04/06/2026
W ostatnim czasie cały internet został opanowany przez program „Love is Blind Polska”. Sieć huczy od plotek na temat dalszych losów uczestników, skrajnych opinii o ich zachowaniu, memów i reklam podchwytujących powiedzonka bohaterów. Jednocześnie panuje przekonanie, że zainteresowanie tego typu produkcjami to tzw. guilty pleasure, czyli grzeszna przyjemność, której należy się wstydzić. A co, jeśli powiem Ci, że wspólne śledzenie poczynań telewizyjnych par może stać się wartościowym czasem w gronie rodziny?
Po pierwsze: wspólne oglądanie może być dobrym pretekstem do rozmów o relacjach – zarówno romantycznych, jak i rodzinnych (bo kontakty z rodzicami i rodzeństwem są ważnym wątkiem na dalszych etapach programu). Czego w nich oczekujemy, a co jest dla nas nie do zaakceptowania? W jaki sposób możemy zaznaczać swoje granice i komunikować potrzeby? Czym się kierujemy przy wyborze osoby do związku? Jakie pytania warto zadać podczas pierwszych spotkań, by dowiedzieć się, czy dana osoba do nas pasuje?
Po drugie: w świecie, który skupia się głównie na negatywnych informacjach i treściach wzbudzających skrajne emocje, warto od czasu do czasu sięgnąć po nieskomplikowaną rozrywkę. Popularność memów związanych z programem dowodzi, że dostarcza on mnóstwa zabawy i radości, a dodatkowo zbudował wokół siebie swoistą wspólnotę. Wystarczy, że rzucisz do kogoś hasło „A fotowoltaikę macie czy nie?”, „Chrapusiałem?” albo „Auuu, najs”, by po jego reakcji stwierdzić, czy
należy do kręgu „wtajemniczonych”. Głupie? Może i tak, ale jeśli pomaga nawiązać porozumienie, to być może warto spróbować to wykorzystać, również w kontaktach z nastoletnimi dziećmi czy partnerem.
No i wreszcie: czy tego chcemy, czy nie, dzieci i młodzież czerpią swoją wiedzę o świecie z mediów, a te bywają bardzo niewiarygodnym źródłem. Nie inaczej jest w przypadku reality shows: to, jak odbieramy konkretnego uczestnika, zależy nie tylko od jego faktycznego zachowania, ale również wyboru scen podczas montażu. W efekcie bohaterowie stają się raczej postaciami napisanymi przez scenarzystów i nie mamy okazji dobrze ich poznać. Aby to zrozumieć, można zagrać w małą grę: niech każdy zastanowi się, z jakich momentów z ostatniego tygodnia można byłoby zmontować jego najgorszą, a z jakich najlepszą wersję? Takie ćwiczenie uświadamia, jak bardzo jesteśmy złożeni, a także może pozwolić na spojrzenie z dystansu na siebie i własne reakcje, a może nawet szczerą rozmowę o stojących za nimi emocjach. Kto wie? Nie zaszkodzi spróbować!