02/03/2021
Trwa Eating Disorders Awarness Week. Po raz kolejny długo zastanawiałam się czy dodać tu następną część mojej długiej historii z zaburzeniami odżywiania. Ale wiecie co? Jestem z siebie dumna, a rzadko kiedy jestem. Rzadko kiedy jesteśmy z siebie dumni. Ale ja dzisiaj jestem. Może pochwalę dzień przed zachodem słońca, może to jeszcze nie koniec mojej historii… Ba! Jestem przekonana, że to nie koniec.
Zdjęcie dzieli niecałe 3 lata. Różnica dosłownie parę kilogramów. Nie ma sensu pisać, ile dokładnie. Nie chcę by ktokolwiek z podobnymi problemami sugerował się cyferkami w internecie. Natomiast różnica w głowie, różnica z podejściem do jedzenia, ogromna.
Po lewej, dziewczyna, która traktowała jedzenie zero jedynkowo. Zdrowe/niezdrowe, dozwolone/niedozwolone, wolno/ nie wolno. A co się działo, gdy zjadła coś co nie wolno? Hamulce puszczały, kompulsywne objadanie się, napady bulimiczne. Efekt? Napuchnięta twarz, stałe niezadowolenie z siebie i swojej sylwetki, wzdęty brzuch. Patrząc w lustro, nienawidziłam siebie. Po napadach były czas na restrykcje, ograniczenia, odmawianie sobie „niedozwolonego” jedzenia. W ten sposób wpadałam w błędne koło. Po anoreksji przyszła bulimia, a następnie kompulsywne objadanie.
Po prawej? Intuicyjne jedzenie, zgodnie z uczuciem głodu, dostosowane do swojej dosyć wysokiej aktywności fizycznej. Nie odmawiam sobie pizzy, ramenu, pierogów czy ciasta, kiedy jest okazja. Na co dzień jednak dbam o odpowiednią ilość warzyw, owoców, zróżnicowanych i pełnowartościowych produktów. Ale przede wszystkim przestałam traktować jedzenie jak wroga. Jedzenie nie wywołuje już we mnie tak skrajnych emocji. A i treningi nie traktuję już jako sposób na zrzucenie „wiecznie” zbędnych kilogramów. Treningi przynoszą mi radość, cieszę się, że jestem coraz bardziej sprawna i potrafię nowe rzeczy.
Długa droga za mną i jeszcze długa droga przede mną. Wciąż jeszcze zdarzają się gorsze dni w relacji z jedzeniem i własnym ciałem, ale jestem z siebie dumna.
̇ywiania