimo ich usilnych starań, za żadne skarby nie chcą się odczepić. Na moje pytanie o to, co sprawia, że owa emocja tak trwa i trwa, często słyszę odpowiedź:
Po prostu tak jest, ja tak mam.
Yhym — Kiwam ze zrozumieniem głową a co robisz, że tak masz?
Nic nie robię — oburza się pacjent.
a jednak — mówię — emocja tyle nie trwa, coś ją podtrzymuje.
Moje tyle trwają.
Otóż, moi mili, nie. Niczyje emocje tyle nie trwają. Emocje poprostu tak nie działają. Bo emocje są jak p***s. Wyobraźmy sobie w tym miejscu jakiegoś młodego i zdrowego pana. Pan ów, dajmy na to, pomyślał sobie o pięknej dziewczynie. A, że pan jest heteroseksualny, a dziewczyna wyjątkowo powabna, to ów pan doświadcza wzbudzenia seksualnego. I kto wie co się wtedy dzieje? Pozwolę sobie to tak ładnie ująć, iż dochodzi do erekcji. Wyobraźmy sobie, że zmotywowany tym przyjemnym doświadczeniem pan postanawia w tej sytuacji, puścić sobię film dla dorosłych. Jak myślicie co się wtedy dzieje z jego p***sem? Pewnie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że taka sytuacja może potrwać jakiś czas, i przez caly ten czas p***s pana pozostanie najpewniej wzwiedziony.
A teraz wyobraźmy sobie, nieco inny scenariusz. Początek pozostaje ten sam. Młody pan myśli o dziewczynie, a jego ciało na ową myśl reaguje, ale ów pan, miast puścić film bądź podjąć inny, spójne ze swym pobudzeniem działania zaczyna kroić, dajmy na to, pomidory. Jak myślicie co się wtedy stanie? No właśnie moi mili, no właśnie. Emocje są jak p***s, nie podtrzymywane, w końcu opadną i to dość szybko.
I to właśnie, jest potęga owej metafory. Kto raz ją usłyszy, już jej nie odusłyszy. Jej prostota jednocześnie pozwala głęboko zapaść w pamięć. Dzięki niej właśnie, pacjentom bardzo łatwo przychodzi zrozumieć mechanikę z jaką działają emocje i jaki jest rzeczywiście udział tego co oni robią w procesie ich podtrzymywania. Nie bójmy się więc metafor. Mogą być głupie, proste albo śmieszne, to nie istotne. ważne, że działają. 😉
Powyższy tekst nie jest artykułem naukowym, a jedynie zbiorem przemyśleń i wypowiedzią w danym temacie, za podstawę mającąc nabytą przeze mnie wiedzę i doświadczenie.