04/09/2026
Jestem instruktorem pilatesu od prawie dekady. Widziałam w tej branży naprawdę wiele, ale tempo, jakiego pilates nabrał w ostatnim czasie, jest po prostu niewiarygodne. I szczerze? Mam poczucie, że jako środowisko i społeczność zaczynamy popadać w dwie bardzo niebezpieczne skrajności.
Z jednej strony mamy „Instagramowy Pilates”. Wyznacznik prestiżu, chwilowa moda i styl życia. Liczy się drogi komplet sportowy, idealny reformer w tle, kubek z matchą w dłoni, estetyczna fotka i dobra poza do rolki. Pilates stał się blichtrem, w którym sam ruch schodzi na drugi plan.
Z drugiej strony mamy elitaryzm i ortodoksję. Nauczycieli, którzy szkolą się od 20 lat w klasycznej metodzie i patrzą z góry na każdego, kto odejdzie od utartych schematów. Oceniasz, krytykujesz i hejtujesz innych instruktorów, bo próbują realnie pomóc klientom bólowym zamiast na siłę wpychać ich w idealnego Teasera.
A gdzie w tym wszystkim jest człowiek?
Po drugiej stronie reformerów i mat stoi żywy człowiek. Często przebodźcowany, z bolącym kręgosłupem, ze stresem w ciele. On nie potrzebuje idealnego obrazka ani akademickich sporów.
W moim odczuciu naszą główną rolą jako instruktorów jest edukowanie w kierunku budowania prawdziwej świadomości ciała. Powinniśmy uczyć klientów słuchania sygnałów, jakie wysyła im organizm, rozumienia własnych odczuć i dawać im mądre, praktyczne wskazówki.
Wyciągajmy z pilatesu to, co najlepsze. Szanujmy fundamenty, ale wykorzystujmy ogromne możliwości nowoczesnego sprzętu i wiedzy o ciele. Dopasowujmy ćwiczenia pod konkretne potrzeby, rozciągajmy, wzmacniajmy i dbajmy o to, co najważniejsze: jakość życia naszego klienta.
Pilates to nie prestiżowy gadżet ani niedostępna wiedza tajemna. To drogowskaz do lepszego samopoczucia we własnej skórze.
💚Klaudia z Boso